Blog > Komentarze do wpisu

Pisać, tworzyć, żyć...

Coś z literatury lekkiej, łatwej, ale i momentami przyjemnej, bo przecież, jak piszą krytycy badający zjawisko popularności niektórych gatunków literatury popularnej, tam najszybciej możemy odnaleźć to, co jest istotą dnia dzisiejszego widzianego z perspektywy Zachodu, wcale nie tak odległego, mimo że standard życia jest wciąż różny od naszego. Francuzka Katherine Pancol dobrze przekłada modną publicystykę na dzień codzienny swoich bohaterów, ich pracę i marzenia o awansie, sukcesie. Jest tu widoczny również głód miłości jak również nieumiejętność wyrażenia uczuć, działanie na przekór, wycofanie się, by wciąż na nowo rozpatrywać przeszkody prawdziwe lub wydumane. Są i intrygi, które ku uciesze czytelników muszą zostać zduszone w zarodku dzięki paranormalnym zdolnościom Juniora. Gdzie w Paryżu najlepiej się spiskuje i knuje? W kościele. Całość fabuły zostaje podana małymi porcjami w trosce o różnorodność przystawek i dania głównego tudzież deseru.

W powieści spotykamy starych znajomych z poprzednich "zwierzęcych" części (Żółte oczy krokodyla oraz Wolny walc żółwi), jednak na plan pierwszy wysuwa się ambitna Hortense i jej marzenie o karierze projektantki, które realizuje wzorcowo, posługując się zdobywaną wiedzą, zmysłem obserwacji, talentem, wrodzonym gustem i pewną dozą tupetu. Matka, Josephine, po debiucie przymierza się do napisania kolejnej powieści. Autorka dobrze przedstawia niemoc twórczą, przypadkowe zdobycie materiału, który staje się pomysłem, rozszerzanie własnej wiedzy, przekształcanie i uzupełnianie treści ze świata realnego na potrzeby świata wykreowanego i wreszcie etap pisania. Sylwetki kobiet są lepiej wyeksponowane niż męskie, mimo że i w pierwszym przypadku zdarzają się uproszczenie. Język obrazowy z elementami dowcipu i ironii dobrze oddaje prezentowane tematy, toteż i kartki jakby same przekładały się, zmierzając do końca powieści.

Jeżeli chodzi o miejsca zdarzeń, mamy trójkąt Paryż - Londyn - Nowy Jork (mimo że są i inne, np. Szkocja). Moda, kultura, styl życia, nauka z myślą o przyszłej pracy, karierze - to właśnie tam bije ich serce. W niedawno czytanej książce Wyznania patrycjusza Maraiego zwróciłam uwagę na jego spostrzeżenie zanotowane w latach 20. XX wieku, że Francuzi pogardzają innymi nacjami, licząc się jedynie z Anglikami ("Jedynie Anglików traktowali jeszcze jak ludzi..."), teraz przerzucono most tolerowania, mając na uwadze własne interesy, za Atlantyk ku metropolii zachwycającej różnorodnością ofert, które człowiek może przyjąć ("Miała wrażenie, że stanowi część miasta." - i to już po przyjeździe).

Literaturę pop, jak to ujmują niektórzy krytycy, czyta się nie tylko dla zajmującej akcji, wątków, ale do paru stron, które staną się ważne, gdy reszta pójdzie w niepamięć. Co było najciekawsze w tej powieści o intrygującym tytule (Też dowiadujemy się, co z tymi wiewiórkami)? Parę stron spaceru po Paryżu z Hortense i Garym.

"Od rana do wieczora Hortense i Gary przemierzali avenue Hoche, avenue Mac-Mahon, avenue de Wagram, avenue de Friedland, avenue Marceau, avenue Kléber, avenue Victor-Hugo. Starannie unikali avenue de la Grande-Armée i Pól Elizejskich. Hortense je skreśliła: straciły duszę. Drobny handel, neony szpan, bary szybkiej obsługi z jedzeniem bez smaku wynaturzyły subtelną architekturę odpowiadającą założeniom barona Haussmanna i jego współpracowników.

Hortense zapewniała Gary'ego, że biały kamień jest dla niej inspiracją. Mówiła, że ściany paryskich kamienic mają duszę. Każdy budynek jest inny, każdy budynek jest wytworem sztuki, a jednak każdy posiada te same cechy charakterystyczne podporządkowane ścisłym regułom: elewacje z ciosowego kamienia, ściany ze spoinami, balkony z kutego żelaza wzdłuż całego drugiego i piątego piętra, ściśle ograniczoną wysokość w zależności od szerokości ulicy, przy której stoi. Z tej jednorodności narodził się styl. Styl niedościgniony, który czynił z Paryża najpiękniejsze miasto świata. Dlaczego? zastanawiała się. Dlaczego."* Hortense, przyszła projektantka mody, przygotowuje swoją pierwszą wystawę dla Harrodsa i szuka inspiracji, obcując z pięknem swego miasta. Harmonia, elegancja, podobieństwo, ale jednak i ta drobna różnica, która tkwi w detalu sprawia, że dzieła różnych architektów odbiera się jako piękne w swej niepowtarzalnej różnorodności. "Detal stanowił sygnaturę architekta. Nie mógł zaburzyć jednorodności, więc poświęcał się poszukiwaniu detalu, aby wyrazić swoją indywidualność. A detal zmieniał wszystko. Sygnował budynek. Detal tworzy styl."* Niby oczywiste, lecz nie każdy potrafi wykorzystać tę wiedzę.

______________________

Katherine Pancol, Wiewiórki z Central Parku są smutne w poniedziałki / Les ecureuils de Central Park sont tristes le lundi, przeł. Agnieszka Rasińska-Bóbr, wyd. I, s. 896, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012.

* Tamże, s. 289 oraz 297.

sobota, 31 maja 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: