Blog > Komentarze do wpisu

Ogarnianie wspomnień

- Wiesz chyba, co to jest widnokrąg? - zapytał, gdy nie odezwałem się ani be, ani me, a i minę musiałem mieć przy tym niewyraźną. wyciągnął przed siebie rękę i okręcając się jak po zardzewiałej ze starości osi z tą wyciągniętą ręką, powiedział: - O, to linia dookoła między ziemią a niebem, która nas zamyka. Chociaż to tylko złudzenie. Gdybyś chciał do niej dojść, będzie się zawsze od ciebie odsuwała, zachowując tę samą odległość. A ty będziesz zawsze w środku. I nigdy nie dojdziesz. Potwierdza jednakże, że ziemia jest okrągła.

Chciałem już powiedzieć, że to nieprawda, bo stary Kaziuń, z którym pasłem krowy, doszedł. Ale pomyślałem, że pewnie by mi nie uwierzył (...). ss. 255-256

 

Wiesław Myśliwski, Widnokrąg, s.600, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 1997.

Po udanym ubiegłorocznym spotkaniu z prozą Myśliwskiego (Traktat o łuskaniu fasoli - Literacka Nagroda Nike 2007) chciałam przeczytać inne powieści tego autora, a akutat natrafiłam na również nagrodzony nagrodą Nike, tyle że w 1997 roku, Widnokrąg. Literatura skrojona z najlepszego gatunkowo materiału! Nie napiszę, że pochłonęłam książkę w ciągu parę godzin, bo czytałam dłuższy czas małymi fragmentami, oswajałam się z postaciami, sytuacjami, wczytywałam się we wspaniały styl okraszony doskonałym językiem.

Pisarz ma prawo, a nawet powinien wykorzystywać swe prywatne doświadczenie, wiedzę pokoleń tworzących rodzinę. Tak robi też i Myśliwski. Są Rybitwy, przedmieście, z którego uciążliwą drogą schodkami schodzi się do miasta, które odkrywamy jako Sandomierz, jest też i okoliczna wieś nie wymieniona z nazwy, wieś, jakich wiele.

Piotr, Pietruś, Piotruś, narrator konkretny snuje swoją opowieść wcielając się w siebie z czasów minionych, tworząc opowieść, która stopniowo poszerza horyzont naszej wiedzy o nim i ludziach z nim związanych, ale nie odkrywa wszystkiego do końca, pozostawiając dużą dozę niewiedzy. Tak to jest w życiu, że nie zawsze znamy początek i koniec zajmującego nas zdarzenia. Jest to opowieść o wkraczaniu młodego człowieka w życie, zdobywaniu kolejnych doświadczeń, nauce oceniania i przyjmowania rzeczywistości. Myśliwski jawi się jako autor, który doskonale potrafi ukazać życie i troski codzienne zwykłych ludzi, osadzając ich w określonych realiach historycznych. Mimo zawirowań politycznych, trzeba żyć.

Punktem wyjścia jest oglądana fotografia, a potem przenikanie w czasy wojny spędzonej na wsi oraz życie w PRL-u. Zwraca uwagę energiczna matka, jej wspominanie czasów przedwojennych, troska o zapewnienie rodzinie środków do życia, zbieranie przepisów. Przypomina mi trochę Barbarę Niechcicową. Postać ta i irytuje swoją naiwnością, ale też budzi ciepłe uczucia. Obok niej, w cieniu żyje schorowany mąż, dawny oficer, potem urzędnik, który wbrew realiom myśli o pracy i powrocie do dawnego życia. Wśród galerii barwnych postaci pojawiają się co chwilę sąsiadki z czasów powojennych, gdy rodzina mieszka w suterenie na Rybitwach - to panny Ponckie, których profesja radzi niektórych sąsiadów, ale nie rodzinę bohatera. To one przygotowują dla Piotrusia codzienne kakao i wybierają krawat na ważny szkolny bal. Inne sylwetki są nakreślone krótko, ale tak, że pamięta się je. To stary pastuch Kaziuń oraz profesor, który zaraz po wojnie udziela prywatnych lekcji Piotrusiowi, stosując bardzo współczesne metody nauczania. Jest też Sulka, sąsiadka ze wsi, której rodzina wypełni los przeznaczony jej pochodzeniu, Iwan - pełniacy funkcję zleconą przez nowych władców świata, ale jest zwyczajnym człowiekiem nieprzesiąkniętym politycznymi uprzedzeniami, który pragnie, by ktoś napisał list do jego rodziny. Postacie, nawet epizodyczne, są wyraziste i zindywidualizowane.

Opowiadane historie nie pojawiają się w kolejności chronologicznej, ale okazją do ich rozwinięcia jest jakiś temat, który połączy różne sytuacje. Nie ma w nich elementu zaskoczenia, bo znamy moment urwania opowieści. Bardzo wyrazisty jest motyw zgubionego buta oraz oślepienia psa, Kruczka, kwitnącego sadu. Przejście od jednej historii do drugiej nie jest sztuczne, lecz płynne, bo jakaś rzecz, obraz, wywołuje wspomnienie i chęć podzielenia się wiedzą.

W tle jest historia, kontyngentów wojennych, kolczykowania bydła i trzody, potem oczami Piotra obserwujemy zwrot historii - transporty zwierząt z Niemiec do ZSRR, ale po drodze osłabione stada trzeba zabijać w rzeźniach polowych, a wysyłać mięso. Pojawia się sprawa związana z nakazem opuszczenia swoich domów na wsi przez Żydów, lecz też i humorystycznie pokazana sytuacja związana z Notatnikiem agitatora w jednej z fabryk w czasach stalinowskich.

Zaczyna się od zdjęcia, na którym narrator jest małym chłopcem, ale opowieść ma i swój koniec. Po to się opowiada, by przekazać swoje doświadczenie i obserwacje następnemu pokoleniu. Tak jak kiedyś Piotr prowadził ojca po męczących schodkach, tak teraz narrator chce po nich zejść w towarzystwie swego syna, z którym przyjechał może po raz ostatni w rodzinne strony. Powieść o kreacji zapamiętanego świata, tajemnicy pamięci wydobywającej ludzi i zdarzenia z niebytu, oparta jest na zasadzie wielokrotnych powrotów jest warta uwagi.

sobota, 04 kwietnia 2009, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/04/06 19:14:51
Też bardzo podobała mi się ta książka. Czytałam ją chyba w tym samym czasie, kiedy zachwycałam się Nowakowym "A jak królem, a jak katem będziesz". Podobne? Nie do końca, choć obie wybitne i zajmują ważne miejsce w moim prywatnym rankingu.
-
2009/04/07 20:38:20
Obu panów łączy zainteresowanie tematem wiejskim, prowincją, ciekawa konstrukcja bohaterów. Mam zamiar jeszcze sięgnąć po "Kamień na kamieniu".
-
2009/04/07 21:29:52
Ja też :)
-
2009/04/08 17:43:28
:) Jak kogoś polubię, to staram się przeczytać więcej jego książek.