| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
O autorze
Zakładki:
ADRES: nutta@gazeta.pl
NOTES peryferyjny
PRZECZYTAŁAM - 2009
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KSIĄŻKACH
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
piątek, 20 listopada 2009

Pani Kalicińska uporczywie trzyma się listy bestsellerów (Dom nad rozlewiskiem, Powroty nad rozlewiskiem, Miłość nad rozlewiskiem). Czy wybrzydzać, wskazywać mankamenty, obrażać zafascynowanych czytelników? Pewnie polski czytelnik potrzebował tego typu literatury.  Może odnajduje siebie, swój świat, marzenie za osobistą arkadią? Serial, gwiazdorski w obsadzie, z pozmienianymi wątkami oburza, ale i ma wierną widownię. Zajrzymy do pań nad rozlewiskiem, nie jeziorem.

Na okładce mego wydania widnieje reklama "Polski Rok w Prowansji". I już zgrzyt. Czy naprawdę trzeba odwołania do Prowansji, by wskazać proweniencję pomysłu? Ta książka i tak nie zrobi międzynarodowej kariery, więc po co ten irytujący wpis. Mazury w Polsce każdy zna, toteż reklama, jeżeli byłaby potrzebna, z tym regionem w tle byłaby skuteczniejsza, bardziej przemawiająca do wyobraźni.

Małgorzata - Gosia, kobieta blisko pięćdziesięcioletnia, zamyka swój warszawski rozdział i wyjeżdża do domu matki na Mazury w okolice Pasymia. Za sobą zostawia pracę w agencji reklamowej, w której okazała się za stara, nieudane małżeństwo. Przed sobą - odkrycie matki, z którą nie utrzymywała kontaktu, oswajanie prowincji, a nawet prowadzenie pensjonatu. Taki jest ogólny zarys powieści. Przy okazji otrzymujemy zlepek medialnych tematów takich jak: pedofilia, homoseksualizm, antysemityzm, alkoholizm, partnerstwo, tolerancja, swoboda seksualna, wyścig szczurów, osoby niepełnosprawne, przedsiębiorczość, przekształcane domostwa w pensjonat. Uff! Wszystko to przesłodzone zrozumieniem, miłością, szczęśliwym dążeniem do celu, odkryciem nowego sensu życia. Do tego autorka dołożyła parę przepisów kulinarnych oraz odrobinę łez, bo bohaterka przeskakując z łóżka do łóżka natyka się na stomatologa-alkoholika, którego pragnie jak Marina Vlady Wysockiego. Pięćdziesięcioletnia kobieta, mimo zaradności życiowej, okazuje się niedojrzała jak nastolatka, irytowała mnie. Do tego jeszcze nachalne używanie słowa Gnom na określenie matki (bo taka malutka i okrąglutka), mimo zamierzenia pieszczotliwego, zgrzytało, denerwowało. Innym popisem językowym jest Piernasio, niemalże jak Reksio, co ma wskazywać na sympatię i wielką zażyłość. Język nie jest mocną stronątej powieści.

We wsi nad rozlewiskiem jest oaza szczęścia rodziny bohaterki, parę porządnych rodzin i "obszczymury", którym nie chce się pracować. Drinkowania pewnych gatunków piwa jest sporo. Nad rozlewiskiem je się zdrowo, jest się na rauszu, ale nie jest się "obszczymurem", bo pije się "yntelygentnie", nawet stomatolog ślini się z dala od ludzi. Nad rozlewiskiem przyjmuje się ludzi na poziomie, nawet znajdzie się gadka-szmatka o kulturze wysokiej, a samochodzie Gosia może posłuchać Musica notturno de Madrid. Horyzonty czytelnika "poszerzy" wypad do Krakowa lub Reszla.

Kochajmy się!, chciałoby się użyć słów wieszcza na wskazanie kierunku rozwoju fabuły przeładowanej banalnym spojrzeniem na życie, naiwnością sądów, powierzchownością ocen. Miałam nawet wrażenie, że biorę udział w babskich plotach, przeskakując z tematu na temat. Może to i zaleta?

Powieść dla czytelnika, który chce uwierzyć, że świat mimo wszystko jest piękny, nieskomplikowany, a nasze oczekiwania się spełnią.

______________________

Małgorzata Kalicińska, Dom nad rozlewiskiem, wyd. I, str. 496, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2006.

wtorek, 17 listopada 2009

Indie, kraj kontrastów, przyciąga turystów, podróżników i czytelników. Tyle o nich napisano, tyle filmów nakręcono, lecz kolejni literacko uzdolnieni ludzie spieszą, by przekazać kolejną porcję wiedzy, wrażeń, spostrzeżeń.

Jarosław Kret, który jest też gospodarzem niedzielnego programu  podróżniczego w TVP-Info Planeta według Kreta, wydał książkę, którą przeczytałam z zainteresowaniem, bo nie jest to typowy przewodnik, lecz plon wielokrotnych wypraw do Indii i Buthanu.

Różnorodność tematów już wskazuje spis treści. Będziemy w paru ciekawych miejscach, ale nie wszędzie, przede wszystkim zgłębimy sprawy kobiet, małżeństw, tradycji, utrzymania, codzienności, przesądów, muzyki, itp. Dowiemy się, dlaczego lustra w łazienkach są upstrzone kolorowymi nalepkami, jak pić w czasie upału, by się nie odwodnić. Szczerość autora sięga nawet kłopotów trawiennych. Czy to kogoś razi? Mnie nie, bo rady, których udziela, mogą się przydać nie tylko w Indiach.

Jarosław Kret ma dar gawędzenia, swobodnego przechodzenia od przekazywania wiedzy o historii oglądanych obiektów, indyjskiej muzyce, mitologii do reportażu ze spotkania z naciągaczami, wizyty w slumsach, rejestracji życia rodziny bramińskiej. Treści poważne istnieją obok humorystycznych. Autor nawiązuje kontakt z czytelnikiem poprzez bezpośrednie zwroty, jednak w pewnym momencie zaczęły mi przeszkadzać wielokrotne odwoływania do rycerstwa spod Grunwaldu (Kto przeczytał, wie, o czym piszę.).

Jeżeli poszukujemy poloniców, znajdziemy je i w tej podróżniczej opowieści. Godne było przypomnienie maharadży Dźiam Saheb Digwidźajsinhdźi'ego, przyjaciela Polski, który bezinteresownie pomógł wojennym uchodźcom, sierotom wojennym, których przywieziono z ZSRR za armią Andersa. Przepiękna opowieść.

Indii nie można ogarnąć w jednej książce, lecz udaje się zasygnalizowanie bogactwa historii i tradycji. Żeby spojrzeć na nie trzeba wyzbyćsię europejskich norm, uprzedzeń, wskazana jest pokora. Indie poznaje się też nie na klęczkach podziwu, lecz otwartą głową i chłonnym umysłem. To dobrze, że każdy jest inny.

Staranne wydanie zawiera zdjęcia autora oddające klimat odwiedzanych miejsc ściśle powiązanych z treścią. Są tu i słynne zabytki, ornamenty, sceny uliczne, ludzie, fotografie pozowane, lecz i uchwycone chwile,które poszerzają nasze postrzeganie kraju. Co ciekawe, numery stron otoczone są konturami Indii.

Indie to kraj, w któym zawsze jest się obok problemów. Widać je, ale osoba postronna nie może nic zrobić wbrew tradycji. Nędza i bogactwo, tradycja i nowoczesność współistnieją, ale i zmieniają swoje oblicze, ewoluują.

Dla odkrywających Azję lektura obowiązkowa, bo zachęca do dalszych literackich poszukiwań. Moje Indie to też dobry pomysł na prezent gwiazdkowy.

______________________

Jarosław Kret, Moje Indie, str.336, Świat Książki, Warszawa 2009.

niedziela, 15 listopada 2009

To nasza wyobraźnia wyznacza granicę poznania, dzięki niej sami stwarzamy świat.1

Michał, bohater i narrator równocześnie, niczym bohater Zaczarowanej dorożki Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego zaprasza nas w podróż w czasie i przestrzeni realnej oraz literackiej.

Oto Wrocław! Miasto wyjątkowe. Wyciągając z kontekstu zdanie, można stwierdzić, że "Tam spotykał się świat, który dawno umarł z tym, który jeszcze nie nadszedł."2, by podkreślić wizję Wrocławia opuszczonego i przyciągającego powojenną, ledwo uchwytną magią Wschodu. Być może w takim mieście wzbogacanym kolejnymi warstwami kultur, przedmiotów, ulic i losów człowiek jest stąd i stamtąd refleksją, przeżyciem, sobą. Ciekawiły mnie te  zasygnalizowane fragmenty przeszłości, szaber, lęk i chwytanie się życia. Przestrzeń miasta ujęta jest też w autorskim słowniku miejsc na końcu książki.

