Blog > Komentarze do wpisu

Wiosna radosna i wiersze

21. marca w Światowym Dniu Poezji tradycyjnie otwieram tomik poetycki. Dzisiaj sięgam do klasyki, taniego zbioru Wierszy wybranych Maryli Wolskiej (1873-1939). Spośród prezentowanych kategorii tematów wybieram teksty wspomnieniowe z motywem domu. Rodziny Wolskich i Młodnickich były elitą intelektualną i kulturalną Polski czasów zaborów.

Tradycje domowe

"Do Grottgera szło się zawsze najpierwej."  Wpierw z rodzicami, bo przecież matka Wanda Monné była do końca narzeczoną artysty, a ojciec, Karol Młodnicki, bliskim przyjacielem.  Potem po kolei odwiedzało się groby znajomych z Monachium i zasłużonych. Po latach, kiedy i najbliżsi spoczną na lwowskim cmentarzu: "Do Grottgera idę zawsze najpierwej."

Inne wspomnienie malutkiej Marylki:

(...) /Nazywał się Goszczyński Seweryn.

Teraz umarł i poszedł do nieba.
Dobrze się przypatrz mała,
Trzeba, żebyś zapamiętała..." 

Tamten świat to wychowanie ze wskazaniem na wartości i szacunek dla ważnych dla kultury osób - "O których wtedy mówiło się jeszcze - rodacy.", a także tych, którzy zostali straceni na stokach Cytadeli z Trauguttem lub takich jak pan Apolinary Stokowski:

Ten sam,
Co od lat, w dzień Trzeciego Maja,
W czarnym żałobnym kontuszu,
Siwy - z zacięciem zawsze nieco krewkiem,
Garstce rodaków na lwowskim ratuszu,
Na wieży, wysoko pod lewkiem,
Czytał Akt Konstytucji...) A słuchali go tacy mężowie jak Agaton Giller, Platon Kostecki, Józef Kajetan Jaworski, a pan Konopka deklamował Maraton. Lwów chował również artystów z rozmachem. Pani Aszpergerowa "Była wielką, wielką artystką!", odtwórczynią  tylu ról, że nasunęła się myśl:

I nagle mnie opadła trwoga nierozumna:
Jakże tyle postaci pomieści - jedna trumna?!

Piękne poetyckie wspomnienie poświęcone jest bratu Albertowi.

Na Zimorowicza, pod szesnastym, we Lwowie mała dziewczynka z czarną po oczy grzywką przyjęła przyjaciela domu.

Szedł pan Adam Chmielowski.
Stukał drewnianą nogą,
(Swoją utracił dawno w powstaniu...)
Drugą, własną, włóczył posuwiście,
Szedł po schodach powoli, z ostrożna,
Jak ktoś, co się z trudem pod górę
W za ciężkim ubraniu gramoli.
On, na pewne... Do nas oczywiście. Serdeczne wspomnienie rozmowy wśród lalek dziewczynki, która nie bała się malarzy, z przyszłym święty jest jednym z wierszy-pamiętnika domu rodzinnego. Starsza dziewczyna wspomni jeszcze zauroczenie bez wspominania nazwiska tego, który "Snów dziecięcych - królewiczem!..."

Gdzieś w poezji snuje się Dusza, klimat ballad i serdecznych rymowanek, ale i ogród pełen wybujałego, rozbłyskanego kwiecia, drzew. Ja tymczasem przemykam do Perepelnik.

Był dwór

Kocham czar wspomnień, smutny wdzięk dawności,
Woń starych dworów, pustki i lawendy,
Rozwory wielkich, szklanych drzwi - bez gości,
Myśl, że tak wiele przeszło życia tędy,
Życia, co płynąc, jak dym się ulatnia -
I żem nie pierwsza tu i nie ostatnia...

I zdaje mi się, że w powietrzu strudze,
Co przez pokoi płynie pustkę wonną,
Dech się czyjś ostał, jakieś szczęście cudze,
Żal czyjś tęsknotą gnany tu pozgonną,
Coś, co jak zapach uwiędłego kwiatu
Miejsc się kochanych nie puszcza i trwa tu.

Klimat romantyków, a w szczególności dworu soplicowskiego oglądanego przez Tadeusza, na pewno był inspiracją do ujęcia wspomnień w wiersze.

Nie ma nikogo... Taki moment rzadki!
Zda się, że strojne prababek szatki
Szeleszczą wonne w komnat amfiladzie!

Oglądanie portretów, mebli, obić, uroczych bibelotów, porcelany, a wszystko jest znajome, nawet ów zegar, który wybija najmilszą z godzin - piątą [podwieczorek?], staje się strażnikiem minionego czasu, budzi wspomnienia bezpieczeństwa, ciepła i serdeczności. Do domu wchodzi wspomnienie historii, Napoleona, tych, dla których był ważny honor, ale i ów złocony tomik serdeczny - to Słowacki. W pokoju w anemony świeci płomyk przed Częstochowską, gdzieś leży ładownica dziada z czasów konfederacji barskiej. Takie to były domy.

Pokoju drogi! O pokoju miły!
Już rąk tych nie ma, co tu ład czyniły,

Są i inne pokoje, nawet

Ktoś gra! Książęca nuta poloneza
Puszy się butnie, wyloty zarzuca,
Miną nadrabia... Drwi - choć coś umarło
I coś przepada! (...)

Wara mi bluźnić!

Tymczasem

Smukłe kolumny na ganku wybiela
Jesienny księżyc. Ostatnia niedziela
Lata się kończy...

Cisza wieczorna, mrok przykrywa sprzęty i wspomnienia, pozostaje zapach.

W ścian tych samotni, pustką zatchniętej,
Straszy tu pono i w biały dzień,
Dawne poznając kąty i sprzęty,
Jakowyś cień.

Pyta - choć prawdy dociec nie rości,
W zwierciadeł mętne wpatrzony szkła:
- Nie widział kto z was mojej młodości,
Co tędy szła?...

Był dwór, ostoja rodziny, tradycji i polskości.

______________________

Maryla Wolska, Wiersze wybrane, s. 120, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2003. Klasyka Mniej Znana.

Zdjęcie dworu w Perepelnikach, który należał do Młodnickich i Wolskich, także Beaty Obertyńskiej, córki Maryli Wolskiej - ze strony www.olejow.pl

Wiersze o dworze w cyklach Na dnie zwierciadeł i Z przedwojennej szuflady.

piątek, 21 marca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: