Blog > Komentarze do wpisu

Z perspektywy hotelu

Oprócz fabuły w powieściach ważna jest rama, w którą ujmie się obmyśloną treść. Oczywiście teoretycy literatury mogliby wskazać szereg schematów wykorzystywanych od czasów najdawniejszych, co nie znaczy, iż nie ma tu miejsca dla oryginalności artysty stojącego obok sprawnego rzemieślnika. Sposób spojrzenia na historię poprzez obserwację zmian zachodzących z okna lub perspektywy ulicy albo losów okrętu, który ma swoje czasy wzlotu i upadku, to potwierdzenie nieuchronnej zmienności dziejów, której doświadcza człowiek i miejsce mu bliskie.

Taki pomysł miał francuski pisarz, biograf i dziennikarz, również od 2012 r. członek Académie Goncourtów, Pierre Assouline, który ukazał niemal dwadzieścia lat (?) francuskiej historii XX w. z punktu widzenia losów luksusowego paryskiego hotelu Lutetia (hotel ma swoją stronę internetową). Nad wdrożeniem pomysłu pracował od 1971 do 2004 roku, zbierając materiał, obmyślając sposób przekazu problemów, wreszcie przenosząc pomysł na papier.

Prolog i epilog, klamra wiosny i lata 1945 roku spina trzy fazy z dziejów hotelu a także prywatnych niepokojów narratora. Z kolei bibliografia potwierdza autorski zamysł, by książka była fikcją literacką powstałą z inspiracji Historii, w której pojawiają się autentyczne postacie pod swoimi prawdziwymi nazwiskami.

Narracja pierwszoosobowa prowadzona jest przez hotelowego detektywa, byłego policjanta, Édouarda Kiefera. To Alzatczyk o rodzinnych tradycjach francusko-niemieckich, uczestnik I wojny światowej. "Wojna, nie mówcie mi tylko o wojnie, odmawiam jej jakiejkolwiek szlachetności, to nigdy nie jest ani czyste, ani szczytne, patriotyczna jatka, z wyjątkiem być może gabinetów i redakcji... Wojna, ta prawdziwa, nie oszczędzi niczego... Nie ma ładnego sposobu na to, żeby polec na wojnie... Wyruszyłem na wojnę jako żołnierz, wróciłem z niej troglodytą... Wojna na zawsze zaplombowała nasze życia."1 Dwujęzyczność i dwukulturowość łączy się ze zrozumieniem dla łowiectwa i grą na trąbce myśliwskiej jako efektu życia w przybudówce zamku w Cheverny, gdzie ojciec był jednym z zarządców. Z tym miejscem łączy się wieloletnia miłość do N***. Po rezygnacji z pracy w policji (jak się okaże w czasie II wojny światowej - słusznej) związał się z hotelem, którego właściwie nie opuszczał. Ze swej antresoli, która stała się jego biurem, obserwował hotelowe życie, a przemieszczając się po budynku - rozmawiał, słuchał, interpretował fakty. Osobliwością było prowadzenie kartoteki fiszek, zapisków o gościach zamieszkujących hotel.

Na konstrukcję powieści nie składa się wartka akcja z udziałem głównych bohaterów, lecz właśnie narracja w formie zapisów o codziennym życiu hotelu, w którym swój udział mają zatrudnieni pracownicy i goście powiązani z prezentowanymi epizodami. Informacje, skąpe dialogi i refleksje - to trzon fabuły. Są też i anegdoty o autentycznych postaciach wynajmujących pokoje i apartamenty. To James Joyce(tu pisał część Ulissesa), André Gide, "nasz noblista" Roger Martin du Gard, Antoine de Saint-Exupéry i Consuelo, pułkownik Charles de Gaulle.

"Na pierwszy rzut oka wielki hotel wygląda jak pasażerski statek. Z chwilą jednak kiedy człowiek usiądzie w jego wielkim salonie, przypomina on teatr, w którym wystawia się w skrócie komedię ludzką. Każdy przywdziewa jakiś strój i odgrywa swoją rolę. Z jedną tylko różnicą: aktorzy nie wiedzą, że grają w sztuce ani w jakiej."2

Od lat 30-tych sztuka Historii staje się coraz bardziej obecna. Obok arystokracji, burżuazji, artystów zaczynają się pojawiać uchodźcy z Hiszpanii, Niemiec, Austrii, a w rozmowach złowieszcza nazwa obóz koncentracyjny. Koniec lat trzydziestych to niepokój związany z rozpoczęciem wojny Niemiec z Polską, próbne alarmy, ćwiczenia ucieczki do schronów (ten element powieści potraktowany jest z pewną ironią, bo tylko w Ritzu korzystano w schronach ze śpiworów Hermesa i kołder Revillon), a potem nowy rozdział w dziejach hotelu wojna i okupacja Francji.

Krótka wojna i okupacja połączona z obserwacją stacjonowania szefostwa Abwehry w Lutetii to nowy rozdział historii, a narracja pełna jest gorzkiej refleksji, ironii, także zapisem osobiście frustrujących zdarzeń związanych z asystowaniem przy zdjęciu francuskiej flagi, wypiciem toastu na cześć rozpoczęcia wojny ze Związkiem Sowieckim i zmuszenia do koncertu na trąbce dla oficerów okupanta.

