Blog > Komentarze do wpisu

Dla kogo listy?

Listy na wyczerpanym papierze z pewnością są przykładem solidnej pracy edytorskiej, dbałości o szczegół w postaci fotografii, reprodukcji kartek pocztowych, telegramów, autografów, przejrzystości kompozycji stron. Do książki dołączono jeszcze płytę z nagraniem tekstów czytanych przez Magdę Umer i Piotra Machalicę. Aż przyjemnie wziąć tom do ręki. Jednak książki nie są po to, by oglądać, lecz i czytać.

Postaci autorów korespondencji mogą ciekawić, a tu jeszcze pojawił się wątek intymny, czyli romans z pierwszej połowy lat sześćdziesiątych dwojga sławnych tekściarzy. Pojawia się jednak problem natury moralnej: Jakie są granice prywatności? Czy wszystko jest na sprzedaż? Czy czytelnik ma prawo oceniać jakość listów nie przeznaczonych przez autorów do publikacji, bo to są przecież prywatne zwierzenia, obserwacje, wypowiedzi nie roszczące sobie pretensji do głębokich rozważań natury filozoficznej, analizy uczuć, obserwacji otaczającego świata. Czy mogę napisać, że są banalne w swej codzienności? Autorka wyboru tekstów otrzymała zgodę spadkobierców. Czy należy oceniać, że więzi rodzinne były zbyt kruche?
Są granice podtrzymywania pamięci.

_______________________

Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Listy na wyczerpanym papierze, ułożyła i opatrzyła przedmową i komentarzami Magda Umer, s. 217, Agora, Warszawa 2010.

wtorek, 18 stycznia 2011, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/18 17:20:52
Takie wydawnictwa są zawsze dla mnie kłopotliwe. Z jednej strony to ewidentne naruszenie cudzej prywatności, z drugiej wydawca miał upoważnienie, więc wszystko jest "legalnie". A przynajmniej bardziej etycznie niż z listami Witkacego, który nie życzył sobie by je opublikowano (dlatego mimo ciekawości nie sięgnęłam jeszcze po nie).
I jak je oceniać? Pod względem zawartości? Języka?
-
2011/01/18 20:41:49
Zaznaczam, że jeszcze nie czytałam. Tylko rozmawiałam z kimś, kto czytał z wypiekami i mnie część rumieńców przekazał.
Gdyby się wywiązała dyskusja: kto za, kto przeciw, to ja jestem za.
Słuszne są Twoje wątpliwości, nie zbijam ich.
Ale jeśli umieli (a umieli) oboje pisać o miłości i przeżywać ją, i tracić (niestety).... Jeśli można się w tym odnaleźć, to ja bym sięgnęła po nie chętnie.

A rumieńce były nie z sensacji, nie ze wstydu, ale z bólu, który towarzyszy miłości wyczerpanej.

O ile dobrze kojarzę: Osiecka i Przybora mieli świadomość, że listy ujrzą kiedyś światło dzienne. Nie zastrzegli sobie innych losów, nie zniszczyli (jak dobrze), choć fragmenty chyba jednak poszły z dymem...?

Zaznaczam: jestem przed lekturą.

ren
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2011/01/18 21:23:16
Pytanie nie powinno brzmieć, czy my, czytelnicy wydanej książki, możemy po nią sięgnąć i zapoznać się z jej specyficzną, intymną treścią - skoro ukazała się i jest ogólnie dostępna, nie widzę powodu, żeby jej nie czytać. Nonsensowne wydaje mi się rezygnowanie z lektury, bo ktoś pozwolił, aby osobista korespondencja kogoś innego mogła trafić do rąk trzecich - w formie książki, żyjącej już swoim życiem od chwili trafienia na rynek.
Pytanie powinno dotyczyć moralnych aspektów poczynań spadkobierców, którzy, z wiadomych tylko sobie powodów, zdecydowali się upublicznić listy. Według mnie, nie powinni byli.

