| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi
niedziela, 07 grudnia 2014

Zanim została pisarką, była numerem 7566 w Auschwitz, toteż jej prawem i obowiązkiem było pisanie o człowieku upodlonym, zaszczutym, poddawanym presji życia w nieustanym strachu, gdyż, według Zofii Posmysz, wyniszczenie psychiczne było trwalsze niż fizyczne.

Trzy opowiadania ze zbioru Ten sam doktor M łączy nie tylko pobyt w obozie zagłady, lecz i trauma ocalonych, niewyobrażalna przez tych, którzy nie mieli takich doświadczeń obozowych jak bohaterki. Jest jeszcze muzyka (śpiew i orkiestra obozowa) będąca ważnym elementem fabuły w dwóch pierwszych opowiadaniach: Zengerin oraz Ave Maria. Narratorem jest zawsze kobieta, która była w Auschwitz-Birkenau, doznaje takich samych cierpień jak współwięźniarki, o których pisze, rozumie skrywane uczucia i lęki byłych uwięzionych, ich niechęć do opowieści swych doznań obozowych tym, którzy nie są w stanie zrozumieć wszystkich aspektów życia w miejscu odosobnienia i szczęścia z prolongaty życia o kolejny dzień. Sposób pisania nie jest ani oschły, precyzyjny w doborze słów i obrazów, ani czułostkowy, pełen rozpaczy i oskarżeń. Zofia Posmysz znalazła swój sposób na ukazanie prawdy o obozowej codzienności, którą będzie się pamiętać, przeżywać, tego mechanizmu zła, w którym każdy od zarządzających poprzez funkcjonariuszy średniego szczebla, funkcyjnych w blokach i więźniów ma swoje miejsce.

Jedynie opowiadanie Zengerin jest umiejscowione w czasie działania niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu. Na tle paromiesięcznych losów kobiecej karnej kompanii w Budach autorka przedstawia relacje między współwięźniarkami i niższym szczeblem nadzorującym. Rywalizacja, nienawiść, życzliwość, nadzieja, a więc cała gama emocji, uczuć może staje się w pewnych momentach ważniejsza niż czyny, nieludzka praca.

Najciekawsze opowiadanie Ave Maria wykorzystuje relacje między małżonkami zawodowo związanymi z muzyką, by opowiedzieć o wewnętrznym przeżywaniu przeszłości, braku umiejętności przekazania otoczeniu swoich lęków, także niezrozumieniu. Kobieta po wielu latach opuszcza męża, by zamieszkać w pawilonie na terenie kompleksu szpitala psychiatrycznego. Kontaktuje się tylko z lekarką, do której ma zaufanie, potem z mężem, lecz tylko listownie. Okazuje się, jak niewiele bliscy sobie ludzie wiedzą o sobie, jak inaczej interpretują wzajemne potrzeby, słowa i zachowania. Czas nie leczy ran, ale wydobywa je i każe się zmierzyć z przeszłością, karze za próbę przechytrzenia traum obozowych. Stopniowo, tak jak nieświadomy skrywanych przeżyć mąż, czytelnik dowiaduje się od czego uciekła Maria, z czym nie mogła już dłużej żyć. Dlaczego muzyka nie zatarła obrazu ludzi, którzy szli w takt muzyki lekkiej, przyjemnej, choć klasycznej (Lehar, Kalman, Offenbach). " A ja śpiewałam, żeby żyć. A oni szli, aby... A ja... A oni... A ja... Żeby żyć! Pomagałam im umrzeć, abym sama nie umarła." To opowiadanie o niezabliźnionej przeszłości, miłości i poznawaniu siebie na odległość.

Tytułowe opowiadanie Ten sam doktor M. dedykowane jest doktorowi Januszowi Mąkowskiemu. Spotkanie byłych więźniarek obozu koncentracyjnego jest ważne, gdyż jest się tam wśród swoich, tych, którzy rozumieją, którym nie trzeba tłumaczyć słów, powiedzeń, sytuacji. Tematem jest wspomnienie bezinteresownej pomocy medycznej i poszukiwanie wybawiciela. Jednocześnie czas teraźniejszy i rozmowa w domu przy młodym pokoleniu o codzienności w Auschwitz sprowadzi się do zdziwienia: "Czy to możliwe? Nie pamiętać, że się komuś... [ocaliło życie]"

Trzy wartościowe opowiadania obrazują sytuacje i przeżycia, których nie może przekazać żaden podręcznik, są warte uwagi, gdyż przekazała je osoba, która był uczestnikiem i świadkiem wydarzeń. Życie było loterią, a reguła stosowana przez starszych więźniów sprowadzała się do słów: "Nie należy się do niczego śpieszyć. Wiesz, co jest, nie wiesz, co będzie."

Zofia Posmysz pisze inaczej niż Tadeusz Borowski, ale zawsze przedstawiony temat obozowy poraża unaocznieniem codzienności i zwyczajności zła, którego nie można zwalczyć, odsunąć. Przypadek decyduje o życiu lub śmierci. Światełkiem była pojawiająca się nieoczekiwanie bezinteresowna ludzka dobroć. Po wojnie inne sprawy odsunęły temat wspomnień. Ileż można mówić i słuchać o niej?! - toteż i temat nie jest do końca zgłębiony ze zwyczajnej ludzkiej perspektywy zachowań, leków, wyborów.

Gdy ostatnio przeczytałam artykuł o Joannie Penson, natrafiłam na przeżycia porównywalne do tych, które stały się tematem wspomnianych opowiadań. "...- ciało umierało wcześniej niż duch. Człowiek fizycznie już wtedy nie istniał, ale zostawał duch, który był silniejszy i trwał z chęci życia. Robił się nawet wzniosły." Należy mieć też świadomość, że każde cierpienie ma swój kres - to już sprawa indywidualna. Wspomina jeszcze obraz powojenny na ulicach i już wtedy dotarło do niej, że jej pasiak nic niektórym nie mówił, oni mieli inne wspomnienia z czasów okupacji. Inne ważne spostrzeżenie - z mężem, który też miał traumatyczne przeżycia wojenne, nie rozmawiali o przeszłości. "Ludzie nie mówili sobie takich rzeczy. Wspomnienia zastępowało się innymi, lepszymi." Był też i inny powód przemilczeń.*

______________________

Zofia Posmysz, Ten sam doktor M, wyd. I, s. 248, Państwowe Wydawnictwo "Iskry", Warszawa 1981.

* Na podstawie artykułu "Nic takiego" opartego na rozmowie Natalii Kuc z Joanną Penson opublikowanego w grudniowym numerze "Twojego Stylu".

wtorek, 11 listopada 2014

(zdjęcie ze strony galeria.swiat.kwiatow.pl)

 

Wtedy pachniało wszystko:
i cierpienie,
i marzenie,
i życie,
i śmierć,
i słowa,
i papier.
A ludzie
- zdzierając palce do krwi -
ubierali swój kraj
w biało-czerwoną przyszłość.

(Walter Pyka z tomu PUNKT inie-do-prze-WIDZENIA, Opole 2013)

Wszystkim, dla których wolność ma wartość.

poniedziałek, 03 listopada 2014

Elif Shafak pisze z łatwością - myśli czytelnik, tak, jakby opowiadane historie same do niej przychodziły, a ona je tylko zapisywała i pięknie podawała. Ta lekkość pióra z dbałością o przekaz językowy, umiejętność kreowania postaci, nastroju i sytuacji sprawia, iż odbiorca fabuły staje się niemal słuchaczem, który z niecierpliwością oczekuje zdarzeń i wreszcie rozwiązania akcji.

Mała kurdyjska wioska nad Eufratem we wschodniej Turcji i dzielnica Londynu, w której mieszkają imigranci (gdzieś tam mignie również Abu Zabi) jako przestrzeń losów bohaterów oraz czas rozrzucony jak puzzle składają się na kompozycję powieści dodatkowo powiązanej z obserwacjami postaci przez narratora (ta gra narracyjna również jest warta uwagi), listami Iskendera. Należy jeszcze wspomnieć o podjętej próbie użycia realizmu magicznego (klasykom nie dorównuje) w celu podkreślenia pewnej przepaści kulturowej i obyczajowej między miejscem, skąd są korzenie rodziny a nowym, które należy oswoić. Honor to historia trzypokoleniowej rodziny Topraków, która ma odsłonić pojmowanie tytułowego honoru, roli mężczyzny, czasami jeszcze nastolatka, miejsce kobiety, zagubienie w kulturze europejskiej, poszukiwanie tożsamości. Elif Safak podkreśla różne odcienie miłości będące darem i przekleństwem wykreowanych postaci i być może te związki uczuciowe dla wielu czytelników są szczególnie ważne. Jednak najważniejsze są postawy bohaterów. Mimo że w nowym kraju żyje się wygodniej, to jednak zawsze się jest obok lokalnej tradycji. Adem okazuje się słabym i nieodpowiedzialnym mężczyzną, ale nie spotka się z gwałtownym potępieniem nawet brata. Pembe musi pracować, narażając się na oszustwa, lęk przed krzywdą, nienawiść. Jej rozkwitające uczucie po opuszczeniu rodziny przez męża stanie się powodem kryminalnego czynu syna. Dzieci szukają swego miejsca wśród rówieśników. Pewna izolacja, niespełnienie oczekiwań, nawet wykorzenienie przy jednoczesnej świadomości swojej inności sprawia, że łatwo przyjmuje się wszelkiego rodzaju agitację. W pewnym momencie na drodze życia Iskendera pojawia się Orator. "Kobietom jest trudniej, w tym sęk. Mają za wiele rozrywek, które sprowadzają je z właściwej drogi. Najpierw cały ten blichtr świata mody, potem poszukiwania bogatego męża, ekstrawaganckich mebli."Dla młodego człowieka słowa starszych, znawców tradycji okażą się ważne. Oni mu niczego nie każą, ale wyrażają swoje poglądy. To on sam podejmuje tragiczną decyzję.

Książek o współczesnych miejscach, w których przenikają się kultury, religie powstaje coraz więcej. Naprawdę interesujący to temat, ale w przypadku literatury wtedy, gdy przekracza granice publicystycznych sensacji, czy poważniejszych analiz socjologicznych. Zadaniem pisarza nie jest ślizganie się po temacie, lecz przyglądanie się indywidualnym przypadkom stworzonych bohaterów. Opisanie to jeszcze nie wszystko, pokazanie źródeł inności to też mało. Pisarz powinien mieć odwagę patrzeć w przyszłość, stawiać hipotezy, widzieć zagrożenia, ale i ratunek. Czytelnik zaś winien zrozumieć złożoność problemu.

Temat ważny okazał się piękną kolorowanką miłą dla oka, ale nie wzbogacił mnie o nowe spostrzeżenia, refleksje, nie dostrzegłam pogłębionej analizy problemu. Autorka zatrzymała się może nie tyle przed drzwiami, lecz w progu.

______________________

Elif Shafak, Honor /Honour, przeł. Maciej Świerkocki, wyd. I, s. 500, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.

* Tamże, s. 327.

czwartek, 02 października 2014

Dygresje obok akcji są zawsze obecne w prozie hiszpańskiego pisarza, stanowiąc wizytówkę jego stylu. Sam autor mówi, że to zatrzymanie wzroku na jakimś obiekcie, osobie, a wtedy bieg wydarzeń przez pewien czas oczekuje kontynuacji. W drugim tomie trylogii Twoja twarz jutro wzniesiony miecz trwa w zawieszeniu około stu stron, by jednak w końcu czytelnik poznał, jaki ruch wykona.

Mariasa można lubić lub nienawidzić, powieść odrzucić już na początku albo zagłębiać się w dygresjach, tropiąc celowość egzemplifikacji wywodów intelektualnych, wchodzić w interakcje z narratorem i dostrzegać parę sytuacji, którym wciąż na nowo przygląda się bohater.

W drugim tomie akcja jest prosta. Jacques Deza ze swoim szefem Tuprą udają się do dyskoteki, by w tak nietypowych warunkach prowadzić ważne rozmowy. Nieoczekiwanie młody attaché z ambasady hiszpańskiej zachowuje się niewłaściwie w stosunku do żony gościa. Musi zostać ukarany. Jednak ważna nie stanie się kara, lecz postawa świadka jej wymierzania. Czy nieświadomy zamiarów szefa może stać się winnym, gdy będzie się przyglądał brutalności? Czy należy reagować, by zapobiec przemocy? A może należy powstrzymać się od wszelkiej reakcji na akt okrucieństwa? Postawa świadka zbrodni jest wszak tematem wielu analiz historycznych, filozoficznych, etycznych. Marias każe czytelnikowi oceniać incydent, lecz również poszukiwać innych przykładów zaniechania reakcji, utraty niewinności, co ocenia przyszłe pokolenia lub tylko współcześni. Nie nasza sprawa stanie się naszą sprawą.

Dygresje Mariasa mają charakter publicystyczny i polemiczny. Oto fragment:

"... dziś jest taka tendencja, by zamykać dzieci w bańce ogłupiającej szczęśliwości i fałszywego błogostanu, nie wystawiać ich na najmniejszy kontakt z tym, co niepokojące, nie dopuszczać, by dowiedziały się, czym jest strach, a nawet ich własne życie, sądzę, że w dzisiejszych czasach można kupić - a niektórzy dają je albo czytają swoim dzieciom - ocenzurowane, zmanipulowane i przesłodzone wersje klasycznych bajek (...)... obserwowanie strachu u innych zapewnia dzieciom ochronę, tym sposobem wyobrażają sobie strach na spokojnie, przyglądając mu się z perspektywy swojej bezpiecznej sytuacji; poprzez innych, szczególnie poprzez bohaterów bajek, mogą doświadczyć strachu pośrednio jako krótkotrwałego zakażenia, które - choć tylko zapożyczone - nie jest udawane. Wyobrażenie sobie czegoś to początek stawiania temu czemuś oporu (...)Najczęściej stosowanym przez ludzi zabiegiem jest rzecz jasna opowiadanie o nich. (...) ... co mu raz opowiesz, będzie już zawsze wiedział. Włączy  to do swego zasobu wiedzy"*

____________________

Javier Marias, Twoja twarz jutro. Taniec i sen / Tu rostro mañana. Bayle y sueño, przeł. Ewa Zaleska, wyd. I, s. 400, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2011.

* Tamże, s. 294-295. Opowiadanie ojca Dezy jest rozbudowane, gdyż sięga czasów wojny domowej i przypadkowo zasłyszanego zdania o popełnionym okrucieństwie oraz spotkania towarzyskiego, w czasie którego jeden uczestnik chełpił się wyjątkowym bestialstwem, o którym wiele lat potem nie chce pamiętać.

niedziela, 03 sierpnia 2014

Nie, nie biorę w akcji Kupuj i jedz polskie jabłka, nawet zwiększając dzienną normę spożycia. Lubię jabłka przez cały rok, a latem i jesienią te odmiany, których długo nie można przechowywać. Dzisiaj - antonówki ze straganu rolnika, który nie zajmuje się sadownictwem, więc nic nie traci na restrykcjach Wielkiego Brata.


Skojarzenia literackie związane z jabłkami to Biblia, mimo że w oryginale Ewa zerwała owoc z drzewa rosnącego w środku raju. W świecie chrześcijańskim święta Dorota jest przedstawiana z atrybutami jabłek i róż. Chrystus z jabłkiem w dłoni, Maria jako nowa Ewa symbolizują odkupienie grzechu pierworodnego.

W mitologii najsłynniejszy obraz to hesperyjski sad, jak pisał Kochanowski troszczący się o swoją lipę. Złote jabłka Hesperyd otrzymała Hera jako prezent ślubny. Na straży ogrodu stał stugłowy smok, by żaden śmiałek nie zdobył tak rzadkiego i cennego owocu. Herakles miał dokonać niemożliwego i udało mu się to. Atalanta przegrała wyścig, gdyż jej uwagę przyciągnęło leżące jabłko. Musiała zostać żoną Hippomenesa. A sama przyczyna wojny trojańskiej to też jabłko rzucone  "Dla najpiękniejszej". Parys rozstrzygnął, że jest nią Afrodyta a nie Hera lub Atena. Potem to już ciąg znanych wydarzeń: uprowadzenie Heleny i to wszystko co tak znakomicie przedstawił Homer. W innych, młodszych mitologiach również jabłkowe odwołania występują. Owoc magii, drzewo święte.

Avalon króla Artura to wyspa jabłek. Wilhelm Tell miał zestrzelić jabłko z głowy syna na rozkaz habsburskiego wójta. Królewna Śnieżka otrzymała zatrute jabłko od zazdrosnej o jej urodę macochy. Książę Ahmad kupił w Samarkandzie jabłko, którego zapach leczył wszelkie choroby. Niektórzy pamiętają jabłko z "Niemców Kruczkowskiego. Gdzieś są i inni bohaterowie kradnący jabłka, odpoczywający w sadzie, spożywający jabłka.


Symbolika jabłka jest równie bogata a przysłowia, powiedzenia nawiązują do ludzkiej egzystencji na ziemi. Jabłka uwiecznione na obrazach, w poezji, w tym Pieśni nad pieśniami, zawsze są wdzięcznym tematem to refleksji o człowieku i życiu. Z nowszych utworów wybrałam Jabłko Jalu Kurka.

 Jabłkiem do warg przywierasz,
zębami się wpijasz w żywy smak sadu,
jeszcze w nim zieleń szeleści,
bije zeń łuna blasku,krąży sok zapachu;
tyle naraz połykasz jabłkowitej treści.

Rozgryź mnie, przyjacielu, niby jabłko twarde
aż do samego środka,do jądra goryczy.
Człowiek to cierpki owoc;ileż bardziej cierpkie
jest jabłko świadomości z drzewa tajemnicy. 

Dobrego jabłka! :-)

sobota, 02 sierpnia 2014

W tym roku nie zamieściłam jeszcze żadnego wpisu o książce pielgrzyma zmierzającego do Santiago de Compostela, więc nadrabiam zaległości.

Dobre buty, nieobciążony plecak, kijki, ubranie na każdą pogodę a przede wszystkim cel to niezbędnik współczesnego pątnika. Emil Wąsacz, przygotowywał się do pielgrzymki długo, czytając dostępne książki, przewodniki, oglądał mapy, pracował nad niezbędną kondycją. W maju ubiegłego roku w wieku 68 lat w ciągu 23 dni przeszedł tradycyjną i najpopularniejszą trasę od Saint-Jean-Pied-de-Port do Santiago de Compostela.

Bogato ilustrowana książeczka składa się z krótkiej części ogólnej o świętym, budowie katedry i tradycji pielgrzymek, następnie wpisów z dziennika dokumentujących paromiesięczne przygotowanie, w tym informacji o wyborze motta na każdy dzień oraz znajomych, o których konkretnego dnia będzie myślał i modlił się za nich, a w końcu z dziennika marszu.

Forma tradycyjna jakich wiele - bo nie może być inna. Jednak ja traktuję ją jak spotkanie z człowiekiem, który podjął decyzję pielgrzymowania a nawet ujawnił intencje. Ponieważ jest to pan związany z polityką rządu Jerzego Buzka, więc i myśli dziękczynne skupiają się nie tylko na osobach z rodziny, dobrych ludziach z różnych etapów życia, lecz i tych, z którymi pracował lub pracuje. Jak napisał, dziękuje Bogu i ludziom za udane życie. Uważam, że umiejętność dziękowania to bardzo ważna cecha. Należy umieć być wdzięcznym drugiemu człowiekowi nawet za drobiazgi, jednak wpierw tego człowieka trzeba dostrzec i zapamiętać. Część dotycząca wędrowania ma swoją stałą strukturę: cytat, wspomnienie ludzi, potem opis trudów dnia czasami powiązany z informacjami o zabytkach. Zatem forma zapisu wnosi coś nowego do dotychczasowych wydań książek z tej tematyki.

Współuczestnictwo kanapowe w Camino jeszcze nastąpi.

______________________

Emil Wąsacz, Santiago de Compostela. Dziękczynne pielgrzymowanie, s. 176, Wydawnictwo WAM Księża Jezuici, Kraków 2014.

czwartek, 31 lipca 2014

"Jak to możliwe, że nie znam dziś twojej twarzy jutro, która już jest lub wykluwa się pod maską pokazywaną światu bądź pod nałożoną maską, twarzy, którą pokażesz mi dopiero wtedy, gdy nie będę się tego spodziewał?"1 Ów cytat jest krewnym innej znanej złotej myśli książkowej: "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono." Zagadka historii, przeszłości to nieustanne rozważanie postaw w chwilach zagrożenia, ale też i skłonności do donosicielstwa bez rozważenia konsekwencji czynu, zawiści, uraz z przeszłości, głupoty. Przeszłość pozornie odchodzi, bo wciąż trwa, przebierając się jak aktor do roli w nowe kostiumy.

Javier Marias nie pisze książek dla każdego, gdyż wielu czytelnikom trudno będzie poznać prozę o szczątkowo zarysowanej akcji, takiej, w której najważniejsze są w zastanawiający sposób kontrolowane dygresje wynikające z aktualnych zainteresowań bohatera i jego rozmówców. Jacques (Jacobo) Deza, były hiszpański wykładowca Uniwersytetu Oksfordzkiego, spotyka ludzi zajmujących się badaniem charakterów ludzi, ich wyborów, postaw, oczekiwanych zachowań. Kim są? Czego naprawdę oczekują od uzdolnionego w tej dziedzinie Hiszpana, który po rozstaniu z żoną wraca do Anglii? Na przyjęciu u sir Petera Wheelera poznaje pana Tuprę, który chyba w poznanym gronie osób rozdaje karty.

Trudno oceniać pierwszy tom trylogii, lecz i zakwalifikować jednoznacznie do znanej odmiany powieści nie sposób. Powieść szpiegowska, idei, myśli, dygresji. Zatem jak bohater-narrator dajemy się prowadzić, jednak nie bezwolnie, gdyż włączamy się w ciąg powracających parokrotnie wspomnień, analiz przekładów idiomów z języka hiszpańskiego na angielski, lektury Orwella na temat wojny domowej, Iana Fleminga (Tego od Bonda), Szekspira, by zatrzymać się przy nalepkach o charakterze propagandowym z czasów II wojny światowej. Marias uwodzi erudycją, skojarzeniami, mądrością wypowiedzi postaci, oburza, schlebia, wymaga zajęcia stanowiska. Gdzieś pojawia się szczelina między fikcją literacką a rzeczywistością. Literatura poglądów, obserwacji, wniosków, lecz gdzieś musi być nić, która to wszystko połączy, by stwierdzić, że prawda o człowieku, historii jest trudno uchwytna, wymyka się chęci skatalogowania i uogólnienia.

"Nigdy nie powinno się niczego opowiadać, dostarczać informacji czy przywoływać historii, ani powodować, by ludzie snuli wspomnienia na temat istot, które nigdy nie istniały..." -przewrotny początek książki, bo "Kiedy opowiadasz, to jakbyś dawał prezent, nawet jeżeli opowieść zawiera truciznę, też jest więzią i wyrazem zaufania..." Jaka jest świadomość czytelnika dotycząca reguł gry między opowiadaczem a nim samym? Kto jest panem, a kto istotą bezradną, zbuntowaną, która wszystko przejmuje, traci zaufanie lub odrzuca? Literatura a życie to przyjaciele i rywale, bo szukanie prawdy może być złudne, wyszukiwanie podobieństw dostarczy bólu, otwarcie świata marzeń oderwie od teraźniejszości, itp. To tylko słowa ubrane w obrazy.

"Nie da się opowiedzieć życia, to niezwykłe, że przez wszystkie znane nam stulecia ludzie z uporem starają się opowiedzieć coś, czego opowiedzieć nie można, czy to w formie mitu, poematu epickiego, kronik, annałów, protokołów, legend, poematów rycerskich, ballad i piosenek ludowych, ewangelii, żywotów świętych, historii, biografii, powieści lub mów pogrzebowych, filmu, spowiedzi, pamiętników, reportażu, wszystko jedno. To przedsięwzięcie skazane na niepowodzenie, może przynieść więcej szkody niż pożytku."2 A mimo to szukamy jednoznacznej prawdy w beletrystyce, literaturze faktu, pismach okolicznościowych, bo wydaje się nam, że w ten sposób zbliżamy się do poznania przeszłości, ludzi, ich czynów, a nawet uzurpujemy sobie prawo do ocen, pouczania.

