Blog > Komentarze do wpisu

Środa w... Middlemarch (2)

Księga druga wprawdzie zaczyna się od wyjaśnienia sprawy Freda, pozwala jeszcze raz spojrzeć na sytuację Mary Garth, ale autorka ich porzuca, gdyż istotniejszy staje się pan Bulstrode, bankier wżeniony w rodzinę Vincy i Featherstone. Jego pochodzenie jest nieznane mieszkańcom, gdyż "... mniej wyrafinowani chcieliby wiedzieć, kim był jego ojciec i dziad, jako że od ćwierćwiecza nikt tu nie słyszał o żadnych Bulstrode'ach."1 Człowiek surowych zasad, dla którego nawet rozkosze stołu nie miały żadnej wartości, zajmuje się uruchomieniem szpitala zakaźnego połączonego ze starą infirmerią, w którym zatrudnienie znajduje młody dwudziestosiedmioletni doktor Lydgate. Celem spotkania stanie m.in. wywarcie  aksamitnego nacisku na lekarza, by zagłosował w sprawie zatrudnienia kapelana szpitalnego z pensją 40 funtów na protegowanego bankiera wielebnego Waltera Tyke a nie słynącego z pięknych kazań pastora Farebrothera. Młody doktor wprawdzie niczego nie obiecuje, trochę buntuje się wewnętrznie, potem poznaje pastora, protagonistę miejscowego bogacza, znajdując w nim partnera do rozmów o nauce, ale w decydującym momencie głosowania okazuje się konformistą znajdującym usprawiedliwienie dla własnej decyzji. Rozdziały z nowym lekarzem stają się okazją do dłuższej tyrady narratora na temat stanu medycyny, reform, co uzupełniają rozmowy o niej prowadzone przez niektóre postacie. Przy okazji przyglądamy się  Lydgate'owi od strony jego zalet i wad, a nawet przypisanego mu zarozumialstwa z gatunku aroganckich. "Jednym słowem, Middlemarch liczyło na to, że Lydgate łatwo da się połknąć i zasymilować."1 O Rozamundzie pamiętamy i obserwujemy ją w dalszym ciągu.

"Ja w każdym razie mam dostatecznie dużo roboty z rozsupływaniem nici pewnych ludzkich losów i śledzeniem, jak się ze sobą splatają i przeplatają, dlatego całe światło, jakie mam do dyspozycji, musi być koncentrowane na tym jednym wątku i nie może się rozpraszać po jakże interesującym terenie wzajemnych odniesień, nazywanym wszechświatem."2 - wyjaśnia narrator, przystępując do prześwielenia doktora, medycyny i lokalnej rady zaangażowanej w sprawy lokalnego lecznictwa i wyboru kapelana.

 Akcja księgi drugiej dzieje się w salonach, sali zebrania, raz sali muzealnej, a za murami jest jakiś (podkreślam - jakiś) krajobraz, domy, miasta. W tej części wydarzenia skupione są właśnie w pomieszczeniach. To tam rozmawia się, narrator odkrywa myśli i wątpliwości postaci, ale też bawi się nimi jak marionetkami, pozwalając sobie na współczucie, głaszcząc po głowie lub wbijając szpilki ironii. Oprócz eksponowanych w danym momencie bohaterów rysuje się nam mgliście portret zbiorowy społeczności Midlemarch.

Porzucając miasteczko, wszystkowiedzący narrator  przenosi czytelnika do Rzymu, gdzie wcześniej wyekspediował w podróż poślubną Doroteę i pana Casaubona. "jej stosunek do niego jako małżonki stawał się wraz z niedostrzegalnym ruchem wskazówek zegara coraz bardziej odmienny od wszystkiego, co się dotychczas składało na jej dziewczęce sny. Jeszcze było za wcześnie, by mogła sobie w pełni uświadomić, a choćby przyznać przed samą sobą, że dokonała się zmiana (...) Nieustanny bunt, życie bez ładu, bez czcigodnego celu, któremu oddałaby serce, było dla niej niemożliwe, a w dodatku sama siła jej natury zwiększała jeszcze wewnętrzny zamęt."3 By zasiać niepokój w serduszku naiwnej i smutnej Dorotei, potrzebny jest przewodnik. I znajduje się taki. To Will Ladislaw, który wskazuje na bezcelowość domniemanej epokowej pracy jej małżonka, jego pracy dla samej pracy dokumentującej coś, co już dawno zostało wykorzystane przez innych badaczy tematu mitologii świata. Między młodymi nawiązuje się nić sympatii i współczucia ze strony Willego: "... W Lowick: zostanie pani żywcem pogrzebana. Myśl o tym doprowadza mnie do szału!"3

Księga druga zamknięta. Szykują się zmiany w życiu bohaterów. Dokąd ich zaprowadzą?

***

Trzynastego - wszystko zdarzyć się może..., więc z czwartku zrobiłam środę ;-)

______________________

George Eliot, Miasteczko Middlemarch / Middlemarch, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, t. I -s. 500, Prószyński i S-ka, Warszawa [2005]. [Księga druga Starzy i młodzi s.147-268]

1 Tamże, s.150, 185.

2 Tamże, s. 171.

3 Tamże, s. 234, 263.

czwartek, 13 marca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/03/14 18:14:15
Ja właśnie zwracam uwagę w takich książkach na opisy świata zewnętrznego - krajobrazu, pogody, domostw. Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach narracja przeniesie się z zamkniętych przestrzeni na łono angielskiej przyrody..
-
2014/03/15 13:21:26
Tommyknocker, na razie najważniejsze są dialogi salonowe i wypowiedzi narratora.