Swoja drogą, zbytnio zainteresowana nie jestem, bo Agnieszka Osiecka i jej życie uczuciowe ani mnie ziębi, ani grzeje. A znając inne książki Osieckiej (i o Osieckiej), nie spodziewam się, aby korespondowała o swojej miłości w sposób, który byłby dla mnie ciekawy i ujmujący.
-
Gość: Jabłuszko, *.dynamic.chello.pl
2011/01/18 21:23:39
Zapomniałam o nicku, przepraszam :)
-
2011/01/19 17:51:28
Pan Daniel Passen uznał, że można i trudno mi jest polenizować z jego wolą ;)

Rzeczywisty problem dla nas, czytelników, nie polega na tym, czy wypada (publikować prywatną korespondencję autorów), ale czy te listy są ciekawe i wartościowe pod względem literackim.
(Na marginesie mozna dodać, że zarówno Agnieszka Osiecka, jak i Jaremi Przybora nie należeli do osób zbyt sekretnych i pruderyjnych.)
-
2011/01/19 17:52:22
Miało być: Daniel Passent, oczywiście :)
-
2011/01/19 22:18:45
Problem prywatności i literatury jest tak samo stary, jak sama istota twórczości. Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy pisarz ma świadomość tego, że to, co napisze, może zostać oddane do dyspozycji czytelników. Kiedy autor uświadamia sobie, jaką moc ma literatura, już chyba zawsze pisze ( z mniejszą lub wiekszą ) świadomością, że ktoś to kiedyś przeczyta. Inną sprawą jest prywatne zabarwienie zapisków... To rzeczywiście kwestia drażliwa moralnie. A zgoda pisarza w sprawie publikacji? Kafka nie chciał, aby jego utwory ujrzały światło dzienne... ile byśmy stracili, gdyby nie odmienna wola i działania jego przyjeciela...
-
Gość: Jabłuszko, *.dynamic.chello.pl
2011/01/19 22:30:11
Czy są ciekawe? - to już każdy indywidualnie, wedle swojego pojęcia o tym, co dla niego jest ciekawe, będzie sobie musiał odpowiedzieć. Czy wartościowe pod względem literackim? - dla mnie to bez znaczenia. Pani Osiecka ma np. renomę świetnej, pełnej ciętego humoru felietonistki. A mnie się ziewało przy lekturze jej felietonów i na cały ich zbiór ze dwa razy może się uśmiechnęłam pod nosem. Dlatego napisałam, że ewentualna wartość literacka jej tekstów jest mi obojętna, bo nawet, jeżeli się jakąś im przypisuje, ja mogę nie docenić ;)
Że korespondencja bezpruderyjna i smakowita? Jak się kiedyś skuszę na lekturę, to zobaczę, czy mi rumieniec lico ubarwi ;)
-
2011/01/22 16:39:28
Dziękuję wszystkim za komentarze.

Treść nie może wywoływać wypieków powodowanych sensacyjnymi, zbyt intymnymi treściami, bo takich nie ma. Uczucia koncentrują się wokół równolegle przebiegającej twórczości i subtelnie dobieranych słów, a także dużej dozy codzienności. Wartość literacką oceniam jako słabą, może być atrakcyjna dla badaczy kultury popularnej PRL ze zwróceniem uwagi na okoliczności powstawania piosenek. Nie wiem, czy Osiecka i Przybora byliby zadowoleni z tej publikacji. Po prostu pewien sentyment do przeszłości nie pozwolił im je zniszczyć. Z myślą o publikacji pisze się zupełnie inaczej. Jednak rodzina wyraziła zgodę i to ich prawo.
I jeszcze sprawa tytułu. Na pytanie: Dla kogo listy? można odpowiedzieć, że dla wszystkich, tak samo jak na inne dotyczące nie tylko kultury, lecz i tematów spożywczych. Gdy będziemy pracować metodą burzy mózgów i odrzucać wskazanych adresatów, okaże się, że nie dla wszystkich, bo przecież Jabłuszko odpowiedziała, jak zapewne wielu, że ją życie uczuciowe Agnieszki Osieckiej ani ziębi, ani grzeje. Wybór książki nie tylko jest kwestią poglądów moralnych, ale i sympatii, kojarzenia jej z ulubionymi piosenkami, zainteresowań czasami gomułkowskimi.
Promocja znacznie bardziej interesującej postaci ze świata kultury, Zbigniewa Herberta i jego listów i pocztówek, również wzbudzała kontrowersje, lecz treść jego korespondencji jest znacznie ciekawsza, bo obraca się w innych obszarach zainteresowań literackich i społecznych.
-
2011/01/23 14:08:01
Choć już wszystko zostało powiedziane, to jeszcze dorzucę dwa słowa - choćby dlatego, że temat prywatności w literaturze jest mi jakoś bliski. I skłaniam się do opinii, którą wyraziła przede mną już jedna z osób - pisarz musi mieć (i zapewne ma) świadomość, że wszystko, co napisze, może zostać opublikowane. To, co napisze, staje się w pewien sposób od niego niezależne, czy nieprzynależne mu na wyłączność. Tekst - w moim przekonaniu - odrywa się od autora i tworzy osobną całość, trochę jak zamkniętą książkę - do której zarówno czytelnik, jak i sam autor musi znaleźć potem klucz. Autor musi liczyć się z tym, że najbardziej intymne zapiski ujrzą w druku światło dzienne. A może w głębi ducha na to liczy? Ten, kto pisze, wydaje, drukuje - pisze dla innych, żeby przeglądnąć się jak w lustrze w ich zachwycie albo oburzeniu. Inaczej - zachowałby dla siebie swoje myśli, albo zniszczył to, co powstało.