W to miasto wpisana jest historia Michała, intelektualna, miłosna, zatracania się w używaniu życia. Jego granice zakreśla Szarlatan, terytorium dziwnie rozciągliwe, antykwariat i azyl. Książka  W piaskownicy światów przynależy bardziej do fragmentatycznych historii niż klasycznej powieści, ma w sobie coś z intelektualnego pamiętnika, którego narrator jest wykreowany "ze słów i obrazów." Ma swoją Juliette / Julię, kobietę idealną typu femme fatale i kobiety-anioła, która na zawsze zapisze się w jego historii osobistej, alkoholowe toasty balansujące od sztuki do kiczu, swoje blizny duszy.

Narracja raz puszczona w ruch krąży wokół stylów imprezowania, banknotów, uwalnianych krasnali ogrodowych, cyrku, braku osób, ale i granic kompromisu. Raz puszczona w ruch wyobraźnia połączy szacownych twórców z idolami kultury masowej sięgającej reklamy z etopiryną i Goździkami. Świat sięgnie dna, gdy Harry Potter zastąpi Wolanda - myśli narrator, a my przytakujemy.

Czytelnik zaskakiwany jest przejściem od zapisów właściwych esejowi do gawędy, anegdoty, relacji  wydarzeń, poszukiwań, aluzji. Już na początku wchodzimy w krąg ironicznego boskiego stwarzania rozpisanego na 19 dni z fragmentem dramatu, by w końcowej części, zapisanej inną czcionką, wrócić w formie szkicu opowiadania o kobiecie życia i w pewien sposób zdystansować się do narratora. Wszystko ma swój początek i koniec - historia w książce też.

***

W piaskownicy światów jest debiutem literackim Stanisława Karolewskiego, historyka sztuki, fotografa i wrocławskiego antykwariusza.

___________________

Stanisław Karolewski, W piaskownicy światów, epos wrocławski, wyd. I, str.200, Szarlatan, Wrocław 2009.

1 Tamże, str.13.

2 Tamże, str. 92.

środa, 11 listopada 2009

Rzadko czytam epikę science-fiction, mimo że ma wielu mistrzów słowa, a nawet inni uznani twórcy sięgają do tej odmiany powieści, jak sama Doris Lessing, toteż z pewną nieufnością podeszłam do książki znanej brytyjskiej pisarki Jeanette Winterson Kamienni bogowie.

W czterech częściach: Błękitna Planeta, Wyspa Wielkanocna, Potrzeciowojnie, Anarchopolis, autorka zabiera czytelnika w podróż w czasie i przestrzeni. Opowieści łączą bohaterowie oraz uczucie, które trwa wiecznie, ale za każdym razem przybiera inną formę. Nie bez kozery główna postać nazywa się Billie Crusoe, a więc aluzja do słynnej ksiązki Defoe jest widoczna tym bardziej, iż w treści przewinie się i Pietashek. Zresztą w utworze natrafiamy jeszcze na Dzienniki Cooka, sonety Szekspira, skojarzenie z Ulissesem, a przede wszystkim niemal refrenowo powtarza się cytat z Johna Donne'a "W niej Księstwo,wemnie zaś Książęta drzemią: Cóż trzeba więcej?" (Wschód słońca) Co ciekawe, nawet znalezione zapiski z Kamiennych bogów i zrozumienie, że historia się powtarza odgrywa ważną rolę w kompozycji utworu.

Historia Billie i Spike, człowieka i robo sapiens, nawet ludzi o zmienionych płciach w jednej z historii, wpisana jest w losy świata z przeszłości (minimalnie) oraz przyszłości. Książki s-f, wykorzystując dzień dzisiejszy, próbują przedstawić konsekwencje kierunków rozwoju społeczeństw: politycznych, społecznych, gospodarczych i kulturowych. Mogą być zadumą, ostrzeżeniem, a nawet krzykiem rozpaczy.

Na planecie Oremus w konflitcie są: Mocarstwo Centralne, Kalifat Wschodni i Sojusz Sino-Moskalski, mimo iż zagraża jej wyniszczona natura.  Odkryta Błękitna Planeta wydaje się idealnym miejscem do kolonizacji, ale, cóż, zamieszkują ją dinozaury. Jednak człowiek wszystko potrafi. Autorka wykorzystuje elementy opowiadania, dialogu i publicystyki, a posługując się ironią, wskazuje, że osiągnięcie wiecznej młodości szczęścia nie daje, człowiek zagubił się w beztroskim wykorzystaniu technologii. Tylko szaleńcy potrafią czytać i samodzielnie myśleć. Do wyjątków należy staroświecki kapitan Charmant, kosmiczny korsarz,  ma imponującą biblioteczkę. Można zastanowić się, czy wolność i demokracja jest wartością czy karykaturą. Dramatyczne są stworzone podziały i odrzucenie w innym miejscu i innej epoce po kolejnej wojnie.

Powieść Winterson dotyka też tematu macierzyństwa, odrzucenia, samotności, pragnienia uczucia. Tylko w umiejętności przyjmowania i odwzajemniania uczucia tkwi wartość homo sapiens. To ono nadaje życiu sens, stanowi barierę, ułatwia istnienie obok bezsensów, które zgotuje cywilizacja.

Wielowymiarowa powieść Jeanette Winterson zawiera wiele wątków, toteż możliwości interpretacyjnych jest wiele. Na pewno zwraca uwagę język z umiejętnością trafnych, zwięzłych podsumowań, tworzenia aforyzmów, np. "Historia to nie list samobójcy - to dzieje naszego przetrwania." "...kapitalizm jest jak rdest japoński: nic go nie jest w stanie wytępić." Także zdolnosci podkreślania liryzmu sytuacji są niebagatelne. Mimo tych zalet nie zachwyciła mnie ta powieść skomponowana zręcznie, logicznie, ale powtarzająca ostrzeżenia badaczy-futurystów, ekologów. Człowiek-jednostka jest bezsilny i takim pozostanie.

______________________

Jeanette Winterson, Kamienni bogowie / The Stone Gods, przeł. Katarzyna Karłowska, wyd. I, str.302, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2008.

niedziela, 08 listopada 2009

Książka jest albumem, fotograficznie zapisaną pamięcią odwiedzanych miejsc związanych z Nowym Testamentem. Ileż tu spojrzeń będących efektem czasu, oświetlenia, pragnienia zapisania myśli, nadania obrazowi fabuły - takie jest spostrzeżenie  oglądającego i czytającego podpisy. To jednak nie wszystko. Do albumu dołączono  płytę, więc można połączyć oglądanie z wysłuchaniem komentarzy autora do kolejnych fotografii. Mnie się to podobało.

Zamysł autora to dotknięcie fragmentów TEJ Ziemi, bo inne mogą się stać tematem innych albumów. Początek, Zwiastowanie, Narodzenie, Nauczanie, Pojmanie, Droga Krzyżowa, Ukrzyżowanie, Grób, Zmartwychwstanie, Matka - jest sposobem ułożenia prac fotograficznych, jednocześnie takim iż stykamy się równocześnie z religijnym przeżywaniem miejsc przez chrześcijan różnych obrządków, ale i świadectwem toczącego się dookoła zwyczajnego życia. Przestrzeń, zaułki, wyjście z cienia, rozmyty kształt osób, metafora spotkania z duchem Księgi, a nade wszystko matek ze współczesnymi dzieciątkami tworzą klimat wyjątkowy, powodujący pragnienie przekonania się, jak tam jest.

____________________

Jarosław Kret, Moja Ziemia Święta, wyd. II, Agora SA, Warszawa 2006, Biblioteka Gazety Wyborczej

sobota, 07 listopada 2009

Przy pierwszej powieści Chrisa Evana kręciłam trochę nosem. Kolejny tom, który oczekiwał na mnie na półce bibliotecznej, spotkał się z moim większym uznaniem, może też i dlatego że potrzebowałam tego typu literatury przy zwalczaniu infekcji.

Dobrego złodzieja przewodnik po Paryżu jest klasycznym kryminałem bez popularnych i chętnie czytanych ostatnio wątków obyczajowych, a  sam Paryż prezentuje się na kartach książki całkiem przyjemnie. Ocieramy się przede wszystkim o obiekty znane turyście, widzowi programów turystycznych, zabawiając nieco dłużej w zaskakującym zestawem rur Centrum Pompidou. To miejsce odegra ważną rolę w rozwoju kryminalnej intrygi. Na jeszcze inny obiekt zwrócimy uwagę w trakcie lektury - to księgarnia Światła Paryża stworzona na "obraz i podobieństwo" słynnej Shakespeare & Co (polecam wpis na blogu Chihiro).

Charlie Howard, Anglik i pisarz kryminałów uzupełniający swoje dochody o zyski z włamań na zlecenie, w  Paryżu promuje swoją powieść Dobrego złodzieja przewodnik po Amsterdamie (z tym że tu jest inny  detektym, alter-ego Howarda), pisze kolejną książkę i jednocześnie przyjmuje zlecenie od swego paryskiego pasera na wyniesienie z pewnego mieszkania obrazu. Pozornie proste zadanie, ale pech go prześladuje. Zawarta znajomość z niejakim Brunonem i pokaz sztuki włamywania do "jego" mieszkania okazuje się pierwszym błędem, a po nim następują kolejne z posądzeniem o zabójstwo i ujawnieniem jego wizerunku w telewizji. W intrydze kryminalnej ważną rolę odegra obraz znanego kubisty oraz bohomaz z sceną rodzajową z  Montmartru. Do akcji wkraczają archiwiści, złodzieje sztuki, księgarze (bo Paryż już nie ten) oraz siły policyjne. Sam główny bohater zostaje wsparty przez znaną mu dotychczas z kontaktów telefonicznych jego agentkę, Victorię. Jaki to przyniesie efekt? Czytelnicze spotkanie ze sztuką w Paryżu zostanie wyjaśnione na końcu. Akcja nie jest prowadzona jednotorowo, zaskakuje zwrotami akcji, niespodziankami.

Lektura może i bez fanfar, ale kontakt z nią daje czytelnikowi kryminałów jakąś satysfakcję pożytecznie spędzonego czasu, relaksu. Dla paryskich bywalców jest to powtórka miejsc, odczytanie krótkich, acz trafnych opisów.

_____________________

Chris Evan, Dobrego złodzieja przewodnik po Paryżu / The Good Thief's Guide to Paris, przeł. Sławomir Kędzierski, wyd. I, str.288, Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2008.

środa, 04 listopada 2009

Amerykańskie przedmieście czasów McCarthy'ego,1 u młodych mężczyzn nostalgiczne wspomnienie wyzwalanej Europy, Paryża, pozornie uporządkowane życie staje się celem obserwacyjnym powieści wydanej w 1961 roku. Narrator podąża za swoimi bohaterami, wchodzi do ich domów, uczestniczy z boku w ich rozmowach, spotkaniach, zauważa chód, miny, gesty. Prosty, analityczny język, dostrzeganie detali, dystans wobec świata przedstawionego jest zaletą pisarstwa Richarda Yates'a.

Przeciętne małżeństwo z przedmieścia. On - trzydziestoletni Frank Wheeler - pracuje, ale nie lubi swojej pracy. Ona - April - prowadzi dom i wychowuje dzieci. Czy byli kiedyś naprawdę zakochani? Teraz męczą się ze sobą, nawet nie usiłują się siebie zrozumieć, mijają się, przedkładają "ja" nad "my". "Jego żona jest nieszczęśliwa? Fatalnie, ale to w końcu jej problem. On też ma w końcu kilka problemów."2 Postaci nie trzeba lubić, ale warto zaobserwować, że mała stabilizacja ich uwiera, nie daje szczęścia. Podejmują decyzje wbrew sobie, marzenia pryskają jak mydlane bańki. Wiedzą, że źle się dzieje w ich zwiążku, podejmują próby zmian, ale nie mają sił na finalizację zamierzeń. Są zawieszeni między rutyną codzienności a marzeniami zmian, rozpoczęcia od nowa w Paryżu. Są razem i osobno.

Wzajemne relacje Franka, April i najbliższych sąsiadów zapowiada nieudane amatorskie przedstawienie teatralne. Było złudzenie sukcesu, talentu, a pozostał niesmak i rozczarowanie, gra komplementów, przemilczeń, żachnięcia.

