Blog > Komentarze do wpisu

Powstańcza droga

1863 - 2013
w 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego

 W tym roku obchodzimy nie tylko rocznicę wybuchu powstania styczniowego, ale i tę samą rocznicę urodzin pisarki niezwykle popularnej pod koniec XIX i czasach Polski niepodległej XX wieku. Romanse, powieści obyczajowe  Marii Rodziewiczówny zawsze koncentrują się wokół polskiego dworu, patriotyzmu, postaw godnych i niegodnych jako przeciwwagi. Są  pisane nie tylko ku pokrzepieniu podtrzymaniu  serc świadomie pielęgnujących własne tradycje, ale też ukazują się czytelnikowi jako słowny oręż propagujący postawy obywatelskie.

Maria Rodziewiczówna pochodzi z rodziny powstańczej, która z powodu udziału w zrywie niepodległościowym utraciła majątek, doznała represji w postaci zsyłki rodziców, skąd wrócili dopiero w 1871 roku, by ujrzeć już Marię odchowaną przez krewnych. Młoda dziewczyna wielokrotnie słuchała opowieści o minionych wydarzeniach, dyskusji o postawach sąsiadów, stąd i potrzeba zapisania jednej z historii na kartach powieści nie dziwi. Trzydzieści lat później w  1893 roku ułożyła nie tylko epizod powstańczy z romansem jako czynnikiem napędowym postaw patriotycznych, ale utrwaliła obrazy zsyłki na Sybir, ucieczkę i skromny, ckliwy, niezbyt udany szkic emigranckich lat w Ameryce.

Polesie, bagnisty, zalesiony rejon malowniczy krajobrazowo, staje się miejscem, do którego dochodzi potrzeba zaangażowania się w walkę niepodległościową. Właśnie przybył wysłannik, by zaangażować lokalnych przywódców do organizacji oddziałów powstańców. Bohaterami staną się bracia Świdowie, ich sąsiad Dominik Czaplic i jego wychowanka panna Władysława Wismundówna. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie odnotowuje wygląd, ale i oceny tak, jakby odrabiał szkolne ćwiczenia słownikowe, by było jasne, kto godny szacunku, a kto zdrajca. Jednak ten staroświecki styl, momentami egzaltowany, ma swój urok. W warstwie fabularnej, powstańczej, autorka nie idzie na skróty, ponieważ ukazuje różnorodne postawy szlachty i chłopstwa wobec podjętych działań zbrojnych. Są entuzjaści tacy jak Kazimierz Świda, który jednak jako dowódca nie potrafi zapanować nad dezercją. Jako powstaniec ma swój czas na bohaterstwo i poświęcenie dla ojczyzny. Zupełnie inne podejście reprezentuje jego brat Aleksander. Może dlatego że jest doktorem matematyki kształconym w Getyndze widzi bezsens sprawy, jest nastawiony krytycznie wobec tej zabawy z bronią, która nic dobrego nie przyniesie. Dopiero spotkanie z Władzią i jej wyhaftowany sztandar z ptakiem, spojrzenie, entuzjazm sprawiają, iż przystępuje do powstania, by wytrwać do końca. Wiksmundówna to typowa Matka-Polka jak z obrazów Gierymskiego i kocha tylko patriotę. Jest jeszcze czarny charakter, przebiegły zdrajca, który sprzedaje informacje i mości sobie bezpieczne gniazdko na przyszłość.

"Wybrali się na wojnę jak na obławę... z myśliwskimi dubeltówkami panicze, ze skałkami ubożsi! Co warta taka broń w codziennym, gorącym użyciu..." Aleksander nie szczędzi bratu wymówek za zbyt rycerskie postępowanie wobec wroga i niezabieranie przeciwnikowi broni. "Są szlachetności gorsze od podłości! (...) Prawo wojenne jest nieubłagane i okrutne, bo takie być musi. Kto się przed nim wzdryga, temu miejsce dowodzić aniołom w niebie, a nie ludziom na ziemi."

Poleski epizod powstańczy i klęska kończy się śmiercią wielu patriotów i  represjami. Aleksander z katorżnikami pieszo wędruje do kopalń w Uroczyńsku. W ślad za nim na ratunek rusza dzielna Władka z wiernym sługą i opiekunem Makarewiczem. Część zesłańcza wprawdzie potraktowana jest skrótowo, ale oddaje w pełni martyrologię nieprzygotowanych na trudy pracy, nędzy i beznadziei mężczyzn. O etapie amerykańskim po ucieczce napisałam na początku. Los emigrantów musi się dopełnić tułactwem. "...on bez ducha już był i bez życia - ruina..."

Dzieje polskie, bardziej pańskie niż ludowe toną we łzach. Po raz kolejny polski pisarz pisze o udziale w wydarzeniach 1863 roku wbrew sobie, rozsądkowi, ale z potrzeby wspierania, patriotyzmu. Jednak zauważa również, iż potomkowie powstańców będą inni, inaczej wychowywani. "Ojcowie o kraj i wolność walczyli, dzieciom przypadła w udziale walka o chleb i życie!" O sobie to również pisarka myślała.

______________________

Maria Rodziewiczówna, Pożary i zgliszcza. Powieść na tle powstania styczniowego, s. 272, Wydawnictwo MG, Warszawa 2010.

piątek, 10 maja 2013, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/11 14:20:01
Tej autorki czytałam jak do tej pory "Nieoswojone ptaki". Została nawet nazwana polską Jane Austen. Nie wiem czy słusznie, ale może coś w tym jest :-)
-
2013/05/12 10:38:12
Kraino czytania, na okładce widnieje reklama "polska Jane Austen", ale ja doklejania takich etykietek pisarzom nie lubię. Można uznać, iż to antyreklama, podkreślenie wtórności, skłonności do naśladownictwa, bo przecież panie żyły w zupełnie innych epokach, inny cel im przyświecał, inne wartości były priorytetem.
Też nie jestem znawcą twórczości Rodziewiczówny, raptem przeczytałam parę powieści, kierując się ich tematem i miejscem akcji.