Blog > Komentarze do wpisu

Zadziobią nasz entuzjazm

1863 - 2013
w 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego


Szymon Winrych, dawniej Andrzej Borycki, to ideowiec, wierny swoim przekonaniom, wyborom do końca. Dawniej dusza warszawskiego towarzystwa, pożądany mężczyzna, jest najnędzniejszym z nędznych.
Powstanie styczniowe dogorywa, żołnierze stają się zwierzyną łowną dla carskich żołnierzy, którzy bezlitośnie tropią małe oddziały i tych, którzy dostarczają broń.

 Stefan Żeromski w krótkim opowiadaniu Rozdziobią nas kruki, wrony... przedstawia kolejny, naturalistyczny epizod powstańczy, wpisując go w późnią, deszczową jesień, która nie ma w sobie nic z romantycznych odruchów, marzeń, raczej jest to brutalna szarość, przemierzanie błota, przygnębienie, które może być tylko interesujące na obrazach w galeriach. Mimo realizmu obrazu, fabuły, jest w tym tekście zawarta metafora historii z wskazaniem problemów do przemyślenia. W utworze wszystko staje się ważne - i tło wydarzeń, i kolejne kroki Winrycha, jego myśli, miłość do koni-towarzyszy niedoli, przyjęcie losu, podział skromnych łupów i... czystka oraz beznadzieja: Zorza szybko gasła. Zza światła szła noc, rozpacz i śmierć.

Winrych nakreślony prostymi środkami językowymi jest postacią wspaniałą i świadomą, iż w tej chwili jest na pozycji straconej, lecz odpowiedzialność wobec resztek walczących powstańców, szacunek wobec  swoich zobowiazań wynikających ze szczerych przekonań słuszności decyzji, każe mu wieźć zakupioną broń, przemykać się między posterunkami wroga. Żeromski idealnie oddaje szczegóły miejsca, kroki rozczłapanych butów, których każdy element jakby żyje swoim życiem.
On jeden chodził jeszcze po broń, jeden nie upadł na duchu. To dowódca charyzmatyczny, który do końca będzie postawą, wypowiedziami podtrzymywał gasnącego ducha wiary w sens poświęcenia, już nawet nie zwycięstwa. Wierzą w niego nie tylko ludzie z oddziału, ale i ten skromny szlachetka spod Mławy, który pożyczał mu dwie ze swoich trzech szkap, by mógł dostarczać broń.
Samotna droga to czas do podsumowań, myśli o przyszłości. Na te przemyślenia każdy zwróci uwagę.
- Wszystko przełajdaczone - szepcze Winrych pogwizdując - przegrane nie tylko do ostatniej nitki, ale do ostatniego westchnienia wolnego. Teraz dopiero wyleci na świat strach o wielkich ślepiach, ze stojącymi na łbie włosami, i wypędzi z mysich nor wszystkich metafizyków reakcji i proroków ciemnoty. Czego dawniej nie ważyłby się jeden drugiemu do ucha powiedzieć, to teraz  będą opiewać heksametrem. Ile w człowieku jest zbója i zdrajcy, tyle z niego wywleką, na widok publiczny ukażą i ku czci oraz naśladowaniu podadzą. I pomyśleć, że to my taki sprawiliśmy postęp wyobrażeń, ponieważ przegraliśmy... (...) Psy parszywe!

Spotkanie z ośmioma rosyjskimi ułanami to koniec życia, koniec misji, śmierć tak naturalistyczna, że aż bolesna w świadomości, iż szybko się nie umiera. Podobnie jak słynny Roland, lecz bez symbolicznych czynności, ma czas oddać się Bogu modlitwą i nadzieją nieśmiertelności duszy.

- O ludzie nikczemni, o rodzie występny, o plemię morderców!... Takie myśli pojawiają się według autora we łbie ginącego konia. Śmierć człowieka i zwierząt są jednakowo pełne cierpienia.

