Blog > Komentarze do wpisu

Rok w gorącej Jerozolimie

Powieść graficzna kanadyjskiego rysownika pochodzącego z Quebecu zyskała uznanie na festiwalu komiksu w Angoulême, jednej z najważniejszych imprez tego typu w Europie. Gdy przejrzy się dorobek Guy Delisle'a, zauważy się wśród wielu innych projektów jego skłonność do ujęcia w powieść w obrazkach treści obyczajowych powiązanych z odwiedzonymi miejscami jak to miało miejsce w Kronikach birmańskich czy Pjongjangu (Korea Północna), które pozyskały sobie wielu czytelników. Również nagrodzone Kroniki jerozolimskie od razu skupiły na sobie zainteresowanie sposobem ujęcia gorącego tematu z pogranicza izraelsko-palestyńskiego.

Kreska rysunków pozornie pospieszna, schematyczna, nerwowa jest jednak precyzyjnie przemyślana i wpisana w kompozycję okienka i napisy. Ciąg zdarzeń następuje płynnie zgodnie z zaplanowanym scenariuszem, a często poprzedzony jest sygnalizacją tematu wiodącego - to podrozdziały wewnątrz podziału na miesiące (od sierpnia do lipca następnego roku). Zaskoczeniem jest również oszczędność kolorów, przede wszystkim sygnalizują dzień, noc i od czasu do czasu następuje eksplozja paru barwnych plamek. W trakcie czytania można się przekonać, że ta asceza kolorystyczna w zupełności wystarczy, by skupić się na sposobie prezentacji tematów.

Ów schematycznie ujęty na okładce człowieczek to narrator, obserwator, rysownik, mąż swojej żony, która pracuje jako administratorka dla Lekarzy Bez Granic przede wszystkim w Gazie, ojciec absorbujących i pełnych życia dwojga dzieci, zwykła kura domowa, a raczej kur domowy, gdyż to on pracuje w nienormowanym czasie, wykonując wolny zawód artysty. Guy Delisle dostrzega paradoksy życia w wielokulturowym mieście, świętym dla trzech religii, codzienności mieszkańców, różnic w standardzie życia między dzielnicami miasta, z ciekawością stara się poznać obyczaje, dostrzega aktywność ludzi, ale też i bezwolność. Nie politykuje, nie zajmuje stanowiska po żadnej stronie konfliktów w sposób jednoznaczny, raczej jest obecny po to, by poznać, naszkicować, zanotować, zebrać słowa tych, którzy chcą mówić. Ma świadomość, że jest osobą z zewnątrz. Tacy, którzy przybyli, aby pomieszkać, pomóc Palestyńczykom, nazywani są tu ekspatrianci. Odnoszę wrażenie, podobnie jak autor, że głównie kontaktują się ze sobą i osobami, którym hurtowo udzielają pomocy. Autor dostrzega również śmiesznostki pewnych postaw ludzi pomagających. W pewnym momencie ze świata przybyło tylu lekarzy, że aż trudno o pacjenta, by przeprowadzić operację. W barze spotyka psychologów i wdaje się w rozmowę z jedną z nich. "Zrozum, bite dzieci będą mieć skłonność do powtarzania tego samego schematu, bijąc z kolei swoje dzieci." Stosując do narodu: "Żydzi w Izraelu odtwarzaliby na innym narodzie cierpienia, których doświadczali przez pokolenia, jak bite dziecko." Na to odpowiedź trzeźwo myślącego narratora: "Czekaj, gdyby każdy naród, który jest dziś prześladowany, zaczął w przyszłości prześladować inny naród, nie wyszlibyśmy z zaklętego kręgu! I tak bez końca." Ta puenta zamyka buzię psycholożce.

