O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
ADRES: nutta@gazeta.pl
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
![]() PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi
|
piątek, 29 stycznia 2010
Książka ma w sobie coś z magii, która raz dotkniętego obsesją czytelniczą nie opuści. Takimi maniakami bibliofilskimi bywają i autorzy, którzy w fikcyjnych fabułach chcą, by ze słowem pisanym lub drukowanym wiązała się tajemnica, zagadka, niebezpieczeństwo. Niektórzy chętnie snują opowieści o swoich książkach, tych, które są im szczególnie bliskie. Nie byłam zaskoczona, gdy w autobiografiznej opowieści Amosa Oza również natknęłam się na wiele stron o książkach.
"Ojciec traktował książki niezwykle zmysłowo. Uwielbiał ich dotykać, kartkować je,gładzić i czuć ich zapach. To był istny pies na książki, nigdy nie potrafił się opanować i od razu wyciągał rękę, nawet po nie swoje."2 Jak ustawić książki? Jaki ma być porządek na półkach, by wszystko znajdować od razu, by zachować logikę zbiorów? Na forach czytelniczych też często pojawiają się takie pytania. I tu znajdujemy zwierzenia autora. Gdy miał sześć lat, ojciec wydzielił mu około trzydziestu centymetrów najniższej półki (pewnie z bólem serca, ale też i w poczuciu obowiązku wychowania przyszłego czytelnika). "Była to obrzędowa inicjacja, rytuał przejścia w wiek dojrzały: człowiek, którego książki stoją pionowo, jest już mężczyzną, a nie chłopcem. Jestem taki jak tata. Moje książki już stoją. Popełniłem jednak straszliwy błąd. (...) Książki poustawiałem według wzrostu (...) Nie zdążyłem jeszcze ochłonąć z euforii, gdy ojciec wrócił z pracy, powiódł osłupiałym wzrokiem po mojej półce, po czym w zupełnym milczeniu utkwił we mnie spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę: pełne pogardy i gorzkiego rozczarowania, jakiego nie da się wyrazić słowami, spojrzenie kompletnej genetycznej rozpaczy. Wreszcie wycedził przez zęby: "Powiedz mi, proszę, czyś ty zupełnie oszalał? Według wzrostu? Czy książki to żołnierze? Jakaś warta honorowa? Parada orkiestry strażackiej?" (...) W końcu ojciec przerwał milczenie i ze dwadzieścia minut mnie uświadamiał. Niczego przede mną nie ukrywał, wprowadzając mnie w najtajniejsze arkana bibliotekarstwa: odsłonił przede mną zarówno główną szosę, jak i leśne ścieżki, przyprawiające o zawrót głowy krajobrazy najrozmaitszych wariacji, niuansów, fantazji, zaciszne alejki, ich śmiałą różnorodność i ekcentryczne kaprysy: książki można układać tytułami, alfabetycznie według nazwisk autorów, według serii i wydawnictw, w porządku chronologicznym, językami, tematycznie, według gatunków, dziedzin, a nawet miejsca wydania. Jest mnóstwo możliwości. Tak oto dowiedziałem się, jak różnobarwne jest życie: kryją się w nim rozmaite alejki. (...) W ten sposób książki nauczyły mnie sztuki kompozycji: nie ich treść, lecz same książki w ich fizycznej postaci."3 Powieść Amosa Oza czytam powoli, tyle w nim bogactwa faktów, spostrzeżeń, wrażeń. ____________________ 1 Amos Oz, Opowieść o miłości i mroku, s. 27. 2 Tamże, s.28. 3 Tamże, ss. 29-30.