Trupom będą towarzyszyć ptaki-czyściciele. Pobojowisko, nawet tak niewielkie trzeba posprzątać, podobnie jak ktoś będzie "sprzątał" po powstaniu. Jedna z aktywnych wron zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli, i zupełnie je zeżreć. (...) poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania. Potrzeba wolności tkwi nie tylko w czynach, lecz i myśli - a tę zniszczyć jest najtrudniej. Na to trzeba systematycznej pracy czyścicieli, zwolenników nowych porządków, nowej interpretacji faktów.

Teraz następuje kolejny fragment, równie dramatyczny, mający wiele interpretacji. Skrada się chłop, który obawia się zarówno Moskali jak i swoich współziomków ze wsi. Nie był to wcale poetyczny szakal, lecz człowiek ubogi... Zabiera to, czego nie wzięli żołnierze wraz z odzieniem, nędznymi butami, skórą z konia, rzemieniem. Przeciwwagą modlitwy Winrycha jest modlitwa anonimowego chłopa dziękującego za te niespodziewane dary. Żeromski na te bestialskie poczynania wieśniaka wynajduje ideologię wypowiadaną przez narratora:
Tak bez wiedzy i woli zemściwszy się za tylowieczne niewolnictwo, za szerzenie ciemnoty, za wyzysk, za hańbę i za cierpienie ludu, szedł ku domowi z odkrytą głową i z modlitwą na ustach.
Słowa te chętnie zostały podchwycone przez krytyków marksistowskich w ich ocenie przesłania utworu. Chłopstwo mści się na panach, szlachcie, której czas się skończył, a rabunek jest wypełnieniem sprawiedliwości dziejowej, podobnie jak zrzucenie powstańca i padłego konia do dołu kartoflanego na poniewierkę bez grobu z krzyżem. Trzeba jednak zauważyć, że to chłop jeden z wielu, ale najbardziej zaskakujący jest fakt, iż zabrał broń zawiniętą w  zabłocone onuczki. Co z nią zrobi?
Chętnie szermowało się poglądem, iż to powstanie nie było popierane przez chłopów, tymczasem jest dowiedzione, że w oddziałach powstańczych było ich całkiem dużo, przystępowali do niego łącznie z tymi dziedzicami, którzy byli dla nich autorytetem. Pokłosiem tego zaangażowania był w liczny udział potomków tych chłopów w wojnie polsko-bolszewickiej już w XX wieku. Zgodzić się jednak należy z tym, że nie należy używać wyrazu wszyscy, gdyż podziały były we wszystkich grupach społecznych niezależnie od wykształcenia, ciemnoty czy majątku.

Posługiwanie się plastycznym obrazowaniem, oddawanie nastroju, kontrastu, sprzeczności, patosu i drwiny - to niektóre cechy krótkiego, a także ważnego opowiadania syna powstańca, Stefana Żeromskiego.

czwartek, 24 stycznia 2013, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/01/25 01:11:27
Jestem pod wrażeniem. Po pierwsze życzliwie wspomniałaś Powstanie Styczniowe, po drugie odważnie to zrobiłaś za pomocą Żeromskiego upupionego przez szkołę i chyba nieco już zapomnianego, a na pewno dzisiaj trudnego w czytaniu, po trzecie wreszcie komentarz jest bardzo trafiony. Pozdrowienia
-
2013/01/25 14:25:15
Szkoła bywa skorupą treści przekazywanych na podstawie opracowań. Tak napisał profesor i tak ma być. Wydaje się jednak, że należy próbować inaczej odczytać klasyków albo dostrzec inne do tej pory nie omawiane tematy. Zauważyłam, że nieczytający ludzie próbują powoływać się na słowa, których nie rozumieją, w swoich wystąpieniach publicznych. Tytuł opowiadania Żeromskiego jest również tego przykładem.
Pozdrawiam
-
2013/01/26 19:35:41
Opowiadanie Żeromskiego jest wstrząsające. Uważam, że jest to majstersztyk opisu naturalistycznego.
-
2013/01/27 10:27:52
Na takiej literaturze młodzi pisarze powinni się uczyć pisać.