Ponieważ Delisle zamieszkał w służbowym mieszkaniu we wschodniej Jerozolimie, w której najwięcej płacą za czynsz organizacje międzynarodowe niosące pomoc doraźną, nasuwa się kolejne spostrzeżenie, że to tylko jest pomoc dla pomocy, gdyż żadna sprawa nie może być rozwiązana bez dobrej woli i ustępstw społeczności zaangażowanych w konflikt. Dostrzega wśród mieszkańców miasta reprezentujących kolejne dzielnice tak różne postawy, że trudno w wielu sprawach dokonywać uogólnień a nawet krytyki. Mimo naturalnych utrudnień, wszechobecnych punktów kontrolnych, znanych tym, którzy byli w Izraelu, odpraw paszportowych na lotnisku, dzielenia ludności na tę z prawami i tę z ograniczonymi prawami, zacietrzewionych i skłonnych do zgody, miasto tętni życiem, przyjmując wielu turystów i pielgrzymów. Rysownik odwiedza również te powszechnie znane obiekty kultu religijnego, by zaobserwować przybyszów, walki o dusze wiernych. Przygląda się Izraelczykom, którzy nie są monolitem. Przeciwwagą dla Jerozolimy jest odwiedzany Tel Awiw. W tle pojawia się historia XX wieku, ruchomych granic tworzonego państwa, zarzewi konfliktu. Jest też próba szkicu paru świąt, obyczajów. Różnice w mentalności podkreślają warsztaty z tworzenia komiksów, które autor organizuje wpierw dla Palestyńczyków, potem dla Izraelczyków. Jakże wiele czynników wpływa na postawy, oczekiwania, ciekawość świata, chęć działania.

Do książki trzeba zajrzeć, bo podróżuje się wraz z autorem nie tylko utartymi szlakami, a przecież każdy rozgląda się i dostrzega coś innego. Marszruta inna, bez narzucania poglądów, raczej skłaniająca do wyszukiwania paradoksów, wyciągania wniosków, dostrzegania  ludzi, którzy mają różne oczekiwania od owego słynnego miasta, wyławiania różnych ocen tej samej sprawy, gdyż i to nam autor funduje jest niezwykle pouczająca.

Zaskoczenie? "Dowiaduję się, że nie wyrzuca się chleba do śmieci. Jest uznawany za święty." "Zaraz... Niech pomyślę, Arabowie robią tak samo." "Ciekawe, nie spotyka się tego u chrześcijan, którzy przecież uznają chleb za ciało Chrystusa." I tu się pan myli! W Polsce też szanowało się chleb. Ja do tej pory nie wyrzucam go ze śmieciami. Czy coś się obecnie zmieniło, gdy staliśmy się Europejczykami?

Po wielu mądrych książkach rzeczowo analizujących zdarzenia z Bliskiego Wschodu, ale wyciągających różne wnioski, warto sięgnąć po tę książkę, która pozwala spokojnie przemieszczać się w obrębie miasta, lecz również przekraczać jego granice. Jeżeli ktoś ma jednoznaczne i ugruntowane opinie na wiele spraw z tego rejonu świata i tu znajdzie okazję, by nerwowo miąć kartki w sytuacjach niewygodnych, a uśmiechać się, gdy autor dołoży przeciwnikowi.

______________________

Guy Delisle, Kroniki jerozolimskie / Chroniques de Jérusalem, tłum. Katarzyna Koła, s. 336, Kultura Gniewu, Warszawa 2014.

piątek, 04 kwietnia 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/04/07 13:50:23
Zamówiłam sobie już i czekam na dostawę, cieszę się, że znów czeka mnie podróż z tym autorem.
-
2014/04/07 15:11:28
Mam nadzieję, że udało ci się kupić ją tanio:)
-
2014/04/07 17:39:00
od dawna mam tę książkę, tyle, że po ang. moim zdaniem jego najlepszą jest Burma Chronicles.
tak, ja też byłam uczona, że chleba się nie wyrzuca!:) pozdrawiam.
-
2014/04/08 17:49:14
"Kroniki birmańskie" chyba poczekają na wznowienie przez wydawnictwo.

Norwid "Mojej piosnce[II]" pisał: "Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba..."
Pozdrawiam :)