Blog > Komentarze do wpisu

Autoportret pisarza i mikrokosmos

"Autobiografia ma rację bytu tylko wtedy, gdy pisarz odczuwa swoje osobiste istnienie jako mikrokosmos uzupełniający w ograniczony sposób istnienie uniwersalne. A więc opowiada nie o tym, co się działo z nim i wokół niego, lecz zapisuje,jak świat dział się w nim. To jest ta inna, osobista historia świata." 1

Taką formą autobiografii jest Dziennik Sándora Máraiego, który możemy poznać tylko we fragmentach zebranych w jednej książce. Wybór jednak tak został dokonany, że nie traci się z oczu tych wątków, które przez całe dojrzałe życie angażowały autora.

 Autorka przekładu, wyboru i posłowia informuje o okolicznościach podjęcia zapisów, wpierw w formie wspomnień, objaśnia brak dat typowych dla dzienników (są tylko w ostatnich latach życia), pisze o wydawaniu fragmentów za życia autora. Systematycznie prowadzone wpisy od 1943 roku do ostatniego miesiąca życia w 1989 roku pozwalają nie tyle śledzić osobiste losy pisarza, jego starzenie się, co zmiany w świecie, którego był cząstką myślącą i zaangażowaną. Pisanie z myślą o publikacji w tym przypadku nie stoi w sprzeczności ze szczerością, ponieważ, zgodnie z założeniem, jest tylko pośrednikiem w rejestracji i ocenie spraw otaczającego go świata. To intelektualista, który ma świadomość wyjątkowości czasów, w których przyszło mu żyć. Dziennik pełni też funkcję dyscyplinującą codzienne pisanie, staje się skarbnicą ważnych dla niego tematów.

Wpierw są to Węgry, stojące w czasie wojny po stronie hitlerowskich Niemiec, potem okupowane, zdobyte przez Armię Czerwoną, pozbawione części swoich ziem, w tym ukochanej Kassy (Koszyc). Najbardziej bolesne dla niego jako człowieka i humanisty było  potraktowanie Węgrów pochodzenia żydowskiego. To te sytuacje, o których pisał Imre Kertesz, tragiczne w bezmyślnej konsekwencji realizacje nazistowskich planów rasowych, nawet wtedy, gdy spadające bomby świadczą o zbliżającym się froncie i prawdopodobnej klęsce.  "Żyję w epicentrum trzęsienia ziemi, w samym środku rewolucji. Spustoszeniu ulegają systemy prawne, miasta i masy ludzkie."2 "Można ukarać pojedynczego człowieka za jego uczynki czy słowa, ale nie wolno karać za pochodzenie. Człowieka prześladowanego za pochodzenie spotyka straszliwa niesprawiedliwość i każdy, kto czuje się człowiekiem, musi wyrazić mu swoją solidarność."2 Boże, daj siłę Żydom, by mogli znieść prześladowania, cierpienia i poniewierkę."2 Sam autor był zaangażowany w pomoc Żydom, choć skromność o wielu sprawach z tym związanych nie pozwala mu mówić wprost (może w pełnym wydaniu). Zwyczajne życie, śledzenie ruchów wojsk dzięki radiu i prasie, nieoczekiwane uprzejmości ludzi, utrata budapesztańskiego domu i prywatnej  biblioteki, obserwacja zdobywców to też tematy, które przewijają się wśród wielu innych.
 Márai jest obserwatorem i rejestratorem, lecz też i świadomym tego, że
"Kiedy wreszcie skończy się wojna, ludzie pogrzebią swoich zmarłych i natychmiast bezzwłocznie wymyślą miłość, drożyznę, bezrobocie, podaż, strajk i krach na giełdzie. Ktoś strzeli sobie w łeb, bo na interesie, który zawarł z Danią, udało mu się zarobić tylko pięć procent, podczas gdy on liczył na osiem.
Ludzie przestaną bać się bomb i od razu zaczną bać się konkurencji w interesie, starości i tego, że Mariska nie przyjdzie na randkę o szóstej po południu."3
Mądrość życiowa polega na obnażaniu zła, obronie swego człowieczeństwa, lecz i świadomości, że momenty tragiczne w historii pozostawia się pamięci, bo życie wróci z powrotem na właściwe tory i pojawią się inne codzienne problemy. Czas rządzi się swoimi nieuniknionymi prawidłami. Wojna i pierwsze lata powojenne stały się cezurą między dawnymi czasami, a nowymi, niepewnymi, ale wiadomo, że innymi.  Opis kończącego się świata, takiego jakim go znał i dostrzegał usterki, w tym zachłanność polityków i kolegów po piórze, przeciwstawia w latach późniejszych, już emigranckich, temu na nowo podzielonemu w Jałcie.  Toteż kolejny temat, który pojawia się oprócz Węgier widzianych z oddali, to jego krytyczny stosunek do komunizmu i zachodnich ruchów lewicowych oraz sytuacja w krajach satelickich ZSRR.

"To nieprawda, że bolszewicy "budują i są silni". Prawda jest taka, że bolszewicy od czterdziestu lat umacniają się dzięki zepsuciu i żądzy profitu pewnych kół na Zachodzie. (...) Bez czynnej pomocy Zachodu ten rozpadający się, bezlitosny, nieludzki ustrój nigdy nie stałby się taką siła, jaką jest dziś."4

Innym tematem są obserwacje emigranta i podróżnika. Jego spostrzeżenia o Włoszech, USA są zwięzłe, ale zajmujące, gdyż w paru zdaniach potrafi ująć opis, opinię, zdarzenie, rys charakterystyczny spotkanych ludzi, próbę uogólnienia zmian zachodzących w społeczeństwie, anegdotę historyczną.

Wprawdzie o swoich pracach literackich nie rozpisuje się obszernie, lecz za to można poznać jego wrażliwość na literaturę, gdyż był czytelnikiem znakomitym. Czyta klasyków od starożytnych poczynając, a na nowożytnych kończąc. Marek Aureliusz, Seneka, Szekspir, Diderot, Goethe, Proust, Conrad, itp. są zawsze w zasięgu ręki i stanowią źródło nowych odkryć. Oprócz tego nieustannie czyta literaturę rodzimą, bolejąc, iż literatura małego narodu jest tak mało znana. To przeżycia wierszy, powroty do prozy. W Dziennikach odnajdujemy też wiele refleksji o środowisku literackim, pauperyzacji i banalizacji sztuki w przeciwieństwie do sztuki klasycznej, którą można przeżywać wciąż na nowo.

Choroba, starość, śmierć - to kolejny temat będący w kręgu autorskich zainteresowań. "Śmierć nie przybywa z zewnątrz, nie dzwoni, nie zapowiada się listem, nie telefonuje: śmierć jest w nas, całkowicie w nas. Któregoś dnia znajdujemy ją jak coś, co się znajduje w kieszeni zimowego płaszcza."5 Temat powraca nieustannie, staje się zapisem obserwacji innych, a potem rejestracją niedołęstwa swojego i żony. To też głęboko przejmujący obraz przywiązania i miłości małżeńskiej. Dziennik doprowadził aż do zapisu: "Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora."6 Ostatnie wpisy mogą być też argumentem w dyskusji o prawie do decydowania o własnej śmierci.

Wpisy nie są obszerne, cechuje je niesłychana dyscyplina obserwacji, myśli ujętych słowa mające czasami postać celnego, błyskotliwego wniosku, syntezy, aforyzmu. Máraiego warto cytować, posługiwać się w argumentacji prawdziwości tezy, ale też można się z nim nie zgadzać. Ponieważ zapisy były prowadzone przez czterdzieści trzy lata, można nawet obserwować zmiany zachodzące w postrzeganiu świata, akceptację i krytycyzm, lecz nie w sprawach dla niego zasadniczych. Lektura Dzienników dostarczyła mi wiele przyjemności z kontaktu z człowiekiem mądrym, przewodnikiem po świecie wartości. Przez parę tygodni w cyklu Niedzielna kawa zamieszczałam cytaty, sprawozdania z czytania.
______________________

Sándor Márai, Dziennik (fragmenty) / Napló, przeł. Teresa Worowska, wyd. V, s. 670, Czytelnik, Warszawa 2009.
1 Tamże, s. 487.

2 Tamże, s. 48, s. 49 i s. 52.

3 Tamże, s. 31.

4 Tamże, s. 177. Wpis z 1952 roku

5 Tamże, s. 406.

6 Tamże, s. 611.

wtorek, 07 lutego 2012, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/07 15:09:47
Tak mądrych i niezwykłych lektur powinno być jak najwięcej. Mi wspaniałe, kiedy książka tak inspiruje:)
-
2012/02/07 15:14:45
Avo_lusion, oprócz fikcji dobrze jest mieć w pobliżu książkę, z której wydobędziemy perły myśli i poglądów,nawet tych, z którymi całkowicie się nie zgadzamy.
Samemu również warto mieć taki zeszyt - kalendarz do zapisywania własnych spostrzeżeń, cytatów, które inspirują.
-
2012/02/07 17:35:48
Lubię dzienniki, lubię czytać o ludziach, o ich życiu, doświadczeniach. Takie książki oparte na faktach naprawdę wiele wnoszą do życia czytelnika. Czasami czyjeś doświadczenia pomagają nam, czytelnikom, inaczej spojrzeć na niektóre sprawy :-)
-
2012/02/08 17:30:40
Kraino, mam jeszcze parę dzienników do przeczytania. W tej chwili decyduję, które dalej będą mnie prowadziły przez świat myśli.
-
2012/02/08 22:06:31
och, specjalnie zostawiłam sobie czas na czytanie po zaśnięciu dzieci. Chciałabym mieć ów Dziennik tu, przy sobie...:) pozdrawiam
-
2012/02/09 12:30:58
Montgomerry, powolutku czytałam go parę tygodni, dzieląc czas z innymi lekturami. Pozdrawiam :)
Śniegu przybywa po mrozach.
-
2012/02/11 17:16:59
Czytałem "Dziennik" Maraiego kilka lat temu, ale do tej pory do niego wracam. Ostatnie jego zapiski (kiedy umierała żona i kiedy on sam odchodził) są wstrząsające - są dla mnie czymś więcej, niż tylko literaturą.

Bardzo ciekawe były dla mnie zapiski Maraiego z czasów wojny. Jego stosunek do dziejącej się kulturowej hekatomby, do zagłady Żydów.
Czytam właśnie książkę "Eliade, Cioran, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu"Cioran, Eliade, Ionesco: o zapominaniu faszyzmu". I znowu uderza mnie rzecz następująca: jak różnie ludzie wybitni pod względem intelektualnym podchodzili do tego, co się wówczas działo. Jedni potrafili zachować jakiś... humanistyczny instynkt (Marai, Ionesco), inni zaś grzęźli w jakiejś strasznej nieludzkiej ideologicznej abstrakcji, która sprawiała, że byli ślepi na największe okrucieństwo i niegodziwość, która odprawiała się wręcz na ich oczach (Eliade, Cioran).
Czy Ci ostatni, a zwłaszcza Eliade, uświadomili sobie w końcu, jakimi byli - nie tylko głupcami, ale i nikczemnikami?
Cioran - chyba tak (może to właśnie z tego powodu ten jego nihilizm, w którym się kisił przez całe swoje życie.
Eliade - chyba nie (bo do końca grał rolę wielkiego mędrca i metafizycznego autorytetu).

Pozdrawiam
-
2012/02/12 20:57:21
Logosie, od pewnego miejsca "Dziennika" dostrzegłam, iż problem starzenia się i śmierci staje się dla autora coraz ważniejszy. Przemyślenia,obserwacje, a potem przejmujące zapisy o własnej niezaradności fizycznej, przy jednoczesnej sprawności umysłowej stają się studium starzenia coraz bardziej samotnego imigranta. Wzrok, nogi, gesty, funkcjonowanie na ulicy - wszystko zapisane tak, że zamiera się ze wzruszenia przy tych wpisach. Jednocześnie porusza potrzeba czytania mimo groźby utraty wzroku, ale i zniechęcenie w momencie odejścia żony (literatura jednak nie pociesza). Więź Maraich przypomina mi nieco wymowę noweli Prusa "Kamizelka". Tak należy rozumieć miłość.

Postawy intelektualistów z krajów faszyzujących są trudne do zrozumienia. Z jednej strony są ci zauroczenie siłą, przemocą, obietnicą porządku, a z drugiej ci przenikliwi, trzeźwo myślący, obdarzeni większą wyobraźnią społeczno-polityczną, empatią, otwartością na cierpienia, krzywdę drugiego człowieka. Może to wynika z jakiejś trudno uchwytnej, a wykształconej już w najmłodszych latach potrzebie bycia w środowisku opiniotwórczym, wychowaniu. Elita intelektualna wyraża takie same poglądy jak masy, od których wymagało się jednoznacznych postaw, nad którymi pracowała propaganda.

W zapowiedziach wydawniczych widzę książkę Johna Cornwella "Naukowcy Hitlera" - to kolejny dyskusyjny problem postaw ludzi nauki wobec ideologii faszyzmu i badań z wykorzystaniem zniewolonych ludzi, korzystania z taniej siły roboczej.
Tu przypomina mi się dramat "Niemcy" Kruczkowskiego, który problemy postaw uchwycił znakomicie.
Pozdrawiam