Blog > Komentarze do wpisu

Pisać każdy może...

Trochę lepiej lub trochę gorzej,
ale nie o to chodzi,
jak co komu wychodzi
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi (...)

Słowa piosenki są oceną przeczytanych książek pod względem umiejętności pisarskich i poruszonego problemu - a więc jest to zarówno ocena negatywna, ale i pozytywna. Dlaczego przeczytałam aż dwie książki, skoro wiedziałam od pierwszego rozdziału, że nie są dobrze napisane? Dwie powieści są według autorki beletryzowanym świadectwem czasów, ale też doskonale wpisują się w coraz częściej pojawiający się nurt dyskusji o powojennych winach Polaków wobec autochtonów ze Śląska, Warmii i Mazur, Kaszub, stały się też dla wielu współczesnych potomków pokolenia powojennego lub tych, którzy pamiętają realia nie tylko powojenne, lecz też i te sięgające lat sześćdziesiątych, świadectwem prawdy i utrwalania poczucia krzywdy. Obecne zażarte dyskusje wśród dotyczących przyjęcia uchwały radnych (w tym tych z Mniejszości Niemieckiej) sejmiku opolskiego o Tragedii Górnośląskiej są kontynuacją faktów zawartych w pierwszym tomie. Autorka cieszy się dużą popularnością wśród śląskich czytelników, gdyż książki, o których piszę, są zaczytywane, a na spotkania autorskie przychodzi sporo osób. Na ostatni temat nie mogę nic konkretnego napisać, gdyż nie byłam, słyszałam jednak, iż uczestnicy podają przykłady represji doznanych przez ich własne rodziny.

Pewien premier oddzielił grubą kreską przeszłość komunistyczną i tę, która nastąpiła. Okazuje się, że nie tylko w historii ustrojowej nie może być grubej kreski, lecz i w historii II wojny światowej oraz jej konsekwencji, bo rozdziały zdawałoby się zamknięte i jednoznacznie ocenione otwierają się na nowo w czasach, gdy jest coraz mniej świadomych, bezpośrednich światków wydarzeń, a historię zna się z opowiadań. Nawet młode osoby są w stanie iść na barykady w imię swojej prawdy historycznej, mimo że każda ma przyczynę i skutek.

Hanyska to historia sympatycznej Marii Brunn (Brun po przymusowym spolszczeniu nazwiska) i jej rodziny z końca wojny i pierwszych lat powojennych, natomiast kontynuacja, czyli Dzieci hanyski, doprowadza wydarzenia do roku 1960. Pierwszy tom porusza takie tematy jak ucieczka przed Armią Czerwoną Niemców i młodych kobiet, które część rodziny zostawiają na ojcowiźnie, represje wobec pozostałej wiejskiej ludności przez żołnierzy polskich i rosyjskich, wysyłanie do obozów, w głąb Rosji, zabór mienia, wysiedlanie, osadzanie ludności napływowej, szarbrowanie - krótko mówiąc bezprawie. Mamy też krótki fragment pobytu w głębi Niemiec jako efekt tzw. flichtówki. W kolejnym tomie dochodzi jeszcze sprawa braku pozwolenia na wyjazd do RFN na stałe, działania UB, poniżanie dzieci w szkołach, nieszczęście polonizacji, konflikt niemiecko/śląski a chaziajski (tak przezywa się tych, którzy przybili na Ziemie Zachodnie) na wielu płaszczyznach życia. Jak pisałam, ważne to tematy, lecz tu ukazane zostały z jednego, uprzedzonego punktu widzenia, mimo podejmowanych prób równoważenie negatywnego obrazu nowych mieszkańców poprzez wzmianki o represjach w stosunku do niektórych Polaków, nawet życzliwe ukazanie postawy lekarza, który pomógł bohaterce książki, a potem nielegalnie przekroczył granicę. Niemcy są gospodarni i nieszczęśliwi, a przybysze brudni, zapijaczeni, którzy uważają, że wszystko im się należy i cudze biorą jak swoje. Obraz tzw. ziem odzyskanych ukazany jest z perspektywy wsi, a właściwie jednej rodziny, bo i wieś autochtonów nie jest zbyt widoczna. 

Teraz wypadałoby przejść do negatywnych stron książek, które uwarunkowane są nikłymi umiejętnościami pisarskimi. Z przedstawionej historii można by stworzyć całkiem ciekawą sagę rodzinną, gdyby Leonia rozwinęła perspektywę historyczną i nie pisała naiwnie, że Hitlera nikt nie popierał i nikt o żadnych zbrodniach nie słyszał (Paul dawniej przecież kiedyś pracował w Hamburgu, więc musiał być osobą obeznaną w pewnych zawiłościach polityki, a potem służył w Wehrmachcie, był na froncie, przywiózł do domu jakiś zakrwawiony plecak, którym Maria się brzydziła, jej ojciec Johan Gruss też nie jest naiwniakiem politycznym). Wieś i jej postawy powinny być rozbudowane, autorka szybko nudzi się sąsiadami Brunów i niektóre osoby wykorzystuje instrumentalnie. Zbyt dużo nieszczęść chciała przypisać jednej rodzinie, co w końcu zaczyna śmieszyć. W czasie wojennej ucieczki Marią interesuje się amerykański oficer, który potem okazuje się być ojcem jej dziecka, nawet przybywa do Polski (jako szpieg?, a może dla Marii?), jest przesłuchiwany przez UB (Maria mogłaby mieć duże kłopoty), następnie, pracując w Berlinie Zachodnim, śledzi listy przybyłych z Polski w ramach pozwoleń na wyjazdy, bardzo interesuje się synem, a po uzyskanym wreszcie przez Brunnów zezwoleniu na wyjazd nawet chce się żenić z Marią. Inny temat to zawziętość pewnego oficera z UB (w latach późniejszych z biura paszportowego), który swoją karierę widzi tylko w Opolu, by mścić się na Marii. Dziwnym trafem jego syn zakochuje się w córce naszej bohaterki. Żadna rodzina na tę miłość (albo i młodzieńcze zadurzenie) nie może sobie pozwolić. Później okazuje się, iż młody mężczyzna widzi swoją przyszłość w Bogu (klasztor? seminarium?). Nie dość jeszcze nieszczęść.  Kto zostaje zastrzelony w czasie nielegalnego przekraczania terenu między obu Berlinami? Paul Brunn. To były przykłady braku panowania nad losami postaci, zbyt wyizolowanych, z których uczyniła symbole. Inna sprawą jest kreowanie narratora - autorka wybrała wszechwiedzącego, a to jeszcze bardziej uwydatnia jednostronność ukazania problemów. Maria, która nie kupiła w Opolu śledzi i została źle potraktowana przez polską sprzedawczynię, bo pochlapana wodą śledziową, jedzie w pociągu i się wstydzi, że śmierdzi. Gdy wysiada z pociągu, narrator jeszcze w nim zostaje, by zapisać, że Polki komentują: "- Śmierdzą brudasy, a nas chcieli porządku uczyć - powiedziała oburzona, a dwie inne to potwierdziły i narzekały na hanysów. /- Ja bym ich wszystkich zamknęła i do roboty zagoniła. Niech odbudują nasze miasta." Tak to rozmawiały polskie damy, a więc nie osoby pokroju brudnej i szczerbatej Apolonii, która na pewien czas zajęła dom Brunów. W latach późniejszych rodzina bliższa i dalsza  robi karierę w RFN, na Śląsku zostaje tylko jedna Eryka, która wyszła za mąż za chaziaja, kolegę z tej samej wsi, który ukończył studia.

Dwie niewielki książki ukazują nie tylko konflikt, który zaczął się zaraz po wojnie za sprawą decyzji polityków tzw. wielkich mocarstw, a konsekwencje przeniosły się na życie codzienne zrodzone w bezprawiu, oszustwie, braku przygotowania ludności miejscowej i napływowej do wspólnego życia, ale też  życie obok siebie, powielanie stereotypów i szukanie winnych, niemal ważenie nieszczęść, by sprawdzić, kto więcej wycierpiał. Mówi się, ale się nie słucha. Ważniejsza jest polityka i propaganda a nie człowiek. Dodam jeszcze, iż powieści ukazują problemy szczególnie z punktu widzenia autochtonów Śląska Opolskiego, który rozwijał się jednak inaczej niż Górny Śląsk.