Gdybym była zachwycona twórczością Osieckiej czy Przybory, to pewnie sięgnęłabym bez zastanowienie po ich listy. I może nawet bez moralnych dylematów. Tak, jak czytam listy Herberta, jak zamierzam przeczytać korespondencję Szymanowskiego - są dla mnie ważni i ich listy, dzienniki rozświetlają w jakiś sposób "oficjalną" twórczość. Stają się bliżsi. "Listów na wyczerpanym papierze" zapewne nie przeczytam - w końcu życie i czytanie to sztuka dokonywania wyborów. So many books, so little time...

Bardzo ciekawy poruszyłaś problem, Nutto! Cieszę się, że mogłam przeczytać głosy w tej dyskusji. Pozdrowienia!
-
2011/01/27 14:38:40
Świadomość, iż wszystko może zostać opublikowane sprawia, że w sferze prywatnej zabraknie szczerości (podobnie jest z dziennikami, pamiętnikami pisanym z myślą o publikacji). Wyjątkiem jest np. korespondencja z matką Juliusza Słowackiego, kopalnia wiedzy o twórczości, genezie dzieł, atmosferze wśród emigracji, sympatiach i antypatiach, itp. On na pewno nie miał świadomości publikacji. Bardziej wierzę współczesnej epistolografii będącej wymianą myśli między ludźmi pióra, filozofami, ludźmi nauki. Cały czas mam na uwadze zakup antologii listów Millera i Durrella.
Pozdrawiam:)
-
2011/01/27 16:12:13
Myślę, że to może być świadomość - i wtedy rzeczywiście mamy do czynienia z dziełem traktującym prawdę bardzo relatywnie i subiektywnie, nie brak jest takich wspomnień pisanych z myślą o druku - ale często to tylko takie podskórne, podświadome wrażenie, które nie przeszkadza pisać z potrzeby serca (jakkolwiek staroświecko to brzmi). Zresztą, to zapewne jest też bardzo indywidualne, z pewnością to też kwestia talentu, takiego pisarskiego aktorstwa. Talent prawdziwy może udawać szczerość z ogromnym powodzeniem ;)

Korespondencja panów M. i D. - na pewno jeszcze do niej wrócę!

Pozdrawiam
A i za wiersz wiosenny dziękuję z uśmiechem :)
Pisałyśmy w tym samym czasie :)
-
2011/01/29 13:39:17
Ado, pisanie listów zanika, a tylko niektórzy godziny spędzają przy wybieraniu papierów listowych i papeterii. Kultura pisania listu jest rytuałem. Mam nadzieję, że i nasze czasy - XXI wiek - zostawi interesujące listy.
Pozdrawiam serdecznie:)
-
2011/01/29 14:04:11
Ja "Listów na wyczerpanym papierze" nie mam zamiaru czytać. Nawet jeśli zostały wyrażona na ni zgoda podobno samych autorów za ich życia. Wolę sięgnąć po coś mniej prywatnego. Nie wiem czy wiecie, ale na przykład ostatnio wydano też na nowo opowiadania Agnieszki Osieckiej dla dzieci, zebrane w tomie zatytułowanym "Agnieszka Osiecka dzieciom". A to nie mniej ważna lektura niż listy jej i Przybory.
-
2011/01/29 16:39:42
Chwila60, dziękuję za wpis. Podana przez Ciebie książka jest na pewno ważniejsza, podobnie jak i jej recenzje, które ostatnio się ukazały.
Pozdrawiam cieplutko:)