| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi

Niedzielna kawa

niedziela, 01 czerwca 2014

"Weszła do Starbucksa, zamówiła Venti Caffè Moccha z pełnotłustym mlekiem i bitą śmietaną. W sumie 450 kalorii, 13 gramów złego tłuszczu, ósme miejsce w rankingu niezdrowej żywności 2009 opublikowanego przez bardzo poważne Center for Science in the Public Interest. Zrujnuję sobie zdrowie, po co mam oszczędzać? pomyślała na widok kawy z zabójczym mlekiem."1

***

Zygmunt Kubiak o językach klasycznych, i nie tylko.

"Język dla mnie jest tak tajemniczy jak przyroda, ludzka rzeczywistość czy technika. Czuję, że jestem otoczony tajemnicami. Tajemnicą jest to, że potrafimy dominować nad tak ogromną strukturą, jaką jest język. My w tym rośniemy  od dzieciństwa i dlatego to nas nie dziwi. Gdy byłem w Iowa na International Writing Program, w którym uczestniczyło paru Chińczyków, zapytałem ich, jak można opanować tyle znaków. Odpowiedzieli: "Tak samo byś opanował, gdybyś od dzieciństwa w tym wzrósł". Spostrzeżenie to dotyczy całego języka. To jest tajemnicą, że znamy tysiące słów w kilku językach, że one w nas żyją. Język jest dla mnie taką samą tajemnicą jak człowiek."2

Czymże byłby świat bez możliwości porozumienia się lub zwodniczej manipulacji? Jesteśmy ze słowem, giniemy bez słów, irytujemy się słowami, szukamy piękna słów.

***

Czytając czerwcowy numerze "W Sieci Historii", możemy w sposób skrótowy i przystępny poznać historię Węgier i związków między naszymi państwami. Dla czytelników literatury węgierskiej lektura obowiązkowa.

____________

1 Katherine Pancol, Wiewiórki z Central Parku są smutne w poniedziałek, Wydawnictwo Sonia Draga 2012, s. 695-696.

2 Ziemowit Skibiński, Zwierciadło Śródziemnomorza. Rozmowy z Zygmuntem Kubiakiem, Tygiel Kultury 2002, s.24-25.

niedziela, 25 maja 2014

"... westchnęła i poszła zrobić kawę, (...) Wróciła z dużą filiżanką, trzema kostkami cukru na dłoni (...) Cukier krzepi. - Mieszała kawę, kręcąc głową. (...)

- Trzeba zalać kawę, zanim woda zacznie wrzeć. Na tym polega sekret."1

***

Tak jak co roku toczy się walka postu z karnawałem, tak co pewien czas  pojawiają się sprawozdania z walki literatury "wysokiej" z popularną, literaturą dla niewymagających, kucharek, nazwa dowolna, żeby tylko wskazywała niższą pozycję intelektualną jej czytelników. Pojawiają się nawet wypowiedzi, że lepiej nie czytać wcale niż czytać byle co. Poglądy na ten temat wynikają z analizy tematyki powieści, konstrukcji fabuły, kreacji bohaterów, języka, natomiast sam proces czytania rzadko jest przedmiotem zainteresowań. Tania Modleski stwierdziła, że krytycy przeceniają znaczenie treści popularnych powieści, a nie doceniają aktu czytania. Główne korzyści czerpane z czytania mają bowiem charakter nie poznawczy, lecz emocjonalno-psychiczny. Liczy się rytuał, w ramach którego czytelniczka powtarza spotkanie z mitem opiekuńczego/wartościowego mężczyzny (a nie idealnego kochanka).2 Zatem przeżyciem jest czytanie, podobnie jak słuchanie lub oglądanie.

W najnowszym numerze "Książek" odnajdujemy artykuł o literaturze popularnej, która za PRL-u w swojej wersji zachodniej była pożądana, by w latach 90. dzięki harlequinom wkroczyć do mieszkań i bibliotek, wpływając na zainteresowanie czytelnicze społeczeństwa. Przemysław Czapliński przedstawia kolejne mody, w tym zainteresowanie kryminałami, by podać hipotezę, iż przyszłość będzie należeć do horrorów, oczywiście w zmienionej formie, porównywalnej do ewoluowania kryminałów od klasycznych utworów detektywistycznych do społeczno-obyczajowych, niemal odpowiedników XIX-wiecznej powieści realistycznej. Z wnioskami autora można się zgadzać lub dyskutować, lecz artykuł jest wart uwagi.

