Blog > Komentarze do wpisu

Tylko Anders

Przeczytałam książkę, która nie tylko wzbogaciła moją wiedzę, ale też pozwoliła zawrzeć wiele znajomości literackich. Ewa Berberyusz otworzyła mi drzwi do osób wiekowych, z których wielu już nie ma na tym świecie, by poznać nie tylko generała Władysława Andersa, ale i ludzi związanych z II Korpusem, wieloletnich emigrantów. Wznowiona pozycja1 jest znakomitą okazją zetknięcia się z tematem, który w dalszym ciągu nie jest powszechnie znany lub pokutuje w świadomości historycznej dawny obraz propagandowy z podręczników PRL-u.

Reporterka nie poznała osobiście bohatera swojej książki, jednak jakże znakomity portret wyłonił się ze słów tych, którzy z nim współpracowali, którzy mówili, iż to jemu zawdzięczali wolność, życie, powrót do człowieczeństwa, nadzieję po wyjściu z domu niewoli. Człowiek charyzmatyczny, potrafiący stworzyć w swej armii małą Polskę2, kładąc organizacyjny nacisk na jej potrzeby kulturalne i oświatowe, był ceniony, lecz i wzbudzał zazdrość, nieufność polityków emigracyjnych. Sikorski czy Anders? Dla mnie, jak dla rozmówców Ewy Berberyusz - Anders.

Bardzo interesujący jest sposób kreowania wizerunku generała. Brak tu chronologii, skupiania się na wczesnych okresach życia, które pojawiają się w tekście jakby mimochodem. Życie zaczyna się od decyzji mianowania na stanowisko dowódcy polskiej armii tworzonej w ZSRR na mocy układu Sikorski-Majski. Wcześniej więzień po kampanii wrześniowej we Lwowie, potem Moskwie, przeszedł gehennę więzionego, lecz najbliżsi uznali, iż trzeba spuścić na te przeżycia kurtynę milczenia nie tyle ze względu na więzionego co niechęć zapisu metod bestialstwa. Generał był w czasie tworzenia Polskich Sił Zbrojnych osobą przenikliwą, wiedział, że nie tylko tworzy armię, lecz i szuka obywateli polskich więzionych, zagubionych na olbrzymich połaciach wschodnich ziem imperium, by pozwolić im wyjść lub umrzeć wśród swoich. Nie będę powtarzać drogi II Korpusu, rozczarowania "sprzedażą" polskich interesów w imię sojuszu ze Stalinem, nadziei na III wojnę światową. Cała sytuacja polityczna związana z porozumieniami i układami prowadzi do decyzji emigracyjnych. Emigracja londyńska to właśnie emigracja andersowska. Niektórzy mówili, że cepeliowska, skrupulatnie przestrzegająca tradycji, zbyt nieufna wobec każdego przybysza z kraju, tworzyła swoisty bastion polskości, miłości do utraconej. Niedawni bohaterowie musieli imać się każdej pracy, by zapewnić byt sobie i rodzinie. Niektórzy wyjeżdżali do Kanady, inni pozostawali we Francji lub innych krajach. Gdzieś w tle świeci się nieprzychylna refleksja o emigracji po 1968 roku oraz tzw. Solidarnościowej. A jak umieścić w tym kontekście najnowszą? Reporterka odwiedza domy, pije herbatę, jest częstowana przygotowanymi daniami. Czasami opuszcza się bohatera książki, aby prowadzić meandrami losów goszczących ją osób. Losy Andersa i jego żołnierzy oraz uratowanych cywilów to polska odyseja, która nie wszystkich wiodła do miejsca bliskiemu sercu.

W uwielbienie większości wkrada się i zdrada, chęć zemsty, posądzenie i dlatego część uwagi kieruje się na proces o zniesławienie w londyńskim sądzie wniesiony w 1960 roku przez generała. Do końca życia jednak pozostał ze swoimi żołnierzami nie tylko duchowo, ale i fizycznie, gdyż spoczął wśród swoich, tych, którym dał nadzieję.

