| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi
wtorek, 27 stycznia 2015

Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem. 

(Antoni Słonimski, Elegia miasteczek żydowskich, fragm.)

Ideałem jest spójność pięknego języka, elegancji stylu, zajmującego tematu, wyważonego stanowiska autora, bogactwa "nieprzegadanych" faktów. Jeżeli książkę poznaje się dzięki pracy tłumacza i zachwyt nad powyższymi elementami dzieła zostaje zachowany, to włożony trud  połączy pisarza, tłumacza i czytelnika, dając satysfakcję właściwej realizacji celów. Zachwycona niewielką objętościowo książką Pańska jest ziemia chcę zachęcić do poznania świata, który odszedł, a widzianego oczyma i duszą syna tej ziemi Abrahama Joshui Heschela (1907-1972), wybitnego filozofa i teologa. Styl autora, jak zauważa czytelnik a potwierdza w posłowiu tłumacz, jest pełen porównań, metafor, aforyzmów, poetyckiego obrazowania i dlatego oddziałuje na intelekt odbiorcy, skłaniając go do współuczestniczenia duchowego w sposobie przyjmowania treści. Wielkość zdobyczy cywilizacyjnych narodu mierzy się według prostego kryterium: ilości i jakości duchowej treści w codziennej egzystencji - jak stwierdza autor i co będzie analizował w kolejnych rozdziałach na konkretnych sytuacjach życiowych. "To, co twórcze, pochodzi z wrażliwego połączenia z tym, co w rzeczywistości odwieczne..." Omawiana pozycja wydawnicza opowiada o złotym okresie żydowskiej historii, historii żydowskiej duszy na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Należy jeszcze dodać, iż autora nie interesowały takie aspekty egzystencji jak syjonizm, żydowski socjalizm, odbudowa Izraela, szeroko omówiony rozwój nauki i sztuki, język oraz modernizacja żydowskiego życia i dostosowanie go do nowych warunków życia. Te zastrzeżenie podał już we wstępie, więc otrzymujemy pewien wyidealizowany obraz, ale podkreślający to, co jest niezmienne, co gwarantowało przetrwanie w każdej przestrzeni i zachowanie własnej tożsamości. Może to był przykład pokojowego (niemal - wyłączywszy postawy antysemickie i pogromów), choć często bez asymilacji, współistnienia kultur, którego dzisiaj w Europie Zachodniej brakuje.

W portrecie zbiorowym wkracza się w takie dziedziny egzystencji jak na przykład czytanie Tory, nauczanie Talmudu, pobożność, szabat, obchodzenie świąt, chasydyzm, interpretowanie kabały. Eseista omawia też dwie wielkie tradycje grupy sefardyjskiej i aszkenazyjskiej.

"... to, co autentycznie cenne, spotykamy raczej w Królestwie Czasu niż Królestwie Przestrzeni. (...) Uczucia, myśli są nasze własne, podczas gdy posiadany dobytek jest nam obcy i często zdradliwy. Być jest czymś bardziej istotnym niż mieć." Wartościowanie, oceny pojawiające się w eseju Abrahama Joshui Heschela chwilami można odczytywać nie jako słowa traktujące o Żydach, ale o nas, naszej ziemi, naszym życiu, wartościach duchowych, wyborach, postawach, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Książka pisana po wojnie miała na celu ocalenie od zapomnienia śladów życia duchowego, bo "Świat przepadł. Wszystko, co pozostało - to sanktuarium ukryte w królestwie ducha. Nasze pokolenie [autora] wciąż jeszcze posiada do niego klucz. Jeśli nie będziemy pamiętać, jeśli go nie otworzymy, świętość wieków pozostanie tajemnicą Boga. (...) Jeśli zgubimy klucz, utracimy samych siebie." Dodać należy jeszcze przytoczone słowa nieżyjącego już tłumacza Henryka Halkowskiego "Należy walczyć ze stereotypem, że Polska jest przede wszystkim krajem, w którym Żydzi ginęli - a wszystko, co istotne w życiu i kulturze Żydów związane było z innymi krajami; że Żydzi żyli w Niemczech, Czechach, Holandii, Francji, Austrii,na Węgrzech - a do Polski przywieziono ich dopiero po to, aby ich zamordować." Esej Heschela jest dowodem tego, że złoty okres żydowskiej kultury rozwijał się na ziemiach Europy Środkowo-Wschodniej. "Setki małych miast, które były jak święte księgi. Każde miejsce było wzorem, przejawem, drogą judaizmu."

