Blog > Komentarze do wpisu

Tajemnice cedrowej skrzyni

O tej książce mówiono i chwalono ją ze względu na dużą porcję wzruszeń, rodzinną tragedię i sposób rozwijania fabuły. Gdy zobczyłam Zapach cedru na półce bibliotecznej, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Oczekiwania były duże, wspierane reklamą na okładce, słowami Ophrah Winfrey, która na rynku amerykańskim podjęła się misji popularyzacji niektórych książek i czytelnictwa: Co za szalona jazda! Nie nadążałam z przewracaniem kartek. Tymczasem ja i nadążałam z przewracaniem kartek, i nawet miałam czas na jej odkładanie.

Punktem wyjścia jest przeglądanie fotografii w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, by zaraz potem wkroczyć w koniec XIX wieku do kanadyjskiej Nowej Szkocji i osiąść na dłużej w górniczym miasteczku na wyspie Cape Breton. Jest to obfitująca w rodzinne tajemnice i niedomówienia historia nietypowo skojarzonej, niedobranej pary małżonków i ich córek. Jakub Piper, stroiciel fortepianów, chce się wybić i dlatego chwyta się różnych zajęć przynoszących zyski, ale też pracuje nad sobą i dziećmi drogą samokształcenia, gromadząc domową bibliotekę. Ona, Materia Mahmud, zbyt młoda na macierzyństwo i odpowiedzialność za rodzinę, Libanka z pochodzenia, wyklęta przez swoją rodzinę, jest wpierw barwnym tłem zdarzeń, lecz i cierpiącym człowiekiem, którą nieszczęścia przerosły. Autorka narzuca tempo, zwalnia, kroczy chronologicznie, lecz i dokonuje retrospekcji wydarzeń. Wkrótce ważne stają się córki: Katarzyna, Franciszka, Mercedes i druga Lilia. Cedrowa skrzynia jest symbolem libańskiej ojczyzny, lecz i miejscem, do którego wkłada się rodzinne pamiątki. Łączy w sobie świat dorosłych i dzieci.

Powieść staje się w jakimś stopniu studium relacji rodzinnych, międzyludzkich obfitującym w zagadki, pełnym cierpienia a nawet upadku moralnego na jednym krańcu a miłości i surowości religijnej z drugiej strony. Ciekawym zabiegiem jest mówienie o wielu sprawach nie wprost, ale aluzjami, sugestiami, by nawet zaskoczyć na samym końcu książki. Jak dla mnie, za dużo nieszczęść spada na jedną rodzinę. Na pewno jednak  przedstawiony problem potwierdza tezę, iż o wielu jednostkowych tragediach się wie, ale ludzie nie decydują się podjąć działania, by chronić osoby pokrzywdzone. Bohaterowie są indywidualizowani, wyraziści, jednakże motywacja ich kroków życiowych jest, jak dla mnie, zbyt powierzchowna, niedopracowana, momentami naiwana. Najciekawsze wydają się te fragmenty, w których obraz rzeczywistości ukazywany jest oczyma dziecka.

Zapach cedru, a właściwie Padnij na kolana, to proza, która misternie przeplata wątki, nie szczędząc czarnego humoru, zmysłowości obok pobożności i praktyk pogańskich. Jest w niej momentami coś z powieści gotyckiej w nastroju i wyobrażeniu personifikowanego zła.

Książka zaprasza również w świat, który minął, różnic rasowych i religijnych, strajków górniczych, I wojny śwaitowej, epoki jazzu, sięgając Nowego Jorku. Jednakże stosunki rodzinne kreślone są w środowisku niemal wyizolowanym.

Podjęty temat wskazuje, że działania w imię miłości różnie pojętej czasami wiążą się ze zniewoleniem, brutalnością, wykorzystywanie, uprzedmiotowieniem drugiego człowieka.  Wiele decyzji jest uzależnionych od czasu, ówczesnych poglądów, ocen moralności. Debiutancka powieść Ann-Marie MacDonald na pewno zmusza czytelniczki do empatii - bo one odbiorą ów tekst literacki uczuciowo i długo jeszcze bądą poruszone losem sióstr.

______________________

Ann-Marie McDonald, Zapach cedru / Fall on Your Knees, przeł. Jan Kraśko, s. 558, Świat Książki, Warszawa 2009.

środa, 02 czerwca 2010, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/02 23:03:11
ta lektura jeszcze przede mną...na razie jakoś nie jestem w nastroju na nią...
-
2010/06/03 10:14:20
Ciekawe... Jestem drugą osobą, która ma do tej książki dokładnie taki sam stosunek... Czy to nie dziwne? Ale poszukam tej książki w bibliotece, tylko może za miesiąc, kiedy na dworze będzie ciut inna aura. Sam tytuł potrafi przyciągnąć, pamiętam jak mój promotor na studiach mówił, że dobry tytuł pracy to 50% sukcesu. Ale co jeśli poza tytułem czasami nic więcej się nie kryje? Pomyślę jeszcze nad tym nazwiskiem, poczytam i zadecyduję... W każdym razie dobra, treściwa recenzja. Nie ma co się kierować opisem na okładce... :)

Pozdrawiam ciepło i serdecznie :)
-
2010/06/03 12:43:54
Załączyłam tę książkę do mojego letniego stosiku. Mam nadzieje, że spełni moje oczekiwanie, bo również słyszałam o niej wiele dobrego.Chociaż z głośnymi książkami często tak jest, że niestety zawodzą. Pozdr.
-
2010/06/03 19:31:49
Chiaro, trzeba być w odpowiednim nastroju, by przyjąć na czytelnicze barki smutek tej powieści. Miłego weekendu:)

Anhelli, nie lubię tych napisów reklamowych na okładkach. Czemu służą informacje o wysokości nakładu? Zrozumieć mogę jeszcze na tylnej okładce wypisy z recenzji prasowych. Niestety, czasami trzeba po nie sięgać, bo innych wydań nie ma. Pozdrawiam serdecznie:)

The_book, zbyt duże są oczekiwania, szczególnie wtedy, gdy się naczyta pochwał. Miłych i inspirujących czytelniczo wakacyjnych lektur. Pozdrawiam:)
-
2010/06/03 19:56:58
Mam wrażenie, że to książka nie dla mnie, ale z drugiej strony sporo dobrego się o niej mówi. Takie normalne u mnie dylematy, do czasu aż się złamię, kupię i przeczytam w końcu ;)
-
2010/06/04 17:13:36
Maioofka,lepiej wypożyczyć niż kupić. Pozdrawiam:)
-
Gość: a, *.piekary.net
2010/12/21 13:46:13
a mnie się podobała bardzo - z tym że nie czytałam o niej wcześniej, nie miałam żadnych oczekiwań, kupiłam ją ot tak. Bardzo porusza, wręcz wkurza!
-
2010/12/21 19:10:02
To prawda, porusza i irytuje równocześnie.