Blog > Komentarze do wpisu

Hermina dalej pracuje

"Weszli przeto do "portierni". W okopconej izdebce brzęczała para w kaloryferze i syciła wnętrze suchym powietrzem. Ściany były obwieszone przeróżnymi afiszami, hasłami, obrazkami wyciętymi z różnych pism ilustrowanych, ostrzeżeniami i sloganami. Nad oknem wisiał portret Marksa bez ram, przymocowany krzywo pluskiewkami, a nad nim znajdowała się wywieszka z ostrzeżeniem, że przechodzenie pod przewodami wysokiego napięcia "grozi życiu".1 Nowy dyrektor kopalni, która ma być zamknięta, gdyż oceniono, że węgiel się wyczerpuje, to dyrektor z awansu (praca w kopalni, dwa lata przedwojennego gimnazjum, eksternistyczna matura, kursy w powojennym technikum, przodownik pracy wyrabiający 297% normy, więcej niż Pstrowski), Robert Zaręba, który jak na dwudziestodziewięcioletniego mężczyznę przystało, jest osobą ambitną, gdyż dobro zakładu i pracowników jest dla niego najważniejsze, ale też ciekawy historii "Herminy" z marzeniem odkrycia, że nie wszystek węgiel jest wybrany. Właśnie swoje niezapowiedziane urzędowanie zaczął od zatrzymania przez portiera Sztuchlika, który nie wierzy, że młody człowiek, który nie podjechał paradnie urzędowym samochodem jest oczekiwanym dyrektorem.

Opis portierni jest znakiem nowych czasów, jednak zestawienie portretu z hasłem wiszącym nad nim wydaje się być dwuznaczne. Powieść wydana w 1956 (druk ukończono w lutym), lecz oddana do składania we wrześniu 1955 roku była pisana znacznie wcześniej. 1953, 1954 rok? "Wskrzeszenie Herminy" nie należało do pozycji wznawianych, tych, które mogły się ukazać w wyborze dorobku pisarza. Oczekiwałam określenia się prozaika (wzorem innych kolegów po piórze) za realizmem socjalistycznym, powielania szablonów według których utwory były pisane.

Pisanie o pracy w kopalni Morcinek od czasów przedwojennych miał opanowane do perfekcji, również posługiwanie się gwarą, charakterystyczny dla tej grupy zawodowej humor słowny, który urozmaica kreślone sytuacje, także dawkowanie historii górnictwa oraz legend. W nowej sytuacji politycznej muszą pojawić się nie tylko panowie, ale towarzysze, obywatele, koledzy we wzajemnych  zwrotach. Jest też obecny sekretarz POP (Podstawowej Organizacji Partyjnej), lecz wcale nie wygłasza mów propagandowych, raczej jest po to, by wspierać głównego bohatera w jego determinacji odnalezienia pełnego dobrego węgla pokładu "Sigismund". Kolejne szczeble organizacji górnictwa i wzajemnej podległości również są sygnalizowane. Wpierw miałam nadzieję, że pojawi się antypaństwowa pijawka, szpieg, który do końca będzie szkodził prawym bohaterom. Owszem, już na początku pojawia się skrupulatny i oślizły w nadskakiwaniu zwierzchnikowi kancelista Polikarp Burysz (poprzednio Burisch, który otrzymał tylko Volklistę Nr 3, mimo że pragnął 2), który jednak szybko znika z kart powieści, gdy wychodzi na jaw drobny szwindel z ukrytą mapą z archiwum i sam wymierza sobie sprawiedliwość. Właściwie Morcinek wprowadził tę postać w innym celu. Chciał pokazać, jak to niektórzy autochtoni  oczekują powrotu niemieckich porządków, spotykając się potajemnie u Zemanki. Oczywiście Burysz słucha radiostacji z Monachium, dowiaduje się o "Bund der Schlesier" i czeka na Gauleitera Lukaschka, stosując najlepszą postawę dekowników, dostosowując się się do nowych porządków "bolszewickiej Polski" (jak sam mówi).

"... zaczął wszystkich pozdrawiać: "Cześć pracy!" Poprzednio bowiem z "Heil Hitler!" przeszedł na "Szczęść Boże", lecz uważał, że będzie korzystniej w chwili obecnej mówić "Cześć pracy!.

