Blog > Komentarze do wpisu

Bo w listach jest tylko cząstka człowieka

"No i najważniejsze. Ze straszliwym wysiłkiem wziąłem się do roboty.  Z początku nie szło mi nic; straciłem z oczu wszystkie postacie [...], wątki, wypadłem zupełnie z atmosfery i byłem zrozpaczony tak, że nie masz pojęcia. Ale siedziałem nad pustą kartką [prawie] po 8 godzin, co dla mnie jest wielkim wysiłkiem. Ale z początku nic; siedziałem nad tym maszynopisem, jak nad robotą obcego człowieka. Niewiele z tego mogłem zrozumieć i nic. Co minutę podnosiłem rękę, by napisać pierwsze zdanie, i ręka mi opadała. Wszystko, co przychodziło mi na myśl, z chwilą kiedy dotykałem piórem papieru - natychmiast wydawało mi się słabe, sztuczne, głupiutkie. Myślałem, że oszaleję. Krążyłem koło maszynopisu jak kot."* - pisał w lutym 1955 r. do Jerzego Andrzejewskiego. Jakże wiarygodny zapis męki twórczej nie tylko pisarza.

Marek Hłasko, idol czytelników epoki PRL-u, pisarz niepoznany całkowicie z powodu cenzury, braku kontaktu z prasą i wydawnictwami emigracyjnymi przez znaczną część czytelników, miał jednak od początku swej twórczej drogi swoje skromne miejsce w historii literatury, swój czas, swoją legendę. Parę opowiadań, na które wówczas chętnie powoływali się krytycy czy historycy literatury, trudno dostępne zbiory opowiadań były dowodem na istnienie. Każdy pisarz pisze po to, by zaistnieć, przekazać coś ważnego o postrzeganej rzeczywistości, znaleźć nić porozumienia i zrozumienia u czytelnika. Taki był i Marek Hłasko. Człowiek w życiu pełni wiele ról, które składają się na pewien nie zawsze spójny wizerunek, toteż i niepokorny pisarz lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ujawnia się w wydanych listach jako syn, siostrzeniec, kuzyn,  przyjaciel, kochanek, mąż, prozaik, obywatel, itp. Listy prywatne nie były przeznaczone do upublicznienia i chyba autor nawet nie spodziewał się, iż zwykłe, czasami skrótowe zapisy zostaną wydane jako publikacja książkowa. Pierwszy z 1944 roku list nastolatka do kuzyna, autora opracowania Andrzeja Czyżewskiego, i ostatni z 1969 roku pisany przed nagłą śmiercią (wyłączając telegram o śmierci) to klamry ocalałego zbioru ułożonego w porządku chronologicznym poprzedzonego wprowadzeniem o ważnych wydarzeniach z danych lat. Zabrakło mi tu jednak szerszego tła historycznego, które dla młodych czytelników niezbyt obeznanych w historii byłoby ważne. Wszak życie każdego jest czasami uzależnione od tych czynników.

Czytanie cudzych listów jest wkraczaniem w sferę intymną nadawcy, który nie ma możliwości ocenzurowania własnych zapisów, więc i w niektórych z nich czuje się zażenowanie z powodu przekraczania pewnej granicy prywatności, poznawania entuzjastycznych uniesień, żalu, rozgoryczenia, wyrzutów, relacji osobistych, które powinny być znane tylko nadawcy i adresatowi. Owszem, widzimy tu człowieka niewykreowanego na użytek mediów, takiego jak my, który zmagał się z trudnościami, podejmował niewłaściwe decyzje, czasami był zbyt ufny i naiwny, ale i brutalnie szczery, konkretny, znał wartość swojej pracy, był samokrytyczny, zmieniał swoje oceny i opinie, gdy posiadł większą wiedzę, doświadczenie. Marek Hłasko w listach ukazał cząstkę siebie, bo nie można uznać, iż na podstawie prywatnych zapisów możemy jednoznacznie nakreślić sylwetkę pisarza jako człowieka. Nasza wiedza w dalszym ciągu pozostanie fragmentaryczna a opinie różne. Może to i dobrze. W każdym jest tajemnica, nawet dla niego samego.

Przypomina mi się jedno z wcześniejszych opowiadań - Okno, które również jest wymieniane w paru listach. Ów mały rudzielec z pałaszem u boku chciał poznać cały obraz, który oglądał z podwórka na ścianie pokoju jednego z mieszkań. Na pewno jego górne fragmenty pobudzały jego wyobraźnię. Jednak pomoc lokatora mieszkania i narratora równocześnie sprawia, iż ujrzenie obrazu i pokoju jest końcem marzeń, może przekroczeniem granicy świata dziecka i dorosłego. "Na całym świecie są takie pokoje. Świat to jest właśnie kilka takich pokoi." wywołuje odzew: " - To ja jeszcze zobaczę." Myślę, że sam autor mimo świadomości  wykreowanego przez niego dorosłego bohatera o świecie rządzącym się paroma regułami, rozczarowań życiowych, pozostał do końca chłopczykiem, który chciał sprawdzać zasady istnienia swoich bohaterów w miejscach, które im przeznaczył.

