O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
ADRES: nutta@gazeta.pl
![]() MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
![]() PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
![]() Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi
|
sobota, 19 maja 2012
- w 100 rocznicę zgonu "Prus nie ma biografii, należy do najszczelniej zakonspirowanych pisarzy, bo nawet jego oczy na portretach kryją się za ciemnymi szkłami" - to słowa Boya-Żeleńskiego napisane w 25. rocznicę śmierci. Teraz nie tylko biografia wielkiego realisty jest lepiej znana, lecz i adaptacje filmowe na podstawie jego powieści przybliżają twórczość.
"Młodzian Głowacki Aleksander, obyczajami wzorowymi zalecający się, wieku lat 18 liczący, po ukończeniu całkowitego kursu nauk w Szkole naszej [gimnazjum lubelskie], pragnąc przekonać nas, jaką korzyść z takowych odniósł, wypracował pod naszem okiem i bez obcej pomocy rozprawy w języku polskim i łacińskim na temata przez nas zadane. Gdy w ten sposób dowiódł tak umiejętnego władania obu językami, jak i dostatecznej dojrzałości umysłu, poddany został ustnemu egzaminowi, na którym okazał postępy następujące:" - tu następuje wyliczenie ocen, czyli celujących 13 ( w tym 10 z nauk ścisłych) i dostatecznych 9. Był rok 1866. Jego droga do literatury wiodła zawiłymi meandrami, bo zaczęła się od studiów matematyczno-fizycznych w Szkole Głównej, by zaprowadzić go do "Kuriera Świątecznego" i pierwszej humoreski "Jana w Oleju". Potem współpraca z prasą się rozwijała, a do uprawianych gatunków dziennikarskich doszły jeszcze słynne felietony. "Humor polega "na sumiennym oglądaniu rzeczy,co najmniej z dwu stron: dobrej i złej, wielkiej i małej, ciemnej i jasnej. Dla optymisty każdy człowiek jest porządny, dla pesymisty każdy człowiek jest podejrzany; humorysta zaś, który bada ludzi wszechstronnie, w każdym człowieku widzi coś porządnego i łajdackiego."
Sylwetka pisarza chętnie była wykorzystywana przez karykaturzystów. "P. Bolesław Prus mówił wiele, popijał jeszcze więcej" - karykatura z "Muchy", 1877. "Był wtedy młody, miał około trzydziestki, wesoły aż niekiedy do pustoty, naturalny i szczery. Takim pozostał do końca." - ze wspomnień Adama Brezy. Na nowele i powieści trzeba było jeszcze poczekać. Dojrzał wreszcie, by stwierdzić: "Piękna to rzecz krytykować, ale piękniejsza robić samemu. Ja zaś chciałbym zostawić coś po sobie; a że już zaczynam orientować się w beletrystyce, więc zamiast krytyk wolę napisać kilka powieści z wielkich pytań naszej epoki." Zachowały się nie tylko rękopisy pisarza, lecz i maszynopisy, bo nie unikał nowinek technicznych. Praca dziennikarska, znajomość ludzi to dziedzictwo, z którego potrafił korzystać.
Z legend dawnego Egiptu jest wzorem kompozycji i pracy nad gradacją napięcia. Janko Muzykant wyróżnia się znakomitą sceną wpisania pragnień, wątpliwości i przeżyć w omamy świata przyrody. Placówka, Anielka, Emancypantki, podobnie jak nowele i opowiadania, wzmagają zainteresowanie ważkimi sprawami społecznymi. I królowie jego twórczości, Lalka i Faraon, z których wyłuskuje się wciąż nowe treści. Marek Krajewski, współczesny autor kryminałów, powiedział, że wciąż na nowo czyta Lalkę, by zobaczyć jak genialnie wpisuje się miasto w ciąg wydarzeń. Krzysztof Rutkowski, eseista, filolog, zainteresował się pobytem Wokulskiego w Paryżu. "Wokulski pojechał do Paryża po śmierć, której nie zaznał, i po życie, które go odbiegło w drodze. Wokulski jechał do Paryża z cieniem, z powidokiem, czyli ze Starskim, o czym powiedział Rzeckiemu doktor Michał Szuman, szaman, który wiedział wszystko." - to początek oryginalnego spojrzenia na wątki wielkiej powieści. "Lalka jest powieścią o Warszawie, ale wypełnia się sensem z powodu Paryża." Z kolei Faraon był zaskoczeniem, podejrzewano nawet pisarza o chęć zmierzenia się z Sienkiewiczem. Znany był przecież jego pogląd "...jeżeli mi kto za pomocą Rzepichy odwraca uwagę od cywilizacji, to jest zbrodniarzem, przestępcą przeciwko narodowi." Tymczasem tutaj dotknął innego tematu. "...jak silnie temat państwa pochłonął Prusa, świadczy to, że ów piewca głównie