- Trzeba zawsze trzymać do kupy z silniejszymi(...) Jużech przeżył nasze "Glück auf!", potem "Szczęść Boże, potem jeszcze "Heil Hitler!", to przeżyja i "Cześć pracy!(...) Potem bydzie po staremu "Glück auf!"2

Gdy zabrakło Burysza, pojawia się kolejny przeciwnik bohatera, inżynier Izydorek, działający jednak w dobrej wierze, że zapobiegnie katastrofalnej wyprawie w celu poszukiwania pokładu zgodnie z oznaczeniami na starej mapie i opowieściami starych górników.

Jednaj jeszcze inny wątek wykorzystywany i w innych utworach Morcinka współistnieje w powieści - to wspomnienia z Oświęcimia-Brzezinki i Dachau, problem rozliczenia win. Zaręba, uciekinier z Oświęcimia, wspomina kapo, który zabijał fenolem chorych więźniów. Nazywano go Blümke. On zupełnie niespodziewanie pomógł Zarębie, gdy uciekł i schronił się na stryszku esesmańskiej kantyny, oraz zostawił mu dwie kromki chleba. Prześladuje go myśl, czy maszynista Sławiczek to ów Blümke. Stopniowo odsłania się dramatyczna prawda o tym człowieku, który opiekował się nieuleczalnie chorą na gruźlicę Stazyjką, sierotą zabraną po drodze, gdy wracał z Dachau wbrew rozsądkowi i radom tego, który znał jego historię. Pojawia się tu problem winy, odkupienia wyrządzonego zła, osądzenia. Morcinek, sam więzień Dachau, nie wyzbył się wojennej traumy i wciąż ją przywoływał w utworach, obdarzając swoją wiedzą i spostrzeżeniami niektórych bohaterów.

W tle tej powieści pojawiają się sylwetki kobiet. Są trzy dziunie (Zofka, rybiooka Iza, narzeczona i jednocześnie studentka medycyny - wiarołomna Basia), opisane złośliwie, gdyż swoją przeszłość widzą u boku znaczącego mężczyzny, którego należy zdobyć kobiecymi sztuczkami, oraz szlachetna sekretarka Helena (polonistyka i nauka w konserwatorium), której przeszłość znamy fragmentarycznie. Matka dyrektora to sympatyczna troszcząca się o swego synka prosta kobieta, w epizodzie występuje pomiatana przez Burysza nieuczona żona Klotylda, zawsze zapatrzona w męża, zupełnie inna jest energiczna małżonka górnika Kuchejdy. Morcinek był dobrym obserwatorem kobiet żyjących w okolicach kopalń. Jednak nakreślony świat jest męski, bo taka jest praca w kopalni.

Ukłonem w kierunku nowej rzeczywistości jest wspomnienie o działalności konspiracyjnej AL w rejonie Beskidów i Śląska, co jest niepotwierdzone faktami.  Część postaci z książki ma taką dobrze widzianą przeszłość.

Powieść potwierdza umiejętność korzystania z zasobu wiedzy życiowej i obserwacji, migawkowo dostrzeżemy chęć omijania angażowania się w politykę, mimo wyodrębnienia realiów czasów, ale cierpi na tym kompozycja, spójność i niedopracowanie sylwetek niektórych postaci. Ponieważ nie wszyscy akceptują nowe porządki, pojawiają się i anonimy przytoczone w całości:

"Ty chamczuchu moskiewski, ty stalinowy pachołku. Dobże ci bydź dyrektorem i chodzić w futrze i rozbijać się samochodem a robotnika to gnasz do roboty i włazisz komunistom do d... ale poczekaj tylko, gdy nasi przyjdom jusz sobie możesz dzisiaj wyszukać latarnię na rynku w Katowicach a my cię na tej latarni wtedy powiesimy ty dziadzie pieruński!"3 Zamieszczenie tekstu anonimu w całości mogło zastanowić i rozśmieszyć przeciwników ustroju, mimo że słowa oczerniają pozytywnego bohatera. Winowajca nie zostanie odnaleziony (a powinien zgodnie z założeniem powieści socrealistycznej).

Zakończenie jest optymistyczne, bo "Hermina" będzie dalej pracowała, dyrektor dostrzegł wartościową kobietę, a Sławiczek nie otrzyma wysokiej kary. Bez rewelacji, choć niektóre sytuacje są całkiem zajmujące.

______________________

Gustaw Morcinek, Wskrzeszenie Herminy, s. 272, Państwowe Wydawnictwo "Iskry", Warszawa 1956.

1 Tamże, s.12.

2 Tamże, s. 64-65.

3 Tamże, s. 158.

czwartek, 05 czerwca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: