Blog > Komentarze do wpisu

Wojenne piętno na Śląsku

Leszek Adamczewski zaczął podróż od dawnej rejencji katowickiej i opolskiej Oberschlesien, by zatrzymać się w województwie śląskim i opolskim. Czas - to niezbadane możliwości wydobywania tematów, szczegółów wydarzeń, gdyż zawsze to, co było dawniej, można zestawić z tym, co jest dziś, też naszą dzisiejszą wiedzą, ocenami, postawami. Niepewność zawsze dotyczy niepełnej dokumentacji, wątpliwości, które budzą przywoływane fakty, zawodnej pamięci, innych akcentów ważności dla osób prezentujących zdarzenia lub w nie zaangażowanych. Mimo upływu lat historia zawsze zderzy się z polityką.

Reportaż historyczny to wdzięczny sposób przywoływania wydarzeń, miejsc, osób, szczególnie wtedy, kiedy dotyczy dziejów związanych z II wojną światową. Leszek Adamczewski, znany również jako dziennikarz i jeden z eksploratorów miejsc zasnutych tajemnicą, ułożył swoje teksty w ciąg chronologiczny, choć opowieść musi poprowadzić również w inny czas będący kontynuacją opowiadanych zdarzeń.  Każdy znajdzie w jego najnowszej książce to, co go zainteresuje najbardziej, a ciekawych tematów tu sporo, do tego dobrze przedstawionych.

Awantura gliwicka z kompromitującą organizatorów prowokacji, nierozstrzygnięta, bo nieudokumentowana sprawa wieży spadochronowej w Katowicach, Auschwitz - są w zasadzie znane, choć i tu czytelnik odkryje indywidualne podejście do tematu. Bardziej interesujący staje się dłuższy pobyt Führera  i jego współpracowników we wrześniu 1939 roku w okolicach Opola i Gogolina, gdyż tam zatrzymał się na dłużej pociąg Amerika, swego rodzaju ruchoma kancelaria Rzeszy. Mniej eksploatowany jest temat postaw ludności wspomnianych rejencji wobec wojny, lecz to zagadnienie nie jest bliskie autorowi. Dwa tematy wojenne były wykorzystane przez film krótkometrażowy. Mam na myśli tzw. ceremonię pohańbienia w  1941 r. w wiosce Steinsdorf (obecnie Ścinawa) i czarną plamę powojenną - obozy dla Ślązaków lub Niemców, którzy nie ewakuowali się, z wykorzystaniem istniejących niemieckich obozów w tym w Łambinowicach (Lamsdorf). Oba filmy widziałam kiedyś w telewizji.

Materiał będący prezentacją rozbudowanego przemysłu ciężkiego pracującego na potrzeby wojska Rzeszy połączony z badaniami naukowymi oraz śledztwo w sprawie tajemnic korytarzy, tajnych przejść, urwanych torów, miejsc, które po latach zmieniły swój krajobraz, może intrygować najbardziej. Blachownia, Zdzieszowice, Kędzierzyn, Krapkowice, znane miasta górnośląskie przez długi czas mogły pracować bezpiecznie nienarażone na alianckie naloty, toteż wyścig nad pracami zmierzającymi do praktycznego wykorzystania prac naukowców wciąż trwał. Tu też nie dały się do końca skryć tajemnice traktowania więźniów, ponieważ wokół zakładów skupiały się filie obozów koncentracyjnych, więc miejscowa ludność musiała o wielu sprawach wiedzieć, podobnie jak potem widziano marsze śmierci. Nie jest jednak założeniem autora oskarżać kogokolwiek, raczej wskazać na zmienność losów wybranych ziem w krótkim przedziale czasu. Przemarsz Armii Czerwonej był tak szybki, że nie zdołano przygotować się do obrony, bronić Opola tak jak Wrocławia, ale to zapoczątkowało nowy rozdział tragedii: gwałty, podpalenia miast i wsi, grabieże. Kolejny etap normalności życia to wymontowywanie maszyn, które i tak, jak się okazało, stały się złomem, dóbr kultury (przede wszystkim rękopisów i starodruków, cennych ksiąg bibliofilskich), dalej - donosy, wysiedlenia, wywózki robotników do pracy w Związku Sowieckim, skąd wielu już nie wróciło. Czyż zatem można się dziwić, że miejscowi nie mówią, nie chcą udzielać informacji (po latach wiele spaw uległo zapomnieniu lub zmitologizowaniu) - jak skarży się autor? Zresztą po 69 latach wciąż jest nieufność, a nie jeden chce na tle zdarzeń powojennych rozgrywać własne interesy. "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie." z listu polskich biskupów jest obecnie bardziej czytelne, ale z tym przebaczaniem bywa różnie, opowieść o krzywdach się dziedziczy.

Myślę, że fakty i hipotezy przedstawione w tekstach każdy czytelnik z różnej części kraju odbierze inaczej. Do tematu jeszcze wrócę, gdy napiszę o lokalnych inicjatywach zapisania historii miejsc wspomnianych w książce Adamczewskiego.

______________________

Leszek Adamczewski, Na dno szybu. Od Oberschlesien do Górnego Śląska, wyd. I, s. 332, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2013.

sobota, 25 stycznia 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/01/29 18:58:59
Twój wpis uzmysłowił mi, jak niewiele wiem na temat tego, co działo się w mojej małej ojczyźnie podczas wojny. Właściwie, to kojarzę jedynie G.Grassa i jego Blaszany bębenek oraz Fleszerowej Trylogię Tak trzymać. I jak o tym piszę, wydaje mi się, że już kiedyś u Ciebie zamieszczałam podobnej treści komentarz.
-
2014/01/30 19:06:34
Guciamal, Was z północy chętniej przedstawiali w literaturze wybitni lub tylko dobrzy pisarze, my mamy nieco mniej szczęścia jeżeli chodzi o jakość. Jednak literatura faktu odkrywa zajmujące treści o ludziach, miejscach, które odeszły w niepamięć i dlatego warto do niej sięgać.