Generał był jednak człowiekiem, który cenił sobie życie i dobrą zabawę. Kobiety go uwielbiały z wzajemnością. Trzeba przyznać, iż umiał wybierać te warte uwagi. O pierwszej pani Irenie trochę mało, wspomnieniowo, lecz z podziwem, ale druga pani Irena, artystka używająca pseudonimu Renata Bogdańska, już rozmawiała z autorką. Ciekawe było spotkanie z córkami. Najmłodsza nie miała okazji poznać ojca w sposób dojrzały, za to starsza, z pierwszego małżeństwa, okazała się kobietą ciepłą i sympatyczną, godną swego ojca. Wiele mówi o wzajemnych relacjach wspomnienie dzieciństwa. "Żywy kucyk stał pod choinką w lampionach i błyskotkach; prezent od taty na Gwiazdkę, gdy miała siedem lat. Doglądał codziennie jej ćwiczeń na menażu, sam regularnie odbywał przejażdżkę konną i poobiednią drzemkę. Był to bardzo uporządkowany człowiek."3 Ona była jego Pepitą z modnej piosenki "Żegnaj Pepito i daj buzi ostatni raz", a on Don Fernandem, zawsze Władeczkiem, a nie tatą. Relacje z synem były trudniejsze, szczególnie po założeniu przez generała nowej rodziny.

Jeżeli ktoś lubi historię, biografie i dobry reportaż, to jest to książka dla niego. Wprawdzie jest w pewien sposób osadzona w realiach czasów pisania, lecz bez zbędnej nachalności i wymądrzania się co do kierunków rozwoju Rzeczypospolitej po 1989 roku, zresztą wypowiedzi o Wałęsie Herlinga-Grudzińskiego mogą zadowolić osoby krytyczne wobec tej postaci.

Książki o czasach minionych pisze się często za późno, gdy odchodzą ostatni świadkowie wydarzeń, którzy potrafiliby postaciom i faktom nadać ludzki wymiar, okraszając swoje wypowiedzi ciekawostkami i anegdotami, zarazem dysponując perspektywą czasu i swoim późniejszym doświadczeniem życiowym.

______________________

Ewa Berberyusz, Władysław Anders. Życie po Monte Cassino, [wyd. II] s. 336, Agora SA, Wydawnictwo Obok, Warszawa 2012.

1 Pierwsze wydanie w 1991 w wydawnictwie Aneks w Londynie, Anders spieszony.

2 "Jesteśmy małą Polską, tworzymy Polskę wędrowną.", s. 102.

3 Tamże, s. 233.

środa, 19 września 2012, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/09/19 15:55:34
W ostatnim akapicie napisałaś bardzo mądre słowa. Ja dziś bardzo żałuję, że nie spisałam wspomnień mojej prawie 100-letniej prababci. Kiedy teraz patrzę na jej życie z perspektywy czasu, wiem, że byłaby z tego bardzo wartościowa książka. Niestety prababcia nie żyje już od czterech lat i teraz jest już za późno na jakiekolwiek pisanie o tym, co przeżyła, ponieważ świadków tamtych zdarzeń też już nie ma.
-
2012/09/19 19:34:15
Kraino czytania, śmiem nawet twierdzić, iż czasami z powodu braku świadectw uczestników i obserwatorów, próbuje się tworzyć "inną historię". Podejmuje się tematy, z którymi nie mogą polemizować świadkowie wydarzeń.
-
2012/09/20 19:12:29
Ta postać jeszcze przede mną do rozpracowania. Boję się inwestować w przekłamaną historię, a nie wiem, gdzie jest prawdziwa. Bezsprzecznie uratował mnóstwo ludzi, ale gdy czytam o Sikorskim, wtedy sercem jestem przy nim. Do Andersa uprzedziła mnie książka Nurowskiej (gdy ją jeszcze czytałam), ale może taki miała cel, żeby zniechęcić, jak chociażby też do Kuklińskiego ("Mój przyjaciel zdrajca"). Wrócę do nich z pewnością. Pozdrawiam:)
-
2012/09/21 21:05:23
Książkowcu, każdy zakup książki traktującej o postaci historycznej jest ryzykiem. Plusem tej książki są przede wszystkim materiały sądowe i rozmowy z osobami, które znały Andersa. O Sikorskim nie znam dobrej książki, właściwie postrzega się go w wielu pozycjach poprzez nieudolny dobór współpracowników i podejście do dawnych piłsudczyków.
Miłego weekendu:)