Blog > Komentarze do wpisu

Cenne, cenniejsze...

Skarby zawsze pobudzały wyobraźnię, dając impuls do poznania, formułowania hipotez dotyczących ich losów i poszukiwań. Wzorem tzw. uparciucha z dawnych czasów jest Schliemann i inni archeolodzy, którzy wzbogacili naszą wiedzę o starożytnych cywilizacjach. Jednak skarby dalej istnieją, a II wojna światowa w Europie sprawiła, iż wtedy wartościowe dzieła i przedmioty ukrywano,  grabiono, a potem je poszukiwano. Można nawet stwierdzić, iż obok działań militarnych istniał front walki z kulturą i o kulturę - ciągle niezakończony. W zabytkach przeszłości jest przecież coś z człowieka. Są narażone na zagrabienie, unicestwienie, zbezczeszczenie, są świadectwem przeżyć estetycznych, duchowych uniesień, inspiracji, odwołań historycznych, rodzinnych, mają wartość materialną i niematerialną. Na wojną wyruszają uzbrojeni żołnierze i umundurowani historycy sztuki.

Książka Leszka Adamczewskiego zaciekawia tematem, sygnalizuje problem wciąż nieznanych losów dzieł sztuki, które nie wiadomo gdzie zakończyły swoją wojenną wędrówkę, ale też odpowiada na zapotrzebowanie sensacyjnych historii i wiary, że kiedyś wszystko zostanie jednoznacznie wyjaśnione. Autor podąża przede wszystkim śladami niektórych dzieł z terenów II RP, Pomorza, Prus Wschodnich, Śląska. Są wśród nich  tak znane jak "Bitwa pod Grunwaldem", ołtarz Wita Stwosza, Bursztynowa Komnata, ale też te ważne dla Gdańska, Elbląga, Płocka, Szczecina. Obrazy, rzeźby, naczynia z kruszców docenić mógł, odnalazłszy je, nawet zwykły żołnierz, gorzej było z traktowaniem rękopisów, inkunabułów, gdyż papier, pergamin narażony był na spalenie, podarcie, zdeptanie. Ponieważ losy wielu skarbów są nieznane, a istnieją legendy o miejscach, do których zmierzały tajemnicze transporty, rzesze poszukiwaczy cennych zabytków, tropicieli historii wciąż mogą liczyć na dopływ nowych potencjalnych odkrywców. Temat dla dokumentalistów, scenarzystów filmów fabularnych, powieściopisarzy w dalszym ciągu może być pożywką dla wyobraźni.

Leszek Adamczewski nie tylko pokazuje mylne tropy prowadzące do nierozwiązanych tajemnic i miejsc, ale i euforię odnajdywania i przekazania skarbów. Sugeruje jednak, że cele ekip poszukiwaczy tak dawnych jak i współczesnych są owiane tajemnicą i nie zawsze zakładają ujawnienie tego, co się już odnalazło i gdzieś zdeponowało, toteż stawianie wciąż nowych hipotez jest dalej aktualne.

W jednej z książek przeczytałam, że wojenni rabusie zostali obrabowani przez zwycięskich rabusiów - i ten pogląd nie został obalony nie tylko w pozycji Skarby w cieniu swastyki, ale i dostępnej literaturze przedmiotu mimo podkreślania szlachetności oddawania własności państwom, miastom, właścicielom.

Gdzieś w tle pojawia się myśl, że wojna to nie tylko zabór, zniewolenie, ale przede wszystkim niszczenie i pozbawianie podbitego narodu kultury, dumy z posiadania, tworzenia, przyjmowania tendencji cywilizacyjnych w kolejnych epokach, ich twórczego wykorzystania.

____________________

Leszek Adamczewski, Skarby w cieniu swastyki, wyd. II, s. 308, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2013.

niedziela, 25 stycznia 2015, nutta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: guciamal, *.rev.pro-internet.pl
2015/01/25 21:50:29
Dzieje obrazów zaginionych w wojennych zawieruchach (ale nie tylko, czasami na skutek splotu okoliczności) bywają czasami równie ciekawe, jak ich tematyka. Dla przykładu obraz, z którym czuję się emocjonalnie związana - Sąd ostateczny- wykonany dla florenckiego kościoła, skradziony przez gdańskiego kapra-podarowany kościołowi Mariackiemu w Gdańsku, następnie dzięki działaniom Denona trafił do Luwru, a po klęsce napoleońskiej do Berlina, wrócił do Gdańska, aby podczas drugiej wojny zaginąć na terenach Rzeszy, następnie przez "wyzwolicieli" przejęty uświetniał salę Ermitażu i w końcu powrócił do Gdańska. Tak to, czasami trudno dojść do tego, do kogo obraz powinien należeć. Choć osobiście nie chciałabym, aby na skutek żądań np. spadkobierców włoskiego bankiera Taniego wracał na ziemię włoską.
-
Gość: ksiazkowiec, 176.107.37.*
2015/01/26 04:51:39
Po lekturze "Bezcennego" zajmowałam się przez chwilę tematem i odeszłam. Powrót jak najbardziej wskazany.
-
2015/01/26 16:11:07
Guciamal, dzieje Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga są pasjonujące i dobrze, że znajduje się w Gdańsku. Czas jego podstępnego zdobycia to już inna historia, podobnie jak sprawa dóbr kulturalnych z ziem polskich po potopie szwedzkim. Dawne wojny zawsze były okazją do zdobywania łupów, ale wtedy nikt nie domagał się zwrotów, raczej szukano rewanżu. Widać, jak na przestrzeni dziejów zmieniły oceny tych samych czynności, postępowania.