W tym samym numerze, czytając wywiad z Philipem Rothem, możemy poznać, które nazwiska amerykańskich autorów powojennych i najnowszych pisarz ceni najbardziej - a jest to długa lista.

***

Maj jest miesiącem przyjaznym książkom. Czekam na blogowe sprawozdania z Warszawskich Targów Książki. Maj i czerwiec to też dobre miesiące na zakupy.

***

U Máraiego znalazłam cytat o kosztach pisania. Idealnie nadaje się jako komentarz do wiadomej sprawy i skromnej informacji we wspomnianych "Książkach" o zarobkach pisarzy.

"Gdyby ludzie wiedzieli, gdyby podejrzewali, ile pisarz wydaje na swoją pracę! Gdyby wiedzieli, "ile kosztuje" pisanie! Ile kosztuje nerwów i krwi, ciało również musi zaprzęgnąć do służby, no a ten sposób życia: jakiś straszliwie samoświadomy, chytry, baczny, ofiarny, wzbierający jak powódź,powściągliwy, słowem - całym swoim istnieniem opłaca każdą napisaną linijkę! A ileż do tego trzeba przeżyć, prześnić, przeczytać, przewędrować i przeawanturować, nadto trzeba także być ascetą, trzeba też być nieszczęśliwym, a wszystko po to, aby w pewnej tajemniczej chwili, kiedy już w żaden sposób nie da się uchylić przed przymusem pracy, powiedzieć: "obecny!", presente! - i zabrać się do pisania.
 Tak, koszty pisania są nawet większe i groźniejsze niż koszty eksploatacji fabryki. Bo czym płaci pisarz? Wszystkim, całym swoim życiem!"3 Ale wcześniej musi wypełnić warunki wspomniane uprzednio.

____________

1 Katherine Pancol, Wiewiórki z Central Parku są smutne w poniedziałki, Wydawnictwo Sonia Draga 2012, s 630-631.

2 Przemysław Czapliński, Po co pop [w:] "Książki. Magazyn do Czytania", nr 2 (13), czerwiec 2014, s 42-45.

3 Sándor Márai, Niebo i ziemia, Czytelnik 2011, s146-147.

niedziela, 18 maja 2014

Dzisiaj cytaty dotyczące 70. rocznicy bitwy o Monte Cassino. Nieważne są późniejsze oceny historyków, ważna jest pamięć o ludzkiej doli, wojennej marszrucie, niespełnionych nadziejach, rozczarowaniach. Wiele lat temu zwiedzałam Polski Cmentarz Wojenny, a największe wzruszenie odczuwałam, gdy czytałam na tabliczkach umieszczonych na krzyżach nazwiska żołnierzy pochodzących z miast i powiatów kresowych.  Nawet gdyby przeżyli, powrót do domu był już niemożliwy. Dzisiejsza Niedzielna kawa poświęcona jest ich pamięci.

18.05.1944

"Ok. godz. 9:30 po zaciętych walkach do opuszczonego przez Niemców klasztoru Monte Cassino wszedł patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich, który zatknął na zdobytych ruinach swój proporczyk. Relacjonujący na bieżąco to jedno z największych i najkrwawszych zwycięstw żołnierzy polskich podczas II wojny światowej ppor. Witold Domański napisał: "Jeszcze dziś, świat dowie się, że Monte Cassino jest w rękach Polaków. Trzeba, żeby wiedzieli potomni, że dla nas góra ta była najbardziej niedostępnym szczytem świata, trudniejszym do zdobycia niż Mount Everest niż Nanga Parbat. Lecz tędy prowadziła droga do Polski."1

Pozostała piosenka o makach, żołnierzach i śmierci. "...bo zbyt dużo chłopaków na zboczach jej zostało! ..."2 Słowa napisał nieugięty w swoich poglądach Feliks Konarski, poeta, pisarz, pieśniarz, aktor, a muzykę skomponował Alfred Schütz. Do dzisiaj wzrusza.


____________

1 "W Sieci Historii", nr 5 (12) maj 2014, s. 32, Wehikuł czasu [ czyli rocznice miesiąca].

2 Feliks Konarski (Ref-Ren), Piosenki z plecaka Helenki, Rzym 1946 - przeczytałam i sfotografowałam ze strony internetowej http://www.antoranz.net/BIBLIOTEKA/REFREN/REFRSTRT.HTM

niedziela, 11 maja 2014

 

" W owym czasie bar 'Lume' miał w karcie dziesięć różnych gatunków kawy, której Massimo, jako Włoch i matematyk, był wielkim koneserem, czy wręcz obsesjonatem. Od arabiki palonej na rzemieślniczą skalę, sprowadzanej z palarni w Seravezza (którą podawał, jeśli ktoś po prostu zamawiał 'kawę'), aż po drobnoziarnistą odmianę caracolito, niestety nie zawsze dostępną, z której był wielce dumny, jakby ją sam wymyślił."*

*** 

Dwie książki Sándora Máraiego są doskonałym źródłem cytatów. Dla samego autora Księgi ziół oraz Nieba i ziemi zwięzłe spostrzeżenia, zapis myśli, aktualnych poglądów stał się przystankiem w drodze do poznawania człowieka. Jak stwierdza, nie jest to wiedza zamknięta, absolutna prawda wyrażona słowami pisarza, która ma służyć pouczaniu innych, ale zapis drogi kogoś, kto latami obserwuje siebie, otoczenie, ludzki los. Według węgierskiego prozaika jest zapisem szczerym, lecz również niedoskonałym, gdyż każda sytuacja, spotkani ludzie poszerzają dotychczasowe doświadczenie. To zdziwienie prowadzi do poszukiwań dalszych szczegółów na planszy układanki, której początkiem są narodziny a końcem śmierć.

"Wedle Francuzów prawdziwą fantazję ma tylko ten, kto umie zobaczyć rzeczywistość. A to rzadka zdolność. (...) Prawdziwa siła wyobraźni buduje coś nowego, cudownego i zaskakującego tylko z rzeczywistości. Zobaczyć rzeczywistość - to przedsięwzięcie o wiele bardziej zaskakujące i fantazjotwórcze niż budowanie z obłoków urojonych zamków, które się rozwalą przy pierwszym podmuchu rzeczywistości. Ucz się widzieć człowieka w całej jego postaci i wiedz, że jest bardziej zaskakujący i cudowniejszy niż skrzydlaci bohaterowie mitów."**

Zastanawia nas jeszcze sposób patrzenia na rzeczywistość, wpływy, chęć oddziaływania kreowaną na potrzeby literatury narracją.

***

W "Do Rzeczy" natrafiamy na fragment książki Rafał Ziemkiewicza Jakie piękne samobójstwo i dwie opinie na jej temat. Spojrzenie na wybory narodu z perspektywy lat, bilans zysków i strat (tych przede wszystkim).

"Narracją można zmienić kryzys w prosperity, kapusia w herosa, sprawców w ofiary i odwrotnie. Dla narracji fakty istnieją tylko jako materiał, z którego robi się dowolne wycinanki."***

____________

* Marco Malvaldi, Gra w ciemno, tł. Paweł Bravo, wyd. Noir sur Blanc 2014. Cytat nadesłał Tommyknocker z Samotni.

** Sandor Marai, Księga ziół, przeł Feliks Netz, Czytelnik 2011, s 83-84.

*** Rafał Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo [w:] "Do Rzeczy" nr 19/067, 5-11 maja 2014, s.57.

niedziela, 04 maja 2014

„Zjada kawałek ciasta czekoladowego i popija kawą. Nie taką, jaką podaje się w jej domu dzieciom – pachnącą palonym zbożem, polami, spokojem. Tutaj sączy gęstą, czarną arabicę. Pierwszy raz. I choć usta wypełnia jej głęboki, gorzko-kwaśny smak, nie krzywi się. Może właśnie tak – intensywnie – smakuje dorosłość? Kawa pachnie jak coś zakazanego, niezwykłego. Kofeina pobudza zmysły…” *

