Blog > Komentarze do wpisu

Pociąg do życia

Przy tej niewielkiej książce warto się zatrzymać dłużej, bez pośpiechu przewracać kartki, stać się niewidzialnym towarzyszem podróży bohatera, niemal jego aniołem stróżem.

"Odkąd tylko skończyła się wojna, aż do dzisiaj, wciąż jestem, jak to mówią, na tej trasie: długiej, krętej, ciągnącej się od Neapolu do mroźnej północy, trasie pociągów lokalnych, elektrycznych, taksówek i dorożek." - zaczyna Erwin Siegelbaum pochodzący tak jak i sam autor z Czerniowiec w Rumunii. Czterdzieści lat przemierza znaną mu trasę. "... tworzy zamknięte koło. Właściwie jest to owal. Podróż zaczyna się wiosną, a kończy wraz z nadejściem zimy. Jest na tej trasie wiele stacji, ale dla mnie liczą się tylko dwadzieścia dwie."

Podróż ma charakter linearny, retrospekcyjny i refleksyjny.

Wpierw jest to cel: odnaleźć i zabić Nachtigala, komendanta obozu pracy, z którym zetknął się  w czasie wojny, i był świadkiem zabójstwa przez niego rodziców. Ojciec spóźnił się do pracy, a matka przyniosła jemu (synowi) chleb. Informacje o teraźniejszej podróży koncentrują się wokół spotkań z przypadkowymi ludźmi w pociągu, na dworcach, miasteczkach i wsiach, odwiedzin u starych znajomych. Podróż staje się też okazją do konfrontacji postaw społeczności austriackiej wobez Żydów, trwających wyraźnych postaw antysemickich, bo gloryfikujących działania Hitlera, oraz wyrażanych za pomocą wyrazu twarzy, zmiany serdeczności na oschłość, danie do zrozumienia, iż nie życzy się kontynuowania znajomości w przyszłości. "Żydzi bowiem - wiem o tym od dawna - wzbudzają strach. Teraz zaś, kiedy ich już nie ma, sama pamięć o nich wywołuje ukryte przerażenie. Kiedyś, w nocnym pociągu, jakaś prostytutka zwierzyła mi się, że jest gotowa przespać sę z każdym mężczyzną i w każdym miejscu, byle to nie był Żyd. Żydzi wywołują w niej uczucie wstrętu i potem trudno jej znosić własne ciało."1 Lista odwiedzanych z różnych powodów się kurczy. Czas teraźniejszy jest okazją do prezentacji postaw ocalonych, którzy w coraz mniejszym gronie od lat się spotykają, by spierać się o pryncypia ideologiczne oddanych komunizmowi towarzyszy. W galerii postaci odnajdujemy i tych, którzy skrywają lub ujawiają swoją cząstkę żydowskości, narażając się na gniew, śmiesząc niewiedzą oraz archiwistów przeszłości gromadzących ślady obecności Żydów w Europie Środkowej. Nie szczędzi autor swej dyskretnej krytyki postawom ludzi, z którymi się styka w czasie spotkań i podróży, kiedy  skupuje pożydowskie dobra materialne i kulturalne - to jest jego źródło zarobku i ocalania pamięci.

Sfera teraźniejsza co chwilę przenika się z przeszłością  rodziny narratora. To historia odejścia od tradycji przodków, domniemany udział matki w zamachu i działalności ojca wśród Rusinów na pograniczu rumuńsko - polskim w imię sprawiedliwości społecznej, ale też wizji przyszłego społeczeństwa bez podziałów. Czytelnik, jak i narrator, dostrzega w takiej postawie wiele naiwności, szkodliwości dla rodziny. "Ojciec trzymał mnie z dala od swoich rodziców, chciał bowiem, żebym poznał lepiej obyczaje i życie Rusinów.  Uważał, że ich sposób bytowania jest właściwy i autentyczny. Gdyby nie właściciele ziemscy i żydowscy handlarze, Rusini mogliby żyć w całkowitej harmonii z naturą."2 Najciekawsze jest to, że takie poświęcenie poparte wieloma aresztowaniami nie skutkują sympatią i empatią ludzi w chwili prześladowań wojennych. To ci uciśnieni Rusini nie udzielali ojcu schronienia i go wydali. W  ocenie narratora jest tu raczej rejestracja niż bezpośrednie oskarżenie, bardziej stwierdzenie, że zbytnia nachalność i nadgorliwe wchodzenie w nowe środowisko nie popłaca. Parokrotne stwierdza, że Żydzi nie lubią Żydów. Ludzie pokroju jego ojca zbuntowali się przeciwko swojej tradycji, ośmieszali ją, walczyli z nią, a nie zyskali nic w zamian.

Pociągi dają poczucie wolności. U Appelfelda jest to wolność narracji, przechodzenie od konkretów do rejestracji spostrzeżenia człowieka, odnotowania jego śmieszności, oceny rozpisanej na głosy. Narrator jest skrupulatnym kupcem, wolnym europejskim kowbojem, przebiegłym detektywem szukającym spawiedliwości, który ma wypełnić misję, pogodzonym obserwatorem trwałości propagandy antysemickiej3, rysownikiem-karykaturzystą żydowskiego komunizmu. Czytelnik został potraktowany jako towarzysz podróży przed którym można wieść swój monolog, dbając o ciągłość kontaktu słownego.

Droga żelazna to wyjątkowa opowieść o zagładzie opierajaca się na zbadaniu przeszłości i zbieraniu skorup potłuczonej społeczności dzisiaj. O samej wojnie mówi niewiele, bo ukazuje dramat historii poprzez cierpienie, alienację bohatera i pamięć. Oszczędny styl, dyskrecja i kameralność ocen są aż nadto wymowne.

"Likwidacja Żydów była wielką historyczną misją. Nikt nie mógł ich pokonać. Żydzi opanowali wszystko. Jedynie Niemcy razem z Austriakami mogli to zmienić. Do tego potrzebne było jasne myślenie, myślenie bez strachu, bez wahania, no i duża precyzja."4 -  tak mówi w gospodzie stary Austriak po wielu latach.

______________________

Aharon Appelfeld, Droga żelazna / Mesilot Ha-Shahar, przeł. Hanna Volovici, wyd. I, s. 204, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006.

1 Tamże, s. 98.

2 Tamże, s. 55.

3 "Pewnego razu rozpętała się tu kłótnia o to, ilu Żydów jest na świecie. Jedni twierdzili, że większość została zgładzona i tylko tu i tam pozotał jakiś upiór albo duch, inni natomiast utrzymywali, że jest ich dużo, mnożą się z niesłychaną szybkością i można ich spotkać wszędzie tam, gdzie jest władza i pieniądze." - ss. 157-158.

4 Tamże, ss. 163-164.

sobota, 21 maja 2011, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/21 17:08:48
O, jak dobrze, że ją wyszperałaś, coś dla mnie, zapisuję. Dzięki.:)
-
2011/05/21 17:20:43
Clevero, w Dedalusie tak doskonałą literaturę można kupić za przysłowiowe grosze.