"W osiedlu na Revolutionary Hill nie było miejsca na tragedię. Nawet nocą nie czaiły się cienie, nie straszyły wychudłe olbrzymy. Była to nieodparcie wesoła, zabawkowa kraina białych i pastelowych domków, których jasne, niezasłonięte okna mrugały mdło przez gęstwinę zielonych i żółtych liści. Dumne smugi światła padały na niektóre trawniki, schludne frontowe drzwi, krągłe kształty samochodów w kolorach lodów."3

Muszą istnieć pozory, że wszystko dobrze się układa, skandale są zabronione. Zakończenie powieści jest mistrzowskie i zaskakujące. Autor zmienia perspektywę patrzenia. Przechodzi w wielu miejscach powieści od wzniosłości, nawet patetyzmu językowego do ironii, kpiny, od dawek czułości, miłości  do oschłości, od niepokoju do chłodu.

Książka nie pociesza, nie wskazuje dróg. Aż dziwne, że powieść co chwilę staje się ważna i aktualna. Takich domków, osiedli, przedmieść, Wheelerów, Campbellów, Givingsów jest ciągle dużo, nie tylko w Ameryce.

____________________

Richard Yates, Droga do szczęścia / Revolutionary Road, przeł. Alina Siewior-Kuś, wyd. I, str. 344, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2009.

1 Rozrastające się niczym rak wpływy senatora McCarthy'ego zatruły Stany Zjednoczone i po drugim trzecim drinku rozmówcy zaczynali postrzegać siebie jako członków oblężonego, kurczącego się intelektualnie podziemia. str. 79.

2 Tamże, str. 259.

3 Tamże, str 328.

niedziela, 01 listopada 2009

Pamięć ma moc magiczną, słowo - siłę utrwalenia, znów wiersze, nawet takie, które

odbierają sobie życie w niskonakładowych

książkach i trudno nie przyznać im

racji choćby z uwagi na ów niski nakład1

pozwalają zatrzymać się, dotknąć liter, posmakować wyrazów, którym kazano stanąć obok siebie.

poeta przed śmiercią poprosił

o słoiczek malin dobre sobie

obżartuch nie poprosił o księdza

spowiednika lecz o garść malin2

Pamięć bywa przewrotna, niewygodna. Słowa zapiszą tak, ale i siak

... jednym razem poprosił

o garść malin a drugim o książeczkę

do nabożeństwa zanim nam oczy zgasną2

 

1 XXIII Piosenka dla przedsiębiorcy pogrzebowego, W: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Dzieje rodzin polskich, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2005, str. 27.

2 XXXIX Rozgrzeszenie, W: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Dzieje rodzin polskich, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2005, str. 43.

środa, 28 października 2009

Literatura na peryferiach - wyzwanie

Jeżeli rodzina gościła Ionesco, jeżeli ojciec oprowadzał go po Hajfie, jeżeli w Krzesłach dostrzega się się fragmenty domu, to trzeba zostać pisarką i pisać. Rina Frank swoją debiutancką książką zwróciła na siebie uwagę w Izraelu. Moją - intrygującym tytułem, ale też moje oczekiwania wobec niej były większe.

"Balkon był witryną, gdzie wystawiało się własne życie jak pościel, którą układało się każdego dnia na balustradzie, by ją przewietrzyć."1 Spodobało mi się to sformułowanie, więc z uwagą śledziłam rolę balkonu w opowieści. Zbyt dosłownie traktowała go  jednak autorka w zmieniających się domach, a czytelnik, jeżeli chce, może dopatrywać się sensu przenośnego w przedstawianych zdarzeniach z życia codziennego. Wtedy ów balkon, przedłużenie pokoju, staje się wyjściem rodziny ku społeczności lokalnej, podkreśleniem związków rodziny z ojczyzną. Górnolotnie? No cóż, tak po prostu jest.

Historia życia pewnej rodziny, imigrantów żydowskich z Rumunii, ukazywana jest za pomocą dwóch narracji skorelowanych z dwoma planami czasowymi. Najciekawszy jest punkt widzenia dziewczynkii noszącej imię autorki, a więc narracja w pierwszej osobie. To ona przekazuje znane z opowiadań lub zapamiętane wydarzenia rodzinne, podkreśla zgodę, poczucie bezpieczeństwa i otrzymaną miłość w warunkach biedy i trudów życia codziennego końca lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Nie idealizuje rodziców, wskazując na ich drobne wady, marzenia o stałej pracy, obsesję matki związaną z gromadzeniem posagu dla córek. Czas przeszły przeplata się ze współczesnością. By jednak zdystansować się do wybranych zdarzeń z życia dorosłej Riny, wybrała narrację trzecioosobową. Młoda kobieta dokonuje życiowych wyborów, zwiedza Hiszpanię, przeżywa miłość, macierzyństwo i zdradę, odczuwa ból po stracie ojca. Stabilizacja materialna i zawodowa trwałego, baśniowego szczęścia nie daje, ale wzbogaci o doświadczenia, wzmocni poczucie odpowiedzialności, szacunku do siebie, wzmocni więzi rodzinne.