Czytelnik zwróci jeszcze uwagę na klimatyczne drzeworyty Ilyi Schora, które są jak dźwięki nostalgicznej muzyki.

***

Wpis poświęcony pamięci sąsiadów rodziny, którzy zostali rozstrzelani i wrzuceni do wykopanych przez siebie dołów, zginęli w obozach pracy lub zostali zamęczeni w Bełżcu. W 70 rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

"Ludzkość nie ma wyboru pomiędzy religią a neutralnością. Bezbożność to nie opium, lecz trucizna."

______________________

Abraham Joshua Heschel, Pańska jest ziemia. Wewnętrzny świat Żyda w Europie Wschodniej / The Earth Is the Lord's: The Inner World of the Jew in Eastern Europe, przeł. Henryk Halkowski, wyd. I w tej edycji, s.192, Wydawnictwo ESPRIT, Kraków 2010.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Jakie powinny być okładki powieści kryminalnych? Mają wprowadzać nastrój, epatować okrucieństwem, krwią, narzędziem zbrodni, kolorem? Często okładka książki nieznanego autora zachęca do kupna, wypożyczenia lub zniechęca, skłania do odłożenia. Jednak gdy jest informacją o cyklu już czytanych utworów znanego autora, staje się obowiązkiem sięgnięcia po kontynuację. Znak, który wydaje powieści Marka Krajewskiego, wybiera charakterystyczne projekty graficzne nawiązujące do elementów treści, przerażające jakąś brutalnością skierowaną do jeszcze nieznanej przyszłemu czytelnikowi ofiary. To widzimy na okładce Władcy liczb, kolejnej pozycji z Edwardem Popielskim jako detektywem współpracującym z kancelarią mecenasa Becka, który na prośbę hrabiego Władysława Zaranek-Platera poza strukturami milicyjnymi w powojennym Wrocławiu ma zdobyć informacje o niepoczytalności ekscentrycznego matematyka i wyjaśnić tajemnicze zgony.

Siedemdziesięcioletni były lwowski komisarz już jedenaście lat mieszka w nowym mieście, tęskniąc za Lwowem i ludźmi, za tym co już nie wróci. W tle zadań śledczych, które prowadzi, pojawia się nowe polskie miasto, które nie zaleczyło swoich wojennych ran, a nowe społeczeństwo nie uformowało się jeszcze w spójny, wielkomiejski organizm. Zresztą autor w tej materii poznawczej słabo wspiera czytelnika, rzucając mu pojedyncze kostki układanki codzienności mieszkańców. Popielski poci się, męczy, korzysta z bystrości swej kuzynki Leokadii, chce ogarnąć ową teorię Belmispara, by poddać się i pozostawić historię swemu synowi Wacławowi. Narracja opiera się na relacjach obejmujących 1956 rok, a więc czas zdarzeń, 1975 rok - to czas spisywania historii trzech niezakończonych śledztw będących testamentem skierowanym do Wacława Remusa i 2013 rok obejmuje działania wspomnianego syna i ostateczne zamknięcie śledztwa. Ekwilibrystyka czasowa nie przeszkadza, pomysł rozwiązania zagadki bardzo pomysłowy, ale czuje się pewien przesyt bohaterem i miejscem akcji. Wiadomo, że na pewno Wacław Remus otrzymał w spadku jeszcze jedno zadanie do wyjaśnienia, by sprawiedliwości stało się zadość. Zakończenie w bieżącym roku w nowym tomie. Czym nas zaskoczy autor?

______________________

Marek Krajewski, Władca liczb, s.320, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

niedziela, 25 stycznia 2015

Skarby zawsze pobudzały wyobraźnię, dając impuls do poznania, formułowania hipotez dotyczących ich losów i poszukiwań. Wzorem tzw. uparciucha z dawnych czasów jest Schliemann i inni archeolodzy, którzy wzbogacili naszą wiedzę o starożytnych cywilizacjach. Jednak skarby dalej istnieją, a II wojna światowa w Europie sprawiła, iż wtedy wartościowe dzieła i przedmioty ukrywano,  grabiono, a potem je poszukiwano. Można nawet stwierdzić, iż obok działań militarnych istniał front walki z kulturą i o kulturę - ciągle niezakończony. W zabytkach przeszłości jest przecież coś z człowieka. Są narażone na zagrabienie, unicestwienie, zbezczeszczenie, są świadectwem przeżyć estetycznych, duchowych uniesień, inspiracji, odwołań historycznych, rodzinnych, mają wartość materialną i niematerialną. Na wojną wyruszają uzbrojeni żołnierze i umundurowani historycy sztuki.

Książka Leszka Adamczewskiego zaciekawia tematem, sygnalizuje problem wciąż nieznanych losów dzieł sztuki, które nie wiadomo gdzie zakończyły swoją wojenną wędrówkę, ale też odpowiada na zapotrzebowanie sensacyjnych historii i wiary, że kiedyś wszystko zostanie jednoznacznie wyjaśnione. Autor podąża przede wszystkim śladami niektórych dzieł z terenów II RP, Pomorza, Prus Wschodnich, Śląska. Są wśród nich  tak znane jak "Bitwa pod Grunwaldem", ołtarz Wita Stwosza, Bursztynowa Komnata, ale też te ważne dla Gdańska, Elbląga, Płocka, Szczecina. Obrazy, rzeźby, naczynia z kruszców docenić mógł, odnalazłszy je, nawet zwykły żołnierz, gorzej było z traktowaniem rękopisów, inkunabułów, gdyż papier, pergamin narażony był na spalenie, podarcie, zdeptanie. Ponieważ losy wielu skarbów są nieznane, a istnieją legendy o miejscach, do których zmierzały tajemnicze transporty, rzesze poszukiwaczy cennych zabytków, tropicieli historii wciąż mogą liczyć na dopływ nowych potencjalnych odkrywców. Temat dla dokumentalistów, scenarzystów filmów fabularnych, powieściopisarzy w dalszym ciągu może być pożywką dla wyobraźni.

Leszek Adamczewski nie tylko pokazuje mylne tropy prowadzące do nierozwiązanych tajemnic i miejsc, ale i euforię odnajdywania i przekazania skarbów. Sugeruje jednak, że cele ekip poszukiwaczy tak dawnych jak i współczesnych są owiane tajemnicą i nie zawsze zakładają ujawnienie tego, co się już odnalazło i gdzieś zdeponowało, toteż stawianie wciąż nowych hipotez jest dalej aktualne.

W jednej z książek przeczytałam, że wojenni rabusie zostali obrabowani przez zwycięskich rabusiów - i ten pogląd nie został obalony nie tylko w pozycji Skarby w cieniu swastyki, ale i dostępnej literaturze przedmiotu mimo podkreślania szlachetności oddawania własności państwom, miastom, właścicielom.

Gdzieś w tle pojawia się myśl, że wojna to nie tylko zabór, zniewolenie, ale przede wszystkim niszczenie i pozbawianie podbitego narodu kultury, dumy z posiadania, tworzenia, przyjmowania tendencji cywilizacyjnych w kolejnych epokach, ich twórczego wykorzystania.

____________________

Leszek Adamczewski, Skarby w cieniu swastyki, wyd. II, s. 308, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2013.

niedziela, 11 stycznia 2015

"Zimno. Przelatujący wiatr uderzył pięścią w szybę. Miasto postękuje jak daleka rzeka. Noc. Kot Iwan chrapie przez sen zatopiony w gnuśnej, ale i tajemniczej wyższości. Zegarek dudni niczym pociąg na spojeniach szyn. Bezsenność. Klepsydra pamięci. Płatki śniegu spadają z łoskotem na nieżywą ziemię. Gruzowisko rzeczy byłych i niebyłych. Co to kogo obchodzi. Co to mnie obchodzi."

Tadeusz Konwicki (22.06.1926 w Nowej Wilejce - 7.01.2015 w Warszawie) - odszedł, pozostawiając swoją twórczość, miejsce w literaturze i filmie oraz jakże ulotną pamięć o sobie jako człowieku.


Kiedyś czytałam Konwickiego, zgromadziłam pokaźny zbiór jego książek. Był ważny, czekało się na kolejne powieści, wspomnienia. Teraz jego głos trzeba odkurzać, zbyt duża ilość nowości zasłania to, co kiedyś było odsłonieniem pewnej rzeczywistości, w której żyliśmy, którą tolerowaliśmy jednocześnie zwalczając ją, oczekując zmian. Proza sięgała również do znanej autorowi przeszłości, która zamyka pewien rozdział w historii, a otworzy niepewność i konieczność dokonywania wyborów.

"Moja podróż najdalsza to spacerek na Powązki albo na ukochaną Wólkę Węglową (...) Ten ogromny goły cmentarz warszawski pełen jest jakichś okropnych jam ledwo przykrytych oblodzonymi deskami, jakichś kopczyków zeschniętej gliny i zrudziałych od starości wieńców, które były kiedyś jedliną. Ja kocham ten cmentarz, co jest jak nasze życie, niechlujny, pustawy i strasznie smutny.

Do widzenia, robaczki. Do widzenia na tamtym świecie."

____________

Cytaty z książek: "Kalendarz i klepsydra" oraz "Nowy Świat i okolice".

poniedziałek, 05 stycznia 2015

Zbiór artykułów o charakterze biograficznym ma dać odpowiedź nie tyle o skali zaangażowania Niemców w system nazistowski, co o jakości, okolicznościach włączenia się, wykonywania tzw. rozkazów, wreszcie zobaczyć, jak wygląda osobisty rozrachunek z przeszłością. Tytuł Źli Niemcy jest dosyć przewrotny, ponieważ oceniający przymiotnik łączy się z rzeczownikiem o szerokim zakresie znaczeniowym obejmujących wszystkich obywateli Niemiec, gdy tymczasem stykamy się z szesnastoma sylwetkami, postaciami z różnych sfer zawodowych, ale też różnych pokoleń. Obok głupków i megalomanów (Wilhelm II) są sadyści i zbrodniarze (Amon Goth), ale też mitomani kreowani na bohaterów, ludzie nauki świadomi lub nieświadomi przeznaczenia swoich odkryć i wynalazków (Fritz Haber i Wernher von Braun), ludzie kultury, gdyż na terenie Rzeszy rozwijali swój talent (Herbert von Karajan), ci, którzy widzieli możliwości zysku, więc doskonalili swoje katowskie umiejętności, także ci będący panami/paniami życia lub śmierci w oparciu o przepisy rasowe (Eva Justin). Są wreszcie osoby, których "talenty" i talenty zostały wykorzystane w czasie powojennym nie tylko na terenie NRF, NRD, ale przez zwycięskich aliantów. Sugeruje się też, iż dziedzictwem nazizmu były decyzje na terenie NRD dotyczące funkcjonowania zakładów poprawczych, stąd artykuł o Margot Honecker, której młodość przypadała na czas przedwojenny i wojenny. Najciekawsze są losy tych, których nie ukarano, lecz przejęto w celach rozwoju nauki, przemysłu zbrojeniowego, wykorzystania dla celów propagandowych lub politycznych. Okazuje się, że tak naprawdę oficjalna denazyfikacja społeczeństwa był mitem, w życiu codziennym każdy nazista mógł na nowo być uczciwym Niemcem bez żadnych konsekwencji karnych, a nawet piastować wysokie funkcje w swojej wsi, mieście, landzie. Przeszłość została zamknięta, bo pojawiły się inne potrzeby, zadania. Podobną zasadę zastosowano w stosunku do przestępstw komunistycznych na terenie NRD.

Artykuły Wielińskiego redagowane z dziennikarską dociekliwością sygnalizują ciekawy temat, ale go nie rozwiązują (autor nie ma takich ambicji). To jedna z pozycji przyczynkarskich do pracy ujmującej postawy człowieka wobec historii zła, nie tylko Niemców. XX wiek jest doskonałym poligonem dla wszelkiego rodzaju badań historycznych, socjologicznych, psychologicznych.

______________________

Bartosz T. Wieliński, Źli Niemcy. Zbrodniarze, geniusze, fanatycy, wizjonerzy, s. 320, Agora SA, Warszawa 2014.

czwartek, 01 stycznia 2015

2015 rok wkroczył w naszą codzienność. Co przyniesie? Jakie radości i smutki? Co w ostatecznym rachunku okaże się dla nas dobre, mimo że początek nie obiecywał zadowolenia? Co nas rozczaruje? Zaczynamy optymistycznie, wiedząc, że nie wszystko od nas zależy.

Przeczytałam trzeci tom powieści Twoja twarz jutro Javiera Mariasa i mam ochotę na spotkania z innymi powieściami tego hiszpańskiego prozaika, mimo że nie jest to łatwa literatura. Komponowanie utworu beletrystycznego na wzór zapisów domowych, wspomnieniowych, w których fikcyjna akcja powiązana z narratorem splata się z zapisem intelektualnych rozmów, poszukiwaniem prawdy o człowieku i jego czynach, które warunkują przyszłość, analizowanie treści fotografii, plakatów, obrazów na oczach czytelnika każe czytelnikowi szukać powiązań, brać udział w rozważaniach, szukać swego zdania i własnych argumentów. Ważna rolę w powieści odgrywają dywagacje lingwistyczne (język hiszpański-angielski), odwołania do tekstów kultury, historii XX wieku. To ten kod łączności między nadawcą i odbiorcą.

Nie będę powtarzać informacji, które na temat bohatera-narratora zapisałam poprzednio, dodam tylko, iż w trzecim tomie autor wszystkie wątki, motywy, zręcznie i logicznie połączył, dostarczając dodatkowych dowodów, że człowiek nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji swojej pracy, decyzji, wypowiedzianych słów. Nie zawsze wychodzi się czystym moralnie, gdy nasza praca została wykorzystana w niesatysfakcjonujących nas celach. "Nigdy się nie wyzwalamy od tego, cośmy powiedzieli, nawet kiedy wierzymy, że nasza karta pozostała czysta."* "Nikt nie jest w stanie skontrolować, jak wykorzystuje się jego pomysły i słowa ani przewidzieć do końca ich konsekwencje."

Zatem powieść ma też charakter moralizatorski. Kieruje również uwagę na to, że niegodziwość jeżeli nie fascynuje, to sprawia, że może być taki moment, że sami ją naśladujemy, wierząc, że robimy to z właściwymi intencjami - życie Jacquesa Dezy zatacza koło. Nieświadomie bierze udział w działaniach, których celem jest przewidywanie ludzkich zachowań, staje się świadkiem przemocy, poznaje skutki swoich ekspertyz, daje sobie prawo naśladowania dostrzeżonej przemocy, ale żyje w niepewności jej skutku. Javier Marias nie zamyka jednoznacznie wątku głównego bohatera.

W warstwie budowania ocen, wniosków, uogólnień dotyczących ludzkiego postępowania, skłonności, polityki i historii (hiszpańska wojna domowa i II wojna światowa) wykorzystuje się wiedzę dwóch ważnych dla bohatera postaci - Petera Wheelera i ojca. Żeby dostrzec pewne prawidłowości, które cyklicznie pojawiają się w dziejach ludzkości, trzeba mieć swoje lata i doświadczenie, a także zachować niezależność intelektualną.

Parę cytatów z powieści

"Zastrzelenie kogoś na wojnie lub w obronie własnej jest złem, ale można z tym nadal żyć, nie straciwszy przyzwoitości ani człowieczeństwa, a przynajmniej niekoniecznie. Jeżeli jednak ktoś umiera dlatego, że kto inny coś powiedział albo co gorsza zmyślił; jeżeli przez to ktoś niepotrzebnie traci życie (...)myślę, że nie da się żyć, mając coś takiego na sumieniu, jakkolwiek wielu z tym żyje albo takie sprawiają wrażenie."

"Taka była nasza wojna. Kłamstwo za kłamstwem, bardzo dużo i wszędzie każdego dnia, to jak powódź, która wszystko porywa i zatapia. Próbujesz naprostować jedn kłamstwo, a nazajutrz masz już dziesięć nowych. Po prostu nie nadążasz. No więc poddajesz się i te kłamstwa krążą. Wiele ludzi je wymyśla i rozpowszechnia, to potężna siła, nie sposób jej się przeciwstawić. (...) A najgorsze, że nigdy nie da się niczego odkłamać do końca. (...) Żadnego kłamstwa nigdy nie da się wymazać do końca."

"Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć, i dlatego to takie logiczne i łatwe, że we wszystko można uwierzyć we właściwym czasie. Bez cienia wątpliwości: nawet w coś, co jest ewidentnie nieprawdziwe i sprzeczne z tym, co widzimy na własne oczy (...)Każdy jest gotów odwrócić wzrok i nie zwracać uwagi, zanegować, co ma przed sobą, i nie słyszeć krzyku, i utrzymywać, że nie ma krzyków, lecz wielka kojąca cisza; zmieniać fakty i to, co się wydarzyło, o tyle, o ile trzeba (...) ale przede wszystkim zmienić własne myślenie,odczuwanie, wspomnienia i przewidywaną przyszłość (...)"

"Dzisiaj wszyscy się wszystkiego boją i ludzie mają mało wolności w życiu osobistym i coraz mniej w kwestii wychowania własnych dzieci. Dawniej uczono  wielu rzeczy, gdy stawały się rozumne, z jakiegoś powodu tak to nazywano. Uczono je tego, co mogło im się przydać, gdy dorosną, bo nie zapominano, że dziecko ma się stać kiedyś dorosłym człowiekiem. Nie to co teraz, kiedy wychodzi się raczej z założenia, że to dorośli będą wciąż dziećmi aż do późnej starości, w dodatku mało rozgarniętymi i strachliwymi. Dlatego wszędzie jest tyle głupoty."

Cykl:

  1. Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia
  2. Twoja twarz jutro. Taniec i sen
  3. Twoja twarz jutro. Trucizna, cień i pożegnanie (jw.)

______________________

Javier Marias, Twoja twarz jutro. Trucizna, cień i pożegnanie, przeł. Ewa Zaleska, wyd. I, s.664, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013.

* Cytaty ze stron: 442, 568, 487, 553, 129-130, 483.

wtorek, 30 grudnia 2014

Nieustraszona łowca [łowczyni] słów

W jednym z felietonów Osiecka zastanawia się nad rodzajem żeńskim rzeczownika fan. Myśli o fance, faniczce - ze wskazaniem na pierwszą formę. Nie jest to jednak wypowiedź językoznawcza, a prowadzi do egzemplum z życia wziętego, krótkiej historii Wiernej Słuchaczki-wierszokletki nagradzanej na wielu konkursach w mediach, która, porzucona i zaniedbana przez niedawnych promotorów, wydaje sumptem własnej rodziny tomik wierszy. Po takim obrazie następuje smrodek dydaktyczny, własne spojrzenie na fana. "... to jest masochista jak każdy inny. Ktoś, kto powinien się leczyć. (...) Człowiek pustawy lub zgoła pusty, przerażony własną anonimowością (...)" Tak rodzi się grafomanka, kaleka poetessa, fanka, wreszcie fanica - jak stwierdza w puencie felietonu. Od faniczki i fanicy niedaleko do ministry, ministrzycy, premiery, premierki - ale i lektur na ten temat jeszcze brakuje, choć inwencja słowotwórcza zgodna z regułami gramatycznymi kwitnie.

Zbiór felietonów Agnieszki Osieckiej zaciekawi każdego blogera, by poznać warsztat poetki jako czytelniczki. Często wykorzystuje informacje o okolicznościach czytania, pochodzeniu lektury, autorze znanym osobiście lub nieznanym, zastanawia się nad przekazem, czasami modą literacką, do niektórych spraw podchodzi z humorem, ironią, porównuje podobne sytuacje. Wybór lektur do subiektywnej prezentacji jest bardzo szeroki od klasyki literatury, utworów uznanych prozaików poprzez literaturę popularnonaukową, biograficzną, nawet kalendarze - do poezji z górnej półki, ale i tej grafomańskiej. Osiecka jest czytelniczką podążającą za słowem, które kreuje wspaniałą sytuację, myśl, portret, lecz również ujawnia śmieszność obrazowania w niektórych wypocinach twórczych. Autorka jest szczera w swoich poglądach, spostrzeżeniach, krótkich felietonach pisanych dla "Ex Librisu", a dygresje, refleksje, anegdoty dodają tylko smaczku pracy niemal recenzenckiej. Zadaje pytania, stawia hipotezy, gdyż jest to sposób dotarcia do intencji autora, ale ujawnia też fakt, że literatura żyje nawet wbrew autorowi i jego planom.

______________________

Agnieszka Osiecka, Czytadła. Gawędy o lekturach, s. 200, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.

 

Nieustraszeni łowcy upiora

Nomen omen jako lektura świąteczna jest do strawienia, gdy potraktuje się ów dziwny wytwór najnowszej literatury jako żart, okazję do zabawy ze słowem i fabułą na pograniczu realizmu, kabaretowego widzenia świata, groteski i horroru. Wiem, że styl pisania powieści pani Marty Kisiel zdobył uznanie wielu czytelników. Wykształcenie polonistyczne, słuch odnotowujący mody językowe i slang młodzieżowy (nawet tej przerośniętej młodzieży) są widoczne w fabule wrocławskiej (nawet dolnośląskiej) powieści. Czyta się szybko, ale nie powierzchownie, lecz potem zostaje tylko przyjemność lektury i żal, że parę interesujących tematów "rozlazło się w szwach".

Wątki powieści są wpisane w ważne dla humanistów miejsca we Wrocławiu, ale też odległą ulicę willową, park, w przeszłości cmentarz. W pewnym momencie z czasem współczesnym połączy się czas wojenny Festung Breslau (Krajewski jako pierwszy wykorzystał ten temat w beletrystyce). Ów czas historyczny i wspomnienia są interesujące, lecz potraktowane dosyć informacyjnie w stosunku do źródeł, na których się opierają. W fabule autorka porusza parę interesujących spraw, jednak temat młodych niedojrzałych inteligentów (Salka i Niedaś), którzy wolą trzymać się z dala od równie pokręconej rodziny jest okazją do ekwilibrystyki słownej, by wprowadzić czytelnika do nawiedzonej willi z mieszkankami, trojaczkami, czyli swojskimi Parkami - paniami Bolesnymi. Stąd tylko krok do nieszczęścia związanego z uwolnionym upiorem pradziadka czyhającym na blondynki z długim blond warkoczem, by wymierzyć im sprawiedliwość. Nasza dzielna powieściowa gromadka musi wyruszyć na bój, by zdezorientowanego breslauera wysłać  z powrotem do wieczności.

Nomen omen jako literatura rozrywkowa sprawdza się znakomicie. Smaczkiem jest język (może trochę nadużywa dowcipne zwroty i wyrażenia), sytuacje nawiązujące do bzika wywołanego grami komputerowymi, szczypta nastroju grozy. Postacie nakreślone są interesująco, ale w sposób zbyt uproszczony. Wprowadzenie nazwisk Przygoda, Bolesna, niemodnych imion (zaleta) sugeruje, że autorka równie dobrze się bawiła, rozwijając fabułę, jednak nici mają to do siebie, że czasami same się rwą, tracą objętość. Aluzje i odwołania do literatury, cytaty łacińskie są dodatkową przyprawą, a one, jak wiadomo, w nadmiarze nie dodają smaku potrawie.

______________________

Marta Kisiel, Nomen omen, wyd. I, s. 336, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014.

sobota, 27 grudnia 2014

Czytanie Hołowni jest nieustannym wyborem  między poważną treścią a rozkosznym, kolokwialnym modnym ubrankiem formy książek. Na pewno tym sposobem pisania a także rozmowy (w programach telewizyjnych) osiąga swój cel. Odkrywa słowa, wyszukuje interpretacje poważnych biblistów, zwalcza lenistwo i naiwność, zaciekawia, lecz również powoduje żachnięcie: Mówi byle mówić (Pisze, byle pisać).

Niebo, do tego nie dla początkujących, lecz dla średnio zaawansowanych to nie przelewki - wymagana jest elementarna wiedza, a nawet znajomość tekstów kultury, pojęć, do których odwołują się rozmówcy. Wydawnictwo jednak śpieszy z podpowiedziami, więc w ramkach odnajdujemy zwięzłe omówienie haseł Otchłań (Szeol), Paruzja, grzech, Kościół, miłość, itp.