wtorek, 26 stycznia 2010
Wpierw poznajemy ostatnie wspólne dni Henry'ego i Charlotte w wynajętym prawie pozbawionym sprzętów letnim domku na wybrzeżu Missisipi. Narrator zmyślnie dochodzi do nich poprzez obserwację doktora, właściciela i sąsiada. Oprócz tajemnicy, chęci odkrycia prawdy o sąsiadach poprzez dostrzeganie szczegółów pojawia się ironia w odniesieniu do samego obserwatora. Czy kobieta jest chora? Co jej dolega? Nadejdzie czas, gdy doktor zostaje wezwany. Zaraz potem wracamy do 1937 roku, kiedy para się poznała, przemierzamy z nimi trasę od Nowego Orleanu poprzez Chicago, Wisconsin, Chicago, Utah, San Antonio w Texasie, ponownie do Nowego Orleanu i miejsca, w którym fabuła się zaczyna. Właściwe dla stylu pisania Faulknera staje się zbliżanie i oddalanie od bohaterów, dystans i zrozumienie połączone ze współczuciem, irytacja, jakaś oschłość i współuczestniczenie w przekazie myśli. Pomysłem kompozycyjnym jest wykorzystanie motywu palm w rozwoju wydarzeń na Południu. Stają się świadkami, strażnikami, swoją postawą, szumem współuczestniczą w życiu i przeżyciach pary bohaterów. Nasilenie informacji i opisu następuje, gdy zbliżamy się do rozwiązania akcji. Charlotte, mężatka, matka dwóch córeczek, wybiera Henry'ego i to ona jest zuchwała, silna, zdeterminowana i namiętna. Mimo dobrobytu materialnego czuje się osobą niespełnioną, marzy o możliwości pracy artystycznej, nie lęka się trudów życia, niedostatku. Jej wcześniejsze losy są sugerowane, lecz nie mówi się o jej domu rodzinnym wszystkiego. Ale czy to potrzebne? Faktem jest, że to ona ciągnie niedoszłego lekarza w poszukiwaniu wolności, brutalnie go wyzywa, nazywając beznadziejnym idiotą, głupim chłopcem. "Bądź mężczyzną." On, absolwent dobrej szkoły medycznej, tylko parę tygodni zostało mu do zakończenia stażu, bez pieniędzy, ulega urokowi Charlotte i decyduje się na porzucenie dotychczasowych aspiracji. Lecząc swoją samotność wiarą w miłość, trwa u jej boku aż do czasu zapłaty za chwile szczęścia. Jest to jednak szczęście powiązane z licznymi rozterkami. Oboje wewnętrzni outsiderzy, skłóceni z purytańskim światem, samotni, chcą uczynić zakazaną miłość godną szacunku. "Tak. Wierzę w miłość. Mówią, że miłość umiera między dwojgiem ludzi. To nieprawda. Nie umiera. Opuszcza tylko człowieka, odchodzi, jeśli nie zasługuje na nią, jeśli nie jest jej godzien. Miłość nie umiera, tylko ludzie umierają."1 - mówi mężczyzna. Ich szarpanie się z życiem, zmienny stosunek do siebie sprawia, iż czytelnik czuje się zażenowany taką intymnością myśli, zmiennością nastojów, dążeniem do zatracenia. William Faulkner, noblista z 1949 roku, pisarz z Południa, stworzył bohaterów, którzy mogliby przeżyć swój rok w każdym innym miejscu. Wprawdzie wymieniony jest stan Missisipi, Nowy Orlean, również ironiczny opis zastępcy szeryfa z Południa,2 ale osąd stosunków społecznych i pojmowania moralności dotyczy całych Stanów Zjednoczonych z końca lat trzydziestych. Jest też wątek dotyczący kopalni z polskim epizodem, ale wrażenie robią też słowa:
Do przemyślenia. ______________________ William Faulkner, Dzikie palmy / The Wild Palms, przeł. Kalina Wojciechowska, wyd. III, Prószyński i S-ka, Warszawa 1993. 1 Tamże, ss.61-62. 2 "...a za nimi szedł trzeci mężczyzna, posiadający niezatarte znaki szczególne dziesięciu tysięcy zastępców szeryfów na Południu, miejskich i podmiejskich - opuszczone rondo kapelusza, oczy sadysty, z lekka i nieomylnie wypchana kieszeń marynarki, wyraz twarzy niezupełnie nonszalancki, ale nacechowany z góry wybaczalną brutalnością." Tamże,s. 194. 3 Tamże, s. 119.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Zapoznałam się z fragmentem książki, która miała premierę 15 stycznia.