"Nowi władcy: wszyscy Niemcy i niektórzy Francuzi." Zmiana, pogodzenie się z nowym, zbieranie wiedzy o postawach Francuzów w nowej sytuacji, ich usłużności, nadgorliwości w wypełnianiu zadań, skłonności do donosicielstwa, wyręczania okupantów w działaniach przeciwko Żydom, członkom ruchu oporu. To hańba bohatera narodowego marszałka Pétaina - na razie Francuzi wiwatują na jego cześć, gdy przybywa do Paryża z Vichy, a potem tak samo będą wiwatować na cześć aliantów. Kiefer pracuje w nowych warunkach jako tłumacz, ale też zbiera informacje o hańbiących czynach, próbuje dyskretnie pomagać znajomym z ruchu oporu, również próbuje zachować godność własną, zmagając się z obietnicą posłuszeństwa zwierzchnikom. Zmaga się z pytaniem: "Jak daleko człowiek może się posunąć, nie tracąc twarzy?" Obserwuje klientów Abwehry, postaci autentycznych. Wśród nich jest ten, przeciw któremu potem wytoczy się proces, tolerowany Żyd - Janovici. Wojna to raj dla hochsztaplerów różnej narodowości, pochodzenia i wyznania. Temat kolaboracji i łapanek oraz wywózek potraktowany został tak, jak pozwalała na to konstrukcja powieści. Więcej możemy przeczytać w opracowaniach historycznych, czyli Alana Ridinga (A zabawa trwała w najlepsze) i Frederica Spottsa (Haniebny pokój).

Kończy się rok 1944. Trzecia część oraz nowy rozdział w dziejach hotelu łączy się z decyzją przeznaczenia obiektu na miejsce przyjmowania repatriantów, czyli więźniów obozów koncentracyjnych, jenieckich, powracających z pracy przymusowej. "Hotel Lutetia był jedynym [hotelem], który odkupił się za rekwizycję niegodną [wojenną] rekwizycją najgodniejszą z możliwych." Obserwacje narratora skupiają się na opracowanych zasadach przyjmowania "klientów". Nasuwa się refleksja, iż kolaborująca Francja miała kadrę, która po pewnej korekcie mogła zapanować nad chaosem i metodycznie wprowadzać decyzje przyjmowania deportowanych. A inne kraje, obywatele innych państw?- ci musieli radzić sobie sami całe życie. Oprócz przepisów zachowania i przyjmowania zmęczonych pensjonariuszy jest jeszcze czynnik ludzki, wrażliwość, zachowania i widok pochodu cieni trudny do przewidzenia. Ta część mimo oschłości jest na swój sposób krzykiem rozpaczy. Zadanie polegało na tym, by być przygotowanym do udzielenia pomocy, ale i wyłowić szumowiny, które skrywały swoją przeszłość w tej ogromnej masie ludzi, którzy powrócili. "Trzeba ich przyjmować troskliwie...", ale o czynnościach biurokratycznych nie należy zapominać. Innym przewijającym się tematem jest oczekiwanie, wypatrywanie swoich, gdy przybywały autobusy z kolejnymi repatriantami. Częstokroć było to zetknięcie się z brutalną prawdą, iż bliskie osoby nie powrócą. W prologu jest mowa o dziewczynkach, które najdłużej z wszystkich stoją z tabliczką EPSTEIN - to córki słynnej powieściopisarki Irène Némirovsky, które nie doczekają się powrotu rodziców.

Polski czytelnik zauważy parę poloniców, w tym i zgrzyt. Wpierw kulturalną rodzinę  z dobrze wychowanymi dziećmi przy stole w dawnych czasach, potem wspomnienie, iż kombinatorzy wielu narodowości przybywali do Lutetii, by coś załatwić, wreszcie wspomnienie dobrego ducha hotelu w trzeciej fazie - Sabine "Yanka" Zlatin, pielęgniarki Czerwonego Krzyża, która na prowincji Francji utworzyła tajną kolonię żydowskich dzieci. A teraz czas na zgrzyt. To wypowiedź jednej z ocalonych.

"-Wyobraża pan sobie, jakbyśmy mieli za strażników Polaków, a nie Niemców? Wyobraża pan sobie, choć przez chwilę... Ja, proszę pana, nigdy Polakowi ręki nie uścisnę. Mój przyjaciel Sam powiada, że to osiemnasta rasa po ropuchach. Mogę podać rękę Niemcowi, ale nie Polakowi. Auschwitz to jedne z ich dawnych koszar. Gdyby to Polacy byli strażnikami w obozie, żaden Żyd by z niego nie wrócił. Proszę mi wierzyć, ani jeden. Uniknęliśmy najgorszego..." To przytoczenie przez narratora przykładu brutalności osoby, która do tej pory działała na niego kojąco swoim rozsądkiem. Wróciła i dodała: "-Wie pan, od momentu aresztowania, u siebie w Neuilly, do przyjazdu do Auschwitz nie widziałam ani jednego Niemca..."3 Czyli wszystko wykonali Francuzi. To był taki przykład bezrozumnej nienawiści za sam fakt, iż ktoś umieścił obóz na terenie państwa o nazwie Polska, wykorzystując na początku wybraną infrastrukturę.

Powieść zasługuje na uwagę ze względu na temat metaforycznego potraktowania Lutetii jako mikrokosmosu społeczeństwa francuskiego w chwilach przełomowych, niespieszny język narracji i bohatera, który nie jest herosem, lecz człowiekiem złożonym z wątpliwości, słabości, rozdartym między nienawiścią i miłością do Niemiec i Niemców. Dla poszukiwaczy faktów a nie dynamicznej akcji.

______________________

Pierre Assouline, Lutetia, przeł. Wojciech Gilewski, s. 436, Oficyna Foksal, Warszawa 2012.

1 i 2 Tamże, s.30, 48.

3 Tamże, s. 354-355.

środa, 01 stycznia 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: