Blog > Komentarze do wpisu

Urodzaj człowieka ...

Udało mi się znaleźć na półce jeszcze jedną książkę Gustawa Morcinka z czasów stalinowskich. Urodzaj ludzi był wydawany w 1951, 1952 roku (z informacji aukcyjnych), a ja przeczytałam wydanie z 1953 roku. Po lekturze Pokładu Joanny dostrzega się, iż pisarz eksploatował literacko niektóre wątki, sytuacje w paru utworach. W przypadku Urodzaju ludzi jest to pierwszy rozdział dotyczący ucieczki przed gestapowcami z kopalni inżyniera Kundery i rosyjskiego jeńca Maszki z wykorzystaniem szybu wentylacyjnego. Zakończenie zaś to powrót do kopalni na pokład Joanny, by ratować go przed zniszczeniem.

Morcinek, który całą wojnę spędził w obozach koncentracyjnych, wykorzystał swój talent, by pisać na tematy, które mógł znać tylko z  cudzych opowiadań, prasy. Rozbudowane wątki działalności AL w okolicach Bielska, Skoczowa, Goczałkowic są ukłonem w stronę poprawności politycznej i historycznej zarazem. Konspiracja, gazetki, sabotaż, akcje przeciwko hitlerowcom, volksdeutschom, potyczki, zdrada, ale i bohaterstwo towarzyszy oddane jest bardzo obrazowo i dynamicznie. Skromna grupka działająca w wielu miejscach staje się gigantem w podejmowanych działaniach, mimo że  śmierć członków grup dywersyjnych nie omija.

Obowiązkowym punktem powieści, której akcja dzieje się w czasie II wojny światowej na Górnym Śląsku i w Beskidach, jest wiara w zbliżającą się Armię Czerwoną, tudzież Pierwszą Polską Armią. Wcześniej prócz towarzyszy (wszak są członkami partii - rozwiązanej, utworzonej, licho wie jakiej obecnie) jest wspomniana pogadanka o założeniach komunizmu. "Wiedział bowiem, że poszli do lasu, powodowani nienawiścią do okupanta, nie wszyscy jednak zdawali sobie dokładnie sprawę, jaki ostateczny cel ich walki."1 A przecież powinni wiedzieć, że "Nastanie świat lepszy, piękniejszy, sprawiedliwszy!"1 Tymczasem AL walczy. "Wojska radzieckie walą, że aż strzepce z hitlerowskiego tyłka lecą, a my pomagamy, ile możemy... No nie jest tak?... - i dumny jak paw powiódł wzrokiem po zasłuchanych kolegach."2 Wcześniej wyjaśnia się radzieckiemu jeńcowi Maszce, dlaczego partyzantów tak mało. "(...) Śląsk od sześciuset lat był sierotą...(...) Był pod panowaniem czeskim, potem rakuskim, a w końcu rakuskim i niemieckim. Szlachta śląska zniemczyła się. Stała się "Volksdeutscherami", mieszczaństwo także się zniemczyło, panowie zaś sprowadzili tu kolonistów z Niemiec i ludność się pomieszała. Poza tym władze austriackie, potem sanacyjne polskie celowo dążyły do tego, aby Ślązaka uchować w roli biernego pionka, typowego "szarego człowieka", który ma się tylko tym interesować, jak zarobić na nędzną strawę dla siebie i rodziny. (...) A u was wraz z władzą radziecką rosło młode pokolenie, nie znające już nędzy ani wyzysku. A u nas to piękne życie, o które walczymy, dla wielu jest tylko marzeniem. (...) U was w każdej chacie, na każdej drodze spotka partyzant brata, a tu każdy alowiec musi się liczyć z tym, że spoza firanki w oknie przydrożnego domu ślepi za nim szpiegujące oko, obmacuje go, że jakieś robaczywe serce dygoce ze wzruszenia, a nogi rwą się z niecierpliwości, by w te pędy pognać do najbliższego posterunku i zdyszanym głosem wykrztusić, że tamten człowiek idący miedzą to chyba "der polnische Partisant" albo "der verfluchte Komunist".3

Najlepiej jednak wychodzi autorowi nie schlebianie nowej historii, ale rozmowy niektórych bohaterów w dialekcie śląskim, dowcip będący trafnym podsumowaniem myśli, oceną wydarzenia, osoby. Oprócz tego perełką jest rozdział Zemsta Jonasza, którego punktem wyjścia jest opowieść o fontannie w Skoczowie. To zupełny przypadek, iż zwykły mitologiczny tryton został uznany za biblijnego Jonasza. "... że siedział na rybie, orzekli, iż to bez ochyby święty Jonasz biblijny, którego wieloryb połknął i następnie wypluł. Wprawdzie ów wieloryb, na którym posadził go domorosły rzeźbiarz, był trochę podobny do sporego karpia, lecz to nie szkodziło. Starzy mieszczanie mawiali, że to jest młody wielorybek, bo ten stary zdechł po tamtej Jonaszowej przygodzie.

Święty Jonasz siedział więc okrakiem na rybie i trzymał oburącz muszlę na głowie. Z pyska ryby i z muszli ciekły dwie stróżki wody. Naokoło zaś słupa z Jonaszem rozłożył się szeroki basen kamienny, zwykła cysterna, którą ludzie przezwali zrozumialej "czyszczarnią".4 Na rynku stał do czasu, aż kobiety spostrzegły, że ów mężczyzna jest nagi. "...stodiabelna przechera, której widok budzi zgorszenie wśród maluczkich, płodzi nieskromne myśli i kusi do grzechu. Skrzyknęły się więc pewnego dnia i sporą kupą pobiegły w dyrdy do wielebnego pana, skoczowskiego księdza proboszcza, domagając się wielkim głosem usunięcia tamtej grzesznej pokraki z "czyszczalni".

- To ancykryst, a nie święty Jonasz! - wrzeszczały przed plebanią.

- To jakaś bezwstydna stwora! Golusieńka jak austriacki oficer! Żeby przynajmniej koszulę miało to na sobie! - wołały inne. (...)

- Wygnać tamtego operiasza z miasta!"4

I rzeczywiście wyekspediowano rzeźbę na Wałową. I tu zaczyna się inną historia związana z postawą Herr Romanka i akcji, którą grupa Al skierowała na jego zdobyczne dobra, by zyskać, a go ośmieszyć.

Powieść najsłabsza z przeczytanych do tej pory dzieł Gustawa Morcinka. A szumny tytuł jest uzupełniony i objaśniony słowami: "Urodzaj człowieka nowego, wolnego, sprawiedliwego. Ty [do Maszki, człowieka radzieckiego] jesteś szczęśliwy, bo przyszedłeś do nas z ziemi, gdzie już nie ma odłogów, gdzie już trwa ów urodzaj. Ty go pogłębiasz - ja muszę go rozpocząć."5 I pojawia się pytanie: Kiedy inżynier Kundera się rozczaruje? W 1953, 1956 roku? A może jeszcze parę innych wydarzeń mu będzie potrzeba, by przejrzał na oczy...

Innym tematem są liczne wznowienia powieści w przeciągu paru lat od pierwszego wydania. Jak odbierano wtedy treść? Czy ludzie aż tak przesiąkli propagandą, że tracili zdrowy rozsądek? A może to niewiedza szczegółów, faktów z innych nieznanych czytelnikom rejonów sprzyjała traktowaniu powieści nie tylko jako przeciętnie ujętej fabuły, ale źródło wiedzy historycznej z całkiem niedawnej historii, która działa się na oczach wielu czytelników.

______________________

Gustaw Morcinek, Urodzaj ludzi, wyd. II, s. 224, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1953.

1 Tamże, s. 143, 144.

2 Tamże, s. 145.

3 Tamże, s. 55-56.

4 Tamże, s. 80-81.

5 Tamże, s. 221.

środa, 11 czerwca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/06/12 22:03:10
Razem z Pokładem Joanny jest to jedna z lektur mojego dzieciństwa i było mi dokładnie wszystko jedno, co to za partyzanci i jakiej ideologii służą. Lektura w wieku dorosłym skończyła się rozczarowaniem, pal licho ideologię, ale i literaturą okazało się to przeciętną, Pokład dużo lepszy.
Natomiast rozdział o Jonaszu i imprezie w Skoczowie jest faktycznie przedni :)
-
2014/06/12 22:09:11
Razem z Pokładem Joanny jest to jedna z lektur mojego dzieciństwa i było mi dokładnie wszystko jedno, co to za partyzanci i jakiej ideologii służą. Lektura w wieku dorosłym skończyła się rozczarowaniem, pal licho ideologię, ale i literaturą okazało się to przeciętną, Pokład dużo lepszy.
Natomiast rozdział o Jonaszu i imprezie w Skoczowie jest faktycznie przedni :)
-
2014/06/12 22:09:44
Przepraszam, ale internet dostał czkawki i zdublował komentarz.
-
2014/06/13 17:49:03
Z.w.L, czasami wpisy rozmnażają się...
Od razu poszukałam w internecie, jak wygląda ów skoczowski Jonasz, który straszył Herr Romanka. Opis zgadza się z tym, co ujrzymy. W tym rozdziale autor sobie pofolgował ironią i złośliwością w stosunku do nadgorliwych obywateli chętnie zmieniających poglądy ku własnej wygodzie i korzyści. Właściwie ów rozdział może być rozpowszechniony jako osobne opowiadanie.
-
2014/06/13 21:38:08
Nie wpadło mi do głowy, żeby sprawdzać realia:) Aż sobie też poguglam.
Owszem, spokojnie mógł z tego rozdziału zrobić nowelkę, nawet by mogła do lektur szkolnych trafić.
-
2014/06/13 22:00:58
Pamiętam, że w ósmej klasie miałam w podręczniku "Czarną Julkę", ale "Łyska..." chyba w piątej klasie. W owym czasie wzruszałam się zwierzęcymi bohaterami: psem, który jeździł koleją, szkapą, Karuskiem, Lessie, nawet wzmianka, że Saba stał się stary, ba - przeżył dwukrotnie psie lata, sprawiła, że oczy mi się spociły.
Na razie Morcinek do podręczników nie trafi, choć trochę Morcinkowego humoru by się przydało.