Blog > Komentarze do wpisu

Tureckie korzenie, które uwierają

Kolejna książka należąca do literatury faktu o Turcji różni się od dotychczas przeczytanych, ponieważ autorką jest kobieta deklarująca się jako Niemka, Europejka, "ale przez to wcale nie mniej" Turczynka. W innym miejscu zastanawia się: "Jestem Turczynką z niemieckim paszportem czy Niemką pochodzenia tureckiego?" To nie tylko jej pytania, ale każdego, kto żyje w obcym państwie, zachowując więź, mając świadomość korzeni rodu w innym miejscu, innym kraju. Zatem ojczyzna (Gdzie jest? Gdzie jej szukać?) jest nieustannym poszukiwaniem i przychylaniem się do odkrycia, że jest nią rodzina, bliscy ludzie, gdziekolwiek się znajdują. Nasz świat, nasze czasy uczyniły ludzi mobilnymi - opuszczają swoje wsie, regiony, próbują zakorzenić się w nowym miejscu, czasem szukają swego życiowego azylu wielokrotnie. Zabierają ze sobą kruche wspomnienia, swoją tradycję, wiarę. I co dalej? W tekstach Nekli Kelek odnajduje się obrazki z życia Turków w Niemczech - są dosyć krytyczne wobec tych, którzy nie chcą się zasymilować, oraz polityki rządzącej obecnie w Turcji partii AKP i jej przywódcy Erdogana, który wręcz nawołuje, by Turcy, obywatele Niemiec, byli przede wszystkim wierni swej "tureckości" i wyznaniu. Jednak nie ta sprawa jest w centrum jej uwagi.

Necla Kelek wyruszyła w podróż do Turcji, by utwierdzić siebie i czytelników w przekonaniu, że Turcja nie może być przyjęta do Unii Europejskiej, a dowody odnajduje na prowincji Anatolii, w Ankarze i Stambule. Okazuje się, że właściwie może przedstawić tylko własną rodzinę, do innych ma wstęp zamknięty i obserwuje je tylko poprzez znajomość struktury, tradycji, mentalności oraz rozmowy z tymi, którzy chcą mówić o swoich problemach wynikających z rodzinnych konfliktów. Rodzina stoi na straży moralności, egzekwowania praw, podziału zarobków, planowania przyszłości. Najważniejsze jest pojęcie honoru, którego się nie zyskuje poprzez chwalebne czyny, godną postawę, lecz traci z powodu niestosownego zachowania członka rodziny, którym jest zazwyczaj kobieta. Zadaniem rodziny jest karanie i przywoływanie do porządku czarnej owcy. To właśnie jej struktura niezmienna od wieków, wspierana przez islam, hamuje postęp, utrwala ubezwłasnowolnienie kobiet, gdyż rodzina wie, co jest dla niej najlepsze. Autorka zajmuje stanowisko w sprawie chust, popierając zakaz ich noszenia w miejscach publicznych na terenie krajów, które go wprowadziły. Dla niej wiąże się ona z postępującą islamizacją życia nie tylko w Turcji, ale i poza jej granicami. Co ciekawe, po reformach Atatürka, które jednak zatrzymały się w dziedzinie społecznej, więcej kobiet zdjęło chusty i ubierało się po europejsku niż obecnie, bo młode osoby w dzielnicach z przewagą zwolenników radykalnego islamu są zmuszane do dostosowania się do reszty pod groźbą okaleczenia lub utraty życia. Wadą struktur społecznych jest przede wszystkim dominacja wspólnoty nad jednostką w każdej dziedzinie życia.

Turcja nie jest przygotowana, by wejść do rodziny państw europejskich, gdyż nie rozliczyła się z przeszłością, a jej błędy są wciąż utrwalane. Ma ona na myśli przede wszystkim ludobójstwo Ormian, wygnanie z kraju przedstawicieli innych nacji, w tym Greków. Nietolerancja turecka (a może islamska) dotyka również wyznawców innych wyznań.

Książka będąca zarówno reportażem jak i tekstem publicystycznym zawiera wiele wątków poznawczych, polemicznych, dyskusyjnych. Turcja jest zarówna bliska sercu i dlatego autorka chciałaby się ją ulepszyć, ale i odpycha swoim konserwatyzmem, który jest zaporą demokracji i z tego powodu jej grzechy chce wskazać opinii publicznej. Czy Turcja jest między Wschodem a Zachodem, czy już wybrała swoją opcję rozwoju?

Słodko-gorzka ojczyzna to jedna z tych książek, które trzeba samemu przeczytać, by współuczestniczyć w analizie głębszej lub płytszej, ale zawsze subiektywnej argumentacji poprzez podawane fakty i spostrzeżenia. Naprawdę wchodzi się w świat wielowarstwowy, hermetyczny, niezrozumiały dla europejskiego czytelnika. Gdy ktoś powie, że od ręki wszystko można zmienić przepisami zabraniającymi lub akceptującymi inność, to znaczy, że niczego nie rozumie.

______________________

Necla Kelek, Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji / Bericht aus dem Inneren der Türkei, przeł. Elżbieta Kalinowska, wyd. I, s. 280, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.

poniedziałek, 05 marca 2012, nutta

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/06 16:57:04
Bardzo ciekawy temat. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy Turcja zasługuje na członkostwo w UE, czy nie. Nie znam zupełnie historii tego państwa. Dobrze byłoby poznać ten kraj bliżej nie tylko od strony politycznej, ale przede wszystkim od kulturowej :-)
-
2012/03/06 17:25:48
Coś, co chciałabym przeczytać!
Mam jeszcze w głowie reportaże Szabłowskiego. I fabułę, i filmy tureckie i o Turcji.
Specyficzne, że ten tytuł sytuuje się na pograniczu reportażu i publicystyki. Rozumiem w czym rzecz - wyraźnie stawiane oceny i zajmowanie stanowiska w niejednoznacznych kwestiach.
Może być interesujące. Egzotyka tym ciekawsza, że już lekko rozpoznana.
Poza tym ta podwójna tożsamość autorki...
A napisane dobrze? nie przegadane? bez dłużyzn?
-
2012/03/06 17:50:02
Moim zdaniem bardzo słuszne są tezy autorki, że Turcja nie jest gotowa, by dołączyć do UE. Wiele jeszcze Turcja musi zrobić w kwestii praw człowieka i demokracji, wolności słowa i innych spraw, które w Europie Zachodniej uważa się za oczywiste.