"Ta epoka jest butna, że występuje w niej pewien fenomen, moim zdaniem bez precedensu: teraźniejszość żywi urazę do przeszłości, bo przeszłość miała czelność zaistnieć bez naszej w niej obecności, bez naszej rozważnej o niej opinii,naszej pełnej wątpliwości zgody i co jeszcze gorsze, bez żadnego dla nas pożytku. (...) Pyszałkowatość naszych czasów osiągnęła takie rozmiary, że nie potrafi zaakceptować myśli, nawet cienia, mgiełki,oparu myśli, że kiedyś sprawy może miały się lepiej. Nie, to oczywista uraza do wszystkiego, co ośmieliło się wydarzyć poza nami i nic nam nie jest winne, do wszystkiego, co skończyło się raz na zawsze, a więc nam umknęło. Umknęło naszej kontroli, naszej przemyślności i naszym decyzjom, choćby dzisiaj rządzący tysiąc razy prosili o wybaczenie za akty przemocy popełnione przez przodków, a nawet chcieli im zadośćuczynić, oferując obraźliwe pieniądze potomkom poszkodowanych, choćby ci potomkowie przyjmowali te pieniądze z największą ochotą i nawet ich się domagali, bo też są swoją drogą cwani i bezczelni. Trudno o większą głupotę i większą farsę z obu stron: cyniczni są ci, którzy dają, i cyniczni są ci, którzy biorą. Kolejny akt pychy: jak papież, król czy premier mogą rościć sobie prawo do tego, by swojemu Kościołowi, królestwu czy krajowi, tym dzisiejszym, współczesnym, przypisywać winy poprzedników, winy, których tamci nigdy za winy nie uważali ani nie przyznawali się do nich przed wiekami? (...) Oferowanie teraz przeprosin i przyjmowanie przeprosin, domaganie się takowych lub ich składanie za zło wyrządzone ludziom, którzy dla nas już nie istnieją, są tylko abstrakcyjni, to nic innego niż jak okrutna kpina z konkretnych spalonych ciał, ściętych głów (...) Nie znosimy tego, że nie mogliśmy na nią wpłynąć, pokierować nią ani jej uniknąć. Tak więc jeżeli to możliwe, wypacza się ją, zmienia albo ingeruje w nią, fałszuje się albo robi się z przeszłości liturgię, uroczysty obrzęd, emblemat(...)3

Inny ciekawy fragment dotyczy ostrzeżeń przed szpiegami w czasie konfliktów zbrojnych, szukania wroga w najbliższym otoczeniu, dostosowania się do nawoływań zachowania tajemnicy. Punktem wyjścia są angielskie kolekcjonerskie nalepki propagandowe. "Słowa wymykają się naszej władzy dużo łatwiej niż czyny, które, by tak rzec, pozostają w nas, dobre czy złe, nikt inny nie może ich sobie przywłaszczyć,jeśli nie liczyć oczywistych przypadków uzurpacji lub oszustwa (...) Człowiek niczego nie wyzbywa się tak bardzo i tak całkowicie jak słów. Wypowiadasz je i już ich nie masz, oddajesz je w posiadanie, a właściwie w użytkowanie temu, kto je słyszał."4 Od niego zależy, co z nimi zrobi.

Temat, który pojawia się w paru miejscach, dotyczy wojny domowej w Hiszpanii, ojca Jacobo, który został zdradzony przez przyjaciela oraz krwawych rozrachunków w kręgu ugrupowań komunistycznych biorących w niej udział. Punktem wyjścia jest sprawa Andreasa Nina, POUM (Robotniczej Partii Jedności Marksistowskiej) oskarżanej przez stalinowców o zdradę, szpiegostwo. Przewodnikiem narratora w tej materii jest Orwell i jego Hołd dla Katalonii oraz Pozdrowienia z Moskwy Fleminga.

Literatura rozpisana na głosy bohaterów, spostrzeżenia do przemyślenia, obserwacje człowieka wymaga uwagi, współuczestnictwa, polubienia.

"Książki mówią nocą jak rzeka, cicho, niechętnie, a może niechęć bierze się z naszego zmęczenia, somnambulizmu i senności, choćbyśmy uważali, że jesteśmy bardzo przytomni. Współpraca z naszej strony jest niewielka albo tak nam się wydaje, mamy wrażenie, że dowiadujemy się różnych rzeczy bez wysiłku i bez specjalnego zaangażowania, słowa prześlizgują się łagodnie i leniwie, nie staje im na drodze czujność czytelnika, jego gwałtowność, przyjmuje się je biernie, niczym podarunek, zdają się czymś nieprzewidywalnym (...) A w środku nocy, kiedy i my nie mamy w sobie wiele życia, one nie mogą się już bronić przed tym, co się o nich pisze, do jakiej wykorzystuje się je narracji."5

______________________

Javier Marias, Twoja twarz jutro. Gorączka i włócznia / Tu rostro mañiana. Fiebre y lanza, przeł. Ewa Zaleska, wyd. I, s.444, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010.

1 Tamże, s.184.

2 Tamże, s. 117.

3 Tamże, s.281-282.

4 Tamże, s. 410.

5 Tamże, s. 131.

sobota, 26 lipca 2014

"No i najważniejsze. Ze straszliwym wysiłkiem wziąłem się do roboty.  Z początku nie szło mi nic; straciłem z oczu wszystkie postacie [...], wątki, wypadłem zupełnie z atmosfery i byłem zrozpaczony tak, że nie masz pojęcia. Ale siedziałem nad pustą kartką [prawie] po 8 godzin, co dla mnie jest wielkim wysiłkiem. Ale z początku nic; siedziałem nad tym maszynopisem, jak nad robotą obcego człowieka. Niewiele z tego mogłem zrozumieć i nic. Co minutę podnosiłem rękę, by napisać pierwsze zdanie, i ręka mi opadała. Wszystko, co przychodziło mi na myśl, z chwilą kiedy dotykałem piórem papieru - natychmiast wydawało mi się słabe, sztuczne, głupiutkie. Myślałem, że oszaleję. Krążyłem koło maszynopisu jak kot."* - pisał w lutym 1955 r. do Jerzego Andrzejewskiego. Jakże wiarygodny zapis męki twórczej nie tylko pisarza.

Marek Hłasko, idol czytelników epoki PRL-u, pisarz niepoznany całkowicie z powodu cenzury, braku kontaktu z prasą i wydawnictwami emigracyjnymi przez znaczną część czytelników, miał jednak od początku swej twórczej drogi swoje skromne miejsce w historii literatury, swój czas, swoją legendę. Parę opowiadań, na które wówczas chętnie powoływali się krytycy czy historycy literatury, trudno dostępne zbiory opowiadań były dowodem na istnienie. Każdy pisarz pisze po to, by zaistnieć, przekazać coś ważnego o postrzeganej rzeczywistości, znaleźć nić porozumienia i zrozumienia u czytelnika. Taki był i Marek Hłasko. Człowiek w życiu pełni wiele ról, które składają się na pewien nie zawsze spójny wizerunek, toteż i niepokorny pisarz lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ujawnia się w wydanych listach jako syn, siostrzeniec, kuzyn,  przyjaciel, kochanek, mąż, prozaik, obywatel, itp. Listy prywatne nie były przeznaczone do upublicznienia i chyba autor nawet nie spodziewał się, iż zwykłe, czasami skrótowe zapisy zostaną wydane jako publikacja książkowa. Pierwszy z 1944 roku list nastolatka do kuzyna, autora opracowania Andrzeja Czyżewskiego, i ostatni z 1969 roku pisany przed nagłą śmiercią (wyłączając telegram o śmierci) to klamry ocalałego zbioru ułożonego w porządku chronologicznym poprzedzonego wprowadzeniem o ważnych wydarzeniach z danych lat. Zabrakło mi tu jednak szerszego tła historycznego, które dla młodych czytelników niezbyt obeznanych w historii byłoby ważne. Wszak życie każdego jest czasami uzależnione od tych czynników.

