Blog > Komentarze do wpisu

Żona dla Nowozelandczyka

Krainą białych obłoków nazywana jest Nowa Zelandia, a nazwa nawiązuje do opowieści o pierwszych maoryskich przybyszach z kraju zwanego Hawaiki. Kura-maro-tini ujrzała nad morzem piękny biały obłok, który okazał się nową ziemią, Aotearoą.

W tym kraju toczą się wydarzenia sagi rodzinnej sięgającej połowy XIX wieku obmyślonej przez niemiecką pisarkę Sarah Lark. Debiutancka powieść, co możemy wywnioskować z notki na zakładce książki, jest efektem podróży i zauroczenia Nową Zelandią, co skłoniło ją do zgłębiania historii, obyczajów i folkloru. Stylistycznie i tematycznie przypomina mi sposób pisania Patricii Shaw piszącej o sąsiedniej Australii z tej samej epoki. Fabułą skonstruowana jest całkiem zgrabnie bez niepotrzebnych dłużyzn. Czyta się powoli ( ja tak lubię), bo w ten sposób nawiązuje się lepszy kontakt z bohaterami, miejscem i rozbudowanymi intrygami.

Podczas gdy sąsiednia Australia przede wszystkim na początku była kolonią karną, sąsiednia Nowa Zelandia przyciągała nowych osadników, którzy na nowych ziemiach widzieli swoją szansę na awans społeczny i bogactwo dosyć szybko zdobywane. Jednocześnie biali osadnicy w miarę pokojowo współistnieli z pierwszymi kolonizatorami tych ziem czyli Maorysami (oszustwa dosyć szybko opanowano). Pisarka bez przydługich wykładów dawkuje informacje o gospodarce, rozbudowie miasteczek, osad, funkcjonowaniu farm, inicjatywie ekonomicznej, ale i przenoszeniu wzorów życia ze Starego Kraju, stosunkach z miejscową ludnością, która pielęgnuje swoje tradycje, lecz dostrzega potrzebę kształcenia. Uwaga czytelnika jest jednak kierowana ku dwom kobietom, które na statku Dublin wyruszają w nieznane, by wyjść za mąż. Gwyneira jest najmłodszą córką lorda i ma poślubić syna "owczego barona", nowobogackiego notabla. Sama jest osobą nietuzinkową, nieprzystającą do wyobrażeń o dobrym wychowaniu angielskiej arystokratki. Z kolei Helen, córka pastora, guwernantka, ma dosyć opłacania kształcenia leniwych braci i odpowiada na ogłoszenie gazetki parafialnej dotyczące nawiązania kontaktu korespondencyjnego z farmerem poszukującym kandydatki na żonę, wierząc w swoją pomyślną gwiazdę. Jak potoczą się ich losy? Czy spotkani mężczyźni spełnią ich oczekiwania o szczęściu?

Książka ukazuje zderzenie oczekiwań, marzeń z trudną rzeczywistością, w której młode kobiety muszą wykazać się siłą woli, hartem ducha, wyobraźnią i przebiegłością. Jest to opowieść o pragnieniu miłości, ale i nienawiści, ważna okazuje się przyjaźń, umiejętność bycia z ludźmi, podejmowania decyzji. W sześćsetstronicowej książce autorka poświęca swoją uwagę nie tylko głównym bohaterkom i ich rodzinom, ale także innym osobom z przeszłości podróżującym Dublinem lub poznanym na farmie oraz tubylcom kształconym przez Helen albo pracującym u Wardenów. Każda historia wnosi nową informację o pionierach mających wpływ na kształtowanie się społeczeństwa wysp. Postaci zróżnicowane, o różnym temperamencie i oczekiwaniach ze zwróceniem uwagi na rolę kobiet i ich stopniową emancypację przykuwają uwagę, ale i czasami irytują.

Jak już wspomniałam, ten rozbudowany sposób prowadzenia narracji zakładający wielość i zróżnicowanie intryg przyspiesza lub zwalnia akcję, autorka prowadzi równocześnie parę wątków, czasami ospale kołysze czytelnika na fali życia. Takie są opowieści rodzinne. Ta napisana jest tradycyjnie bez stylistycznych fajerwerków, ale zupełnie poprawnie w stylu dziewiętnastowiecznych angielskich powieści.

O Dolinie Lagun Patricii Shaw można przeczytać na blogu.

______________________

Sarah Lark, W krainie białych obłoków / Im Land der weissen Wolke, przeł. Daria Kuczyńska-Szymala, wyd. I, s. 616, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009.

piątek, 01 stycznia 2010, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/02 12:38:38
Witaj w Nowym, Oby Lepszym, 2010 roku!

Nowa Zelandia jest krajem moich marzeń. Kiedyś tam wyjadę na stałe...

pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/01/02 19:39:02
brzmi interesująco, zainteresuję się tym za jakiś czas
-
2010/01/03 14:28:36
Anhelli, dziękuję za pierwszy wpis w nowym roku. Nawet aż tak wiele o Nowej Zelandii nie czytałam, więc zainteresowała mnie ta pisana tradycyjnie powieść. Może to początek jakiejś dłuższej znajomości z tym krajem. Kto to wie.

Kasiu, jest w tej powieści coś ze stylu Bronte i naśladowczyń, ale sposób patrzenia na kobiety jest współczesny.
-
2010/01/03 17:13:59
nutto, pod moim wpisem o Rewersie zostawiłam komentarz, ale pomyślałam, że i tu też napiszę - greenhistoryk oferował wysyłkę Rewersu, jeżeli dotrzyma słowa, bo nie wiem, czy będzie chciał wydac pieniądze na przesyłke do Irlandii, po przeczytaniu, wyślę go tobie, bo mam taki pomysł, o czym piszę na blogu, żeby co jakiś czasu puszczać w obieg książki między nami blogowiczami. Nie wiem, czy to się przyjmie, ale możemy chociaż ten Rewers tak sobie powysyłać, kto tam bedzie chętny, może się zgłaszać
-
2010/01/03 20:30:02
Kasiu, zajrzę na Twój blog. Można spróbować.