Blog > Komentarze do wpisu

Niemcy bywają ludźmi

Po uproszczonym, zakłamanym niemieckim filmie o Niemcach czas sięgnąć po książkę. Myślę, że najlepszą pozycją jest dramat Leona Kruczkowskiego z 1949 roku, a więc wydany cztery lata po zakończeniu wojny i wkrótce wystawiony na scenie. Przeczytany na nowo w innych realiach społeczno-politycznych uświadamia, że jest to dobra literatura, która pozwala przyjrzeć się ludzkim wyborom i zachowaniom wynikającym z postaw wobec obietnic i ich realizacji przez legalny rząd III Rzeszy. Obserwacja poczyniona zostanie na inteligenckiej rodzinie Sonnenbruchów i współpracownikach profesora, który będzie świętował jubileusz 30-lecia pracy naukowej. Czas - po bitwie stalingradzkiej, kiedy już niezbędne jest zaciemnienie domów w związku z niebezpieczeństwem nalotów dywanowych  na niemieckie miasta dokonywanych przez Brytyjczyków. Miejsce - jeszcze tzw. niemiecka Europa oraz Getynga.

Trzy odsłony, od których zaczyna się dramat, uświadamiają nie tylko tragedię ludności z terenów podbitych, ale również cynizm, bezmyślność, bezwzględność, okrucieństwo, obłudę kolejnych Niemców, a więc Hoppego, który nie może zamknąć walizki zawierającej na pewno tzw. łupy wojenne, Schultza - pilnującego, by prawo zostało wykonane, Untersturmführera Willego Sonnenbrucha, który zamęcza norweskiego patriotę i igra uczuciami jego matki, tych, którzy wysłali na śmierć francuskich zakładników w odwecie za wykolejenie pociągu. W każdej scenie pojawia się rekwizyt, który będzie znakiem zbrodni i eryniami, sumieniem. Jabłko jest znakiem ludzkiego odruchu, który zostaje zgaszony przez tzw poczucie obowiązku likwidacji żydowskiego dziecka. W innej scenie w domu profesora chłopcem otrzymującym owoc staje się syn zbrodniarza, lecz trzeba mu przypomnieć, by podziękował. Naszyjnik pojawi się trzy razy. Wpierw jest prezentem za próbę uratowania aresztowanego syna przez zbolałą matkę, ale ostatecznie zostaje oszukańczo zakupiony za bezcen przez Willego. Następnie w Getyndze zostaje wręczony matce, której sprawi radość, bo jest znakiem miłości synowskiej. Po raz trzeci odegra swoją rolę po wydarzeniach w domu profesora, które wymagały zajęcia jednoznacznych stanowisk. W didaskaliach zapisano: Berta "Odruchowo podnosi rękę do szyi, dotyka naszyjnika, zdejmuje go, ogląda niemal z lękiem, jak coś obcego i złowrogiego." Jest jeszcze koniak Henessy przywieziony z Francji przez Ruth. Może ten rekwizyt został najsłabiej usytuowany w fabule. Profesor odrzuca prezent stamtąd na znak protestu wobec okupacji innych krajów, potem zostaje nim poczęstowany uciekinier z obozu Joachim Peters.

Niemcy to dramat o postawach inteligenckiej niemieckiej rodziny wobec nazizmu, ludzi dla siebie miłych, życzliwych, kochających. Profesor wybrał tzw. emigrację wewnętrzną i wydaje mu się, że zachował swoje człowieczeństwo, udając, że nie wie, do czego wykorzystane są jego badania. Żona Berta, syn Willi, córka Ruth, synowa Liesel akceptują ideologię nazistowską, widząc w niej korzyści dla kraju i siebie. Nie będę się rozpisywać i analizować kolejnych postaw, gdyż wiele osób robiło to w szkole średniej. Wiadomo, że najważniejszym momentem jest pojawienie się dawnego asystenta profesora, potem tylko numeru obozowego, Joachima Petersa, który udowadnia profesorowi jego zakłamanie. Jedynie Ruth, enfant terrible rodziny, wykazuje ludzki odruch. Kruczkowski pozostawił rozwiązanie sprawy córki profesora otwarte, do dopowiedzenia sobie przez widza lub czytelnika. Joachim Peters zaburzy spokój porządnej rodziny, która nie chce widzieć i słyszeć o podłych sprawach dotyczących polityki, z której owoców korzysta każdy wolny Niemiec. Ten głos sumienia spotka się po odejściu z komentarzem-pocieszeniem wypowiedzianym przez Bertę "Uspokój się, uspokój. Ty chyba nie masz sobie nic do zarzucenia..." Nic do zarzucenia! Sztuka obfituje w trafne, zwięzłe oceny postaw.

