|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Na placówce
O kibucu słów kilka Kibuc wyrósł z ruchu spółdzielczego, w początkach jego ideowym podłożem było połączenie syjonizmu z socjalizmem, a celem stworzenie nowego Żyda, zmiana jego mentalności poprzez nauczenie pracy fizycznej na roli, odpowiedzialności za wspólnotę i konieczności jej obrony. Nie myli się ten, kto w założeniach wspólnot od 1910 roku dostrzeże utopijny komunizm. Młodzi przybysze z Rosji, potem ze Związku Radzieckiego chcieli ulepszyć to, co w Europie ulegało wynaturzeniu. Po początkowej euforii wspólnoty rzeczy, mieszkań, dzieci, braku prywatnej własności, wycofano się z pewnych założeń dotyczących pojmowania roli rodziny, dopuszczono własność prywatną w niewielkim stopniu. Niezmienione pozostały zasady zarządzania. W kibucach znaleźli się często ludzie wykształceni, którzy na co dzień wykonywali prace robotnicze w sekcjach, do których zostali przydzieleni. Oprócz pracy zwracano uwagę na potrzeby kulturalne i oświatowe mieszkających w nim ludzi. Wszystkich cechował entuzjazm i wiara w wartość podjętych działań i poświęcenia. Zgorzknienie u niektórych przyszło później. Swoje miejsce w kibucu widział też i młody Amos Klausner, który podjął taką decyzję w 1954 roku po tragicznej śmierci matki. Piętnastoletni oczytany chłopiec marzył o zostaniu traktorzystą. W kibucu Chulda skończył szkołę średnią, stamtąd zarząd wysłał go na studia na Uniwersytet Hebrajski. Tam wrócił, będąc już Amosem Ozem, by pracować fizycznie i umysłowo oraz stać się pisarzem. W kibucu sam, potem z założoną rodziną spędził 31 lat i opuścił go z przyczyn zdrowotnych dziecka. Placówka Literacki Mecudat Ram leży w dolinie u stóp gór i graniczy z ziemią wrogów, bo tylko 3 km od granicy państwa. Jest więc nie tylko miejscem codziennej pracy, ale też placówką obrony ziemi za wszelką cenę. Można powiedzieć, że nawet dążą do podjęcia uprawy spornego "wielbłądziego pola". W takiej sytuacji czujność i dbałość o bezpieczeństwo jest niezbędna. Od czasu do czasu dochodzi do wymiany strzałów, wystrzeliwania rac, walki na snopy światła, zmuszone są interweniować siły powietrzne. Mimo spoglądania w kierunku wzniesień i nieustannej czujności, nikt nie ma zamiaru rejterować, codzienne życie toczy się dalej. Symbolem poświęcenia pierwszych osadników i założycieli kibucu jest pamięć o pierwszym, który zginął za sprawę i ziemię, Aaronie Remigulskim. "...jak człowiek umrze, jest święty. A póki żyje - to jeszcze nie wiadomo.(...) Ale jak człowiek umrze, to już nie wolno go obgadywać." Tak mówi Ezra Berger, który widział tę śmierć. Do tematu powraca w innym miejscu w rozmowie z Ruwenem, mówiąc, że zbyt szybko uczyniono z niego męczennika. "Ale my urządziliśmy z jego śmierci istny karnawał, jak gdyby dobrze się stało, że ktoś zginął zaraz na początku. Że to niby dobrze ze względów wychowawczych." Pierwsza powieść nie jest cukierkowym obrazem życia, lecz ścieraniem się poglądów, obserwacji, ocen, zdarzeń. Nasz przewodnik Przed państwem kibuc Mecudat Ram. Te słowa zapisane na początku czynią z czytelnika uczestnika niezwykłej wycieczki, i nie jest to zwyczajna wizyta, taka jak tych turystów z krajów europejskich, których oprowadza Ruwen Charisz, lecz wkroczenie w topografię, życie teraźniejsze i przeszłość zbiorowości i jednostek. Anonimowy przewodnik prowadzi, ale najciekawsze są jego komentarze do prezentowanych opowieści. "Możliwe, że uda mu się, dzięki ojcowskiemu autorytetowi ugruntować teorię swojej koleżanki wychowawczyni, Bronki Berger. Trzymamy za niego kciuki." Nasz cicerone wyraźnie prezentuje opinię wspólnoty, stąd zaimek my. Ile w tym jest ciepłej życzliwości, a ile małego prztyczka w nos? "My także osądzamy tę wdowę, zarzucając jej nadmierne zgorzknienie, powątpiewając wręcz w jej lojalność wobec idei kibucowej." Tu jawi przewodnik jako oczy i uszy wspólnoty. Wybrane postacie prezentuje krótko i trafnie, wracając przy okazji do niektórych wątków, uzupełniając, a nawet ukazując postać w innym świetle. "A oto nadchodzi młodzież. Spójrz tylko, czyż te dziewczęta i chłopcy nie są jak wspaniałe, dorodne owoce? Wyprostowani, piękni, a jeśli trafi się wśród nich wyjątek, potwierdza tylko regułę. Obdarzeni są tymi samymi cechami, które znaleźliśmy u ich rodziców, oprócz surowości." Przewodnik jest zadowolony z miejsca, w którym żyje. Pozornie są to wyłącznie wypowiedzi propagandowe, ale, ale ... może nam się dostać za błędny kierunek myśli: "W przyszłości więc gościu, unikaj pochopnego dopatrywania się zgryźliwości tam, gdzie jest udręczenie i zgryzota." Nasz przewodnik ma swoje miejsce w społeczności, bo wie bardzo dużo, jest życzliwy i krytyczny, potrafi wyciągać wnioski, posługuje się czasami ironią, z humorem podchodzi do ludzkich słabości, nie boi się drobnej krytyki. Na te słowa komentarzy warto zwrócić uwagę. Wspólnota a jednostka W kibucu mieszkają trzy pokolenia. Zwróćmy wpierw uwagę na tych nielicznych przedstawicieli starszego pokolenia. "Wszyscy staruszkowie pochodzą z Kowla i okolic. Rodzice założycieli kibucu pochodzący z Niemiec już nie żyją, odeszli z tego świata..." Potraktowani są jako całość z niewielką indywidualizacją. Są wyciszeni, mają swoje sprawy i spory, którymi nie chcą absorbować nikogo, bo to ostatecznie ich dzieci miały rację, wybierając wbrew ich woli wyjazd do Palestyny, który ocalił im życie. I tu zdarzają się drobne uszczypliwości narratora dotyczące dwóch pokoleń. Dziergają na drutach i cerują skarpety. "A kto ich do tego zmuszał? Nie my. Sami dobrowolnie się tego podjęli." Tylko dzieci czasami wesoło wołają: "Dziadki, dziadki, chodźcie tańczyć." Średnie pokolenie to założyciele kibucu. " ... założyciele kibucu dzielą się na dwie grupy: pochodzących ze wschodnich kresów Polski, które należą obecnie do Rosji, oraz pochodzących z Niemiec." "Jedno pokolenie wstecz ta dolina leżała odłogiem... Wasi ojcowie chwycili się pazurami tej ziemi, aż im się poddała." Te wzniosłe słowa wypowiada nauczyciel i poeta Ruwen Charisz, kierując je do młodych. Nasz przewodnik kieruje uwagę na parę rodzin i ich przedstawicieli. Mimo wielu słabości, których nie ukrywa, podkreśla ich wyjątkowość jako ludzi. Nie jest to obraz lukrowany, bo każdy z nich ma swoje poglądy, nie obawia się wypowiadać krytycznych uwag. Niektórzy z nich są sceptyczni wobec zmian sprzecznych z pionierskim entuzjazmem lat trzydziestych. I tu nie brakuje problemów rodzinnych, które są ważne, a rozstrzygnięcie niektórych nastąpi na naszych oczach. Od początku śledzimy wieloma oczyma trójkąt Ezra, Bronka, Ruwen, skomplikowaną osobą jest Fruma Ruminow. Średnie pokolenie poprzez swoich wybranych przedstawicieli kieruje kibucem. Z najmłodszego pokolenia na plan pierwszy wysuwane są problemy Nogah-Turkuski, zaskoczenie wywołują chuligańskie wybryki syna Ezry, Orena, marginalnie zatrzymujemy się przy Gaju, potem dostrzegamy szczęście Tomera i Enaw, ale też chcemy wiedzieć, jak potoczą się losy zafascynowanego wojskiem Ramiego. Oni w przyszłości będą kontynuować dzieło ojców. Ale jak? Autor podkreśla, że życie we wspólnocie wcale nie musi się wiązać z wyzbyciem cech indywidualnych. Czasami inne są potrzeby kolektywu a inne jednostki dążącej do wyrażania siebie. Napięcie, które autor buduje, polega na zderzeniu tych potrzeb. Od polityki i historii się nie ucieknie Nie ma dużo, ale za to dobitnie. Jest to wykład Ruwena o Zagładzie dla uczonych przez niego dzieci. "Jego uniesienie udziela się słuchaczom." Jednakże w tej powieści są najważniejsze marginalne stwierdzenia o powojennych odszkodowaniach niemieckich, ale też krytyczny stosunek do tych, którzy wyjechali z powrotem do Niemiec, by tam robić podejrzane, niemoralne interesy. Taką osobą jest brat Ezry, który na jakiś czas zjechał do kibucu, Siegfried, dawniej Zecharia, Ewa,która