***

Majówka trwa. Sentymentem darzymy ten miesiąc, czując, że wtedy naprawdę wiosna jest na wyciągnięcie ręki, a nasz wzrok może odnotowywać dokonujące się zmiany w przyrodzie, rozbuchanie kolorów, przyjemność zapachów z konwaliami i bzem na czele, wyrazistych kontynuatorów niepozornych poprzedników - fiołków. W tym miesiącu szczególnie pragniemy książek, przeglądamy zapowiedzi, przypominamy sobie o tych, które stoją na półce, leżą w stosiku i postanawiamy poprawę. Niecierpliwie czekamy na chwile, gdy wyjdziemy z całym czytelniczym zapleczem (leżaki, koce, termosy, itp.) w plener.

***

Natrafiam na felieton Szewacha Weissa Żydowska sztuka przetrwania** i od razu nasuwa się myśl - Taka powinna być nie tylko żydowska sztuka przetrwania, a doświadczenia innego narodu powinny być wskazówką dla narodu emigrantów z wyboru lub konieczności. Jakie zatem główne wnioski wynikają z analizy tego fenomenu zachowania tożsamości mimo braku własnego państwa i życia wśród obcych? Autor podkreśla wartość trzech koncepcji wyjaśniających ów fenomen.

  • teologiczna - Żydzi zawdzięczają przetrwanie judaizmowi, który łączył, mimo posługiwania się na co dzień różnymi językami krajów, w których żyli, przyjmowania zwyczajów. To religia gwarantowała odrębność;
  • demograficzna - Żydzi w każdym zasiedlonym miejscu tworzyli ośrodki żydowskiego życia, w których rozwijali własną kulturę, pielęgnowano zwyczaje, tradycje, język hebrajski;
  • syjonistyczna - Żydom do przetrwania potrzebne jest państwo. Była to konsekwencja przemyśleń, czy możliwe jest długotrwałe i pokojowe współżycie z europejskimi narodami.
  • postsyjonistyczna - Żydzi nie są etnicznie jednorodni, a jedynie spaja ich nie wspólne pochodzenie, lecz religia i kultura.

Każde państwo powinno szczególną uwagę zwrócić na kulturę, która jednoczy i jest powodem dumy, historię z jej dobrymi i wstydliwymi chwilami, by była podstawą godności własnej i oświatę, gdyż z niej korzystają przyszli obywatele. Temat do przemyślenia dla wszystkich opluwanych w mediach, gdyż opluwający wiedzą, co robią i czemu służą ich wypowiedzi.

____________


* Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Upalne lato Marianny, Wyd. MG, 2012, s. 18. Cytat nadesłała Kaye. Ja ostatnio czytam książki, w których bohaterowie piją herbatę. Filiżanka - to druga strona tej, która już była prezentowana na blogu.

** Szewach Weiss, Żydowska sztuka przetrwania[w:] "Do Rzeczy" nr 18/066, 28 kwietnia - 4 maja 2014, s. 55.
niedziela, 30 marca 2014

Czytam komiks, a właściwie obszerny dziennik z pobytu, Kroniki jerozolimskie* i tam odnalazłam obrazek z kawą ze stosownym napisem. Więcej napiszę po przeczytaniu i obejrzeniu opowieści o półtorarocznym pobycie w Jerozolimie.

***

Aby było światowo, przenosimy się do Paryża z opowiadaniem Dawida Rosenbauma**. Pora śniadania, może nawet niedzielnego.

"Kawałek bagietki lub rogalik, trochę dżemu, odrobina masła i miseczka kawy z mlekiem. Tak na ogół wygląda francuskie śniadanie. Dla tych, którzy przyzwyczajeni są do polskiego wyboru wędlin, jajecznicy, twarogu albo innych smakołyków, przestawienie się na paryski sposób porannego biesiadowania może być kłopotliwy. Tak było również ze mną. Długo nie lubiłem takich śniadań. Powód? Są aż dwa: po pierwsze, należę do ludzi, którzy nie przepadają za słodkimi smakami, a po drugie po takim śniadaniu czułem się po prostu głodny. Wolałem wypić czarną kawę niż bawić się w smarowanie rogalika dżemem, a później maczaniem go w mlecznokawowym napoju. (...)