Czytanie cudzych listów jest wkraczaniem w sferę intymną nadawcy, który nie ma możliwości ocenzurowania własnych zapisów, więc i w niektórych z nich czuje się zażenowanie z powodu przekraczania pewnej granicy prywatności, poznawania entuzjastycznych uniesień, żalu, rozgoryczenia, wyrzutów, relacji osobistych, które powinny być znane tylko nadawcy i adresatowi. Owszem, widzimy tu człowieka niewykreowanego na użytek mediów, takiego jak my, który zmagał się z trudnościami, podejmował niewłaściwe decyzje, czasami był zbyt ufny i naiwny, ale i brutalnie szczery, konkretny, znał wartość swojej pracy, był samokrytyczny, zmieniał swoje oceny i opinie, gdy posiadł większą wiedzę, doświadczenie. Marek Hłasko w listach ukazał cząstkę siebie, bo nie można uznać, iż na podstawie prywatnych zapisów możemy jednoznacznie nakreślić sylwetkę pisarza jako człowieka. Nasza wiedza w dalszym ciągu pozostanie fragmentaryczna a opinie różne. Może to i dobrze. W każdym jest tajemnica, nawet dla niego samego.

Przypomina mi się jedno z wcześniejszych opowiadań - Okno, które również jest wymieniane w paru listach. Ów mały rudzielec z pałaszem u boku chciał poznać cały obraz, który oglądał z podwórka na ścianie pokoju jednego z mieszkań. Na pewno jego górne fragmenty pobudzały jego wyobraźnię. Jednak pomoc lokatora mieszkania i narratora równocześnie sprawia, iż ujrzenie obrazu i pokoju jest końcem marzeń, może przekroczeniem granicy świata dziecka i dorosłego. "Na całym świecie są takie pokoje. Świat to jest właśnie kilka takich pokoi." wywołuje odzew: " - To ja jeszcze zobaczę." Myślę, że sam autor mimo świadomości  wykreowanego przez niego dorosłego bohatera o świecie rządzącym się paroma regułami, rozczarowań życiowych, pozostał do końca chłopczykiem, który chciał sprawdzać zasady istnienia swoich bohaterów w miejscach, które im przeznaczył.

Najciekawsze wydają się listy pisane do Jerzego Giedroycia na temat twórczości, języka, którym bohaterowie mogą się posługiwać, planów, spraw wydawniczych. Tu widać pisarza, który przeżywał niemoc twórczą, miał swoje pomysły, realizował je, był samokrytyczny, gdy widział, że utwór go nie zadowala. Na podstawie wielu listów można też sporządzić listę lektur pisarza, który przecież był bystrym samoukiem. Uczył się od klasyków literatury, od najlepszych.

Myślę, że spotkanie prywatne każdego czytelnika Listów Marka Hłaski może zachęcić do poznania lub przypomnienia niektórych utworów z dorobku tego pisarza, by spojrzeć na nie oczyma czytelnika innej epoki. Właśnie wydawnictwo AGORA zapowiada wznowienie niektórych z nich, więc można skonfrontować zapisy o utworach z ukończonymi tekstami.

______________________

Marek Hłasko, Listy. Wybrał, opracował i wstępem opatrzył Andrzej Czyżewski, s.592, AGORA SA, Warszawa 2014.

* Tamże, s.99.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Niniejsze, trzecie i przerobione wydanie "Wyznań patrycjusza" jest ostateczną wersją tekstu. Bohaterowie tej powieści biograficznej są postaciami wymyślonymi: ich osobowość i kompetencje istnieją tylko na kartach tej książki, w rzeczywistości nie żyją i nie żyli nigdy." - zastrzega Sándor Márai po przykrościach, które go spotkały, gdy wydał po raz pierwszy tę książkę, posługując się prawdziwymi nazwiskami swoich bohaterów. Utwór po raz pierwszy wydany w 1934 r. został wycofany ze sprzedaży, a Márai musiał zapłacić karę 2000 pengö*. Sam więc siebie ocenzurował w kolejnych wydaniach.

Jeżeli znamy Dzienniki, to wiemy, że Márai pisze o sobie, żonie, rodzinie, swoim postrzeganiu świata, ludzi, mimo to powieść czyta się znakomicie, gdy lubi się ów niespieszny rytm "domowy", w którym jest czas na refleksje i oglądanie detali, zastanowienie się nad słowem wkomponowanym w zdanie.

Pierwsza księga to spotkanie z domem, rodziną, dojrzewaniem chłopca, młodzieńca, młodego mężczyzny kończy się informacją, iż w Sarajewie zabito następcę tronu. Tymczasem - "Niebo było jasnoniebieskie, wodniście niebieskie, jakie bywa tylko latem. Nie płynął po nim ani jeden obłok."1

Całe duchowe życie pisarza skupiało się między innymi na tęsknocie za rodzinną Kassą (dzisiaj słowackie Koszyce), małą ojczyzną Wielkich Węgier, ziemią utraconą, domem opuszczonym. W swoich miniaturach prozatorskich ("Niebo i ziemia") również wspominał swój smutny powrót, by spojrzeć. "Byłem zupełnie sam w mieście Kassa. W jakiejś piwnicy piłem wino, potem wróciłem do hotelu, ziewnąłem, zasnąłem. Wtedy, we śnie, ujrzałem na chwilę, przez łzy, miasto Kassa prawdziwe - lecz tylko na chwilę" Księga pierwsza jest wspomnieniem świata i życia, które zakończyło się po I wojnie światowej. Wchodzimy do domu, pokojów, biblioteczek domowych (ojca i matki), oglądamy przedmioty, poznajemy gust i wybory życiowe paru osób z rodziny, w tle są i ludzie prości, służba domowa, nabieramy ogłady, wzrastamy z narratorem, przygotowujemy się do opuszczenia domu, wyrażamy poglądy. Tytułowe słowo patrycjusz informuje o pozycji społecznej, klasie  więcej niż średniej, jak pisze tłumaczka Máraiego ("miał świadomość bycia elitą i własnego powołania"). Wiedza, styl życia, odpowiedzialność za społeczeństwo, kraj, szacunek dla języka i dorobku pokoleń - to w skrócie wartości, które wynosiło się z domu, by wzmocnić je kształceniem a następnie własnymi wyborami życiowymi.

Księga druga skupia się przede wszystkim na wydarzeniach po zakończeniu I wojny światowej, europejskich podróżach związanych z podjętymi studiami, pracą dziennikarską, literacką. Wojna się kończy, Europa leczy powojenne rany, co autor obserwuje w Niemczech i Francji, gdyż te kraje stanowią przede wszystkim tło i temat jego zapisów obserwacji, refleksji. "Obserwacja życia stała się dla mnie pilnym zadaniem."2 - nawet można dodać, że ta umiejętność i samodzielność myślenia, niepoddawanie się modom kształtuje przyszłego, dobrego pisarza. To jednoczenie wspomnienie, że  "Na moich oczach rozpadała się na części cywilizacja czy coś, co zwykliśmy nazywać tym słowem, mosty, lampy łukowe, malowidła, systemy pieniężne (...) Miałem pilne zadanie, chciałem jeszcze coś zobaczyć w "oryginalnym stanie", zanim nastąpi przerażająca, niewiadoma zmiana. Ruszyłem w podróż."2 Był jeszcze inny cel. "Każdego nowo poznanego człowieka obserwowałem według tego kryterium, chciałem wiedzieć, czy żyją już gdzieś Europejczycy, czy istnieje w jakimś polskim salonie czy na duńskim uniwersytecie ktoś, kto czuje się przede wszystkim Europejczykiem i dopiero w następnej kolejności Polakiem, Duńczykiem.(...) Czasami miałem nadzieję, że życie lub literatura zetkną mnie z takim "Europejczykiem". Ale najczęściej byli to włóczędzy lub łowcy przygód, których przyciągało bogate miasto."Nie znajdzie "Europejczyków", lecz Niemców, Francuzów z ich zaletami i przywarami lub marzeniami, natomiast dla siebie odsłoni europejskie dziedzictwo. Niemcy i Francja - to miejsca i punkty obserwacji. "Żyłem w przekonaniu, że Niemcy są prawdziwą ojczyzną pedantycznego porządku; tak zresztą, jak mnie nauczono w domu. Rzeczywiście, wszędzie był tu porządek, w muzeach, na dworcach kolejowych i w prywatnych mieszkaniach. Tylko w duszach, w niemieckiej duszy było coś "nie w porządku"; panował w niej mrok, dziecinna mgła krwawych i niepomszczonych, nieodpokutowanych mitów. (...)  [i]choć Francuzi rzeczywiście zamiatają śmieci pod meble, w ich umysłach panuje nieskazitelny porządek i higieniczna jasność."3 Krótkie, lecz jakże trafne uogólnienie, gdy wierzymy w cechy wspólne narodu. W końcu ten mroczny umysł, niepogodzony z klęską i kosztami finansowymi wywoła kolejną wojnę. Tymczasem dwukrotny pobyt we Francji, która odpycha i przyciąga równocześnie, to szukanie cech specyficznych dla miejsc mających wpływ na rozwój sztuki, nauki. "Dlaczego Francuzi mieli literaturę, a nie mieli jej na przykład Holendrzy? Dlaczego w Niderlandach rozkwitło malarstwo, a nie rozkwitło w Szwecji? Dlaczego w Norwegii rodziła się literatura i dlaczego muzyka Francuzów nie wyszła poza przeciętność? Węszyłem w Paryżu tajemnice "narodowego charakteru; ale to czego się dowiedziałem, było zawsze tylko potwierdzeniem inności, nigdy zaś wyjaśnieniem przyczyny."4 Márai stawia sobie zadania, podąża tropem zdobywanych faktów, by uczciwie stwierdzić, że niemożliwe jest udzielenie jednoznacznej odpowiedzi, postawienia tezy nie do obalenia. Jest w tym wszystkim pewność, krytycyzm i pokora człowieka mądrego. Przygląda się twórczości Francuzów, tych starych i jeszcze uważniej młodym debiutantom, by stwierdzić: "Czułem się wśród nich żebrakiem i kaleką."5 Odrzucanie tradycji, pisarska pewność, klarowny język i nowe, które nadchodzi, budzi lęk. Márai dostrzega coś, co po raz kolejny zmieni Europę, ale jeszcze tego nie nazywa jednoznacznie. Przeciwieństwa dążą do konfrontacji.

Z każdej podróży się wraca do siebie. Obcy, przybłęda wraca do domu. "...ale zrozumiałem, co czyni mnie obcym między nimi, dzięki czemu jestem sobą." Jeżeli zrozumieliśmy, kim jesteśmy, to podróż spełniła swoje zadanie.

Wyznania patrycjusza - to książka, w której każdy odkrywa wciąż nowe uwagi, spostrzeżenia, refleksje o sobie i o innych.

______________________

Sándor Márai, Wyznania patrycjusza / Egy polgár vallomausai, przeł. Teresa Worowska, wyd. II, s. 520, Czytelnik, Warszawa 2005.

*Pengö - waluta węgierska od 1927 do 1946 r. Kurs względem dolara wynosił 21.01.1927 r. 1:5,00. Należy wziąć jeszcze pod uwagę inną niż dzisiaj wartość nabywczą dolara.

1 Tamże, s. 238.

2 Tamże, s.272, 274,289 - refleksja związana z odkryciem alzackiego pisarza René Schicklele i odczucia w jego twórczości "europejskiego patriotyzmu".

3 Tamże, s. 320.

4 Tamże, s. 398-399.

5 Tamże, s.428.

sobota, 14 czerwca 2014

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zabierz... - chce się zawołać za poetą w upalne dni. Wyspy, wysepki są nie tylko samoistnym bytem terytorialnym, lecz czasami i częścią kraju, który rozsiadł się skromnie na kontynencie. Właśnie wyspom greckim możemy przyjrzeć się w kolejnej książki z serii przewodników historycznych Bellony (Chorwacja, Ukraina). Są w nich elementy reportażu, gdyż podróż autorów jest widoczna, otrzymujemy subiektywny wybór miejsc lub obiektów, krajobrazu, na który zwrócili uwagę, a przede wszystkim sporą porcję wybranych ciekawostek historycznych powiązanych z prezentowanym miejscem. Wydaje mi się, że ten rodzaj literatury znakomicie uzupełnia typowe przewodniki turystyczne, przybliżając nie tylko wielkich ludzi, historię, ale i codzienność odległych czasów. Klarowny język, kontakt z autorem, łączenie przeszłości z teraźniejszością mogą być rekomendacją dla każdego bez względu na wykształcenie - wystarczy tylko chłonny na wiedzę umysł.

Jarosław Molenda wybiera tylko niektóre ze znanych greckich wysp, więc nie ma Rodos czy Itaki. Za to, wyruszając z Aten Peryklesa, zatrzymujemy się na Anafi, Thirze, Cyterze i Antycyterze, Chios, Korfu, Krecie, Lesbos, Nisiros, by zakończyć rejs na Simi. Nigdy nie zostajemy oprowadzani po całej wyspie, lecz, zatrzymując się gdzieś po drodze, poznajemy zaskakujące historie z niestereotypowymi ocenami, gdyż dziejom trzeba się przyglądać wciąż na nowo a nie powtarzać utarte opinie, które ktoś przypadkowo podał do publicznej wiadomości. Przewodnik nie jest podręcznikiem historii, więc skrupulatnie nizamy na sznureczek kolejne barwne opowieści z przeszłości, licząc, że jakiś w miarę pełny obraz nam się wyłoni, a nawet możemy spojrzeć lustro czasu, w którym przygląda się nasza współczesność.

Na jaką chorobę zmarł Perykles? Rozwój medycyny i odkryte symptomy kolejnych chorób sprawiają, że ten temat wciąż jest analizowany. Czy to wirus Ebola przeniósł do Hadesu dzielnego i mądrego Greka? Małpki i koczkodany saba są widoczne na zachowanych freskach.

Przeciętnemu człowiekowi starożytna Grecja kojarzy się z literaturą, sztuką, demokracją, filozofią, ale nigdy z umiejętnościami technicznymi i wynalazkami. Tymczasem wydobyte z dna morskiego w pobliżu Antycytery urządzenie świadczy o wyjątkowych umiejętnościach konstruowania mechanizmu-kalendarza dla potrzeb astronomii. Odnaleziony materiał badawczy skłonił do zainteresowania się tematem antycznych wynalazków.

Dzień codzienny starych Greków to kafenion, a tam tavli, grecka wersja tryktraka. Gry planszowe to nie tylko przyjemność gry, konwersacji, lecz i przyjęcie strategii gry, jak w szachach.

Na Chios szukał śladów Krzysztofa Kolumba, by nie wyjaśnić zagadki pochodzenia i kariery odkrywcy Ameryki. Wyspy to też ślady wielowiekowej okupacji tureckiej, toteż w XIX w. Masakra na Chios Eugène'a Delacroix'a zwróciła uwagę opinii publicznej na ten temat.

Korfu większość kojarzy z cesarzową Sissi, a miłośnicy literatury z braćmi Durrell. Wyspa uchodzi ona nie bez kozery za bardzo brytyjską. Autor wprowadza również treści związane z pobytem Polaków  (Dantyszek, Słowacki, Koźmian). Zresztą o Polakach w Grecji i piszących o Grecji poświęcony jest osobny rozdział. Każdy odwiedzający Korfu powinien zwrócić uwagę na kumkwiat, "mały klejnot w rodzinie cytrusowej".

Wprawdzie Kreta kojarzy się z wykopaliskami oraz zrekonstruowanym pałacem Minosa, jednak to wąwóz Samaria cieszy się uznaniem piechurów. "Kto nie zobaczy przejścia Samarii, ten nie zna Krety" - mówią miejscowi. Przewodnik jest tak pisany, że czas teraźniejszy prowadzi ku innym czasom, skojarzeniom, przypomnieniom mitologii, historii, również tej z II wojny światowej, która przysporzyła Grekom niebywałych cierpień.

Mieszkance Lesbos, Safonie, dwuznaczną opinię u potomnych wystawili poeci komiczni (IV w.p.n.e.), powtórzyli gramatycy aleksandryjscy, a w naszych czasach utrwalili w XVIII w. Francuzi. Tymczasem mityleńczycy po śmierci poetki składali jej hołd jako heroinie w sakralnym znaczeniu tego wyrazu. Stąd pochodzili bracia Arudż i Hizir znani pod jednym mianem - Barbarossa. Na tej wyspie zaczęła się  w XVII w. ucieczka z niewoli tureckiej grupy niewolników pod przywództwem Polaka Marka Jakimowskiego, co zostało również zapisane w literaturze z epoki. Z dziedziny kulinarnej natomiast należy zwrócić uwagę na  marynowane w soku z cytryny sardynki.

Żadna podróż nie może się odbyć bez kosztowania miejscowych specjałów. Na Nisiros dostrzegamy migdały, ale też zatrzymujemy się przy oliwkach, gdyż stąd pochodzą podobno najstarsze skamieniałe liście drzew oliwnych. Przyroda, widoki, ruiny, ale nagle czytamy ciekawostkę o przypadkowym zjedzeniu jedynego okazu sześcioramiennej kałamarnicy przez amerykańskiego nurka.

Odwiedzana na parę godzin przez grupy wycieczkowe Simi zachwyca zachowanym pięknem. W tym miejscu podróżnik przekazuje wiadomości o diecie długowiecznych mieszkańców tej wyspy. Tu też jest obecne wspomnienie poławiaczy gąbek, których już obecnie nie ma, ale morski towar z innego rejonu świata jest eksponowany.

"Nie zadawaj pytań, lecz zrelaksuj się i opróżnij swój umysł.[...] Wszystko jest błękitne i pachnie mądrością."* - pisał Lawrence Durrell. Czytelnikowi pozostają marzenia i lektura tej zachęcającej do podróży książki. Erudycja autora utwierdza go jednak w przekonaniu, że każda opowiedziana historia prowadzi do kolejnych korytarzy labiryntu wiedzy, a on poznał tylko skromną cząstkę.

______________________

Jarosław Molenda, Wyspy greckie. Przewodnik historyczny. Kontrowersyjne dzieje Hellady, s. 304, Bellona, Warszawa 2014.

* Tamże, s. 229.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96