Blog > Komentarze do wpisu

Nieustraszeni łowcy...

Nieustraszona łowca [łowczyni] słów

W jednym z felietonów Osiecka zastanawia się nad rodzajem żeńskim rzeczownika fan. Myśli o fance, faniczce - ze wskazaniem na pierwszą formę. Nie jest to jednak wypowiedź językoznawcza, a prowadzi do egzemplum z życia wziętego, krótkiej historii Wiernej Słuchaczki-wierszokletki nagradzanej na wielu konkursach w mediach, która, porzucona i zaniedbana przez niedawnych promotorów, wydaje sumptem własnej rodziny tomik wierszy. Po takim obrazie następuje smrodek dydaktyczny, własne spojrzenie na fana. "... to jest masochista jak każdy inny. Ktoś, kto powinien się leczyć. (...) Człowiek pustawy lub zgoła pusty, przerażony własną anonimowością (...)" Tak rodzi się grafomanka, kaleka poetessa, fanka, wreszcie fanica - jak stwierdza w puencie felietonu. Od faniczki i fanicy niedaleko do ministry, ministrzycy, premiery, premierki - ale i lektur na ten temat jeszcze brakuje, choć inwencja słowotwórcza zgodna z regułami gramatycznymi kwitnie.

Zbiór felietonów Agnieszki Osieckiej zaciekawi każdego blogera, by poznać warsztat poetki jako czytelniczki. Często wykorzystuje informacje o okolicznościach czytania, pochodzeniu lektury, autorze znanym osobiście lub nieznanym, zastanawia się nad przekazem, czasami modą literacką, do niektórych spraw podchodzi z humorem, ironią, porównuje podobne sytuacje. Wybór lektur do subiektywnej prezentacji jest bardzo szeroki od klasyki literatury, utworów uznanych prozaików poprzez literaturę popularnonaukową, biograficzną, nawet kalendarze - do poezji z górnej półki, ale i tej grafomańskiej. Osiecka jest czytelniczką podążającą za słowem, które kreuje wspaniałą sytuację, myśl, portret, lecz również ujawnia śmieszność obrazowania w niektórych wypocinach twórczych. Autorka jest szczera w swoich poglądach, spostrzeżeniach, krótkich felietonach pisanych dla "Ex Librisu", a dygresje, refleksje, anegdoty dodają tylko smaczku pracy niemal recenzenckiej. Zadaje pytania, stawia hipotezy, gdyż jest to sposób dotarcia do intencji autora, ale ujawnia też fakt, że literatura żyje nawet wbrew autorowi i jego planom.

______________________

Agnieszka Osiecka, Czytadła. Gawędy o lekturach, s. 200, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.

 

Nieustraszeni łowcy upiora

Nomen omen jako lektura świąteczna jest do strawienia, gdy potraktuje się ów dziwny wytwór najnowszej literatury jako żart, okazję do zabawy ze słowem i fabułą na pograniczu realizmu, kabaretowego widzenia świata, groteski i horroru. Wiem, że styl pisania powieści pani Marty Kisiel zdobył uznanie wielu czytelników. Wykształcenie polonistyczne, słuch odnotowujący mody językowe i slang młodzieżowy (nawet tej przerośniętej młodzieży) są widoczne w fabule wrocławskiej (nawet dolnośląskiej) powieści. Czyta się szybko, ale nie powierzchownie, lecz potem zostaje tylko przyjemność lektury i żal, że parę interesujących tematów "rozlazło się w szwach".

Wątki powieści są wpisane w ważne dla humanistów miejsca we Wrocławiu, ale też odległą ulicę willową, park, w przeszłości cmentarz. W pewnym momencie z czasem współczesnym połączy się czas wojenny Festung Breslau (Krajewski jako pierwszy wykorzystał ten temat w beletrystyce). Ów czas historyczny i wspomnienia są interesujące, lecz potraktowane dosyć informacyjnie w stosunku do źródeł, na których się opierają. W fabule autorka porusza parę interesujących spraw, jednak temat młodych niedojrzałych inteligentów (Salka i Niedaś), którzy wolą trzymać się z dala od równie pokręconej rodziny jest okazją do ekwilibrystyki słownej, by wprowadzić czytelnika do nawiedzonej willi z mieszkankami, trojaczkami, czyli swojskimi Parkami - paniami Bolesnymi. Stąd tylko krok do nieszczęścia związanego z uwolnionym upiorem pradziadka czyhającym na blondynki z długim blond warkoczem, by wymierzyć im sprawiedliwość. Nasza dzielna powieściowa gromadka musi wyruszyć na bój, by zdezorientowanego breslauera wysłać  z powrotem do wieczności.

Nomen omen jako literatura rozrywkowa sprawdza się znakomicie. Smaczkiem jest język (może trochę nadużywa dowcipne zwroty i wyrażenia), sytuacje nawiązujące do bzika wywołanego grami komputerowymi, szczypta nastroju grozy. Postacie nakreślone są interesująco, ale w sposób zbyt uproszczony. Wprowadzenie nazwisk Przygoda, Bolesna, niemodnych imion (zaleta) sugeruje, że autorka równie dobrze się bawiła, rozwijając fabułę, jednak nici mają to do siebie, że czasami same się rwą, tracą objętość. Aluzje i odwołania do literatury, cytaty łacińskie są dodatkową przyprawą, a one, jak wiadomo, w nadmiarze nie dodają smaku potrawie.

______________________

Marta Kisiel, Nomen omen, wyd. I, s. 336, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014.

wtorek, 30 grudnia 2014, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/01/01 16:46:24
Mam "Czytadła" Osieckiej na półce. Jestem przekonana, a Twoja recenzja tylko mnie w tym utwierdziła, że czeka mnie fantastyczne literackie doznanie. Poczekam tylko, aż uda mi się zdobyć kolekcję płyt z piosenkami Osieckiej "Sześć oceanów" - wtedy będę mogła poszaleć :))
Jeśli chodzi o Martę Kisiel, to mam podobne do Twoich odczucia w odniesieniu do jej pierwszej książki "Dożywocie". Czytało się miło, nie powiem, ale żeby ją uznawać za arcydzieło? "Nomen omen" też kiedyś przeczytam, może latem na plaży albo w pociągu, jako sympatyczny umilacz...
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
-
2015/01/01 20:46:25
Dziękuję za życzenia. Tobie również ślę życzenia dobrego 2015 roku:) Życzę miłego spotkania z felietonami i piosenkami Osieckiej:)
-
2015/05/20 18:20:45
To bardzo dobra książka jest, tak dobra że aż nie szkoda że druk online działa cały czas by kopii nigdy nie zabrakło na półkach - kawał dobrego czytadła!