Najciekawsze wydają się listy pisane do Jerzego Giedroycia na temat twórczości, języka, którym bohaterowie mogą się posługiwać, planów, spraw wydawniczych. Tu widać pisarza, który przeżywał niemoc twórczą, miał swoje pomysły, realizował je, był samokrytyczny, gdy widział, że utwór go nie zadowala. Na podstawie wielu listów można też sporządzić listę lektur pisarza, który przecież był bystrym samoukiem. Uczył się od klasyków literatury, od najlepszych.

Myślę, że spotkanie prywatne każdego czytelnika Listów Marka Hłaski może zachęcić do poznania lub przypomnienia niektórych utworów z dorobku tego pisarza, by spojrzeć na nie oczyma czytelnika innej epoki. Właśnie wydawnictwo AGORA zapowiada wznowienie niektórych z nich, więc można skonfrontować zapisy o utworach z ukończonymi tekstami.

______________________

Marek Hłasko, Listy. Wybrał, opracował i wstępem opatrzył Andrzej Czyżewski, s.592, AGORA SA, Warszawa 2014.

* Tamże, s.99.

sobota, 26 lipca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/07/26 21:57:56
Za listami nie przepadam, bo zwykle nie mam cierpliwości brnąć przed daty, miejsca, nazwiska, których zwykle w takich zbiorach przewija się mnóstwo, a pozbawiony kontekstu czytelnik łatwo się w nich gubi. Poza tym, tak jak piszesz, listy to tylko cząstka. Wydaje mi się, że w każdym zbiorze listów naprawdę ważne i ciekawe jest może z kilka fragmentów, reszta to wartość dokumentalna. Ale jeśli rzeczywiście ukażą się wznowienia dzieł Hłaski, to chętnie po któreś sięgnę. Kiedyś dawno temu czytałam "Pięknych dwudziestoletnich", z których nie pamiętam już dosłownie nic (chyba było dla mnie jeszcze za wcześnie na tę lekturę) i zbiór opowiadań, z którego zostało mi w pamięci tylko kilka mocnych obrazów.
-
2014/07/26 22:16:50
Swoje spotkanie z twórczością Hłaski rozpoczęłam ileś lat temu od "Pierwszego kroku w chmurach" (wyboru opowiadań) i "Ósmego dnia tygodnia",potem szukałam innych pozycji.
Listy się lekko łyka, ale nie o to przecież chodzi. Można odkrywać dojrzewanie człowieka, relacje z niektórymi osobami (brakuje przecież odpowiedzi na listy), ale najważniejszy staje się pisarz - debiutant, szukający swego miejsca w literaturze, zmagający się z nowymi tematami, planujący porzucenie literatury na rzecz filmu. Lektura Listów okazuje się niełatwa, bo nie pozwala na płytkie uogólnienia.
-
2014/07/27 10:31:50
Jerzy Jarzębski powiedział kiedyś, że krytyka literacka nie jest już w stanie napisać nic odkrywczego na temat Marka Hłaski i jego twórczości. Jak widać są jeszcze niezbadane rejony jego życia. I bardzo dobrze, na pewno sięgnę po te listy! Może nie dodają nic odkrywczego do wizerunku pisarza, ale ukazują jego inną twarz. Przypomniały mi się listy Johna Lennona, o których tu piszę:

stairway.blox.pl/2013/10/Listy-listki-listeczki-Lennona.html

Pozdrawiam. PF
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/07/27 10:55:06
Mnie w listach nieco przeszkadza brak drugiej strony, jeśli ktoś pisze listy to zawsze pozostaje w jakiej relacji z drugą osobą (no chyba, że pisze Listy do Pana Boga) dlatego czasami aż się prosi ta druga strona. Jak dotychczas mało czytałam listów w wydaniu książkowym (podobały mi się bardzo Listy Vincenta Van Gogha do brata, bo mówiły mi wiele o ich autorze odsłaniały sporą część jego osobowości, natomiast Listy Curie Skłodowskiej do córek męczyły z powodu ich fragmentarycznego zachowania, był jakiś list do córek, drugi i trzeci, potem odpowiedź córek na zupełnie inny list itd...). Marka Hłaskę mam w planach, ale jak na początek chciałabym zacząć od opowiadań.
-
2014/07/27 15:41:03
@guciamal, 161-168-124-188.rev.pro-internet.pl

Właśnie dlatego geniuszem jest dla mnie Jerzy Giedroyc, który każdy otrzymany list archiwizował, a obok umieszczał swoją na niego odpowiedź (listy pisał na maszynie, w dwóch egzemplarzach). Nie mogę się już doczekać jego korespondencji z Herlingiem-Grudzińskim...
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/07/27 20:46:16
:) ja też pisałam listy w dwóch egzemplarzach i zostawiałam sobie kopię i odpowiedź, a od czasu posiadania komputera mam je zarchiwizowane w folderach :)) tyle, że moje listy nie będą nikogo interesować.
-
2014/07/27 21:39:18
Kto wie? Może będą bestsellerem :)
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/07/28 18:46:55
Ależ mnie rozśmieszyłeś :)) dziękuję
-
2014/07/29 09:02:57
Piotrze, Guciamal, poznanie relacji z drugą osobą bywa ważne, ale są i takie listy, które same w sobie są jakby esejami, w których autorzy wyrażają swoje stanowisko, argumentując obficie - to raczej listy, w których dyskutuje się o sztuce, literaturze, problemach społecznych. Listy prywatne rządzą się innymi prawami. Czytając jednak wydawane zbiory, ogarnia mnie smutek, że w naszych czasach listów, które mogą być świadectwem o zamiarach twórczych, poglądach, relacjach interpersonalnych się nie pisze. Są tylko służbowe komunikatory typu SMS, rozmowa telefoniczna, maile - a więc zapisy raczej prymitywne. Co pozostanie? Chyba lepsze lub gorsze wywiady, ale w nich przeważa kreacja osoby.
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/07/30 07:28:06
I chyba dlatego zdecydowanie wolę czytać listy w których poznaję poglądy twórcy na tworzenie, na twórczość innych, na życie i otaczający świat, niż te, które są stricte prywatne, choć niektórych spraw nie da się oddzielić od ciebie, bo one się wzajemnie przenikają. Listy prywatne- zależy kto i do kogo pisze, choć na pewno w przeważającej części bywają dla postronnych mało zajmujące. W naszych czasach w ogóle sztuka pisania listów odchodzi do lamusa, nie mówiąc już o ich treści. Pisałam o tym na blogu wspominając swoją korespondencję z panem Kapitanem, człowiekiem starej daty, który zapytany o zdrowie odpisał, że owszem nawala to i tamto i inne, ale to mało ciekawy temat i wrócił do opisu książek, które ostatnio czytał i obecnej sytuacji w marynarce wojennej. No, ale też był on chyba ostatnią osobą, która traktowała naszą korespondencją z ogromnym szacunkiem i pisała listy (nie smy czy emaile). Ech, aż się łezka w oku kręci, że to już się chyba nie wróci.
-
2014/07/30 09:40:29
Też lubię listy wysublimowane, dopieszczone i wygładzone. Ale ja będę bronił korespondencji prywatnej, bo są spontaniczne. Wcześniej pisałem o listach Johna Lennona, no i jeden z nich tłumaczy zwięźle, chwilami w wulgarnych słowach, jak wyglądał rozpad zespołu The Beatles. Ten temat był opisywany już wielokrotnie, było wiele podejrzeń, spekulacji. Dopiero z tego listu dowiadujemy się z pierwszej ręki o tym kto, co, do kogo powiedział, kto podjął decyzję itd. I co z tego, że Paul McCartney (daj mu Boże zdrowie) udziela masy wywiadów, jeśli unika jednoznacznych odpowiedzi, a słuchając go, mamy wrażenie nieszczerości... Prywatne listy, zwłaszcza pisane w atmosferze awantury, zawierają większy ładunek emocjonalny!
I drugi przykład. Listy Gombrowicza do Giedroyca. Każdy biograf pisze o kłopotach finansowych Gombrowicza w Argentynie. Tę sprawę można by skwitować jednym zdaniem, jednak czytając jego listy prywatne, widzimy jak wielki to był dla niego problem, bo niemal w każdym liście jest wzmianka o pieniądzach, są prośby o pożyczkę, o stypendium, opowieści o biedzie i zapożyczaniu się sławnego pisarza. I okazuje się, że to był jego główny problem, gdy mieszkał w Argentynie. Kto nie czytał listów, to tego nie będzie wiedział.
-
2014/07/30 18:05:39
Guciamal, kiedyś polecano mi korespondencje Henry Millera i Lawrence Durrella. Wieloletnia korespondencja wpierw adepta literatury i mistrza a potem równorzędnych partnerów w dziedzinie literatury. Sprawy twórczości grają w niej ważną rolę.
Twój pan Kapitan jest/był człowiekiem, dla którego przekaz wiedzy, informacji z osobistymi ocenami jest najważniejszy, gdyż wywołuje obustronną reakcję nadawcy i odbiorcy. Ktoś odkrył i pisze, ja czytam, przyjmuję treść, zaciekawiam się tematem, szukam, oceniam, wyrażam swoje stanowisko. W ten sposób tworzy się więzi.
-
2014/07/30 18:17:35
Piotrze, wśród listów Marka Hłaski jest parę, w których dał się ponieść emocjom w ocenie paru osób, więc i słowa uznane za wulgarne w nich występują. Ciekawe są natomiast te listy do wydawcy, w których wyraża opinię na temat posługiwania się takimi słowami przez bohaterów, broniąc pewnych fragmentów dialogu. Słowa charakteryzują postać, informują o jego środowisku, emocjach, wykształceniu. "Jeśli Pan na przykład skreśla "prosty jak sołdacki chuj", to ja się z czymś takim pogodzić nie jestem w stanie. Trzeba wziąć to ryzyko na siebie albo musimy zrezygnować z opowiadania..."
Sytuacja pisarza polskiego na emigracji na podstawie listów to też ciekawy temat.