Syn bogatego kupca, Jan Gutenberg, udoskonala swój wynalazek, który odmieni oblicze świata: za pomocą ruchomych czcionek drukuje Biblię, co pozwoli rozpowszechnić znajomość Pisma Świętego wśród ludu. Niezwykła „machina do drukowania” grozi Kościołowi utratą pozycji. W mieście dochodzi do tajemniczych morderstw. Śledztwo przejmuje młody sędzia Thomas Berger, który usiłuje znaleźć łączący je motyw i wykryć mordercę. Mieszkańcy Moguncji, chcąc pomścić ofiary, wznoszą szubienice i żądają wskazania winnych. Thomas rozpoczyna dramatyczny wyścig z czasem, zdeterminowany rozwiązaniem zagadki, nie dostrzegając grożącego mu niebezpieczeństwa." (z informacji wydawnictwa) Przeczytany przeze mnie fragment to prolog oraz rozdziały I,II,III. Zaczyna się w Rzymie, placu wielkich przedsięwzięć budowlanych, w kwietniu 1453 roku, kiedy papieżem jest Mikołaj. Na zlecenie zostaje popełniona zbrodnia w Bibliotece Watykańskiej. Potem jesteśmy świadkiem rozmowy zleceniodawcy i okazuje się, że jest to sieć osób, które myślą o kolejnym konklawe. W Państwie Kościelnym istnieją dwa ugrupowania: konserwatystów i zwolenników postępu. Jeden z rozmówców pragnie pojechać do Moguncji, ale jego plany są zagadkowe. Następnie przenosimy się do Moguncji i jesteśmy świadkiem powołania na urząd sędziego Thomasa Bergera za sprawą protekcji oraz poznajemy parę innych osób i zdarzeń, które pewnie w jakiś sposób wiążą się z zawiązaną akcją. Z pierwszych rozdziałów zorientowałam się, iż niezwykle pieczołowicie autor podchodzi do opisu miejsc, codziennych czynności ludzi. Język jest typowy dla tego typu książek. Seria może być ciekawa dla miłośników powieści historycznych ze smaczkiem sensacyjnym, a okładka robi wrażenie. CHRISTOPH BORN studiował w Moguncji literaturoznawstwo, germanistykę i historię. Napisał prace doktorską na temat wczesnych druków Biblii od Gutenberga do Lutra. wydawca: Instytut Wydawniczy PAX
sobota, 23 stycznia 2010
Ryszard Kapuściński, ur. 4 marca 1932 r. w Pińsku, zm. 23 stycznia 2007 w Warszawie. Dzisiaj mija trzecia rocznica śmierci. Zostały książki, został brak książek - planowana o Bronisławie Malinowskim nigdy nie powstanie. Gdy otwieramy Jego książki co chwilę natrafiamy na przyciągające uwagę zdania, zapis przemyśleń. Oto wybór z paru książek:
Świat skurczył się, przestrzeń została pokonana, straciła tajemnicę. (Lapidarium V, s. 111) ... człowiek coraz bardziej kształtuje swoje poglądy i przekonania nie tyle na podstawie własnych doświadczeń, ile informacji i opinii zaczerpniętych z mediów. (Lapidarium V, s. 108) Cechy naszej cywilizacji? Kruchość i niepamięć. (Lapidarium VI, s. 132) Najważniejsze zawsze pozostaje to samo: ocalić człowieka w całym jego potencjalnym bogactwie wewnętrznym, pozwolić mu rozwinąć energię w kierunku dobra, zrozumienia innych i pełni człowieczeństwa. (Lapidarium IV,s. 117) Fanatyzm wyzwala w człowieku więcej energii niż łagodność i dobroć. Dlatego fanatyk może łatwiej narzucić swoją wolę,łatwiej ustanowić swoje rządy. (Lapidarium, s. 48)
piątek, 22 stycznia 2010
Jaki dom uczynił go refleksyjnym podróżnikiem? Szwajcaria, surowy protestancki dom matki. Najważniejsza była niania, która wtedy liczyła się bardziej niż rodzice. Wypowiedź obfituje w różne ciekawostki, jak np. takie, iż w tym czasie nianie były instytucją, które potrafiły terroryzować bogate patrycjuszowskie genewskie domy. Wyznania dotyczące wychowania bywają czasami szokujące. "Przez to rygorystyczne wychowanie stałem się wtedy notorycznym łgarzem." Wychowywał się w domu o zainteresowaniach kulturalnych, której nie dotykały żadne trudności materialne. Przyjaciele i znajomi rodziców wywodzili się z bawarskiego środowiska muzycznego lub niemieckich uniwersytetów. W domu bywali m.in. młoda Marguerite Yourcenar,Tomasz Mann, Ian Fleming, Musil, Hesse - to efekt funkcji ojca, wicedyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej. Z kolei u dziadka po mieczu gościli m. in. Herriot,Tagore, Croce, Bergson. "Miałem więc szansę wyrastać w środowisku, w