...wśród straganiarzy ujrzałem pulchną kobietę z wysoko upiętym kokiem, która przy malutkiej kuchence ustawionej na prowizorycznym stoliku pochylała się nad wielką patelnią i mieszała złotą kleistą masę buchającą aromatem. Wokół stolika piętrzyły się stosy małych słoików wypełnionych zapewne tym, co jeszcze przed chwilą bulgotało na patelni. Podszedłem nieśmiało i zacząłem przysłuchiwać się rozmowie sprzedawczyni i jakiejś kobiety, która pogryzała skórkę bagietki obficie posmarowaną masłem i ciepłą masą. Nie rozumiałem, o czym mówiły, bo słowa wyrzucane z ich ust kleiły się do siebie i do aromatu wydobywającego się z patelni. Jedynym słowem, które łatwo wpadało w moje ucho, było powtarzane wciąż "orange". A więc to właśnie była ta słynna konfitura z pomarańczy?! Doprawiona wanilią i skórką cytrynową. Ulubiony dżem Francuzów - słodkawy, z gorzkim świeżym posmakiem długo pozostającym na języku i o cudownym zapachu. (...) Subtelna  gorycz doskonale łączyła się ze słodyczą dojrzałych owoców i delikatnym posmakiem wanilii, a zapach przenikał mnie, niosąc orzeźwienie i wprowadzając w błogi stan. (...) Kupiłem dwa słoiki pomarańczowego dżemu i jak największe trofeum z podróży przywiozłem do Warszawy."

I z tym smakiem słodkości pozostawiam Was do kolejnej niedzieli. Dzisiaj też na śniadanie zjadłam konfiturę, ale truskawkową słodzoną sokiem jabłkowym. Nie lubię wędlin ani jajecznicy.

____________

* Guy Delisle, Kroniki jerozolimskie, Kultura Gniewu, Warszawa 2014, s.148.

** Dawid Rosenbaum, Wrześniowe pomarańcze [w:] Bluszcz, nr 24, wrzesień 2010, s.99-100.

niedziela, 23 marca 2014


"Poprosił o gorącą kawę. Młynarzowa zapytała:
- Żołędziówkę?
- Tak, żołędziówkę - odparł. Lubił smak i zapach tej kawy. Dawała mu uczucie sytości i wzmacniała. Od kiedy wybuchła wojna, młynarzowa przygotowywała kawę z prażonych żołędzi, pszenicy lub grochu, czasem przyprawiała goździkami. Po chwili podała."*

*** 

***

Prasę modową niekoniecznie trzeba kupować, można przeglądać w salonach prasowych, czasami natrafiamy w niej na interesujący wywiad. Gdy przeczytałam rozmowę z Michałem Witkowskim, przypomniała mi się wspomniana w ubiegłą niedzielę wypowiedź pisarki nominowanej do NIKE, ale nie dlatego, że autor Lubiewa i Drwala, również nominowany, narzeka. Nie narzeka, czeka na wydanie najnowszej powieści Zbrodniarz i dziewczyna (celowe nawiązanie do znanego filmu z czasów PRL-u) i zaczął prowadzić blog Fashion Pathology - o modzie. Bloger - "Powinien być kolorowym ptakiem. Żeby innym robiło się weselej. Tak to rozumiem." Wizerunek pisarza-prowokatora zwraca uwagę.


Rozmowa poprowadzone z przymrużeniem oka, bez zadęcia. Na pytanie "Moda i literatura - to ci się nie kłóci?" - odpowiada:

"To wam się kłóci, nie mnie. Jeśli traktujesz literaturę jako normalny zawód, produkowanie konkretnego towaru i sprzedawanie go, to spokojnie możesz robić też coś innego. A literatura to świat bez glamouru, za to pełno tam mało seksownych bibliotek, swetrów, nieumalowanych pań i emerytek wciskających w pisarzy torty." "Przecież emerycki torcik może być glamour, to kwestia podania..." -dodaje dziennikarz.

HB** nie sponsoruje tego wpisu, a i znawcą twórczości pana Witkowskiego nie jestem, lecz wypowiedź skojarzyła mi się z podanym na blogu Padmy uwagą, że organizatorzy konkursów dla blogerów zwracają uwagę na szatę graficzną i "coś" więcej niż tylko recenzje, blog o książkach podobno powinien być trochę lifestylowy.

____________

* Stanisław Srokowski, Zdrada, ARCANA 2013, s. 64-65.

** Michał Witkowski. Kryminał z modą w tle. Rozmawiał Sławomir Belina [w:] "Harper's Bazaar", nr 4(13) 2014, s.98-100.

niedziela, 16 marca 2014

 

"Kruszka parzy więcej kawy. Wyczarowuje odrobinę sera kawowego i odłupane z głowy cukru kawałki. Potem siorbią gorący i słodki napój, a na koniec wyławiają kawałki skrzypiącego między zębami sera."* Ser kawowy, kaffeost to ser z młodziwa krowiego lub reniferowego, zazwyczaj pieczony i podawany zamiast ciasta albo- pokrojony w kawałeczki - w kawie. To tradycyjny deser z północnej Finlandii, popularny również po szwedzkiej stronie rzeki Torne.

***

"Powieść towarzyszy człowiekowi wytrwale i wiernie od początków Czasów Nowożytnych. Oddała się wówczas "namiętności poznania" (którą Husserl uważa za istotę europejskiej duchowości), chcąc ogarnąć konkretne życie człowieka i chronić go przed "zapomnieniem o byciu"; chcąc rzucać niegasnące światło na świat życia codziennego". Tak rozumiem i podzielam upór, z jakim Hermann Broch powtarzał: jedyną racją bytu powieści jest odkrywanie tego, co tylko powieść odkryć potrafi. Powieść, która nie odkrywa nieznanego dotąd ułamka egzystencji, jest niemoralna. Jedyną moralność powieści stanowi poznanie.

Dodam jeszcze: powieść jest dziełem Europy; odkrycia powieści, choć dokonane w różnych językach, należą do całej Europy. Na historię powieści europejskiej składa się następstwo odkryć (a nie prosta suma tego, co napisano). I tylko w takim ponadnarodowym kontekście wartość dzieła (to znaczy zasięg jego odkrycia) pozwala w pełni siebie dojrzeć i zrozumieć."**

Powieść w dalszym ciągu żyje i czuje się dobrze, a najlepiej ta, która niczego nie udaje, nie ma ambicji awangardowych, zaplanowanej misji wyprzedzania epoki, znajduje swoich czytelników i krytyków. Stoi na półkach, pręży się na stołach, czasami zakurzona ginie w kątach księgarń i bibliotek.

***

Ostatnio głośno było o pisarce nominowanej do nagrody Nike, która zarobiła zbyt mało w stosunku do włożonej pracy. Argumentów i armat wytoczono niemało, a przy okazji odgrzano oskarżenia o słabym czytelnictwie narodu, a nawet jeżeli ono jest, to mało ambitnie się czyta, czytelnicy nie znają się na dobrej literaturze. Kompletny bigos roszczeniowo-naprawczo-prognostyczny wielu stron, i to z nie najlepszych produktów.

Przy okazji może odświeży się pomysł tantiem od bibliotek (pomysł innej pisarki) za przeczytanie.

***

Mariusz Szczygieł w gorzko-humorystycznym felietonie w "Książkach" stwierdza:

"Autor książki, choćby nie wiem jak pełen godności, musi się czasem ukorzyć. Napisać książkę i wydać ją to mało. Trzeba na niej zarobić, a ten etap autorstwa naprawdę może być poniżający. Żeby zarobić, niezbędny jest kontakt autora z pracownikami lub pracownicami sektora nagłaśniania książek. Nazywa się ich też mylnie dziennikarkami lub dziennikarzami."*** A oni  nie mają czasu na czytanie.

____________

*Åsa Larsson, W ofierze Molochowi, Wydawnictwo Literackie 2013, s. 119. Przypis tłumaczki Beaty Walczak-Larsson.