Skoro niebo ma być celem, to zalecanie jest poznanie dróg do niego prowadzących, z których jedna jest oczywista - śmierć. Reszta to tajemnica, hipotezy bez dowodów.

Rozmówcy rozprawiają się z efektownymi mitami "życia po życiu", ludowym postrzeganiem piekła jako miejsca wiecznego grillowania i nieba z anielskimi chórami i modłami. Wprawdzie i dla nich te miejsca są niezbadane empirycznie, lecz próbują zrozumieć ich rolę dla przyszłych bytów dusz, wykorzystując nauczanie Biblii. Rozważają jeszcze rolę czyśćca, dwóch sądów: pośmiertnego i ostatecznego. Skupiają się też na pojmowaniu miłosierdzia i sprawiedliwości, stwierdzając, że człowiek może je rozumieć inaczej niż Bóg.

Książka warta przeczytania, by utwierdzić się w przekonaniu, że wszelkiego rodzaju kreatywne myślenie artystów, literatów i pseudo-teologów, guru religijnych może być atrakcyjne dla czytelnika i widza, lecz niewiele wspólnego może mieć z tym, co będzie. Człowiek zbyt mocno przywiązany do rzeczywistości materialnej ma trudności z pojmowaniem wyobraźni duchowej. Wielka niewiadoma skłania do pokory i nieufności, a nawet buntu przeciw utartym schematom.

______________________

Ks. Grzegorz Strzelczyk w rozmowie z Szymonem Hołownią, Niebo dla średnio zaawansowanych, wyd. I, s. 256, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2013.

piątek, 26 grudnia 2014

Odszedł Stanisław Barańczak (ur. 13 listopada 1946 w Poznaniu, zm. 26 grudnia 2014) - poeta, eseista, krytyk literacki, historyk literatury, tłumacz, nauczyciel akademicki.


Zdjęłam z półki Jego tomik Chirurgiczna precyzja, przesuwałam kartki, skupiając się na dawno czytanych słowach. Zapisane obserwacje, miejsca, ludzie, nakreślone sytuacje, odwołania do lektur, refleksje, mądre spostrzeżenia w niepozornym zbiorze i dzisiaj mają swą siłę oddziaływania. Świat bełkotu za szkłem dalej istnieje, a może  nasila się.

 błagam, nie każcie / mi żyć w tej epoce uproszczeń.

Także zawsze istniejąca potrzeba jednoznacznego poustawiania ludzi według poglądów, a może i innych niezbędnych parametrów w tej chwili obowiązujących skłania do przewrotnego wezwania, by Prosty człowiek mógłby, do licha, zdecydować się wreszcie, kim jest. / Skarbnicą moralnej prawdy, czy skarbonką marnej pazerności? Postawy, wybory, gusta to nie linie boiska, więc każdy człowiek w każdej sekundzie decydować musi, kim jest.

Zawsze aktualne słowa:

Czas tak cierpliwie znosi mnie z powierzchni Ziemi!/(...)/ Czas-konserwator i strażnik usuwa nas bez wyjątku, / pardonu i wyjaśnienia, ale wie: nie przywróci porządku; / zbyt wiele zaległości narosło już, aby sam mógł / je uprzątnąć. Robi, co może, ale każda interwencja spóźniona. / Życie to zwłoka, z jaką bierze się wreszcie do nas.

______________________

Stanisław Barańczak, Chirurgiczna precyzja. Elegie i piosenki z lat 1995-1997, s. 72, Wydawnictwo a5, Kraków 1998.

wtorek, 23 grudnia 2014

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam i sobie, byśmy nie tylko myśleli o przyszłości, lecz także nie stracili żadnej chwili  dnia dzisiejszego, gdyż nawet niepozorne zdarzenie wpłynie na to, co będzie później, a i ludzie nie zawsze będą przy nas ci sami, również pielęgnujmy przeszłość i tradycję nam bliską.

Czas bywa przyjacielem i nieprzyjacielem równocześnie. Znajdźcie właściwe drogowskazy na dalszą podróż.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96