Książkowcu, "Bezcenny" słusznie sugerował, że wiele cennych dzieł znajduje się w rękach prywatnych i najprawdopodobniej nigdy nie znajdą się na aukcjach dzieł sztuki, handel nimi odbywa się w zupełnie innych kręgach.
-
2015/01/26 22:01:17
Wojny i rewolucje wywołują barbarzyńcy stąd tyle zniszczeń w każdej dziedzinie.
Niemcy podobno tylko u nas i dalej na wschód dokonywali zaboru dzieł sztuki. Na zachodzie Europy kupowali ponoć u marchandów. Nie łupili tak jak nas.
Sowiecka dzicz zaś totalnie paliła i niszczyła.
-
2015/01/26 22:26:38
Habent sua fata... (nie tylko) libelli. Niezwykłe są losy niektórych przedmiotów sztuki, które miały nieszczęście stać się też przedmiotem pożądania tej czy innej zwycięskiej armii, również armii koneserów i kolekcjonerów.
Znany jest fakt, że już na jakiś czas przed wybuchem II wojny światowej niemieckie środowiska naukowe zajmowały się dokładnym rozpoznaniem polskich zbiorów muzealnych i kolekcji. Pretekstem były wyjazdy naukowe, konferencje - w Krakowie to wszystko było idealnie przygotowane, na pewno podobnie w innych miastach. Potem to już poszło błyskawicznie, to była kwestia czasu i sprawdzania zgodności zagrabionych przedmiotów z wcześniej przygotowanymi wykazami. To taka dygresja. A sam temat wędrówek dzieł sztuki niezwykle ważny i też trudny do jednoznacznego osądu. Nawet problem marmurów lorda Elgina nie doczekał się wyjaśnienia, choć przecież ich pozyskanie nie było niczym innym niż grabieżą. A jednak - dzięki temu można je oglądać prawie "w zasięgu ręki", może dzięki temu ocalały (konflikt grecko-turecki, bombardowanie Aten). Inny problem to znów kolekcje, które wracają w ręce spadkobierców, ulegają rozproszeniu, są dostępne już tylko dla nielicznych. Czy naprawdę kolekcja zgromadzona przez taką czy inną arystokratyczną rodzinę należy wyłącznie do jej spadkobierców, czy jest też "własnością narodu"? Tak sobie tylko myślę.
-
2015/01/27 17:21:23
Natanno, książka "Grabież Europy" L.H. Nicholas na pewno wyjaśniłaby więcej, jak traktowano dzieła sztuki na zachodzie Europy. Tam raczej dopuszczano się grabieży dzieł prywatnych.
-
2015/01/27 17:42:10
Ado, autor pisze o rozpoznaniu dzieł do zdobycia w pierwszej kolejności, przy czym "Bitwę pod Grunwaldem" i "Hołd pruski" chciano zniszczyć. Podobnie dobre rozeznanie mieli Rosjanie z brygad tzw. trofiejnych - oni też wiedzieli, co zabrać.
Podajesz przykład z innych czasów, ilustrujący problem, do kogo należą dzieła odkryte przez archeologów. Fakt, że czasami nowe miejsce ocaliło ich życie. Podobnie jest z Pergamonem, miejscem pięknym krajobrazowo, lecz pozbawionym ołtarza, który możemy obejrzeć w Berlinie - a to dlatego, że Rosjanie, zabrawszy go uprzednio, zdecydowali się go przekazać ówczesnej NRD.
Wciąż nieznany jest los rękopisu "Mazurka Dąbrowskiego" - własność prywatna zniemczonych von Roznowskich. Pamiętasz zapewne zawirowania z prawami własności "pana Tadeusza". Wiele jest pytań, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Ado, ostatnio na Twoim blogu nie umiałam zamieścić komentarza.
-
2015/01/27 22:06:55
O, to może była jakaś przejściowa usterka techniczna, bo nic nie zmieniałam w ustawieniach. Disqus czasem długo się wgrywa. A komentarze mam całkiem otwarte, nie trzeba tworzyć konta, logować się, wystarczy wybrać opcję np. "wolę pisać jako gość" i wtedy tylko podać wybraną nazwę i adres mailowy (widoczny tylko dla mnie). Nie wiem, na którym etapie się nie powiodło. Czasem to kwestia, że trzeba wyczyścić sobie przeglądarkę z tzw. ciasteczek, wtedy disqus ładuje się szybciej. Zrobiłam teraz próbę (jako anonim :-) i wszystko powinno działać.
-
2015/08/26 09:36:41
skarby, zmyślona ideologia o boskim pochodzeniu rasy panów