Piękna książka rodzinna pisana prostym językiem potwierdza uniwersalność ludzkich przeżyć i tęsknot, dążeń i potrzeb, nastraja optymistycznie, pozwala ujrzeć człowieka z krwi i kości.

W tle dyskretnie dawkowana jest historia Izraela, bez dat, czasami intuicyjnie musimy wyczuć fakt historyczny, sprawdzić w dostępnych źródłach. Łatwo odczytujemy kształtowanie się społeczeństwa dumnego ze swojej ojczyzny. Widzimy kontrast między pokoleniem rodziców, którzy przywieźli tradycje z dawnych ojczyzn, swój język, bezradność, a przebojowością młodych, którzy zdobywają wykształcenie i w tym kraju czują się gospodarzami. Patriotyzm bez wzniosłych słów odczytuje się z tekstu. Na przykładzie losów ukazanej rodziny wskazuje się motywy przyjazdu, kłopoty mieszkaniowe i materialne, drożyznę, konflikty tradycji imigrantów. Są ludzkie radości i smutki, szczęście i chwile zwątpienia. Książkę czyta się tak, iż  wydaje się, że uczestniczymy w życiu bohaterów i ich znajomych. Bez koturnów i elementami humoru i optymistycznym spojrzeniem na życie, docenianiem wartości uniwersalnych - taką powieść rodzinną zaproponowała czytelnikowi Rina Frank. Mimo usterek kompozycyjnych czas jej poświęcony nie jest stracony.

_____________________

Rina Frank, Każdy dom potrzebuje balkonu / Kol bajit carich mirpeset, tłum. Natalia Stochalska,  str. 240, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2009.

1 Tamże, str. 9.

sobota, 24 października 2009

Littlebourne leży o rzut beretem od londyńskiej stacji metra Wembley Knotts. Co łączy te miejsca? Zbrodnia, oczywiście - i to nie jedna.

Martha Grimes zaprasza czytelnika na trzecie  (Pod Huncwotem, Pod Przechytrzonym Lisem) spotkanie z nadinspektorem Richardem Jurym i Melrosem Plantem. Dwaj intrygujący łowcy zbrodniarzy znowu się spotykają, a czytelnik kosztuje smaczków angielskiej prowincji. Mnogość indywidualizowanych przez autorkę postaci sprawia nawet, iż najważniejsi bohaterowie cyklu gdzieś nam umykają, takie miałam wrażenie. Są tu między innymi arystokraci, miłośnicy ptaków i koni, a nawet autorka kryminałów, która jak fortepianowe palcówki ćwiczy literackie sposoby uśmiercania znienawidzonej przez miejscowych rodziny. Podobnie jak w poprzedniej książce pojawia się ciepło przedstawiona postać dziecka - dziewczynki, Emily Louise, istoty dociekliwej, indywidualistki, nieco zaniedbywanej przez matkę, która odegra ważną rolę w rozsupływaniu zbrodni. Jakby dla kontrastu stworzono chmarę dzieci pewnej flejtuchowatej londyńskiej rodziny w jakiś sposób powiązanej z tytułowym pubem. Zresztą w ten jesienny czas pobyt w pomysłowo nazwanych pubach nie jest stracony. W londyńskim  Pod Anodynowym Naszyjnikiem od miesięcy toczy się gra "Magowie i Wojownicy", która polega na korzystaniu ze sporządzonych mapek i poszukiwaniu owego anodynowego naszyjnika, który może mieć działanie niemalże jak św. Graal. Czy coś łączy ów  naszyjnik wymyślony na potrzeby gry z tym, który został skradziony w Littlebourne przed zbrodniami, które nastąpiły potem? Jakie są powiązania bohaterów? Autorka stopniowo odkrywa karty i do końca trzyma czytelnika w niepewności. Jest trochę humoru, ale też i lirycznie się zrobi.

Na jesienną szrugę lektura uzupełniająca.

_____________________

Martha Grimes, Pod Anodynowym Naszyjnikiem / The Anodyne Necklace, przeł Anna Bartkowicz, wyd. I, str.344, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25