którym krzyżowały się rozmaite wpływy kulturalne." Są wypowiedzi o ulubionych lekturach dzieciństwa (Wyspa skarbów, Dumas, Verne, Curwood, Dr. Jekyll i Mr Hyde) i bohaterach (Mathias Sandorf, Phileas Fogg, Kapitan Fracasse), szkole, której nie lubił (od podstawówki do klasy przedmaturalnej). Przyjemność intelektualną sprawiły mu dopiero studia, kontakty ze wspaniałymi profesorami. Był wychowywany w czasach, gdy w domach czytało się na głos, przyjemość wspólnej lektury pogłębiała więzi i pozwalała wspólnie przeżyć fabułę. Rozmawiano o religii, pojęciu szwajcarskości, wiedzy o II wojnie światowej. Tu mówi o tym, iż miał informacje o zbrodni katyńskiej, wojnie fińskiej. "Mieliśmy obraz stalinowskiej Rosji naprawdę krwawy i odrażający." Nie obeszło się bez pytań o pierwsze podróże. W czasie wojny poznawał z rodzicami Szwajcarię, a potem do pierwszych, młodzieńczych podróży namawiał go ojciec. Jeszcze trwała wojna, jeszcze nie wylizano ran wojennych, gdy zwiedził Burgundię, podróżując rowerem, Florencję ("We Florencji przeżyłem szok kulturalny...") Zaczął też pisać pierwsze artykuliki. "Mojego ojca bawiło to, iż utrzymuję się dzięki słowu, ponieważ kontynuowałem w ten sposób tradycję rodzinną." Najważniejsza okazała się jednak wyprawa do Finlandii w wieku osiemnastu lat. Podróże traktował jako uzupełnianie nauki. Wysnuł na własne potrzeby pogląd, iż Azja jest babką, Europa - matką, a Ameryka - córką, dlatego wyjazdy na kontynent azjatycki stały się szczególnie ważne. W rozmowie ujawnił jeszcze jedną swoją przypadłość - woli czytać o odwiedzanych miejscach po podróży, by wiedza książkowa i cudze wrażenia nie przysłoniły mu własnych. Świat bez tajemnic? Chronologia zwiedzania każe poznawać Wschód. "W Azji gęstość historyczna jest zaskakująca." "W Ameryce doznałem wstrzasów kulturowych, które sprawiły mi nie mniejszą przyjemność od tych, które przeżyłem w Azji, ale nie w dziedzinie wiedzy. Zachwyciła mnie przyroda, ta pierwotna geografia." Ważna, wymagająca przezwyciężenia wielu trudności była podróż rozpoczęta w czerwcu 1953 r. w Genewie i zakończona na przełęczy Chajber w grudniu 1954 r. Ze swoim przyjacielem Thierrym Vernetem fiatem topolino wyruszyli śladem muzyki, by spotykać ludzi różnych obszarów kulturowych, dobrych i niebezpiecznych. W Oswajaniu świata, wydanym dopiero w 1963 roku, pisze o napadach strachu, ucieczkach z miejsc zagrażających życiu. "Geografia kryje w sobie pułapki,a gdy się je wyczuwa, trzeba uciekać." O swoim pisaniu powie, że robi notatki na bieżąco, ale nie wszystko wejdzie do książki nad którą pracuje latami. Po prostu niektóre historie wypalają się na miejscu od razu. "Próbuję ująć w słowa postaci, twarze, chwile, pragnę bowiem się nimi podzielić. Szukam rzeczy dość daleko, a jeśli nie znajduję,nie piszę." Oś wschód - zachód łączy szereg kultur pisanych, to świat idei. Nie znaczy to, iż nie podziwia afrykańskich zdolności gawędziarskich, ale Afryka nie znalazła się na trasie jego wyjazdów. Kolejne pełne dygresji rozmowy biorą za punkt wyjścia kolejne książki Bouviera: Kronika japońska, Ryba - Skorpion, Dziennik z wysp Aran, ale okazuje się, że wątki przemieszają się, a wypowiedzi dotykają nie tylko sfery przeżyć, ale i myśli, obrazów, wiedzy. Szczególnie ważna okazała się Japonia, kraj, w którym stosunek do sacrum ma zasadnicze znaczenie. Tam też zaczął sprzedawać swoje zdjęcia, a fotografia stała się ważną działalnością intelektualną, artystyczną i źródłem dochodów. "Jestem portrecistą." - powie. Z kolei Cejlon nie okazał się miejscem przyjaznym i szczęśliwym. Wyczerpany klimatem i chorobami przekraczał granice światów, co ujął w powieści Ryba - Skorpion. "Alkohol i muzyka to były moje dwie podpory przy pisaniu tej książki." Choroby są ceną, jaką należy zapłacić za podróżowanie. "W wyspach jest coś szczególnego." Każdej, tak chętnie odwiedzanej przez autora. Są w wywiadzie swobodne wypowiedzi o pejzażach, krajach odwiedzanych a nieobecnych w napisanych twórczości. Szczególnie piękny jest dla niego region turecki, na południe od Istambułu. Niezmiernie ciekawe są te przeskoki myśli, skojarzenia, porównywanie, zestawienia. Czytelnicze spotkanie z człowiekiem, który ma wiele do zaoferowania. Ku kasztanowi Wzrastaliśmy razem kasztanie dzisiaj milczący władco który dajesz orzeźwiający cień i wcale o to nie dbasz Wszystkie drogi podróżnika prowadzą ku domowi. On też jest obecny w wywiadzie. Życie zaczyna się w domu rodzinnym, ale i wraca się do niego myślami, choć bez przeszkadzającej w pracy tęsknoty. Nowością dla mnie była informacja, że Bouvier pisał całkiem udane wiersze. "Między słowami musi być przestrzeń. Jest ona równie ważna jak same słowa. Jak cisza w dialogu między dwiema istotami, które łaczą uczucia miłosne lub mistyczne." Drogi i manowce to ciekawe spotkanie z podróżnikiem, który odbiera świat wszystkimi zmysłami, a jego wypowiedzi każą podążać nam śladami ludzi, kultur, których nie wartościuje, lecz podziwia, starając się je zrozumieć. Ciekawość świata, chęć jego ogarnięcia udziela się czytelnikowi. Podróż nie jest niewinną igraszką, lecz jest zadaniem dla mądrych odpowiedzialnych ludzi świadomych niebezpieczeństw i konsekwencji. Podróż nie może być nieustanną gonitwą za nowymi miejscami, wrażeniami aż do zmęczenia, musi być w niej czas na refleksje i powroty. "A ponieważ cała egzystencja jest nauką znikania, sądzę, że zarówno podróż, jak i pisarstwo są bardzo dobrymi szkołami." ______________________ Nicolas Bouvier, Drogi i manowce. Z Autorem rozmawia Irène Lichtenstein-Fall / Routes et déroutes. Entretiens avec Irène Lichtenstein-Fall, przeł. Krystyna Arustowicz, Noir sur Blanc, Warszawa 2002.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Szkoda, że mama nie jeździ częściej do twojej cioci Bessie. - mówi ojciec do syna i zaczyna się kolejny dzień obfitujący w niespodzianki nie z tej ziemi. Chłopiec z Georgii to zbiór miniatur epickich wprawdzie mających tego samego narratora, kilkunastoletniego chłopca, dotyczących tej samej rodziny, lecz nie tworzących spójnej powieści, a raczej zbiór anegdot z życia. Erskine Caldwell, sam pochodzący z południa USA, z Georgii, kreśli obraz rodziny i problemów małomiasteczkowej społeczności, przy okazji z humorem, pobłażliwie spogląda na wady, ale też wzrusza bezradnością, nadziejami bohaterów. Rodzina Stroupów składa się z ojca Morrisa, matki Marty, syna-narratora Willego oraz Murzyna, pomocnika, niemal domownika, Przystojniaka Browna. Morris żyje nadzieją na zrobienie interesu życia, ale każda decyzja i inwestycja kończy się klapą. Spragniony czułości wplątuje się w sytuacje wywołujące uśmiech, czasami powodujące interwencję jego żony. Jest leniem, który coś tam załatwia, wyłudza pieniądze nawet od Przystojniaka, ale najczęściej drzemie i odpoczywa. Ta łagodna osoba za swoje przewinienia, nawet próby kradzieży, jest doprowadzana do porządku przez impulsywną żonę. Właściwie utrzymanie rodziny spoczywa na Marcie, która cały czas pracuje, pierze i prasuje i w ten sposób zarabia. Nie wiemy, co ją skłoniło, by kiedyś wyjść za mąż za Morrisa, kim dawniej była jej rodzina. Przystojniak Brown, niemal rówieśnik Willego, jest przy rodzinie od jedenastego roku życia. Być może kiedyś jego rodzina pracowała dla rodziny Marty, stąd zwrot panno Marto. Will jest wścibskim obserwatorem. Poprzez swoje niewinne uwagi odsłania ludzkie słabości, szaleństwa, rasizm. Szanuje matkę, rozumiejąc jej racje, ale i kocha ojca. Miejscem wydarzeń jest miasteczko Sycamore, miejscowość o charakterze rolniczym z warsztatami rzemieślniczymi, sklepami. "Nasz dom, podobnie jak wszystkie domy w Sycamore, zbudowany był na pewnej wysokości od ziemi, tak aby powietrze mogło pod nim krążyć i ochładzać pokoje." Niektórzy mają niewielkie farmy w pobliżu miasta. Wykonywane są codzienne czynności jak rąbanie drzewa, pielęgnacja ogrodów, cięcie siana, łuskanie kukurydzy itp. Przyjemnością jest wyjście na ryby. W miasteczku nie ma samochodów. Rodzina Stroupów posiada mulicę Idę, po ulicach jeżdżą wozy. Wiele zamieszania