| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi
środa, 19 marca 2014

"... w Midlemarch bowiem różnice społeczne były bardzo subtelne i starzy fabrykanci, podobnie jak książęta, utrzymywali związki wyłącznie z równymi sobie, świadomi swojej przyrodzonej wyższości społecznej, która znajdowała bardzo zdecydowany wyraz w praktyce, choć nie sposób było określić teorii."1

W kolejnej księdze mamy okazję poznać nowych bohaterów - rodzinę Mary Garth  z jej ojcem Kalebem Garthem na czele. Zaprowadzi nas do nich nieroztropny młody człowiek o słabym charakterze, czyli Fred Vincy. Wpierw z grona przyjaciół wybiera najsłabsze ogniwo, by otrzymać podpis jako poręczenie weksla, a potem gdy nie może spłacić pożyczki, idzie się kajać. "W tym jednak momencie zobaczył samego siebie jako szubrawca, który okrada dwie kobiety z ich oszczędności [Mary i panią Garth, która oszczędzała na czesne dla syna]."2  Sam Kaleb Garth, człowiek dobroduszny i poczciwy, mu przebacza, bo zawsze chce widzieć tylko dobre strony człowieka. "Od wczesnych lat ambicją jego był owocny trud w tym wzniosłym trudzie, który w szczególny sposób uszlachetniał, nazywając go "pracą". Przedsiębiorca, samouk, robotnik, gdy trzeba było, realizował swoją pasję życiową, pozostając ubogim, ale ani on, ani rodzina tym się nie przejmowała. "Uważam swoich rodziców za najlepszą cząstkę samej siebie."2 - powie Mary. Zaskakujące to jest na tle postaw innych osób. Rodzina Vincy liczy na spadek po panu Piotrze Featherstone, podobnie jak inni członkowie najbliższej rodziny, którzy zjechali do Stone Court, by czuwać nad przebiegiem zdarzeń. To opowiadanie ironiczne, ale i dramatyczne, gdy uczciwość zderzy się ze zbyt późną decyzją ostatecznego zamknięcia ziemskich spraw.

W matni znajdzie się doktor Lydgate, którego wizyty w domu burmistrza i nie tylko zawodowe rozmowy z Rozamundą zostaną wzięte na języki lokalnych plotkarzy. Żenić się? Doktor zdobywa nowych, liczących się w środowisku pacjentów.

Nie wolno nam zapomnieć o kolejnych znajomych. Państwo Casaubonowie są już w Lowick Manor. Analiza niedobrania małżonków i niespełnienia oczekiwań szczególnie ze strony Dorotei w dalszym ciągu jest drążona przez narratora, który przenika myśli swojej bohaterki i dokonuje ocen. "Małżeństwo, które miało być jej drogą ku zajęciom godnym i przydatnym, nie uwolniło jej od przygniatającej swobody pani ziemiańskiego dworu;nie wypełniło nawet jej wolnego czasu rozpamiętywaniem radości, jaką niesie niepohamowana czułość. Kwitnąca, pulsująca młodość zamknięta została w duchowym uwięzieniu, stanowiąca jedno z zimnym, bezbarwnym, zawężonym krajobrazem, nieczytanymi książkami i upiornym jeleniem [na gobelinie w pokoju] w bladym fantastycznym świecie, który zdawał się niknąć w świetle dnia."3 Niepokój, który wydobył młody Will w czasie rzymskiej rozmowy, będzie się rozwijać.

Tymczasem pan Casaubon, robiąc w kontrakcie ślubnym hojny zapis, by znalazła wszystko, co potrzebne do szczęścia, miał otrzymać rozkosze rodzinne oraz kopię samego siebie, która po nim zostanie, jak pisali poeci szesnastego wieku. W XIX wieku o kopii nie było już mowy, bo sam zainteresowany miał problemy natury badawczej, czyli podjęcia decyzji wydania owego klucza do mitologii świata, nad którym pracował lata. Teraz możemy poznać, w czym tkwi problem autora niewydanej, a nawet nieukończonej pracy - zwyczajna niepewność i obawa przed krytyką uczonych.

Żeby zaostrzyć czytelniczy apetyt, zapowiada się wizytę młodego Ladislawa, którego wprawdzie pan Casaubon nie chce przyjąć (zazdrość), ale zaprasza go stryj Brooke, oczekując partnera do rozmów. Co z tego wyniknie?

Wątki uczuciowe, finansowe, ale też stosunek do pracy i jej plonów zostają podkreślone w tej księdze. Proza obserwacyjno-analityczna angielskiej pisarki obfitująca w sentencje, złote myśli staje się kroniką życia przeciętnego miasteczka angielskiego XIX wieku.

____________________

George Eliot, Miasteczko Middlemarch / Middlemarch, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, t. I -s. 500, Prószyński i S-ka, Warszawa [2005]. [Księga trzecia Czekanie na śmierć, s.269-376]

 1 Tamże, s. 274.

2 Tamże, s. 293, 304.

poniedziałek, 17 marca 2014

"Przeszłość nigdy nie znika. Co najwyżej zarasta bielmem i zdradą, ale nie znika. Bo przeszłość jest czymś więcej niż materią. Zapuszcza w pamięci swoje pędy i kształtuje ją od środka. Pamięci nie zadźgają nożami, nie poderżną jej gardła. Gdyby wycięli nas w pień, spalili wszystkie nasze biblioteki, spopielili galerie,muzea i obrazy, zburzyli uniwersytety, zrujnowali domy, kaplice i świątynie, wycięli w pień wszystkie drzewa i lasy, pamięci nie spalą, ani nie przerżną piłą na pół. Bo pamięć jest czymś znacznie większym niż ziemia, pola, lasy, ludzie, pojęcia i rzeczy. Pamięć nie spala się w ogniu. Nie tonie w morzu. Rośnie w naszej skórze, w krwi, w oddechu, w snach i wielkiej ciszy. Nie wytną powietrza, nieba, ziemi, gwiazd, ani słońca. Pamięć ma swoje rozliczne klisze i nieznane nam schowki, magazyny, składnice powietrza. Odczytają ją nasi wnukowie ze światła, które wszystko widzi, z powietrza, którym oddychamy. Pamięć wryła się w ziemię, wraz z krwią pomordowanych. Nie da się, Robercie, pamięci unieważnić, ani oddelegować w obce światy. Zawsze nadchodzi jej czas i ona znowu ożywa i objawia się ludziom."1

Ta długa wypowiedź Artura, jednego z bohaterów powieści, zawiera w sobie sens misji, której podjął się Stanisław Srokowski, pisząc trylogię kresową XX wieku. Beletrystyka tworzona ku pamięci, by oddać cześć zwykłym ludziom, którzy chcieli mieszkać w swoich domach, pracować, pielęgnować swoje tradycje, ale również brać udział w świętach sąsiadów, jest jednocześnie ostrzeżeniem, krzykiem rozpaczy, świadectwem krzywdy, terroru, obrony, lecz i hołdem sprawiedliwym.

Po Ukraińskim kochanku, w którym pisarz nakreślił w miarę zgodne życie społeczności kresowej w okresie międzywojennym, następnie zakłócił ów rytm wojną i dwiema okupacjami (sowiecką i niemiecką) powiązanymi ze stratami w ludziach i mocnym akordem krzywdy zadanej przez zorganizowaną bandę ukraińską, teraz w drugim tomie zwraca uwagę na zaplanowane czystki etniczne wprowadzane przez OUN, UPA na Kresach Rzeczypospolitej. Perspektywa wioski i Kołomyi na Pokuciu zostaje poszerzona dzięki wiedzy niektórych bohaterów. Zło przychodzi i puka do domów, każe wykonywać rozkazy, ale i karze niepokornych. Kolejna tragedia dotyka rodzinę młynarzowej, a Mitia przeistacza się w Mściciela. Wątków w powieści jest sporo, by dzięki nim przyjrzeć się tym, którzy na Kresach mieszkali lub na nie przybyli jako okupanci.

Zdrada przede wszystkim staje się świadectwem planowo przeprowadzanych czystek etnicznych dokonywanych przez zbrojne ramię OUN-u na Polakach, Żydach, Ormianach oraz tych, którzy nie byli Ukraińcami popierającymi mordy na sąsiadach. Drastyczne sceny podane są wprost, także jako przekazy ustne uratowanych, czasami zawarte w liście. Dają obraz niewyobrażalnego okrucieństwa i pomysłowości w zadawaniu śmierci i poniżania. Huta Pieniacka była jednym z takich miejsc i jeden z rozdziałów powieści jest tej tragedii poświęcony.

Obraz kreślony przez Stanisława Srokowskiego nie jest tylko czarno-biały, lecz ma swoje odcienie wynikające z postaw moralnych bohaterów. Wieś współczuje Mitii, pomaga gasić pożar, truchleje ze strachu, ktoś jeszcze pomaga Żydom. Piękną postawę prezentuje pop Kiryło, który jest chrześcijaninem do końca swych ziemskich dni. Sprawy postaw duchowieństwa greko-katolickiego rozważa się w dyskusji, podobnie jak potrzebę podjęcia działań obronno-odwetowych.

"- Arturze. Oszczędź okrucieństwa, błagam - poprosiła młynarzowa, zamykając oczy.

- No, właśnie, Anno, nawet ty zamykasz oczy, gdy o tym mówię. Oszczędź okrucieństw, powiadasz. Ksiądz Robert tak samo. Jakby mówienie o okrucieństwach było zbrodnią. A milczenie unieważniało zbrodnię. Likwidowało ją. (...) Jeśli będziemy milczeć, to hańba się powtórzy. Nie wolno milczeć, Anno. Bo milczenie, to nowa zbrodnia, kolejne zabijanie, powtórna śmierć. Ilekroć milczymy, to jakbyśmy po raz drugi zabijali. To tak jak z kłamstwem i oszustwem. Kto kłamie albo milczy, ten zgadza się na zbrodnie."2 Powieściowy Artur wypowiada słowa, pod którymi może się podpisać sam autor. Każe zatrzymać się współczesnemu czytelnikowi, rozejrzeć się, ocenić współczesne postawy i propagandę obecną w mediach, dostrzec nieudolność przekazywania wiedzy historycznej, która powinna służyć dbaniu o własną godność i śmiałemu budowaniu przyszłości.

Oprócz obrazów codzienności bohaterów, dialogów, najlepiej wprowadzone są etapy budowania się legendy Mitii-Mściciela, w której bierze udział cała kresowa przyroda. Szkoda tylko, że nie dokonano przypisów z tłumaczeniem dialogów ukraińskich. Książka powinna trafić nie tylko do tych, którzy tragedię Kresów znają z opowieści lub literatury, ale również do tych, którzy do tej pory mimo lat i siwych włosów nic nie wiedzą o tragedii, która ogarnęła Wołyń, Podole i Pokucie, krocząc dalej na zachód. To oni, młodzi i starzy, powinni być adresatami powieści, gdyż niektórzy lepiej przyswoją historię w zbeletryzowanej formie.

"Opowiadanie dziejów to nasz święty obowiązek. Nie może podlegać żadnym ograniczeniom. Musi stać się nadrzędną zasadą cywilizowanego świata. Bo tam, gdzie się łamie zasady, wkrada się hipokryzja i cynizm. (...) Nie wolno nam zamykać oczu na prawdę, tylko dlatego, że prawda boli i razi uszy estetów."3

______________________

Stanisław Srokowski, Zdrada, wyd. drugie, s. 348, ARCANA, Kraków 2013.

1 Tamże, s. 186-187.

2 Tamże, s. 240.

3 Tamże, s. 241.

niedziela, 16 marca 2014

 

"Kruszka parzy więcej kawy. Wyczarowuje odrobinę sera kawowego i odłupane z głowy cukru kawałki. Potem siorbią gorący i słodki napój, a na koniec wyławiają kawałki skrzypiącego między zębami sera."* Ser kawowy, kaffeost to ser z młodziwa krowiego lub reniferowego, zazwyczaj pieczony i podawany zamiast ciasta albo- pokrojony w kawałeczki - w kawie. To tradycyjny deser z północnej Finlandii, popularny również po szwedzkiej stronie rzeki Torne.

***

"Powieść towarzyszy człowiekowi wytrwale i wiernie od początków Czasów Nowożytnych. Oddała się wówczas "namiętności poznania" (którą Husserl uważa za istotę europejskiej duchowości), chcąc ogarnąć konkretne życie człowieka i chronić go przed "zapomnieniem o byciu"; chcąc rzucać niegasnące światło na świat życia codziennego". Tak rozumiem i podzielam upór, z jakim Hermann Broch powtarzał: jedyną racją bytu powieści jest odkrywanie tego, co tylko powieść odkryć potrafi. Powieść, która nie odkrywa nieznanego dotąd ułamka egzystencji, jest niemoralna. Jedyną moralność powieści stanowi poznanie.

Dodam jeszcze: powieść jest dziełem Europy; odkrycia powieści, choć dokonane w różnych językach, należą do całej Europy. Na historię powieści europejskiej składa się następstwo odkryć (a nie prosta suma tego, co napisano). I tylko w takim ponadnarodowym kontekście wartość dzieła (to znaczy zasięg jego odkrycia) pozwala w pełni siebie dojrzeć i zrozumieć."**

Powieść w dalszym ciągu żyje i czuje się dobrze, a najlepiej ta, która niczego nie udaje, nie ma ambicji awangardowych, zaplanowanej misji wyprzedzania epoki, znajduje swoich czytelników i krytyków. Stoi na półkach, pręży się na stołach, czasami zakurzona ginie w kątach księgarń i bibliotek.

***

Ostatnio głośno było o pisarce nominowanej do nagrody Nike, która zarobiła zbyt mało w stosunku do włożonej pracy. Argumentów i armat wytoczono niemało, a przy okazji odgrzano oskarżenia o słabym czytelnictwie narodu, a nawet jeżeli ono jest, to mało ambitnie się czyta, czytelnicy nie znają się na dobrej literaturze. Kompletny bigos roszczeniowo-naprawczo-prognostyczny wielu stron, i to z nie najlepszych produktów.

Przy okazji może odświeży się pomysł tantiem od bibliotek (pomysł innej pisarki) za przeczytanie.

***

Mariusz Szczygieł w gorzko-humorystycznym felietonie w "Książkach" stwierdza:

"Autor książki, choćby nie wiem jak pełen godności, musi się czasem ukorzyć. Napisać książkę i wydać ją to mało. Trzeba na niej zarobić, a ten etap autorstwa naprawdę może być poniżający. Żeby zarobić, niezbędny jest kontakt autora z pracownikami lub pracownicami sektora nagłaśniania książek. Nazywa się ich też mylnie dziennikarkami lub dziennikarzami."*** A oni  nie mają czasu na czytanie.

____________

*Åsa Larsson, W ofierze Molochowi, Wydawnictwo Literackie 2013, s. 119. Przypis tłumaczki Beaty Walczak-Larsson.

** Milan Kundera,  Sztuka powieści, PIW 2004, s.13.

*** Mariusz Szczygieł, Sektor nagłaśniania książek [w:] "Książki. Magazyn do czytania", s. 39.

czwartek, 13 marca 2014

Księga druga wprawdzie zaczyna się od wyjaśnienia sprawy Freda, pozwala jeszcze raz spojrzeć na sytuację Mary Garth, ale autorka ich porzuca, gdyż istotniejszy staje się pan Bulstrode, bankier wżeniony w rodzinę Vincy i Featherstone. Jego pochodzenie jest nieznane mieszkańcom, gdyż "... mniej wyrafinowani chcieliby wiedzieć, kim był jego ojciec i dziad, jako że od ćwierćwiecza nikt tu nie słyszał o żadnych Bulstrode'ach."1 Człowiek surowych zasad, dla którego nawet rozkosze stołu nie miały żadnej wartości, zajmuje się uruchomieniem szpitala zakaźnego połączonego ze starą infirmerią, w którym zatrudnienie znajduje młody dwudziestosiedmioletni doktor Lydgate. Celem spotkania stanie m.in. wywarcie  aksamitnego nacisku na lekarza, by zagłosował w sprawie zatrudnienia kapelana szpitalnego z pensją 40 funtów na protegowanego bankiera wielebnego Waltera Tyke a nie słynącego z pięknych kazań pastora Farebrothera. Młody doktor wprawdzie niczego nie obiecuje, trochę buntuje się wewnętrznie, potem poznaje pastora, protagonistę miejscowego bogacza, znajdując w nim partnera do rozmów o nauce, ale w decydującym momencie głosowania okazuje się konformistą znajdującym usprawiedliwienie dla własnej decyzji. Rozdziały z nowym lekarzem stają się okazją do dłuższej tyrady narratora na temat stanu medycyny, reform, co uzupełniają rozmowy o niej prowadzone przez niektóre postacie. Przy okazji przyglądamy się  Lydgate'owi od strony jego zalet i wad, a nawet przypisanego mu zarozumialstwa z gatunku aroganckich. "Jednym słowem, Middlemarch liczyło na to, że Lydgate łatwo da się połknąć i zasymilować."1 O Rozamundzie pamiętamy i obserwujemy ją w dalszym ciągu.

"Ja w każdym razie mam dostatecznie dużo roboty z rozsupływaniem nici pewnych ludzkich losów i śledzeniem, jak się ze sobą splatają i przeplatają, dlatego całe światło, jakie mam do dyspozycji, musi być koncentrowane na tym jednym wątku i nie może się rozpraszać po jakże interesującym terenie wzajemnych odniesień, nazywanym wszechświatem."2 - wyjaśnia narrator, przystępując do prześwielenia doktora, medycyny i lokalnej rady zaangażowanej w sprawy lokalnego lecznictwa i wyboru kapelana.

 Akcja księgi drugiej dzieje się w salonach, sali zebrania, raz sali muzealnej, a za murami jest jakiś (podkreślam - jakiś) krajobraz, domy, miasta. W tej części wydarzenia skupione są właśnie w pomieszczeniach. To tam rozmawia się, narrator odkrywa myśli i wątpliwości postaci, ale też bawi się nimi jak marionetkami, pozwalając sobie na współczucie, głaszcząc po głowie lub wbijając szpilki ironii. Oprócz eksponowanych w danym momencie bohaterów rysuje się nam mgliście portret zbiorowy społeczności Midlemarch.

Porzucając miasteczko, wszystkowiedzący narrator  przenosi czytelnika do Rzymu, gdzie wcześniej wyekspediował w podróż poślubną Doroteę i pana Casaubona. "jej stosunek do niego jako małżonki stawał się wraz z niedostrzegalnym ruchem wskazówek zegara coraz bardziej odmienny od wszystkiego, co się dotychczas składało na jej dziewczęce sny. Jeszcze było za wcześnie, by mogła sobie w pełni uświadomić, a choćby przyznać przed samą sobą, że dokonała się zmiana (...) Nieustanny bunt, życie bez ładu, bez czcigodnego celu, któremu oddałaby serce, było dla niej niemożliwe, a w dodatku sama siła jej natury zwiększała jeszcze wewnętrzny zamęt."3 By zasiać niepokój w serduszku naiwnej i smutnej Dorotei, potrzebny jest przewodnik. I znajduje się taki. To Will Ladislaw, który wskazuje na bezcelowość domniemanej epokowej pracy jej małżonka, jego pracy dla samej pracy dokumentującej coś, co już dawno zostało wykorzystane przez innych badaczy tematu mitologii świata. Między młodymi nawiązuje się nić sympatii i współczucia ze strony Willego: "... W Lowick: zostanie pani żywcem pogrzebana. Myśl o tym doprowadza mnie do szału!"3

Księga druga zamknięta. Szykują się zmiany w życiu bohaterów. Dokąd ich zaprowadzą?

***

Trzynastego - wszystko zdarzyć się może..., więc z czwartku zrobiłam środę ;-)

______________________

George Eliot, Miasteczko Middlemarch / Middlemarch, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, t. I -s. 500, Prószyński i S-ka, Warszawa [2005]. [Księga druga Starzy i młodzi s.147-268]

1 Tamże, s.150, 185.

2 Tamże, s. 171.

3 Tamże, s. 234, 263.

wtorek, 11 marca 2014

Antykwariusz z Szantarska po raz kolejny zostaje wmieszany w sytuację komplikowaną nie tylko dla niego, ale i dla funkcjonowania innych antykwariatów w mieście. Wprawdzie sam kiedyś widział korzyści płynące z istnienia gildii antykwariuszy, to jednak sposób wprowadzenia w życie tej inicjatywy przez nieznane mu osoby z zewnątrz, które nie przebierają w środkach, a nawet uciekają się do morderstwa jedynej osoby, którą Smolin mógłby nazwać przyjacielem, zmusza go do działania.

Zamknięcie cyklu z przypadkami antykwariusza, który jest fachowcem samoukiem, ale też ma dwie odsiadki w czasach minionego ustroju, to nie tylko poznanie zawartości owej pancerki, o której była mowa w poprzednich tomach, obalenie mitu bohatera-rewolucjonisty, ale również rozwijany wspomniany powyżej temat oraz obrazki codzienności ukazane z perspektywy prowincji. Nie ma tutaj kobiecego mizdrzenia się jak u Doncowej czy surowości i sztywniactwa Maryninej, lecz męski punkt widzenia rzeczywistości wciąż Nowej Rosji. Stare nie odchodzi tak szybko, gdyż w dalszym ciągu wpływa na stan obecny. Układy, układziki, to, co ktoś zagarnął, jak się ustawił, komu należy się przysługa, prezent, pojawiają się w tle zdarzeń. Człowiek prowadzący interesy, własną działalność gospodarczą, powinien umieć lawirować, tak prowadzić swój statek, by nie natknąć się na rafy koralowe lub je zręcznie omijać.

Szantarsk to nie Moskwa, więc i prowincjonalnej dyplomacji i cierpliwość trzeba. Pamiętamy, że siedem jajek Faberge wciąż czeka na kupca. Czy Buszkow zamierza kontynuować swój cykl? Na razie mamy przełożone trzy tomy, które należy czytać po kolei.

Język książki to wprawdzie współudział tłumacza, lecz należy się domyślić, że nie ustępuje oryginałowi w sposobie posługiwania się humorem słownym. Rosyjski klimat wprowadzają zwroty typu wujku Wasia - bo tam wszyscy w minionym ustroju dla siebie byli wujkami lub ciociami. Nie czujemy trochę tych zwrotów ironiczno-obraźliwych typu koziołek, suczka w zwrocie o mężczyźnie.

Akcja nie prowadzi jednym torem do celu, zbacza, czasami utyka w zdawałoby się ślepych uliczkach, by jednak znów odnaleźć dróżkę łączącą się z główną drogą. Ten sposób pisania, może niezbyt wartki, zapewnia czytelnikowi czas na obserwacje.

Trylogia z Szantarska:

______________________

Aleksander Buszkow, Skarb antykwariusza / Skrowiszcze antikwara, przeł. Jan Cichocki, s. 256, Bellona, Warszawa 2014.

niedziela, 09 marca 2014

"Zaś kawiarnia... Ci, którzy pamiętają ją z Warszawy, kiedy to przy stolikach tłoczyła się rzesza rozprawiających nerwowo o wydarzeniach dnia, o sztuce, polityce, skandalach - nie będą w stanie wyobrazić sobie nastroju kawiarni wiedeńskiej. Dominantami jej były znakomita kawa i pieczywo, gazety i bilard. Wygodne fotele i kanapy, szklaneczka zimnej wody, dopełniały całości. Sjesta, a nie wzmożenie wielkomiejskiego podniecenia, była zadaniem kawiarni."1

***

Gdzieś w mediach opłotkami przemknęła informacja o 180. rocznicy ukończenia pisania Pana Tadeusza i pierwszego wydania epopei. Do okrągłej rocznicy pozostało 20 lat, więc warto w tym roku skorzystać z okazji, by spojrzeć na dzieło po raz kolejny świeżym okiem. Gdy skończę wizytę w Middlemarch, zamierzam po raz kolejny wyruszyć śladami słów i obrazów Adama Mickiewicza.

Cenny rękopis przechowywany w sejfie Zakładu Narodowego Zakładu im. Ossolińskich we Wrocławiu składa się z dwóch części. Księgi I-II oraz początek księgi IV skrywa zeszyt w niebieskiej marmurkowej okładce. To czystopis fragmentu epopei. 79 luźnych kart z czystopisami i brulionami, na których poeta zapisał dalsze księgi, zostały w 1940 roku połączone czerwoną skórzaną oprawą przez Aleksandra Semkowicza.

13 lutego 1834 roku w Paryżu poeta napisał ostatnie słowo "konieć", nowogródzką polszczyzną, a nie, jak wspomina w liście do syna poety Józef Bohdan Zaleski - finis, po łacinie. "W wieczór pod szarą godzinę, kiedyśmy się już zebrali przy ulicy Saint-Nicolas i po cichu gwarzyli, widząc gospodarza w drugim pokoju przy kominku szparko machającego piórem po papierze..., powstał od stolika Adam z rozpromienioną twarzą i zawołał ku nam: chwała Bogu! oto w tej chwili podpisałem pod Panem Tadeuszem wielkie finis." "Nazajutrz staropolskim obyczajem wysłuchaliśmy najpierw mszy świętej w kościele Saint-Louis d'Antin, a po mszy zaprosiliśmy go na obiad do Palais-Royal. Uczta była niewystawna, ale dostatnia i z gęstymi toastami w cześć i Adamowi i jego nowonarodzonemu infantowi."

Od razu dzieło przekazano do druku w kopii sporządzonej przez Ignacego Domejkę i Stefana Zana. 17 czerwca 1834 "staraniem Aleksandra Jełowieckiego" w drukarni A. Pinarda roku 3000 egzemplarzy pachniało farbą drukarską.2

***

Tym, którzy lubią podróżować z Danem Brownem, należy wskazać rozmowę z pisarzem, którą przeprowadził Wojciech Orliński, a jej zapis zamieszczono w kwartalniku "Książki. Magazyn do czytania". Pisarz przebywa i pracuje obecnie w Pradze. Czy tam będzie działał profesor Robert Langdon? To na razie tajemnica.

____________

1 Ferdynand Goetel, Patrząc wstecz, ARCANA 2009, s. 138.

2 Na podstawie artykułu Barbary Gruszki-Zych w "Gościu Niedzielnym" z 2 marca 2014, s. 60.

środa, 05 marca 2014

Czytam bez fundamentów historycznych po pobieżnym zapoznaniu się ze wstępem tłumaczki. Czas akcji powieści wrzesień 1829 - maj 1832 r. mieści się w epickiej panoramie momentu przełomowego w dziejach Anglii z punku widzenia prowincji. To okres reform w polityce, religii, rolnictwie, produkcji, medycynie czy transporcie.

 George Eliot, czyli Mary Ann Evans zaprasza do Middlemarch. Pierwsza część to Panna Dorotea Brooke.

"Prawdziwie cudowne małżeństwo to takie, gdzie mąż jest jakby ojcem, zdolnym nauczyć żonę nawet hebrajskiego, gdyby tego chciała."1

Bohaterowie wprowadzani są stopniowo, a i problemy ich dotyczące albo te, którymi żyje środowisko, przekazywane są w różnych proporcjach. Na początku uwaga koncentruje się na rodzinie Brooke, której gniazdo rodowe mieści się w Tipton Grange. Stryj sprawuje opiekę nad dwiema bratanicami, z których najstarsza dochodząca do dwudziestu lat niedługo będzie pełnoletnia. Wprawdzie dominującym tematem będzie zamążpójście i wybór kandydata, to jednak nieodzowne stanie się wskazanie postrzegania roli społecznej kobiet, ich zdolności intelektualnych przez mężczyzn, ale i ukształtowania umysłów kobiet przez wychowanie nakierowane na ich obowiązki w rodzinie. George Eliot przygląda się bohaterom z wielu stron. Każe im się wypowiadać, odkrywa skryte myśli, wątpliwości, odkrywa naiwność, przebiegłość, chytrość, nadzieje, wrażliwość i brutalność. Kiedy uzna za stosowne, ustami narratora uporządkuje postrzeganie postaci i ich decyzji. Język narracji snuje się dostojnie w tempie spaceru, przejazdu konno albo faetonikiem. Tak poznamy okolice Middlemarch. Każdy rozdział wprowadzany jest bardziej albo mniej znanym cytatem.

Dorotea Brooke, nazywana przez siostrę Dodo, to młodziutka sawantka zafascynowana niebanalną literaturą taką jak "Myśli" Pascala, z których wiele fragmentów zna na pamięć. Szuka nauczyciela i mistrza. I wybiera nie młodego panicza, z którym mogła zrealizować swoje plany architektoniczne chat farmerskich, lecz ponad czterdziestopięcioletniego pana Casaubona, dobrze sytuowanego duchownego anglikańskiego o poważnych ambicjach naukowych, którego pani Cadwallader ironicznie nazwie "Cycero z Lowick".

Wystarczy, że przeczytamy tylko jedną księgę, by uznać, iż George Eliot ma dar układania fraz w złote myśli ujawniające a czasami obnażające poglądy społeczeństwa, którego przedstawicielami są bohaterowie.

Dorotea  drażni swoim pewnym wyborem, naiwnością, potulnością, idealizowaniem przyszłości. W wypowiedzi charakteryzującej czytamy: "Miała filozoficzny umysł, który ze swej istoty tęsknił za jakąś wzniosłą koncepcją świata, obejmującą również parafię Tipton oraz jej, Dorotei Brooke, reguły postępowania w tej parafii; uwielbiała wielkość i intensywność i natychmiast akceptowała wszystko, co w jej oczach nosiło ich znamiona".2 Panna o tak zdecydowanych poglądach i celach  pragnąca się rozwijać intelektualnie i pracować społecznie wybiera mężczyznę dojrzałego, nie pięknego, chorowitego.

"... w porównaniu z nim moje myśli to miernota. A jeszcze jego uczucie, jego doświadczenie - to całe jezioro w porównaniu z moją małą kałużą."2

"Przyszło Dorotei do głowy, że pan  Casaubon, być może pragnie się z nią ożenić, a ta możliwość wzbudziła w niej coś w rodzaju uniżonej wdzięczności. Jakaż by to była dobroć z jego strony!"

"Jestem bardzo wdzięczna panu Casaubonowi. Jeśli mi się oświadczy, przyjmę go. Jest mężczyzną, którego najbardziej na świecie podziwiam i czczę."

"Małżeństwo to stan wyższych obowiązków. Nigdy nie myślałam o nim jak o osobistej przyjemności jedynie - mówiła biedna Dorotea."

A pan Casaubon? Jakie są jego poglądy, wszak to on dokonał wyboru i oświadczył się? Poprowadzi nas narrator.

"... postanowił poddać się całkowicie strumieniowi uczuć i z pewnym chyba zaskoczeniem stwierdził, jak niezwykle płytki jest to strumyk. Tak jak w rejonach suchych chrzest przez zanurzenie dokonywany bywa już tylko symbolicznie, tak i tu okazało się, że panu Casaubonowi zamiast kąpieli musi wystarczyć kilka kropel wody z tego strumyczka; wyciągnął wniosek, że poeci ogromnie przesadzali, opisując siłę męskich namiętności."3

Gdy źle pomyślimy o starym kawalerze, który zmienił stan cywilny, od razu zostaniemy doprowadzeni przez narratora do właściwej drogi interpretacyjnej. Podejrzewamy jednak, że zdolność operowania przez niego ironią i humorem podkreślającym ludzkie śmiesznostki jest grą, której się poddajemy, przyjmując reguły,  i z chęcią wyszukujemy słów ujawniających dystans opowiadacza historii.

Młode małżeństwo wysłane zostanie w podróż poślubną do Rzymu i jest to okazją, by zetknąć się z innymi bohaterami, którzy zarzucili już wcześniej przyczółki na brzegu akcji.

Celia wydaje się być osobą trzeźwo myślącą o życiu. Stryj Brooke uczciwie przedstawia kandydatów do małżeństwa i nie naciska bratanicy do swego wyboru. W rozmowie lubi zmieniać tematy. Ma pewne ambicje na przyszłość związane z wejściem do parlamentu na fali reform("stanęliście po stronie Peela w Kwestii Katolickiej"). Ujawniła się nam również koalicja plotkarzy. Zaś Chettam, niedoszły narzeczony:

"Niewątpliwie mężczyźni, którym brak własnych pomysłów, mogliby pod dobrym, kobiecym kierunkiem stać się bardzo pożytecznymi członkami społeczeństwa, gdyby im się poszczęściło z wyborem szwagierek."4

Nie należy zapominać o młodym Willim Ladislawie, krewniaku Edwarda Casaubona, w którym płynie polska krew. To człowiek wrażliwy interesujący się sztuką.

Po opuszczeniu Tipton i Lowick, przenosząc się do Middlemarch i Stone Court stykamy się z nowymi ludźmi, co będzie wykorzystane w kolejnych częściach.

"- Ten młody Lydgate, nowy doktor. Myślę, że znakomicie zna się na medycynie."(...)5 Zanim pojawi się na stronach książki osobiście, poznajemy opinie na jego temat. Niezamożny, dobrze wykształcony młody człowiek z ambicjami w wykorzystania najnowszej wiedzy medycznej staje się obiektem obserwacji, ale i ktoś zagnie na niego parol. Rodzeństwo Fred i Rozamunda Vincy to kolejna para bohaterów, na których trzeba będzie zwrócić uwagę, a pojawiają się w ostatnich rozdziałach pierwszej części. Fred narobi sobie kłopotów, ale spotka Mary, bo to "Najlepsza dziewczyna, jaką znam."5

Relacja z czytania jest zawsze niewiadomą, czy zwracamy uwagę na właściwe osoby, wypowiedzi i opinie. Będzie jednak okazja do sprostowania, nowego spojrzenia na rozwijające się wątki i postacie.

______________________

George Eliot, Miasteczko Middlemarch / Middlemarch, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, t. I -s. 500, Prószyński i S-ka, Warszawa[2005]. [Księga pierwsza Panna Dorotea Brooke s.13-146; poprzedzona Preludium]

1 Tamże, s. 19.

2 Tamże, s. 16, 37, 40, 53, 55.

3 Tamże, s. 80.

4 Tamże, s. 47.

5 Tamże, s. 113, 146.

poniedziałek, 03 marca 2014

Czytając Gustawa Morcinka, trzeba również sprawdzić, jak reagował na program polityki kulturalnej, czyli realizmu socjalistycznego, którego początek przypada na koniec 1948 i początek 1949 roku. Pisarz miał o tyle łatwiejsze zadanie, że od lat pisał o górnikach i pracy w kopalni, lecz tym razem musiał wpleść wyraźne wątki walki klasowej. Gdy przegląda się dokonania pisarza z tego okresu, widzi się, że uciekał w tematykę historyczno-legendarną, też twórczość dla dzieci.

Pokład Joanny został wydany w 1950 roku, ale nie jest to socrealistyczna ramotka, lecz porcja solidnej literatury, która w przeważającej części broni się przed zarzutami bezmyślnego, łopatologicznego, koniunkturalnego  przekazywania "słusznej" idei. O naginaniu fabuły w niektórych fragmentach, by sprostać partyjnym wymaganiom, przemilczeniom, pewnym niedopowiedzeniom również należy wspomnieć.

Powieść składająca się z epizodów, które łączy miejsce, a tempo nadają zmiany w historii, jest połączeniem erudycji o najstarszych zabytkach piśmiennictwa o górnictwie, klasyki, wykorzystaniem śląskich legend i przesądów górniczych, opowieścią o właścicielach i dyrektorach kopalni "Arnold" z pokładem Joanna, a przede wszystkim o kolejnych pokoleniach górników. Ma w sobie coś z gawędy, którą słucha się z zapartym tchem, bo gawędziarz maluje obraz słowem, powtórzeniami, ciągiem fantastycznie ułożonych wyliczeń, refrenowymi powrotami do faktów, które po latach stają się legendą, czaruje pięknem gwarowego słownictwa, humorem. Kreśli portret zbiorowy górników poprzez wyraziste sylwetki szlachetnych postaci pierwszoplanowych w kolejnych epizodach, ale i tych ułomnych charakterem, którzy sprawiają, iż wizerunek nie jest przesłodzony. Zetknięcie z codziennym zagrożeniem, sprostanie wymaganiom zwierzchników, nawet tych zbyt wygórowanych, sprawia, że hartują i krystalizują się postawy wobec warunków pracy, wynagrodzenia, warunków życia.

Wszystko zaczęło się od Skarbnika, Szarleja, Pusteckiego, Ziemskiego Ducha... Nie, oni byli zawsze w podziemiach. Jeszcze raz. Wszystko zaczęło się od Karola Goduli (Karla Godulli), postaci autentycznej obrosłej legendą wśród pospólstwa o pakcie z diabłem, które pomogły mu zdobyć majątek w iście amerykańskim stylu (jak byśmy powiedzieli dzisiaj), a on z kolei go zapisał dziewczynce o równie niskim pochodzeniu, czyli Joannie Gryszczyk, po latach nobilitowanej przez cesarza jako Joanna Gryszczyk [też zapisy Grycik, Gryzik] von Schomberg-Godula, która po zamążpójściu stała się grefinią i powiększyła nazwisko o von Schaffgotsch, wychodzącza mąż za ubogiego arystokratę, pana na Kopicach (obecnie ruiny pięknego pałacu). O tym możemy przeczytać i obejrzeć zdjęcia w internecie. Śląski Kopciuszek został przez pisarza potraktowany w dwojaki sposób, bo i z podziwem dla charakteru, i nieco ironicznie, bo tak przez przypadek stała się krwiopijcą robotnika. Johanna-Flöz - to trudny w eksploatacji, ale szczególnie cenny w węgiel koksujący pokład w kopalni. Gustaw Morcinek akcję swojej książki ulokował od XIX wieku do 1948 roku, więc zmienne losy będzie przeżywała kopalnia i ludzie. Przeprowadzi czytelnika od sygnalizowanego  symptomów odrodzenia narodowego na Śląsku, wspominając działaczy publikujących w prasie, ludzi tej miary co Karol Miarka czy Józef Lompe, wprowadzanie nowinek o idei Marksa, co robi ów oczytany buntownik-górnik z Italii, do którego dziwną skłonność miała nastoletnia grefini, strajki górnicze, świadomość wydarzeń w Europie, powstania śląskie (jeden z bohaterów bierze udział w walkach pod Górą św. Anny) i plebiscyt, II wojnę światową, okupacją oraz wyzwolenie. Ruda Śląska jest miejscem, w której znajduje się ów pokład podziwiany, przeklinany, zagrożony, ratowany, czasami grób górników. Śląsk niemiecki i Śląsk polski. Idee sprawiedliwości społecznej (brakuje tu wyraźnie wskazanej partii i wodza) łączą się z ideami propolskimi (na stronie Rudy Śląskiej możemy zobaczyć wyniki plebiscytu). Polskość, obok zaangażowania w pracę, jest dla bohaterów autora najważniejsza, mimo ukłonu w stronę AL (może GL), która podobno działała w Beskidach i miała łączność z Katowicami, oraz rywalizacji z wyrabianiem norm rzuconej przez Pstrowskiego, co stanowi zamknięcie powieści.

Morcinek zmierzył się z tak trudną sprawą jak podpisywanie Volkslisty, co jest autorską obroną ludzi, którzy to zrobili. Przed takim wyzwaniem stają bohaterowie jednego epizodu.

"Podpisał ją w końcu po przełamaniu moralnego oporu. Towarzysze jego również łamali się w sobie, zastanawiali głęboko.

- To zdrada! - mówili do niego.

- To nie jest zdrada! Jeżeli nie podpiszecie, macie dwa wyjścia. Albo was czeka obóz koncentracyjny, albo przesiedlenie do Generalnej Guberni. Większość Ślązaków podpisze. Przecież nawet z ambony nawołuje się wiernych do jej podpisania. Radio londyńskie to samo głosi. Lecz nie chodzi mi o ambonę czy Londyn. Tu przemawia u mnie rozsądek. Podpiszę, przyczaję się, a w odpowiednim momencie wbiją nóż w plecy..."* Tu pojawia się okazja do opowiadania o sabotażu wojennym, małej konspiracji. W kopalni są jeńcy (tak jak w czasie I wojny światowej), a gdy odgłosy wojny są coraz bliższe, zjawiają się towarzysze-wyzwoliciele, ale to tylko migawka. I tu można wskazać największy zarzut do pisarza. Nie napisał jasno i wyraźnie o rabunku majątku przemysłu, w tym wypadku polskiego, o aresztowaniach i wywózkach górników (nie tylko) przez Rosjan, o obozie znajdującym się w pobliżu, czyli Świętochłowicach, który stał się kontynuacją niemieckiego obozu koncentracyjnego, lecz pod nową "opieką" NKWD i UB. Wprawdzie autor nie był bezpośredni świadkiem zdarzeń, gdyż wojnę i okupację spędził w niemieckich obozach koncentracyjnych i do kraju wrócił pod koniec 1946 roku, jednak musiał znać opowieści o pierwszych miesiącach wyzwolenia tych ziem.

Mimo mankamentów i niedopowiedzeń Pokład Joanny jest fabułą dobrze obrazującą warunki pracy i życia, postaw w zmiennych warunkach historycznych. To przeszłość, o której powinno się wiedzieć.

______________________

Gustaw Morcinek, Pokład Joanny, wyd. XI, s. 388, Wydawnictwo "Śląsk", Katowice 1974.

* Tamże, s. 281.

niedziela, 02 marca 2014
 

„Najadłam się i napiłam w Sulgostowie wielu dobrych rzeczy, a między innymi kawy. Państwo nie lubią tego modnego trunku, który się niezbyt dawno w Polsce zjawił, i u nas dają go tylko wtenczas, kiedy są znakomici goście; ma też być bardzo niezdrowy dla młodych panien, szczególniej krew i płeć psuje, i ja dotąd tylko parę razy jakby na żart go skosztowałam. Ale w Sulgostowie napiłam się jej do woli, cała familia pana starosty przepada za tym trunkiem i na prośby jego i mnie Państwo co dzień filiżankę wypić pozwalali.”

 

***

Książkowiec napisała, co myśli o książce Iwony Kienzler Konopnicka - rozwydrzona bezbożnica, ale i o wcześniejszych insynuacjach dotyczących znanej pozytywistycznej pisarki, a tu okazuje się, że podobny trend w myśleniu o przeszłości nawet z tzw. przymrużeniem oka nie jest czymś wyjątkowym. W nowym numerze kwartalnika "Książki. Magazyn do czytania" odnajdujemy dyskusję o pisaniu na temat seksu, a tam wypowiedź Ignacego Karpowicza: "W moim przypadku pisanie scen erotycznych nie różni się od pisania w ogóle. Scena erotyczna czy krajobraz - taka sama robota. Weźmy Orzeszkową i jej długaśne opisy przyrody. Przecież dla współczesnego czytelnika to masturbacja! Kto ją tam zresztą wie, o czym myślała..."2 Tylko tyle i aż tyle. Wszyscy czytelnicy są jednakowi jak wzorzec z Sevres, więc w ten sam sposób czytają Nad Niemnem jak łońskiego roku robił to dyskutant, a przecież pisarz powinien pisać dla potomnych, czytelników lektur, a nie sobie współczesnych. On to wie;-)


Wyjątkowe "uznanie" recenzentki (a może i krytyczki literackiej) Elizy Szybowicz zyskała nieznana mi Anna Ficner-Ogonowska (z nazwiskiem zetknęłam się na blogach, lecz żadnej książki nie czytałam), której literatura mieści się w enklawie literatury dla kobiet, takiej pełnej ciepła i wiary w człowieka, przezwyciężania trudności. Artykuł3 jest solidny, wnikliwy poprzedzony  zapowiedzią: "Jeździ lexusem i mieszka w willi z dochodzącą służba. Bohaterka "Dynastii"? Nie, polonistka w powieściach nowej królowej polskich serc." Dlaczego spośród wielu piszących pań została wybrana ta pisarka?  "Ma wszelkie kwalifikacje, by zostać Naczelną Pocieszycielką Kraju." Co drażni w powieści Szczęście w cichą noc, bo o tej powieści będzie mowa w artykule? "..baśniowy obraz bezpiecznej i pobożnej klasy średniej, której życie rodzinne polega na... kontemplowaniu życia rodzinnego najlepiej na wiele sposobów jednocześnie." I tu następuje powołanie na autorytet badaczki  popularności harlequinów Ann Barr Snitow. "Kobiety ciągle nie mają równych praw, co kompensują sobie wizją domowego matriarchatu. Modernizacja społeczeństwa nie przekłada się w oczywisty sposób na poprawę ich sytuacji. Popkultura i media bardzo ostrożnie wprowadzają nowe wzorce relacji międzyludzkich, więc pole do popisu mają te pisarki, które za wszelką cenę wciskają lekko unowocześnione treści w tradycyjną formę." Artykuł na pewno dla wielbicielek literatury patelni, łoża i krzyża albo zacierających łapki - literatury seksu, wyuzdania i wyzwolenia w każdym wieku. Jest tyle wartościowych książek, o których można by napisać recenzję w magazynie, który ukazuje się raz na kwartał, więc dlaczego  ta okolicznościowa powieść pisana na okoliczność świąt Bożego Narodzenie zyskała uznanie w wiosennym numerze?


***

Należy jeszcze wspomnieć, że Padma z Miasta Książek zaprosiła do wspólnego czytania wiktoriańskiej powieści George Eliot Miasteczko Middlemarch. Proponuje czytanie kolejnymi księgami, a jest ich osiem, i zdawanie sprawy z postępów w lekturze na swoich blogach. Nazwała swój projekt Misja: Miasteczko. Od dawna powieść angielskiej pisarki stoi na półce, więc nadarza się okazja, by się zmierzyć z treścią. Moje spostrzeżenia o lekturze będę publikować w środy (chciałabym regularnie, chciałabym...).

____________

 1 Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Dziennik Franciszki Krasińskiej, s. 60-61. Z czytanej książki cytat wydobyła Kaye.

2 Między fuksją a penisem [w:] "Książki. Magazyn do czytania" s.22.

3 Eliza Szybowicz, Tyle szczęścia, że aż mdli [w:] "Książki. Magazyn do czytania" s.44-46.

sobota, 01 marca 2014

W najnowszym numerze "W Sieci Historii" szereg informacji o marcowych obchodach, po raz trzeci, Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego, a także artykuły o tych, którzy walczyli tak długo, jak mogli. Kolejne postacie, sytuacje,opinie,oceny i... wywiad z prezydentem Ostrołęki o projekcie Muzeum Żołnierzy Wyklętych. "Oddali życie za Polskę. Nazwali ich bandytami." Dla wielu lekcja historii, która nie odbyła się, gdy byli w szkole.

Można jeszcze wziąć do ręki numer "Historii Do Rzeczy" z marca ubiegłego roku. Tam podana jest lista książek wzbogacających wiedzę:

  • Jerzy Ślaski Żołnierze Wyklęci, wyd. Rytm
  • Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956, wyd. IPN
  • Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski "Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6. Brygady Wileńskiej AK (1944-1952), wyd. Volumen
  • Jerzy Kułak Rozstrzelany oddział, wyd. Białystok
  • Joanna Wieliczka-Szarkowa Żołnierze Wyklęci. Niezłomni bohaterowie, wyd. AA