Tacy ludzie będą kształtować nowe oblicze kraju po wojnie. Będą Petersowie, Berty, profesorowie, tacy jak Willi, Liesel, Ruth, Hoppe, Schultz. Dla każdego znajdzie się miejsce.

______________________

Leon Kruczkowski, Niemcy. Sztuka w 3 aktach, wyd. dwunaste, s. 104, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1967.

wtorek, 25 czerwca 2013, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ksiazkowiec, 176.107.37.*
2013/06/25 19:31:51
Bywają. Zgadza się;)
-
2013/06/25 20:41:24
Akurat sztuka Kruczkowskiego to dopiero przykład uproszczenia :-), przedstawia mniej więcej taką samą prawdę o Niemcach, jak "Kolumbowie rocznik 20" Bratnego o Powstaniu Warszawskim a "Popiół i diament" Andrzejewskiego o Armii Krajowej.
-
2013/06/25 22:03:39
Marlow! Z podłością i jawnymi kłamstwami "Popiołu i diamentu" nic się nie może równać. Przy tej książce "Niemcy" to, co prawda podszyty emocjami, ale dość prawdziwy obraz.
-
2013/06/26 17:34:04
Marlow, zahulałeś tymi tytułami. Nie zestawiałabym "Niemców" z powieściami, które operują większą skalą środków narracyjnych i oddziaływania czytelniczego. Sztuka ma przemawiać grą aktorów i "Niemcy" dają możliwość stworzenia paru niebanalnych postaci. Kiedyś widziałam inscenizację ze Świderskim jako profesorem, Wilhelmim jako Willim i Śląską w roli Ruth. Walorem tego dramatu jest pozostawienie wątków otwartymi oraz możliwość potraktowania go jako alegorii społeczeństwa o zróżnicowanych postawach wobec przeszłości i teraźniejszości. Berta to jedna z wielu matek uwielbiających wodza i niedostrzegająca zadań wykonywanych przez syna. Postać z tła, lecz ważna. Takie osoby odczuwające osąd Niemców jako krzywdę pojawią się w przyszłości. Willi jako funkcjonariusz SS, osoba dwulicowa, zostanie osądzona albo wyemigruje do Ameryki Południowej, albo okaże się potrzebna nowym Niemcom. Ruth skłonna do małego, niezpalanowanego bohaterstwa, może kiedyś dać świadectwo jako osoba represjonowana. No i jeszcze profesor i Peters (mimo że wybiera się do towarzyszy z Hanoweru, może, lecz nie musi być komunistą) to też symbole pewnej części społeczeństwa, które zmierzy się ze swoją przeszłością po wojnie. Powiesz schemat, jednak my wszyscy podlegamy jakimś społecznym klasyfikacjom, mimo że jesteśmy różni. Ja w tym dramacie widzę pytania, na które się odpowiada od czasów zakończenia wojny, lecz wciąż te odpowiedzi są niezadowalające. Problem niedostrzegalności zła, czynienia zła jest zawsze aktualny.

Ksiązkowcu, :)

Dijkstra, zaskoczyły mnie w tej książce wersy w sprawie nalotów, których uprzednio nie dostrzegłam i skojarzyłam z pretensjami Sebalda, iż Niemcy nie potrafili ująć swoich cierpień i poniżenia w słowa, by przekazać je kolejnemu pokoleniu. Mam na myśli "Wojnę powietrzną i literaturę".
-
2013/06/27 16:05:08
Nutto ja tylko ustawiłem "Niemców" w szeregu utworów, które posługują się uproszczeniami, o których wspomniałaś. Tak jak Niemcy mają nasz uproszczony obraz tak i my mamy uproszczony obraz Niemców a sztuka Kruczkowskiego weń się wpisuje. Co zeń mogą zrobić świetni aktorzy to już zupełnie inna sprawa. Sam bym chętnie zobaczył ich w akcji :-)
-
2013/06/30 10:19:30
Marlow, w tych uproszczeniach nie ma nic z nadstawiania drugiego policzka;) Wizerunek Niemców u Kruczkowskiego jest inteligentniejszy niż ten z ostatniego niemieckiego serialu.
A tak na marginesie, nazwa "Kolumbowie" wymyślona przez Bratnego jest zastanawiającym narzuceniem nazwy i ochoczym przyjęciem.