powoduje pojawienie się taboru cygańskiego, a atrakcją jest cyrk. Oczywiście jest i pastor kościoła uniwersalistycznego wspomniany przy okazji zabawnej sytuacji z dzwonieniem na ślub. Rok wydarzeń nie został jasno wskazany, lecz konsekwencje przegranej wojny secesyjnej są widoczne. Murzyni mają swoje prawa, lecz zawsze są osobami drugiej kategorii. Po prostu tak urządzony jest świat i nikt nie widzi nic złego w zachowaniach, które dzisiaj mogą razić, a tu są nośnikiem nawet czarnego humoru. W każdym opowiadaniu są ukazane zabawne sytuacje, w które wlątuje się ojciec lub są konsekwencją jego decyzji. Mnie rozśmieszyła historia z kozami, które, sprowadzone z farmy na podwórko, weszły na dach domu przed ważną dla Marty wizytą znajomych z Koła Pań. Gdy zbliżamy się do końca, humor staje się liryczny. Tak należy spojrzeć na niespodziewaną wizytę zabiedzonego wujka Neda i smutny koniec koguta Studencika. W zbiorze nie ocenia się ludzi, pokazuje się takimi jakimi są, jakich ukształtowały czasy i miejsce, w którym żyją. To świat, który odchodzi. Historyjki przedstawione są pysznym językiem potwierdzającym zmysł obserwacji, dostrzeganie szczegółów. Książka wydana w 1943 roku (przetłumaczona na język polski w 1962 r.) jest warta uwagi, gdyż sprawi przyjemność czytelniczą. _____________________ Erskine Caldwell, Chłopiec z Georgii / Georgia Boy, przeł. Mira Michałowska, wyd. II, Prószyński i S-ka, Warszawa 1993.
sobota, 16 stycznia 2010
Wątek kryminalny zaczyna się dynamicznie. W wyludniającej się wsi na północy zostają brutalnie zamordowani prawie wszyscy mieszkańcy, oszczędzono trzy osoby niespokrewnione z denatami. Przerażenie ogarnia Szwecję, bo motyw i sprawca są nieznani. Prowadzone jest śledztwo, media koczują w pobliżu miejsca wydarzeń. Tymczasem w odległym Helsingborgu sędzia Birgitta Roslin odkrywa swoje pokrewieństwo z jedną z rodzin. Jedzie, odkrywa stare wspomnienia sięgające XIX wieku, ale na razie nic nie rozumie. Jest rozdrażniona, przygnębiają ją dodatkowo relacje rodzinne i ostatnie wyniki badań lekarskich. Przypadkowo natyka się na ślad Chińczyka, ale tym kierunkiem śledztwa nikt nie jest zainteresowany. Akcja zwalnia, gdyż autor porzuca wątek morderstwa i zajmuje się losami chińskich braci z XIX wieku. Jeden z nich również zapisał swoje wspomnienia. Mankell tak pisze, iż czytelnik wie więcej niż bohaterowie zainteresowani odkryciem prawdy. W pewnym momencie odkrywa, iż wątek kryminalny jest ważny, ale nie najważniejszy, autor miał zupełnie inne zamiary. Cykl o Wallanderze przekonał czytelników, iż autor ma swój krytyczny stosunek do szwedzkiej polityki wewnętrznej, ocenia napływ imigrantów oczyma przeciętnego obywatela i mediów, obawia się pobłażliwości dla przestępców, którzy są coraz bardziej brutalni, demoralizacji dzieci i młodzieży. Tym razem zwrócił uwagę na chińską ekspansję widoczną na wszystkich kontynentach. Temat jest oglądany z paru punktów widzenia. Najpierw jest skromne nawiązanie do historii, potem naiwne zafascynowanie młodzieży europejskiej Czerwonymi książeczkami Mao pod koniec lat sześćdziesiątych, ale też porzucenie postaw lewicowych, by potem próbować rozgryźć to, co dzieje się obecnie w samych Chinach. W osobach rodzeństwa Hong i Ya-Ru dostrzegamy ideową komunistkę, która jest przerażona zaprzepaszczeniem ideałów i w konsekwencji budowania nowego społeczeństwa klasowego, oraz biznesmena, zamożnego człowieka, który bierze aktywny udział w chińskiej ekspansji gospodarczej. Pierwszym i najważniejszym celem staje się Afryka. Cóż z tego, że przypomina ona kolonizację z ubiegłych wieków, ale rękawiczki są białe. Hipotezy dotyczące przyszłości są zagadkowe i niepokojące. Ponieważ Birgitta spędza kilka dni w Pekinie i przy okazji kontynuuje swoje prywatne śledztwo, obserwujemy sposoby inwigilacji cudzoziemców. Zamiary Chińczyków są nieodgadnione, ich mentalność, łamanie praw człowieka trudno pojąć białemu człowiekowi. Państwo policyjne, komunizm z wolnym rynkiem - to wielka zagadka. Sam Ya-Ru jest tym, który