Blog > Komentarze do wpisu

Droga od dziś do jutra

"Jak to możliwe, że nie znam dziś twojej twarzy jutro, która już jest lub wykluwa się pod maską pokazywaną światu bądź pod nałożoną maską, twarzy, którą pokażesz mi dopiero wtedy, gdy nie będę się tego spodziewał?"1 Ów cytat jest krewnym innej znanej złotej myśli książkowej: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono." Zagadka historii, przeszłości to nieustanne rozważanie postaw w chwilach zagrożenia, ale też i skłonności do donosicielstwa bez rozważenia konsekwencji czynu, zawiści, uraz z przeszłości, głupoty. Przeszłość pozornie odchodzi, bo wciąż trwa, przebierając się jak aktor do roli w nowe kostiumy.

Javier Marias nie pisze książek dla każdego, gdyż wielu czytelnikom trudno będzie poznać prozę o szczątkowo zarysowanej akcji, takiej, w której najważniejsze są w zastanawiający sposób kontrolowane dygresje wynikające z aktualnych zainteresowań bohatera i jego rozmówców. Jacques (Jacobo) Deza, były hiszpański wykładowca Uniwersytetu Oksfordzkiego, spotyka ludzi zajmujących się badaniem charakterów ludzi, ich wyborów, postaw, oczekiwanych zachowań. Kim są? Czego naprawdę oczekują od uzdolnionego w tej dziedzinie Hiszpana, który po rozstaniu z żoną wraca do Anglii? Na przyjęciu u sir Petera Wheelera poznaje pana Tuprę, który chyba w poznanym gronie osób rozdaje karty.

Trudno oceniać pierwszy tom trylogii, lecz i zakwalifikować jednoznacznie do znanej odmiany powieści nie sposób. Powieść szpiegowska, idei, myśli, dygresji. Zatem jak bohater-narrator dajemy się prowadzić, jednak nie bezwolnie, gdyż włączamy się w ciąg powracających parokrotnie wspomnień, analiz przekładów idiomów z języka hiszpańskiego na angielski, lektury Orwella na temat wojny domowej, Iana Fleminga (Tego od Bonda), Szekspira, by zatrzymać się przy nalepkach o charakterze propagandowym z czasów II wojny światowej. Marias uwodzi erudycją, skojarzeniami, mądrością wypowiedzi postaci, oburza, schlebia, wymaga zajęcia stanowiska. Gdzieś pojawia się szczelina między fikcją literacką a rzeczywistością. Literatura poglądów, obserwacji, wniosków, lecz gdzieś musi być nić, która to wszystko połączy, by stwierdzić, że prawda o człowieku, historii jest trudno uchwytna, wymyka się chęci skatalogowania i uogólnienia.

"Nigdy nie powinno się niczego opowiadać, dostarczać informacji czy przywoływać historii, ani powodować, by ludzie snuli wspomnienia na temat istot, które nigdy nie istniały..." -przewrotny początek książki, bo "Kiedy opowiadasz, to jakbyś dawał prezent, nawet jeżeli opowieść zawiera truciznę, też jest więzią i wyrazem zaufania..." Jaka jest świadomość czytelnika dotycząca reguł gry między opowiadaczem a nim samym? Kto jest panem, a kto istotą bezradną, zbuntowaną, która wszystko przejmuje, traci zaufanie lub odrzuca? Literatura a życie to przyjaciele i rywale, bo szukanie prawdy może być złudne, wyszukiwanie podobieństw dostarczy bólu, otwarcie świata marzeń oderwie od teraźniejszości, itp. To tylko słowa ubrane w obrazy.

"Nie da się opowiedzieć życia, to niezwykłe, że przez wszystkie znane nam stulecia ludzie z uporem starają się opowiedzieć coś, czego opowiedzieć nie można, czy to w formie mitu, poematu epickiego, kronik, annałów, protokołów, legend, poematów rycerskich, ballad i piosenek ludowych, ewangelii, żywotów świętych, historii, biografii, powieści lub mów pogrzebowych, filmu, spowiedzi, pamiętników, reportażu, wszystko jedno. To przedsięwzięcie skazane na niepowodzenie, może przynieść więcej szkody niż pożytku."2 A mimo to szukamy jednoznacznej prawdy w beletrystyce, literaturze faktu, pismach okolicznościowych, bo wydaje się nam, że w ten sposób zbliżamy się do poznania przeszłości, ludzi, ich czynów, a nawet uzurpujemy sobie prawo do ocen, pouczania.

"Ta epoka jest butna, że występuje w niej pewien fenomen, moim zdaniem bez precedensu: teraźniejszość żywi urazę do przeszłości, bo przeszłość miała czelność zaistnieć bez naszej w niej obecności, bez naszej rozważnej o niej opinii,naszej pełnej wątpliwości zgody i co jeszcze gorsze, bez żadnego dla nas pożytku. (...) Pyszałkowatość naszych czasów osiągnęła takie rozmiary, że nie potrafi zaakceptować myśli, nawet cienia, mgiełki,oparu myśli, że kiedyś sprawy może miały się lepiej. Nie, to oczywista uraza do wszystkiego, co ośmieliło się wydarzyć poza nami i nic nam nie jest winne, do wszystkiego, co skończyło się raz na zawsze, a więc nam umknęło. Umknęło naszej kontroli, naszej przemyślności i naszym decyzjom, choćby dzisiaj rządzący tysiąc razy prosili o wybaczenie za akty przemocy popełnione przez przodków, a nawet chcieli im zadośćuczynić, oferując obraźliwe pieniądze potomkom poszkodowanych, choćby ci potomkowie przyjmowali te pieniądze z największą ochotą i nawet ich się domagali, bo też są swoją drogą cwani i bezczelni. Trudno o większą głupotę i większą farsę z obu stron: cyniczni są ci, którzy dają, i cyniczni są ci, którzy biorą. Kolejny akt pychy: jak papież, król czy premier mogą rościć sobie prawo do tego, by swojemu Kościołowi, królestwu czy krajowi, tym dzisiejszym, współczesnym, przypisywać winy poprzedników, winy, których tamci nigdy za winy nie uważali ani nie przyznawali się do nich przed wiekami? (...) Oferowanie teraz przeprosin i przyjmowanie przeprosin, domaganie się takowych lub ich składanie za zło wyrządzone ludziom, którzy dla nas już nie istnieją, są tylko abstrakcyjni, to nic innego niż jak okrutna kpina z konkretnych spalonych ciał, ściętych głów (...) Nie znosimy tego, że nie mogliśmy na nią wpłynąć, pokierować nią ani jej uniknąć. Tak więc jeżeli to możliwe, wypacza się ją, zmienia albo ingeruje w nią, fałszuje się albo robi się z przeszłości liturgię, uroczysty obrzęd, emblemat(...)3

Inny ciekawy fragment dotyczy ostrzeżeń przed szpiegami w czasie konfliktów zbrojnych, szukania wroga w najbliższym otoczeniu, dostosowania się do nawoływań zachowania tajemnicy. Punktem wyjścia są angielskie kolekcjonerskie nalepki propagandowe. "Słowa wymykają się naszej władzy dużo łatwiej niż czyny, które, by tak rzec, pozostają w nas, dobre czy złe, nikt inny nie może ich sobie przywłaszczyć,jeśli nie liczyć oczywistych przypadków uzurpacji lub oszustwa (...) Człowiek niczego nie wyzbywa się tak bardzo i tak całkowicie jak słów. Wypowiadasz je i już ich nie masz, oddajesz je w posiadanie, a właściwie w użytkowanie temu, kto je słyszał."4 Od niego zależy, co z nimi zrobi.