______________________

Tytuł jest drobnym przekształceniem słów piosenki śpiewanej przez Jerzego Stuhra - wyraz śpiewać został zastąpiony słowem pisać.

Leonia, Hanyska, wyd. I, s. 196, Wydawnictwo My Book, Szczecin 2006.

Helena Buchner (Leonia), Dzieci hanyski, wyd. I, s. 230, Wydawnictwo My Book, Szczecin 2008.

czwartek, 23 lutego 2012, nutta

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/23 23:26:33
Hm, ja się zastanawiam na jakiej podstawie wydawnictwo zdecydowało się książkę wydać.
-
2012/02/24 10:53:27
Ja książek na te tematy znieść nie mogę właśnie przez tę jednostronność i zaślepienie. Wszystko jedno w którą stronę, autor najczęściej w ogóle nie przyjmuje argumentów przeciwnych. I tak naprawdę wszystko jedno czy to beletrystyka czy literatura (sic!) faktu, bo jednostronne potrafią być dokładnie tak samo.

I mam wrażenie, że istnienie takich jednostronnych przekazów wcale nie jest pozytywne. One w zasadzie nie są w stanie przekonać do swojej tezy nikogo, kto w nią już nie wierzy. Zbyt łatwo znaleźć luki, błędy, nieprawdy i uznać, że wszystko zostało wymyślone. Większa szansa, że ktoś zacznie myśleć jest jednak w przypadku opinii bardziej wyważonych.

A że o takich sprawach bardzo trudno jest pisać w sposób wyważony wiem doskonale, ale da się. Najlepszym przykładem Paweł Smoleński, który i o UPA, i o Ogniu napisać potrafił, za co cześć mu i chwała.
-
2012/02/24 18:44:02
A w którym roku te książki zostały wydane? Może ta jednostronność przekazu i przemilczenia lub zmiany faktów wynika z cenzury? Osobiście lubię literaturę faktu, niemniej, czytając powieść opartą na prawdziwych wydarzeniach, chciałabym, żeby one okazały się prawdą, bo przecież w ten sposób uczymy się o rzeczach, o których dotąd nie słyszeliśmy. A jak fakty są zakłamane, to wtedy czytelnik również koduje sobie w głowie nieprawdę.
-
2012/02/25 16:43:27
Avo_lusion, to takie wydawnictwo, które wydaje każdemu, kto opłaci wydanie lub znajdzie instytucje sponsorujące.
-
2012/02/25 16:50:22
Ysabell, książki zyskały pewną sławę w miejscowościach, gdzie działa mniejszość niemiecka. Tak jak pisałam, tu nie chodzi o prawdę obiektywną, lecz wykazanie złej intencje drugiej strony. To też ciąg dalszy pewnej propagandy skierowanej przeciwko polskiej historii, upokorzenia, zrównania win. Nie chodzi tu o odkrycie białych plam, lecz zbrukanie.
Może podam jeszcze jeden kwiatek obyczajowy z książki. Niemki ze Śląska lepiej klęczą i modlą się niż Polki w czasie wakacyjnego wyjazdu na Mazury.
-
2012/02/25 16:52:23
Kraino czytania, dawniej taka książka by się nie ukazała, to nowa Polska pozwala. Jak widać z mojego wpisu, to 2006 i 2008 rok.
-
2012/02/25 19:41:06
Oj, nie zauważyłam przypisów :-) Skupiłam się tylko na tekście głównym :-) Wniosek z tego, że wydawnictwo mało szanujące się, skoro nie patrzy na jakość. Jak niemal wszędzie, liczy się zysk :-)
-
2012/02/25 21:18:01
I takie wydawnictwa są.