|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Głód, głód ...Herta Müller w eseju U nas w Niemczech napisała, iż oczekuje się od niej, by zamknęła rozdział rozrachunkowy z Rumunią, a zajęła teraźniejszością i niemieckim akcentem w książkach. "Im intensywniej zajmuję się Niemcami, tym bardziej teraźniejszość łączy się z przeszłością.(...) Czasem chciałabym głośno zapytać: czy słyszeliście kiedykolwiek o psychicznym okaleczeniu? (...) Ale nie uwolniłam się od odgórnie sterowanego podupadania ludzi w dyktaturze, od jej spuścizny wszelkiego rodzaju, rozbłyskującej wciąż na nowo."
Powieść jest plonem własnych zainteresowań wynikających z rodzinnych losów (matka była w takim obozie) oraz rozmów z deportowanymi ludźmi z jej wsi, które spisywała. Po rozmowie z Oskarem Pastiorem, poetą i tłumaczem urodzonym w Sibiu, jednym z byłych więźniów, pojawił się nawet zamysł napisania wspólnej książki. Jednak po jego śmierci zdecydowała się zakończyć pracę według własnego pomysłu. Utwór mieści się oczywiście w znanym nurcie literatury obozowej, doświadczenia ludzi uwięzionych nie są niczym nowym, są zapisem pamięci, by nie zniknęła, by ją odświeżać poprzez nadanie wypowiedziom narratora nowego, indywidualnego stylu. XX wiek to czas totalitaryzmów, spojrzenia na człowieka przedmiotowo, selekcji tegoż wedle chorych kryteriów, parszywych ideologii, ale niezwykle zapadających w serca i umysły tych, którzy chcieliby panować nad społeczeństwem. Można na ten problem spojrzeć z punktu widzenia pomysłodawców, lecz i tych, którzy byli wykonawcami, których oduczono myśleć w imię własnych, często mizernych korzyści. W nowej powieści zwraca uwagę niezwykle subtelne i ludzkie potraktowanie tematu. Autorka nie stała się tubą propagandową, lecz pozostała wrażliwym człowiekiem. Dopuściła do głosu młodego mężczyznę, Leopolda Auberga, który skrywa swe homoseksualne skłonności, i on stał się narratorem. Jego zmysłami obserwujemy świat, w którym spędził parę lat życia. Jest to punkt widzenia uwięzionego, który się przystosowuje do nowych warunków. Człowiek bywa jednak silny, nie wiadomo skąd biorą się siły do rozpoczynania kolejnego dnia. Pojawiają się małe radości, odczuwanie szczęścia. Jednak tematem, który dosięga każdej komórki jest głód. Jak trafić do czytelnika, by wzbudzić w nim empatię? To tylko słowa, które współistnieją z warstwą informacyjną utworu. Głód czuje się całym sobą. Im mniej się o nim myśli, tym bardziej wchodzi w całe jestestwo. To prawdziwy Anioł głodu, który czuwa, jest wierny jak przyjaciel, nie pozwala o sobie zapomnieć. Te opisy głodu i jego personifikacja pojawiają się wielokrotnie. Wciąż na nowo z czeluści umysłu wyłaniają się słowa, które próbują się ułożyć tak, aby wyrazić wszystko, całego siebie, by rośliny, smak, kolor, ślina przemówiły, uleczyły psychikę. "Nie ma odpowiednich słów na cierpienie, którego przysparza głód. (...) Dosłownie jem życie, odkąd nie muszę głodować."1 Mimo niedoskonałości języka wciąż na nowo próbuje dotrzeć do istoty głodu. Nawet po latach ów Anioł głodu będzie stał obok, będzie czekał - to wie nie tylko bohater tej opowieści, ale każdy, kto go doświadczył w czasach wojny. Głód jako wspomnienie, swoisty sposób jedzenia, gromadzenie żywności, doświadczeń ma charakter uniwersalny. Głód ma swoje słowa, np. kapusta. "Każde słowo głodu jest słowem jedzenia przed oczami i jego smak na podniebieniu. Słowa głodu i słowa jedzenia karmią fantazję. "2 W 1945 r. ZSRR podjął decyzję o skierowaniu Niemców żyjących w Rumunii do "odbudowy" zniszczonego kraju. Książka jest zapisem wyboru osób do deportacji, przygotowań, jazdy w bydlęcych wagonach, pobytu. Drobiazgowo, niemal instrukcyjnie podawane są wykonywane czynności. Narzędzia, ruchy, wygląd - na to zwraca uwagę robot skonstruowany ze skóry i kości na miarę potrzeb bieżących. Język zapisu jest drobiazgowy bez zbędnych upiększeń i komentarzy. To też portret zbiorowy i indywidualny wybranych uwięzionych, ich snów, pamięci, potrzeb, tęsknot, ale i łajdactw, bo wśród uwięzionych wytwarza się syndrom oprawcy, by się przystosować. Słowa niezbędne, czasami rusycyzmy, bo "W obozie zabrano nam marzenia." Życie obozowe to nawiązywanie niezbędnych kontaktów, niewychylanie się i posiadanie przedmiotów do wymiany wśród towarzyszy niedoli i na bazarze. To też choroby, wszy , rekonwalescencja, nabywanie doświadczeń dotyczących nalepszego ubioru, utrata kontaktu z rodziną, która sprawiła sobie "zastępczego syna". Rosjanie, komendant, strażnicy są w tle. To tacy sami nieszczęśliwi ludzie, nawet wtedy gdy egzekwują swoją władzę, jednak nie znamy dobrze ich poglądów. Rosjanami są też ubodzy ludzie z bazaru, z którymi można wymienić towar lub sprzedać. To także mieszkańcy pobliskiej biednej wioski. Tam gdzieś mieszkała babcia, która dała Leopoldowi słowa otuchy i batystową chusteczkę będącą dla niego talizmanem na całe życie. Rosjankami są więźniarki z innego obozu pracujące przy zbiorze ziemniaków. Müller nie wini ludzi, lecz system, bo ludzie są jego wytworem. Może nie wie, jak postawić obok siebie obozy koncentracyjne, obozy pracy i inne wytwory polityki i dlatego skupia się na człowieku pozbawionym wolności, możliwości wyborów, tracącego nadzieję. Egzystencja jest krucha, nietrwała, a urazy psychiczne pozostaną na całe życie, nie pozwolą zapomnieć. Po uwolnieniu i po powrocie do domów byli uwięzieni nie chcą się znać, unikają spojrzeń, spotkań, nie potrafią opowiadać. To wstyd upodlenia, odczucia obcości w środowisku. "Od sześćdziesięciu latwiem, że powrót do domu nie poskromił obozowego szczęścia. Do dziś odgryza ono swoim głodem środek każdego innego uczucia. W środku jet u mnie pusto."3 Książkę Herty Müller trzeba przeczytać, by zrozumieć nietrwałość posiadania, trwałość pamięci i lęków, ból obcości, żal utraconych marzeń. Bywają chwile, że kultura staje się tylko papierem, który można spieniężyć na bibułkę do skręcenia papierosa. ______________________ Herta Müller, Huśtawka oddechu / Atemschaukel, przeł. Katarzyna Leszczyńska, wyd. I, s. 288, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010. 1 Tamże, s. 21. 2 Tamże, s.144. 3 Tamże, s.229. wtorek, 13 lipca 2010, nutta
TrackBack
Komentarze
matylda_ab
2010/07/13 20:57:08
Bardzo ciekawe.
2010/07/13 22:53:28
nie szła mi ta autorka, a ponieważ mam za sobą etap przymuszania się do lektury, więc wiem,że już raczej po nią nie sięgnę...
2010/07/14 16:13:37
Twój czwarty tekst o tej pisarce (właśnie przeczytałam te wcześniejsze). Nie znam niczego, co napisała, a widzę, że ważne by dobrze zacząć. To jedno z tych nazwisk, które wywołują dość skrajne uczucia. Mnie najbardziej ujmuje jej skłonność do lingwistycznych czy metajęzykowych refleksji. Nie wiem do końca w czym rzecz, chciałabym sprawdzić. Gdy nadejdzie czas, to zacznę od esejów "Król kłania się i zabija", a "Huśtawka oddechu" będzie druga (o ile pierwsza lektura mnie zachęci).
Dobrze zrozumiałam, że to jest nowa powieść (czy tylko świeżo wydana w Polsce)? Pozdrawiam ren 2010/07/14 19:39:34
Matyldo, niby temat znany, ale punkt widzenia inny. Myślę, że warto przeczytać.
Chiaro, to trzeba mieć szczęście i zacząć od książki, którą można czytać o każdej porze w każdym nastroju, bo potem to już się omija tego autora. Widać nie miałaś szczęścia czytelniczego. 2010/07/14 19:43:46
Ren, zaczęłam od esejów, a więc tego co bardzo lubię, a potem chciałam przeczytać i inne dostępne w bibliotece. "Huśtawka oddechu"jest ostatnią powieścią pisarki, bo w Niemczech ukazała się w 2009 roku, dyskutowano o niej, i szybko podjęto się przekładu na język polski.
Ciekawa będę Twoich wrażeń. Pozdrawiam:)
Gość: czytanki anki, hgs30.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/10 08:35:31
Świetna recenzja. Mnie trudno jest pisać o prozie HM, wolę ją cytować;) A o głodzie pisze znakomicie.
Pozdrowienia 2010/08/10 15:44:32
Czytanki Anki, cytowanie to też wybór, swoisty komentarz za pomocą słów autora. Pozdrawiam:)
|