Przyznam jednak, że zaskoczyły mnie trochę Twoje zdania z początku tekstu - że każdy, kto żyje w obcym państwie zastanawia się nad swoją tożsamością. Do niedawna też tak myślałam, ale słyszałam od wielu osób, których tożsamość jest, jak to się mówi, z dywizmem (np. Pakistani-British, Lebanese-French, czyli pakistańscy Brytyjczycy czy libańscy Francuzi) i czytałam u różnych pisarzy, którzy właśnie mają więcej niż jedną narodowość, czy których korzenie są skomplikowane, że wcale niekoniecznie zastanawiają się nad tożsamością. W dzisiejszych czasach, gdy coraz więcej osób ma tożsamość zwielokrotnioną - mam na myśli pochodzenie etniczne czy narodowe - niezmiernie trudno jest ją poznać czy zrozumieć, dlatego w ogóle człowiek nie zastanawia się nad nią. Bo wszelkie etykietki są zbędne, szczególnie jeśli otoczenie nie wymaga od ciebie samookreślania się. W Niemczech tak nie było, Niemcy przez wiele lat zmuszali swoich obywateli do określenia się po jednej stronie, więc rozumiem, że Kelek zadaje sobie pytania o swe pochodzenie i tożsamość. Ale to specyficzny przypadek tureckiej Niemki (czy niemieckiej Turczynki)...
-
2012/03/06 17:56:46
Kraino czytania, ostatnio czytałam o Turcji oraz powieści tureckich epików, więc i to nietypowe spojrzenie prawie z samego wnętrza kraju mnie zainteresowało. Autorka pisze o mauzoleum Ataturka w Ankarze, zwracając uwagęna zbędny monumentalizm obiektu. Ja tam byłam. Owszem, duże zaskoczenie i jednoznaczne skojarzenia. Inne spostrzeżenie zaś takie, że niedziele spędzają tam całe rodziny, których nikt nie przywozi, więc czym są dla nich te odwiedziny - zastanawiam się. Wiele sprzeczności. Kobieta w chuście w geście modlitewnym rozkłada ręce przed skromnym nagrobkiem zastępcy "ojca Turków" - kolejna sprzeczność, bo i ten ubiór i gest. Wiele spraw trudno pojąć. Miejsca turystyczne to "inna para kaloszy".
-
2012/03/06 18:00:18
Ren, myślę, że książka byłaby dobrym uzupełnieniem obrazów filmowych, o których pisałaś. Nie ma dłużyzn, napisana sprawnie i bardzo emocjonalnie. Polecam.
-
2012/03/06 18:23:30
Masz rację, to specyficzny przypadek Niemki tureckiego pochodzenia bardzo silnie związanej z obydwoma krajami, więc trudno jej podjąć jednoznaczną decyzję kwalifikującą ją jako obywatela jednego narodu. Może też w życiu następuje taka chwila, potrzeba rozważania swego miejsca, lecz nie każdy ją uzewnętrznia w literaturze, publicystyce. Turcja była mocarstwem, nie była kolonią, państwem zależnym tak jak Liban, Indie, Pakistan itp. (mimo bogatej kultury), w których owa dwoistość była czymś naturalnym, i stąd ta potrzeba stworzona na okoliczność analizy sytuacji w ojczyźnie przodków. Mam wrażenie, że autorka jest zadowolona i z pochodzenia, i z niemieckiego obywatelstwa.
A Niemcy muszą się pogodzić z poszukiwaniem dróg innej niż się oczekuje asymilacji tureckich Niemców. Podobnie powinni zaakceptować Niemców o polskich/śląskich korzeniach.
-
2012/03/06 18:49:13
Wiesz, właśnie o to mi chodzi, że gdy czuje się przywiązanie do więcej niż jednego narodu, nie ma potrzeby przypisywać się do jednego. W zachodnich społeczeństwach od dłuższego już czasu nie ma presji, by tak czynić (oczywiście są wyjątki, ale mam na myśli te najbardziej wielokulturowe kraje). Można mieć spokojnie kilka narodowych tożsamości i wszystkie je cenić i pielęgnować na równi.
Co do Indii i Pakistanu (kwestii libańskich nie znam tak dobrze) to nawet nie dwoistość, to mnogość tożsamości. W zeszłym tygodniu byłam na spotkaniu z kilkoma pisarzami, piszącymi o Indiach i Pakistanie, i była tam jedna autorka, Reshma Ruia, której ojciec był Hindusem w części pakistańskiej Indii i po podziale musiał przenieść się do Delhi. Matka pochodziła z Pendżabu. Rodzice z małą Reshmą mieszkali w Biharze (wszystkie te rejony mają bardzo odrębną kulturę, język, tożsamość), a w latach 70. przenieśli się na stałe do Rzymu. Reshma mieszkała potem jeszcze w Paryżu i Londynie. Jak to wszystko pogodzić? Co odpowiadać, gdy ktoś pyta: skąd jesteś? Coraz więcej osób ma z tym problem. Reshma wyznała, że ona się nad tym nie zastanawia, to tak skomplikowane, że czerpie wiele ze wszystkich tożsamości i jest z tym szczęśliwa.
Niemcy przez dekady popełniały błąd traktując Turków jako gastarbeiterów, a nie imigrantów na stałe. Teraz wychodzi to na jaw. Przypuszczam, że jest podobnie, jak piszesz, z pełną akceptacją innych mniejszości.
-
2012/03/06 19:06:44
Chihiro, sądzę, że i u nas ten temat będzie musiał być przemyślany na nowo, nawet powrót do czasów, gdy można było zamieszkiwać w Polsce, służyć jej pracą, intelektem, udziałem w kulturze i mieć przodków, którzy mówili innym językiem. Obawiam się, że ten nasz "dziki" regionalizm, który lansuje się w szkołach i mediach, utrwala stereotypy i nie jest nośnikiem postępu. Napisałam dziki, bo nosi w sobie podział na swoich z dziada pradziada i obcych, czyli przyjezdnych.
-
2012/03/06 19:17:54
Masz rację, Polska jest jeszcze bardzo homogenicznym krajem w porównaniu z tymi bardziej wielokulturowymi, ale to się będzie zmieniać, już się zmienia. Ciekawa jestem, na ile społeczność pochodzenia wietnamskiego jest widoczna, nie na zasadzie ciekawostki egzotycznej, ale na zasadzie obecności w społeczeństwie polskim (obecności w mediach, wypowiadania się jako Polacy itp.) i na ile w świadomości ludzi istnieje pojęcie "wietnamski Polak" na przykład.
-
2012/03/07 18:48:45
Chihiro, właściwie społeczność pochodzenia wietnamskiego nie jest obecna w szeroko pojętych mediach. Nie byłoby też dobrze, gdyby zaczęli tworzyć swoje getta.