życia codziennego i szarego człowieka dał w Faraonie nie tylko wysokiej wartości powieść własną, ale jedyną chyba w literaturze światowej wielką powieść o mechanizmie polityki i władzy" - napisała Maria Dąbrowska. Przedwczesna śmierć pisarza przerwała pracę nad inną wielką powieścią, ledwo zaczętymi Przemianami. Na nagrobku Bolesława Prusa na Powązkach wyryto napis "Serce serc" w uznaniu szlachetności celów, działalności społecznej, powszechnej sympatii, tymczasem stał się też sercem literatury polskiej. ____________ Wykorzystane cytaty z książek: Edward Pieścikowski, Bolesław Prus, PIW, Warszawa 1977. Krzysztof Rutkowski, Wokulski w Paryżu, Wydawnictwo Słowo/ obraz, terytoria, Gdańsk 2010. Fotosy z filmów Lalka i Faraon
środa, 16 maja 2012
Jest jeszcze i drugi wątek, znacznie ciekawszy, to historia Lisy Kózki, alias Elisabeth-Lieschen-Liesel Widmann, Ilse Bahlow, a właściwie Elżuni Szumacher, gdyż sięga perfidnej działalności Lebensbornu w czasie II wojny światowej polegającej na zabieraniu polskim rodzinom małych dzieci o cechach nordyckich i oddawaniu ich do adopcji rodzinom niemieckim. Losy drugiej bohaterki przeplatają się z wątkami współczesnymi francuskiej Polki i również zostaną doprowadzone do willi "Klara". Wojna widziana z oddali oczyma nowej Niemki, a potem sprawy powojennych win mogą wydawać się płytkie, niepogłębione, ale i na to odnajduje się wytłumaczenie - to sama Lisa opowiada swoją historię babci Annie i po raz pierwszy ma słuchacza, któremu może wyspowiadać się ze swojego życia. To ona jest tytułową matką lalek, bo każda wyznacza kolejne etapy jej życia. Smutna i łzawa historia, a przecież wpisująca się w losy ludzi, których ścieżki życiowe zboczyły w innym kierunku wbrew ich woli. Na pewno to również znakomity temat na inną powieść psychologiczno-obyczajową poprowadzoną od wojny do lat np. siedemdziesiątych. Powieść Moniki Szwai może się podobać, bo ostateczna wymowa jest optymistyczna, z dużą dozą humoru w jednej z opowieści. Z postaciami czytelnik się zaprzyjaźnia, stara się zrozumieć ich problemy. Obie najważniejsze postacie łączy sprawa utraconej tożsamości, bilans zysków i strat, którego wartości tak naprawdę nie można jednoznacznie przyjąć. Każdy tę powieść będzie odbierał poprzez własne priorytety życiowe, empatię względem drugiego człowieka. Taka to słoneczna lektura czasami zasnuta czarnymi chmurami. Zdjęcia z internetu: fotografia z Krzeszowa jest autorstwa Daniela Baranka, dom na Île-de-Sein ze strony internetowej wyspy, autor korrigana - nieznany.
poniedziałek, 14 maja 2012
Kolejna powieść z epoki starożytnego Rzymu dzieje się w latach 181-182, gdy na czele cesarstwa stanął rodzony syn Marka Aureliusza - Kommodus, tytułujący się Imperator Caesar Aureluis Commodus Antoninus Augustus. Należał do najmłodszych cesarzy (młodszy był Neron). Był postawny, dobrze zbudowany, miał regularne rysy twarzy, oczy pełne blasku, włosy jasne o złocistym odcieniu, z natury faliste; policzki pokrywał pierwszy puch zarostu. Lubił taniec i śpiew, a jego skłonności godne Nerona i Kaliguli miały się dopiero ujawnić. Na dworze mocną pozycję posiadł prefekt pretorianów Perennis i on faktycznie zajmował się sprawami imperium. Bardzo męska to powieść, w której jest mało miejsca dla kobiet. Anthony Riches przy okazji kreślenia losów młodego Rzymianina opowiada o zasadach funkcjonowania legionów, kawalerii i służb pomocniczych, tzw. auxiliaries, które przebywają dłużej w jednym miejscu, zapuszczają korzenie, chłoną lokalną tradycję i zwyczaje. Sięga do obrazów codzienności żołnierskiej służby, nawiązywania więzi, przyjaźni, szacunku, odpowiedzialności, ale i urazów, nienawiści, zdrad, korupcji. Starożytni żołnierze stają się zrozumiali dla współczesnych poprzez ukazanie zasad wprowadzania dyscypliny, komendy, prostej brutalnej mowy, aluzje seksualne, działania. Brud, brutalność wojny, odór śmierci, masakry w bezpośrednich starciach, mrożące krew w żyłach decyzje wyboru honorowej śmierci lub zwycięstwa, są ukazane bez owijania w bawełnę. Sceny batalistyczne, w tym ta nazwana Bitwą Utraconego Orła, kreślone są z rozmachem, realistycznie i obrazowo. Do tego sylwetki fikcyjnych bohaterów, żywych ludzi, takich jak Dubnus, Morban, Antenoch, centurion Marcus, który nabywa doświadczenia bojowego i zyskuje szacunek podwładnych, są tak konstruowane słownie, że pozwalają zżyć się z nimi i uczestniczyć w życiu obozowym, brać udział w bitwach, nie wiedząc, co przyniesie im starcie z nieprzyjacielem. Ciekawe są też skomplikowane relacje między wieloma postaciami pierwszo- i drugoplanowymi ukazanymi w powieści. Trudno oceniać język autora na podstawie tłumaczenia. Nie sprawia on jednak trudności, gładko kreśli koleje losów IX centurii i jej przyjaciół oraz nieprzyjaciół, jednak niektóre terminy były zbyt współczesne (np. nazwa kelner, choć czynność oczywista i nieobca; styl wzniosły istnieje obok soczystych powiedzeń potocznych). Dołączone mapki z nazwami fortów przy Wale pozwalają zorientować się w miejscach wydarzeń. Zabrakło mi jednak słowniczka użytych wyrazów łacińskich, funkcji, do którego czytelnik mógłby stale zaglądać. Fabuła powieści ciekawa, akcja prowadzona jest nierównym tempem, co może zrazić część czytelników. ______________________ Anthony Riches, Honor patrycjusza / Wounds of Honour, przeł. Urszula Ruzik-Kulińska, s.432, Bellona, Warszawa 2012.
niedziela, 13 maja 2012
Trzynastego, niech i w maju jest wiosna. "...chwycił tygielek (...) i zabrał się za parzenie kawy. Przyglądał się, jak grubo zmielona, czekoladowa kawa rozpuszcza się wolno w wodzie, tworząc gęsty, czarny syrop."* Kawa domowa, kawa w kawiarni - gdyż ważne jest oddziaływanie na zmysły. *** Jak wiadomo, ukazał się kolejny, letni numer kwartalnika "Książki". Zawsze zaczynam od kartkowania, by wyłowić "swoje" artykuły. Tym razem takich nie znalazłam. To, według mnie, najsłabszy numer magazynu. Owszem, przeczytałam większość tekstów, pooglądałam obrazki z podpisami, w trakcie lektury brałam żywy udział w rozpoznawaniu koncepcji artykułu, doboru materiału, zgadzałam się, zastanawiałam się lub negowałam - po przejściu do następnego wiedziałam, że nie pozostawi trwałych śladów w postaci dążenia do kontynuacji znajomości z tematem. Może kolejny, jesienny numer będzie ciekawszy. *** Listę nominowanych do nagród czytam z ciekawością, by sprawdzić nie tylko to, czy coś z listy czytałam, ale przekonać się, czy znam przynajmniej tytuły lub autorów. Literacka Nagroda Nike rozdała pierwsze karty. Widać, że pisanie powieści nie jest w Polsce umiejętnością, którą możemy się chwalić poza granicami. Saturna Jacka Dehnela na pewno przeczytam, bo stoi cierpliwie na półce. Jeżeli drugim kandydatem jest Drwal Witkowskiego to dowód, że komisji trudno było wybrać książkę z tej dziedzinie literatury. O nominowanych zbiorach opowiadań się nie wypowiadam, bo nie znam. Za to w pozostałych kategoriach są wybrane naprawdę interesujące utwory. Szczególnie cenię sobie nominowanych autorów biografii ze wskazaniem na Andrzeja Franaszka. O Miłoszu, opasłym tomie, jeszcze nie pisałam na blogu, ale czytałam interesujące mnie fragmenty. Wiele dobrego pisano o Korczaku Joanny Olczak-Ronikier. Interesujący wybór reportaży, esejów również zwraca uwagę. W dziedzinie poezji pojawiły się uznane nazwiska. Jak wybrać tę jedną książkę roku? *** "Literatura - to nie jest tylko to, co pisze pisarz, nie jest to też krąg pojęć i mentalność pisarzy; literatura sama w sobie jest światem i jest to świat tak rzeczywisty i nieuchwytny, jak układ słoneczny ze wszystkimi prawami, z atmosferą, stratosferą, z planetami - świat, którego prawdziwych miar nie znamy, jedynie podejrzewamy, że jest nieskończony. Ten, kto wchodzi do tego świata, dowiaduje się, że to, czego uczył się na Ziemi, nie jest już teraz takie ważne. Inaczej będzie oddychał, inaczej bije mu serce w atmosferze tego budzącego niepokój świata, inaczej żyje i umiera, wedle praw zagadkowego gwiazdozbioru. Uważaj, wędrowcze; ten świat nie jest całkiem bezpieczny."** ____________ *Christos Tsiolkas, Klaps, przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwo Replika 2012., ss. 279 i 263. **Sandor Marai, Niebo i ziemia, przeł. Feliks Netz, Czytelnik 2011, s.159.
czwartek, 10 maja 2012
Słowa układają się w ciąg będący zwyczajną konstatacją sytuacji i obserwacji, wchodzi czasami w patchwork składający się z zaskoczeń pociętych i na nowo utworzonych związków wyrazowych oddających szerszą interpretacją zjawiska, spostrzeżenia, przechodzi przez zwyczajną wyliczankę, by wykorzystać język kolokwialny lub zgoła pojęć z interesujących ją w tej chwili dziedzin naukowych. Ta różnorodność warsztatu nie ma w sobie nic ze sztuczności, gdyż oddaje jasno myśl poetki, zostawiając miejsce na własny odbiór czytelnika, który nie potrzebuje komentarzy znawców języka i teorii literatury. Nad tekstami unosi się duch pogodzenia się z nieuniknionym, humoru, ironii, także przekory. "Życie - jedyny sposób, Można obrastać w w dobrobyt, majątek, w piórka - na to trzeba czasu, zabiegów, tymczasem obrastanie liśćmi wydaje się być pogodzeniem ze światem. Zdumienie wywołuje fakt, iż można głaskać psa albo być głaskanym - to decyzja niepojęta, niezależna od człowieka. Poetka nie podaje, kto jest tym decydentem, nie rozważa czegoś nieodgadnionego. To przypadek - podkreśla w najbardziej wyrazistym wierszu zbioru. Kim jestem? - to pytanie, które tkwi u zarania dziejów, rozważań religijnych i filozoficznych. Życie = woda. Przecież nie bez przyczyny najstarsze osady budowano w pobliżu wody. Jest dobrodziejstwem, ale i zagrożeniem. Jednak jest też wykorzystywana do przysłowiowego pisania palcem po wodzie. Nie bez przyczyny to co problematyczne,niejednoznaczne kojarzy się z wieżą Babel. "Cokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek się działo, "Droga za drogą, Po prostu labirynt. Wyjście jest zakończeniem zadania. I znowu nie człowiek decyduje o końcu.
"Nie obciążone pamięcią o niczym,
Od spraw ogólnych, warunkujących istnienie każdego przechodzi się do jednostki, nawet skargi: "Wówczas uśmiecha się z politowaniem, Człowiekowi pozostaje portret bliskiej osoby kreślony z pamięci. Dopasowuje szczegóły wyglądu, rekwizyty, tło. Czasami po trudach życia spotyka siebie. Jak wypada konfrontacja kilkunastoletniej dziewczyny i dojrzałej kobiety? Co je łączy?
Przechowuję go jeszcze." Pamiątki są zawsze zwyczajne, bez wartości materialnej, ale za to mają nieocenioną wartość sentymentalną. Tu był szalik, dla innych ludzi może to być stare zdjęcie, ulubiona, trochę nadtłuczona filiżanka. Drobiazg, który zawsze można zabrać ze sobą, gdy pospiesznie opuszcza się dom. "Jednostronna znajomość między mną a wami
wtorek, 08 maja 2012
"To wszystko działo się na terenie miasta Rzym w roku 691 i 692,1 za konsulatów Marka Tuliusza Cycerona i Gajusza Antoniusza Hybrydy oraz Decymusa Juniusza Sylana i Lucjusza Licyniusza Murey." - kończy pewien etap wspomnień główny bohater, Decjusz Cycyliusz Metellus. Cofa się w czasie, do ostatniego roku republiki, jak podkreśla, kiedy pełnił funkcję kwestora, najniższy z obieralnych urzędów, odpowiadając za skarbiec ulokowany w świątyni Saturna.
W poprzednim wpisie na temat pierwszego tomu (Śledztwo Decjusza) napisałam, iż jest on kryminałem historycznym, teraz jednak bym się zawahała, ponieważ zbrodnie oraz odkrycie nielegalnego składu broni w świątyni Saturna służą tylko powolnemu wchodzeniu Decjusza w krąg spiskowców, by przejrzeć ich zamiary i poznać prawdziwych protektorów Lucjusza Sergiusza Katyliny. Trop kryminalny będzie jednak istniał w powieści i będzie stopniowo wyjaśniany. Wartość powieści Johna Maddoxa Robertsa tkwi w umiejętnym przybliżaniu życia Rzymian. Główny bohater i narrator jako człowiek o odpowiednich koneksjach rodzinnych i towarzyskich ma możliwość uczestniczenia we wszystkich najważniejszych wydarzeniach stolicy imperium. Muszę przyznać, iż autor dba o właściwe proporcje w fabule, by akcję zatrzymywać, a potem nadawać jej tempa, opisać, podać ciekawostkę obyczajową. Wpierw jest to wielki triumf Lukullusa, który wbrew jego zawistnikom staje się niesamowitym widowiskiem i przedsięwzięciem logistycznym. Aby go odprawić trzeba było zyskać zgodę senatu, a zanim to się stało, trzeba było zatrzymać się przed murami Rzymu, bo uzbrojone wojsko nie miało prawa wejścia. Lukullus, zwycięzca nad Mitrydatesem i Tigranesem, miał towarzystwo innych wodzów i legionów, którym aż takie szczęście jeszcze nie dopisało. Mógł wreszcie wkroczyć, prezentując bogate łupy wojenne, niewolników (do tej roli angażowało się chętnych, bo nikogo nie stać było na utrzymywanie ich, gdy długo czekało się na zgodę triumfu), na platformach prezentowane były malowidła ze scenami walk. Żołnierze, bez broni ostrej, ubrani w śnieżnobiałe tuniki z wieńcami na głowach szli przy dźwiękach muzyki. Sam Lucjusz Licyniusz Lukullus Pontikus w szatach koloru purpury tyryjskiej z wieńcem laurowym, twarzą i dłońmi pomalowanymi na czerwono, dzierżąc berło i gałązkę oliwną, jechał rydwanem. Za nim stał niewolnik i szeptał do ucha: "Pamiętaj, że jesteś śmiertelny". Opis przemawia do wyobraźni, więc nie mogłam oprzeć się pokusie zaprezentowania paru szczegółów. Myślę, iż takie informacje plastycznie podane mogą wzbudzić zaciekawienie czytelnika. Potem jeszcze uczta wydana przez wodza, która, jak i inne,miała przejść do historii. To początek powieści, która kryje w sobie i inne niespodzianki takie jak opowieść o uroczystości Październikowego Konia, rywalizacji dzielnic miasta o palmę pierwszeństwa. Decjusz ma okazję zmierzyć się ze swoim odwiecznym wrogiem, walcząc o zwycięstwo, honor i życie. Jest jeszcze ciekawa wyprawa do Circus Maximus, spotkania z uznanymi ludźmi: Cyceronem, Katonem, Krassusem, Katullusem, Cezarem. Wiele tu też odwołań do funkcjonowania Rzymu, lecz nie podanych w formie wykładu. Trochę uwag o społeczności, np. "...kobiety z wyższych klas bywały często lepiej wykształcone od mężczyzn. (...)Wielu panów nie życzyło sobie, by ich kobiety hołdowały tej modzie. W końcu, jeśli ktoś chciał mieć osoby wykształcone,mógł je sobie kupić. Prawdę mówiąc, wykształcona kobieta nie miała w domu zbyt wiele do roboty. Nie było już sensu siedzieć i tkać jak Penelopa. Niewolnicy zajmowali się domem, a niańki wychowywaniem dzieci. Kobietom nie wolno było praktykować zawodów prawniczych, uczestniczyć w życiu politycznym ani wstępować do legionów. Jedyną alternatywą było zostać uczoną lub zachowywać się skandalicznie; niektóre z pań robiły jedno i drugie." Jak widać sporo smakowitych ciekawostek o życiu codziennym Rzymianina i bogatej Rzymianki odnajdujemy w tekście, jednak zadaniem powieści jest stopniowe odkrywanie zamierzeń spiskowców, którzy, niezadowoleni z braku perspektyw awansów w obecnych układach politycznych, pragnęli przejąć władzę. Historia jasno wskazuje na zakończenie spisku związanego ze słynnymi mowami wygłoszonymi przez Cycerona, urzędującego konsula:
Epoka Cycerona i Cezara ukazana w sposób zbeletryzowany jest warta poznania. Sposób pisania zachęca do czytania, gdy nie przeszkadza nam dosyć wątła nić akcji łatwej do przewidzenia. Popularyzacja historii - niezastąpiona. ______________________ John Maddox Roberts, Sprzysiężenie Katyliny / The Catiline Conspiracy, przeł. Ewa Wierzbicka, s. 344, Bellona, Warszawa 2012. 1 Według współczesnej chronologii historycznej to 63 r. p.n.e.
niedziela, 06 maja 2012
Nie wiem, jak w Portugalii pachną bzy i konwalie kojarzące mi się zawsze z polskim majem. Patrząc jednak na te nasze rozkwitające bujnie kwiaty, czuję potrzebę urozmaicenia dźwiękowego, wtedy jest to przeżycie oprawione muzyką. Mam pełny obraz szczęścia w pięknej ramie.
Jak oddać słowami akordy instrumentów, głos, który staje się jednym z nich, ale też ma siłę przekazu treści (Niestety, niestety, niedostępnej dla kogoś, kto nie zna języka hiszpańskiego lub portugalskiego.). Ponieważ muzyka potrafi przekraczać granice językowe, i tu można sobie poradzić. Sugestie, proste skojarzenie z obrazem, który przywołujemy, który zostanie nam podpowiedziany są przewodnikiem. Tęsknię jednak za dołączonym do niektórych płyt tłumaczeniem tekstów. Autor kompilacji muzycznej, Marcin Kydryński, tłumaczy się ze zbyt wąskiej ścieżki muzycznej Siesty 7, lecz uważam, że każda przecinka, nie tylko leśna, wiedzie i kusi dźwiękami, prowadzi meandrami dróg Alfamy, nadmorskimi bulwarami, brzegiem morza, przestrzeniami przy klimatycznych knajpkach francuskich, luzytańskich, po prostu drogami muzycznej tęsknoty i radości krajów latynoskich, frankofońskich. Kompletnym zaskoczeniem był ZAZ przekomarzający się chórkiem zgromadzonego towarzystwa, dźwięki skoczne, rozedrgane, pełne zadziornosci w głosie, zachęcające do orgii tanecznej do upadłego. Głos Paulo de Carvalho wibruje z gitarą, świat fado, bossy Marii Gadu, flamenco Buiki spotka się z rytmami tanga z cudownymi dźwiękami akordeonu, fortepianu i skrzypiec wysuwających się na plan pierwszy z tradycyjnej orkiestry. Do tego niezwykłe duety okraszają ten album. Wyjątkowa uroda nastroju w piosence Pedro Moutinho & Mayry Andrade prowadzi do kolejnego, jakby od niechcenia, sprytnego i wypracowanego niechcenia, wręcz odśpiewywania, przywołującego do towarzystwa i wspólnego lotu dźwięków Costy Neto & Sary Tavares. A co napisać o duecie Omary Portuondo & Richarda Bono? To podobno kołysanka. Głosy wznoszą się ku światłu zachodzącego dnia, a może tylko pozostałego przed zamkniętymi oczyma. Stąd tylko krok do kojących dźwięków artystów z Kamerunu, którzy potrafią dosypać ostrych przypraw do łagodności ukojenia. Co zapowiada ostatnie, krótkie nagranie Pedro Anzara? Co sugeruje jego Polichinella? Okładka z refleksami rzucanymi przez zachodzące słońce, które w innym miejscu tańczą na wodzie, kieruje też uwagę ku miejskim kontrastom światła i cienia na ulicach, zaułkach lub w przejściach podziemnych albo ku kolorowym lampionom. Pięknie.
wtorek, 01 maja 2012
Gdy czyta się teksty Mariusza Szczygła o losach czeskich artystów-dysydentów, zawsze natrafia się na informacje o prześladowaniach wymuszających konieczność pracy fizycznej, wykonywania wielu zawodów, toteż nasuwa się myśl, iż ta różnorodność kontaktów poszerzona o wyjątkowy zmysł obserwacji realiów i paradoksów pomagała tworzyć prozę nietuzinkową. Często, tak jak w przypadku Buksy, wpierw zaistniała sława opowieści przy piwie, potem zachęta debiutu. Posłowie Violi Fischerovej przybliża czytelnikowi twórczość tego oryginalnego pisarza literatury humorystyczno-satyrycznej, który w 1959 roku debiutował w trzecim numerze "Plamenu" niezapomnianym opowiadaniem Kłobuk brukarza Houski zamieszczonym następnie w zbiorze Straszydła na co dzień. Czytelnik zaskakiwany jest na każdym kroku współistnieniem komunistycznej, biurokratycznej i partyjnej rzeczywistości z komentarzami do tego odtworzonego starannie świata poprzez zaskoczenie w formie wprowadzonych postaci jakby z innego wymiaru, zachowań, wypowiedzi służących osiąganiu sytuacji groteskowych. Zwykły szary Mikulaszek, księgowy z działu płac, z którym nikt się nie liczy, ma okazję zaistnieć i wywrzeć wrażenie na innych, kiedy otrzymuje pierścień zamieniający człowieka w niedźwiedzia. Pozorna baśniowość Silnej osobowości ma zobrazować drwinę losu po podjęciu prób zmierzenia się z prawami silnej jednostki. Niemiły bohater nie jest żadnym księciem z baśni, więc musi pogodzić się na pewien czas z miejscem, w którym się znalazł. Administrator Pryszczak mieszka w zamku, zajmując się oprowadzaniem wycieczek. Z wypowiedzi żony wynika, że nie należy do szczęściarzy życiowych, ponieważ administracyjnym nakazem nieraz był zmuszony do przeprowadzek. Co się zmieni, gdy spotka się oko w oko z duchem Białej Damy wrażliwej na zasady savoir-vivre? To zdarzenie wymaga poinformowania zwierzchników Departamencie Ochrony Zabytków Kultury oraz przyjęcia komisji składającej się z historyka sztuki i psychiatry. W świecie empirycznym nie ma miejsca na aktywność duchową.
Zdarzenie nadzwyczajne można spotkać również w jednostce wojskowej. Duch w latrynie, którą można się poszczycić przed kontrolującymi przełożonymi? Komu to potrzebne? Kłobuk brukarza Houski jest perłą wśród zamieszczonych tekstów. To satyra na socjalistyczny system pracy i zakładane normy produkcyjne. Wykluty z jaja kurczak zmusza leniwego brukarza do niespotykanego u niego ani u innych robotników wysiłku, by pomnożyć jego pensję. Ta pracowitość wielu osobom i tzw. czynnikom nie jest na rękę. Ballada o Poddaszniku ma pewien charakter opowieści detektywistycznej z morałem. Obowiązek, naiwność, zemsta - to słowa-klucze fabuły. Cykl zamyka Kokesz spotkany w miejskich kanałach, który chce się jeszcze wykazać zbrodniczymi talentami. Tu znowu Karel Michal wkracza w smutny świat dziennikarski. Zetknięcie się z postaciami nie z tego świata nie wywołuje u bohaterów szoku, histerii, najwyżej zaskoczenie, zdziwienie oraz chęć ogarnięcia sytuacji, racjonalnego wytłumaczenia. Czasami jest niewygodnym wyrzutem sumienia, wydobyciem moralnej nędzy, obłudy, strachu przed ludźmi, zwierzchnikami. Zapisałam tylko ogólne informacje o tematyce kolejnych opowiadań, których siła tkwi w języku, obnażaniu ludzkich zachowań, lęków, czasami parodiowaniu planów, konformistycznych postaw, ludzkiej głupoty kryjącej się pod płaszczykiem mądrości. Karel Michal to mistrz gawędy, dialogu oraz wplatania zdań oceniających, obrazujących sytuację, czasami o charakterze aforyzmów, operujących humorem słownym. Znakomita lektura. Przykłady stylu Karela Michala: Ogarnęła go fala żalu z powodu okrucieństwa losu. Załamany usiadł na sedesie, złożył łeb w łapach i zbierał w sobie siłę moralną. Osunęła się na tapczan i siadła na otwartej książce, jak kupka nieszczęścia, ale jednak dość pokaźnego nieszczęścia. - Święty Tadeuszku, ratuj przed zjawą piekielną - mamrotał proszalnie, a zaraz potem dorzucił coś, co lepiej przemilczeć, ponieważ dotarło do niego, że posąg nie jest świętym Tadeuszem, lecz zasłużonym burmistrzem Pragi, doktorem praw Janem Podlipnym. ______________________ Karel Michal, Straszydła na co dzień / Bubáci pro všedni den, przeł. Dorota Dobrew, s. 164, Wydawnictwo ATUT, Wrocław 2008.
niedziela, 29 kwietnia 2012
"Jego małżonka (...) przezornie podała mu do śniadania czarną kawę. Dla niej sytuacja była jasna. Albowiem kolejne cenne doświadczenie, przekazywane w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie, uczyło, że podanie mężczyźnie w pewnych okolicznościach kawy z mlekiem może oznaczać domową katastrofę."1 *** Koniec kwietnia, świąteczne majowe dni, to okazja do spacerów nie zawsze utartymi szlakami. Najważniejszy jest cel, na przykład najwyższe wzniesienie na dosyć płaskim terenie - 261 m.n.p.m. W drogę. Ścieżkami, drogą i miedzą wśród pól.
Zmierzałam do ruiny, którą budowla była od zawsze. Zaplanowana w pierwszej połowie XIX wieku kaplica w stylu neogotyckim poświęcona świętemu Florianowi nigdy nie została ukończona, gdyż fundatorka, hrabina Eufenia Renard, prawdopodobnie zmarła. Wokół tego miejsca narosło trochę legend, nawet jedna oparta jest na motywie śpiących rycerzy św. Jadwigi śląskiej. Wzgórze, podobno kamieniołom wapnia, rozlokowane wśród pól jest zaciszne, a zielone chaszcze otulają niszczejącą budowlę. Jest to raj dla ptaków i owadów i..., jak widać, na jednym zdjęciu, miejsce spotkań podejrzanych osobników, którzy przynieśli jakąś starą kanapę, palą ogniska, zaśmiecają teren butelkami oraz napisami (podobno zostali już przepłoszeni przez policję). Na pocztówce z lat 1925/27 widać, że mury były bardziej okazałe, ale natura przyczyniła się do ich likwidacji. Taki będzie kiedyś koniec i tej zachowanej wieży.