Temat, który pojawia się w paru miejscach, dotyczy wojny domowej w Hiszpanii, ojca Jacobo, który został zdradzony przez przyjaciela oraz krwawych rozrachunków w kręgu ugrupowań komunistycznych biorących w niej udział. Punktem wyjścia jest sprawa Andreasa Nina, POUM (Robotniczej Partii Jedności Marksistowskiej) oskarżanej przez stalinowców o zdradę, szpiegostwo. Przewodnikiem narratora w tej materii jest Orwell i jego Hołd dla Katalonii oraz Pozdrowienia z Moskwy Fleminga.

Literatura rozpisana na głosy bohaterów, spostrzeżenia do przemyślenia, obserwacje człowieka wymaga uwagi, współuczestnictwa, polubienia.

"Książki mówią nocą jak rzeka, cicho, niechętnie, a może niechęć bierze się z naszego zmęczenia, somnambulizmu i senności, choćbyśmy uważali, że jesteśmy bardzo przytomni. Współpraca z naszej strony jest niewielka albo tak nam się wydaje, mamy wrażenie, że dowiadujemy się różnych rzeczy bez wysiłku i bez specjalnego zaangażowania, słowa prześlizgują się łagodnie i leniwie, nie staje im na drodze czujność czytelnika, jego gwałtowność, przyjmuje się je biernie, niczym podarunek, zdają się czymś nieprzewidywalnym (...) A w środku nocy, kiedy i my nie mamy w sobie wiele życia, one nie mogą się już bronić przed tym, co się o nich pisze, do jakiej wykorzystuje się je narracji."5

______________________

Javier Marias, Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia / Tu rostro mañiana. Fiebre y lanza, przeł. Ewa Zaleska, wyd. I, s.444, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010.

1 Tamże, s.184.

2 Tamże, s. 117.

3 Tamże, s.281-282.

4 Tamże, s. 410.

5 Tamże, s. 131.

czwartek, 31 lipca 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/08/01 06:36:15
Wow, ależ melanż wypowiedzi, myśli, poglądów, słów, skojarzeń. Widzę, że książka nie może pozostawić czytelnika obojętnym, są zdania, z którymi się zgadzam, którym przyklasnę, a są takie, z którymi, choć nie sposób odmówić im racji chciałabym polemizować, a może nie polemizować, ale coś się we mnie buntuje, coś, czego, jak mawiał Hugo nie umiem nazwać, wytłumaczyć, nie rozumiem, ale przeczuwam, iż jest właśnie tak, a nie inaczej, może to moja wiara w sens pisania, przekazywania, opowiadania:)
-
2014/08/01 17:29:07
Guciamal, to moje pierwsze spotkanie z takim stylem pisania, ale zaciekawia mnie. Na przykład odwołanie do Orwella z czasów udziału w wojnie domowej i książki skłoniło mnie do poszukiwań tej pozycji. Przy okazji nabyłam Obertyńską (Twoja zasługa). Rzeczywiście te długie tyrady - wypowiedzi na tematy, które i nas interesują wymagają współudziału w formie akceptacji, odrzucenia lub pozostania na rozdrożu. Zobaczymy, jak będzie się rozwijać w kolejnych tomach - muszę poczekać, aż skończy się urlop bibliotekarza filii.
-
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2014/08/01 21:12:43
O pisarzu czytałam na paru blogach, jeszcze nie zdążyłam poznać. Lubię, kiedy jedna lektura prowadzi do kolejnej, choć z drugiej strony taki rozrost źle się kończy, bo odciąga z jednej drogi na inne ścieżki i wciąż tak błądzę i wracam :) Cieszę się, że łańcuch "zarażonych" Obertyńską się rozrasta.
-
2014/08/02 09:03:57
Po prostu tworzy się labirynt, w którym trzeba szukać głównej drogi. Nitka Ariadny konieczna, lecz i celowe zaglądanie w boczne zaułki bywa miłe.