uciekła od Ruwena. Prowadząc tam biznes rozrywkowy, chce jak najwięcej skorzystać, nie widząc niczego niestosownego w jakości programów rozrywkowych. "Najznakomitsi myśliciele całymi dniami oddają się tam samobiczowaniu. Tłusty humanizm wylewa się z nich teraz wszystkimi porami skóry. Nawet gdyby przyjąć, że Niemcy tylko udają, jak stara dziwka, która mizdrzy się, próbując uchodzić za dziewicę, nawet wówczas możemy się cieszyć ich zakłopotaniem i śmiać z ich niezdarnych, uciesznych wygibasów." - tak mówi gość z Niemiec. Najważniejsze są jednak stosunki z arabskimi sąsiadami. Przytaczane są dwa stanowiska. "... po wychowaniu patriotycznym Bronka opowiadała nam o Arabach.(...) Ze oni strzelają do Żydów nieumyślnie, czy coś w tym rodzaju. I że wcale nas nie nienawidzą, tylko po prostu są biedni, a ich szefostwo w Damaszku zmusza ich do walki. A my też wcale nie musimy ich nienawidzić, bo to tacy sami robotnicy i rolnicy jak my." Młode pokolenie jet bojowo nastawione i chce zdecydowanie rozwiązać konflikt po swojej myśli. W wypowiedzi do uczniów Ruwen, który potępia konflikt i opowiada o śmierci lokalnego męczennika pojawiają się słowa: "Przecież Arabowie są takimi ludźmi jak my. Gdyby ów morderca, który zastrzelił naszego towarzysza Aarona Remigulskiego, wiedział, jak szlachetną i dzielną duszę ma zgładzić ze świata, jego ręka zatrzymałaby się w pół drogi. Bo jedno musicie sobie zapamiętać: to nie Arabowie są naszymi wrogami, lecz nienawiść." Ale tacy jak Oren, Gaj i Rami wiedzą swoje. Ponieważ kibuce wyrosły na gruncie idei socjalistyczno-komunistycznych, nie ma w tej społeczności rabina, przewodniczący udziela ślubów, chociaż obchodzi się święta religijne i świeckie jak 1 Maja i święto plonów. Na koniec Powieść o zwyczajnym życiu, przekraczająca czas wydarzeń, zwraca uwagę umiejętnością wykorzystania wszystkich możliwości językowych, by ukazać świat wielowymiarowo. Jest tu rzeczowo, plotkarsko, wzniośle, uszczypliwie, ale i lirycznie. U początków swej kariery literackiej Amos Oz odnalazł swój styl, który będzie wzbogacał. A jakie jest miejsce tłumacza? Ile jest w tym wszystkim serca i wiedzy językowej Leszka Kwiatkowskiego? Nie znam odczuć osób czytających oryginał, ale po polsku czyta się z przyjemnością bez pośpiechu. ______________________ Amos Oz, Może gdzie indziej / Makom acher, przeł. Leszek Kwiatkowski, wyd. I, s. 436, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2010. poniedziałek, 21 czerwca 2010, nutta
TrackBack
Komentarze
2010/06/23 00:33:56
Bardzo jestem zainteresowana twórczością Oza. Póki co mam jedną jego książkę, "Opowieść o miłości i mroku" i mam nadzieję wkrótce przeczytać. Ta też mnie zainteresowała, bardzo dobra recenzja!
2010/06/24 12:35:07
Ren, ktoś postanowił wydać wszystko, może i dlatego że nazwisko pojawia się w Noblowskich uliczkach. Dzięki temu my, czytelnicy, mamy możliwość przeczytania prawie wszystkiego jednego autora. Są autorzy, których chcę czytać, a Oz jest jednym z nich.
Z tym narratorem to jest dziwna sprawa, tak jak z Wałęsowym "Jestem za, a nawet przeciw." To czytelnik musi odkryć, co uważa za prawomyślne, a co za ironię. W tej książce spodobały mi się obrazy zwykłego życia w społeczności, którą starsi wybrali zgodnie ze swoimi poglądami, a młodsi tam żyją, ale też mają prawo do zmian. To obraz jednostki poprzez życie w kolektywie. 2010/06/24 12:36:57
Mandzuria, dobrze zaczynasz, bo od autobiograficznej, niezwykłej opowieści. Ja ją w dalszym ciągu podczytuję, parę razy wykorzystywałam cytaty z tej książki.
|
Bardzo ciekawe wprowadzenie, Nuto.
Chwyciłam się tej myśli, że Amos Oz pokazał tu swój późniejszy literacki pazur.
Trochę mnie zbija z tropu przewodnik, który mówi w imieniu wspólnoty i strofuję źle osądzających.
A co Ciebie przekonało najsilniej? Tło historyczno -socjologiczne? Sama - czysta - opowieść (i jej bohaterowie)? Czy może realia, codzienność, scenografia?
ren