nienawidzi kultury europejskiej za krzywdy z przeszłości, pogardę wobec innych ras, a nienawiść staje się jego obsesją. Autor nie zajmuje stanowiska tego, który wie i ocenia, lecz wyraża swój niepokój dotyczący przyszłych losów świata, lekceważenia problemu. Ponieważ książka zaczyna się wątkiem kryminalnym, pewne sprawy muszą zostać rozwiązane, tym razem w Londynie. Czy zadowolą czytelnika? Powieść ma kompozycję klamrową. Czy wilk jest symbolem ludziego nienasycenia, podstępu, korzystania z okazji? A może to tylko taki zwyczajny sposób, by podkreślić, że zwierzę przemierzające kilometry jest tylko elementem przyrody i świadkiem, który nie będzie zabierał głosu. Wielkim zaskoczeniem czytelniczym staje się fakt, iż jest parę głównych bohaterów na równorzędnych prawach. Vivi Sundberg nie będzie najważniejsza, w prowadzeniu interesującego czytelnika śledztwa, a Birgitta Roslin wcale nie jest wzorem detektywa, nawet domorosłego. Mankell dobiera na bohaterów w swoim wieku z ich zaletami i wadami, kryzysami. Powieść próbuje zasygnalizować problem naszych czasów przy okazji prowadzenia wątłego, ale cały czas obecnego śledztwa. Czy straszy chińską ekspansją widoczną w każdym kraju? Wiadomo, że każde państwo, każda firma chce być obecna w Państwie Środka. Liczą się pieniądze, zyski. A gdzie jest człowiek? ____________________ Henning Mankell, Chińczyk / Kinesen, przeł. Ewa Wojciechowska, wyd. I, s.608, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.
środa, 13 stycznia 2010
Kolejne wyzwanie zorganizowane przez Padmę jest zmierzeniem się z nowymi tematami bądź powrót do tych, które kiedyś się poznało. Krótki projekt czytelniczy to Amerykańskie Południe w literaturze XIX i XX wieku. Plantacje, niewolnictwo, wojna secesyjna i następstwa. "Matką Południa" nazywany był Charleston. "Domy plantatorów rozbrzmiewały śmiechem i muzyką,a ulice - stukotem kół powozów. Ten styl życia okupiony był pracą niewolników. W pewnym momencie do 350 000 rodzin w stanach południowych należało 3 miliony niewolników. Zwolennicy tego systemu z zapałem wskazywali na jego dobrodziejstwa. Zdaniem jednego z nich "zapewne nigdzie na świecie, w żadnym momencie historii nie istniały tak nieskomplikowane, delikatne, uprzejme i nacechowane szacunkiem stosunki między pracownikiem i jego chlebodawcą, jak między białym człoowiekiem z Południa i Murzynem".
(...) Przegrana w Wojnie Secesyjnej oznaczała koniec "Matki Południa". Charleston już nigdy nie był taki jak przed wojną. Plantatorzy, zmuszeni do płacenia swoim niewolnikom, bankrutowali. Rząd podzielił stare plantacje na dwudziestoczterohektarowe działki dla niewolników, którzy uzyskali wolność i prawo głosowania, natomiast biali wprowadzili system segregacji rasowej." (Na podstawie książki: Rand McNally, Podróże marzeń, przeł. Wacław Petryński, Świat Książki 1997, s.70; stąd pochodzi fotografia strony przedstawiająca rezydencję Drayton Hall zbudowaną w stylu palladiańskim oraz osiemnastowieczne Magnolia Gardens) Co przeczytam? Pierwszym z podanej na blogu listy będzie Chłopiec z Georgii Erskine Caldwella. Długoterminowe wyzwanie Nagrody literackie dotyczy wpierw takich nagród: Booker Prize, Nagroda Literacka Nike, Orange Prize, Goncourt Prix. Do 30 czewca należy przeczytać po jednej książce z trzech nagród. Z Literackiej Nagrody Nike zostały mi tylko: J. Olczak-Ronikier W ogrodzie pamięci, D. Masłowska Paw królowej i J.M.Rymkiewicz Zachód słońca w Milanówku, gdyż pozostałe kiedyś czytałam. Zacznę od powieści Bookera: Tajemnica rodu Hegartych Anne Enright i Ślepy zabójca Margaret Atwood. Moje listy nie są pełne, określiłam tylko swój start czytelniczy, reszta będzie zależeć od dostępności tytułów. Chętnie przeczytam recenzje innch książek czytanych przez uczestników wyzwań.
wtorek, 12 stycznia 2010
Zima daje się nam we znaki, a przecież trwa tak krótko. Nie można się nadziwić, że uporczywie sfruwające białe drobinki tak pracowicie pokrywają całą przestrzeń. Oto śniegowe bliźniaczki dostrzeżone w czasie spaceru.