Jeszcze widok ze wzniesienia na wieś i dalsze okolice. Miłych weekendowych i majowych spacerów, wypraw, a przede wszystkim odpoczynku.
_____________ 1 Karel Michal, Jak Pryszczaka spotkało szczęście [w:] Straszydła na co dzień, przeł. Dorota Dobrew, Wydawnictwo ATUT 2008, s. 31
piątek, 27 kwietnia 2012
W ostatnich miesiącach o historii w szkole się pisało, dyskutowało, a nawet pojawiły się historyczne dodatki do gazet lub nowe miesięczniki. Mimo że historia dotyczy spraw minionych, to jednak okazuje się ważna nie tylko z powodów poznawczych, erudycyjnych, wręcz patriotycznych, ale też jako bodziec skłaniający do spojrzenia na teraźniejszość, kształtowania świadomości zmienności świata. Miłośników historii, znawców wybranych epok nie trzeba przekonywać do pożytków płynących z poznawania i badania przeszłości, jednak młodych ludzi trzeba zachęcać do odkrywania śladów przeszłości. Młodzieżowe powieści historyczne, starannie wydawane książki popularnonaukowe mogą pełnić misję skłaniającą do rozwijania zainteresowań historycznych. Wymagają przystępnego języka, unikania archaizmów, słowniczka wyjaśniającego słownictwo specjalistyczne.
Autor sięgnął do początków państwowości, Polski sprzed zjazdu gnieźnieńskiego. Wprawdzie głównym motorem działań okazuje się zapewnienie bezpieczeństwa cesarskiego posła do księcia Bolesława, to jednak ważniejsze dla fabuły staje się ukazanie funkcjonowania grodu Bnin, życia mieszkańców w czasie pokoju i niebezpieczeństwa. Wpierw jednak prowadzi wątki paroma torami, by połączyć je we wzmiankowanym grodzie. Z niewoli germańskiej ucieka Hans, czyli Janek, Leszek uczy się umiejętności potrzebnych przyszłemu wojowi, siostrzyczka irytuje się, że jest tylko dziewczyną choć lepiej strzela z łuku niż brat, Wikingowie mają pełnić ważną rolę ochronną traktów przed rozbójnikami, a wśród nich jest rudowłosa córka jarla, Dis. Tomasz Kruczek połączył tematykę obyczajową średniowiecza z opłotkami wielkiej polityki i możliwością przeżycia przygody przez dziecięcych bohaterów. Czy mu się udało? Powinien ocenić to młody czytelnik. Na pewno fabuła nie przypomina Znaku orła i Gniewka, syna rybaka, lecz, tak jak wspomniane, opiera się na wskazywaniu wartości. Zaspokaja też potrzebę poznawczą życia codziennego w początkach państwa piastowskiego, jednak przygoda do punktu kulminacyjnego prowadzi różnym tempem. Zdarzenia są wyraziste i nie utrudnią kojarzenia ich i łączenia w jedną logiczną całość. Język współczesny z niezbędną terminologią wprowadza w świat intryg historycznych. Na pewno to była dobra decyzja, gdyż nadmierna archaizacja wypowiedzi utrudniałaby odbiór powieści. Bitwa o gród Sędziwoja ma formę opowieści w innej opowieści, która klamrowo spina tekst. Piszący kronikę mnich Tomasz opowiada tę historię swoim siostrzeńcom-uciekinierom, którzy zapragnęli przeżyć przygodę w nieznanym im świecie. Forma gawędy zachęca do wsłuchania się w dźwięki puszczy, poznania miodu z leśnych barci, usłyszenia szczęku broni. Zastrzeżenia mam do formy graficznej książki. Na okładce niepotrzebnie dominuje dziewczyna, gdyżby przykuć uwagę chłopców, powinna mieć na pierwszym planie chłopięcych bohaterów. Czarno-białe rysunki są ciekawe, lecz bardziej przyciągałyby uwagę podkolorowane, ponieważ dzieci do takiej formy książek są przyzwyczajone już w szkole. Zapis ten jest wynikiem konsultacji z młodym odbiorcą. Czy jednak nastoletniego czytelnika odstraszy strona graficzna, gdy czeka go spotkanie z polskim średniowieczem, broniącym się grodem, przyjaźnią? Przygotowywane są kolejne tomy Kroniki Łowców Przygód: Zgliszcza, Ostatnia bitwa Wikingów, Miecz wśród piasków, Mgły nad Głogowem. ______________________ Tomasz Kruczek, Bitwa o gród Sędziwoja, wyd. I, s. 268, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2012. Kroniki Łowców Przygód. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||