Śnieg, śnieg, śnieg! Marsz gęsiego jest tu konieczny. Drzewa wzdłuż zamarzniętego strumienia łączącego się ze stawem wyznaczają drogę dla indywidualistów. Obok ślady psów i odważnych właścicieli.
Na rozmrożonej części strumienia, niemalże jak pingwiny, radzą dzikie kaczki. Nie sądzę, by były zadowolone.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Wpierw powstał Dom nad rozlewiskiem, a potem odcinanie kuponów od popularności, ale i utrwalanie swojej pozycji na listach bestsellerów i w mediach.
Powroty nad rozlewiskiem są wspomnieniami Basi, matki Gosi, która staje się narratorką tej części. Miało zacząć się od historii rodu szlacheckiego gdzieś na rubieżach zaboru pruskiego, nawet zamieszczono w książce stosowne drzewo genealogiczne z błędem, który wykryje czytelnik od razu, jednakże losy rodziny są przekazane pobieżnie, bez polotu. Lepiej przeczytać jakąś autentyczną historię znanego lub mniej znanego domu, bo wtedy poznamy więcej szczegółów tradycji, codziennego życia, mentalności. Sposób przedstawiania kolejów życia Basi przypomina gawędzenie przy kawie/herbacie, a więc jest powierzchowne, niepogłębione. Schłopiała inteligentko-szlachcianka prawi o swoich kolejnych mężczyznach, gotowaniu i świętowaniu. By osadzić treść w kolejnych latach PRL-u stosuje się tanie chwyty. Po prostu wymienia się przedmioty będące szczytem luksusu, modę (w pewnym momencie musi się pojawić B. Hoff jako inspiracja), wyjazdy do "demoludów", tu: Moskwy Wysockiego i Bułgarii, popularne, ulubione piosenki, ale też i łyk historii poprzez wieści z telewizji z komentarzem odbioru przez oświeconych obywateli. Książka okraszone jest wieloma przepisami kulinarnymi. Dla mnie to mało. Owe lata widziane oczyma Iwasiów w Bambino są o wiele bardziej wiarygodne i dramatyczne, a postacie nietuzinkowe. Cóż, popełniona lekka i plotkarska książka trafia do wielu niewymagających czytelników. Myślę, że wiele osób w trakcie czytania przypomina sobie tamte czasy, potakując: Tak, było Być może i Kobra w telewizji. Walorem jej może być zwrócenie uwagi na konieczność pielęgnowania tradycji świątecznych, co podoba się czytelniczkom zasiedziałym na obczyźnie (miałam taki wpis w komentarzach). W moim egzemplarzu miałam ołówkiem wypisane strony, na których były interesujące kogoś przepisy. W książce są wątki, które mogłyby być ciekawie rozwinięte (przy odrobinie talentu) jak np. historia Stanisława i jego przemiana. Cóż, lektura warta poznania w momencie jakiegoś kryzysu, załamania, potrzeby kontaktu z ludźmi.
W ostatniej części autorka wprowadziła dwie narratorki-kronikarki, jak je nazywa, Gosię i Paulę, przyjaciółkę Marysi, niemal przyszywaną córkę. Pewnie chodzi tu o to, by saga stała się bliższa nie tylko osobom w średnim i starszym wieku, więc Paula ma być symbolem podejścia do życia i poglądów młodych ludzi. Książka podzielona na pory roku kontynuuje... I to tyle na temat treści i tematów. Na pewno zachwyty i popularność cyklu jest jakimś fenomenem socjologicznym. Niektóre walory cyklu:
To co wymieniłam jako walory, dla innych czytelników przemienia się w wady.
Ilu czytelników, tyle opinii i wymagań odnośnie literatury zbliżonej do ideału. Autorka ma skłonności do wspomnień, więc już wydała już Fiołki na trzepaku. Czy zaspokaja w ten sposób potrzebę spojrzenia na doświadczenia codziennego życia w PRL-u po latach? Może wpisuje się w modę, która dopiero raczkuje? _____________________ Małgorzata Kalicińska, Powroty nad rozlewiskiem, s.304, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2007. Małgorzata Kalicińska, Miłość nad rozlewiskiem, wyd. I, s.350, Zyski i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2008. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||