** Milan Kundera,  Sztuka powieści, PIW 2004, s.13.

*** Mariusz Szczygieł, Sektor nagłaśniania książek [w:] "Książki. Magazyn do czytania", s. 39.

niedziela, 09 marca 2014

"Zaś kawiarnia... Ci, którzy pamiętają ją z Warszawy, kiedy to przy stolikach tłoczyła się rzesza rozprawiających nerwowo o wydarzeniach dnia, o sztuce, polityce, skandalach - nie będą w stanie wyobrazić sobie nastroju kawiarni wiedeńskiej. Dominantami jej były znakomita kawa i pieczywo, gazety i bilard. Wygodne fotele i kanapy, szklaneczka zimnej wody, dopełniały całości. Sjesta, a nie wzmożenie wielkomiejskiego podniecenia, była zadaniem kawiarni."1

***

Gdzieś w mediach opłotkami przemknęła informacja o 180. rocznicy ukończenia pisania Pana Tadeusza i pierwszego wydania epopei. Do okrągłej rocznicy pozostało 20 lat, więc warto w tym roku skorzystać z okazji, by spojrzeć na dzieło po raz kolejny świeżym okiem. Gdy skończę wizytę w Middlemarch, zamierzam po raz kolejny wyruszyć śladami słów i obrazów Adama Mickiewicza.

Cenny rękopis przechowywany w sejfie Zakładu Narodowego Zakładu im. Ossolińskich we Wrocławiu składa się z dwóch części. Księgi I-II oraz początek księgi IV skrywa zeszyt w niebieskiej marmurkowej okładce. To czystopis fragmentu epopei. 79 luźnych kart z czystopisami i brulionami, na których poeta zapisał dalsze księgi, zostały w 1940 roku połączone czerwoną skórzaną oprawą przez Aleksandra Semkowicza.

13 lutego 1834 roku w Paryżu poeta napisał ostatnie słowo "konieć", nowogródzką polszczyzną, a nie, jak wspomina w liście do syna poety Józef Bohdan Zaleski - finis, po łacinie. "W wieczór pod szarą godzinę, kiedyśmy się już zebrali przy ulicy Saint-Nicolas i po cichu gwarzyli, widząc gospodarza w drugim pokoju przy kominku szparko machającego piórem po papierze..., powstał od stolika Adam z rozpromienioną twarzą i zawołał ku nam: chwała Bogu! oto w tej chwili podpisałem pod Panem Tadeuszem wielkie finis." "Nazajutrz staropolskim obyczajem wysłuchaliśmy najpierw mszy świętej w kościele Saint-Louis d'Antin, a po mszy zaprosiliśmy go na obiad do Palais-Royal. Uczta była niewystawna, ale dostatnia i z gęstymi toastami w cześć i Adamowi i jego nowonarodzonemu infantowi."

Od razu dzieło przekazano do druku w kopii sporządzonej przez Ignacego Domejkę i Stefana Zana. 17 czerwca 1834 "staraniem Aleksandra Jełowieckiego" w drukarni A. Pinarda roku 3000 egzemplarzy pachniało farbą drukarską.2

***

Tym, którzy lubią podróżować z Danem Brownem, należy wskazać rozmowę z pisarzem, którą przeprowadził Wojciech Orliński, a jej zapis zamieszczono w kwartalniku "Książki. Magazyn do czytania". Pisarz przebywa i pracuje obecnie w Pradze. Czy tam będzie działał profesor Robert Langdon? To na razie tajemnica.

____________

1 Ferdynand Goetel, Patrząc wstecz, ARCANA 2009, s. 138.

2 Na podstawie artykułu Barbary Gruszki-Zych w "Gościu Niedzielnym" z 2 marca 2014, s. 60.

niedziela, 02 marca 2014
 

„Najadłam się i napiłam w Sulgostowie wielu dobrych rzeczy, a między innymi kawy. Państwo nie lubią tego modnego trunku, który się niezbyt dawno w Polsce zjawił, i u nas dają go tylko wtenczas, kiedy są znakomici goście; ma też być bardzo niezdrowy dla młodych panien, szczególniej krew i płeć psuje, i ja dotąd tylko parę razy jakby na żart go skosztowałam. Ale w Sulgostowie napiłam się jej do woli, cała familia pana starosty przepada za tym trunkiem i na prośby jego i mnie Państwo co dzień filiżankę wypić pozwalali.”

 

***

Książkowiec napisała, co myśli o książce Iwony Kienzler Konopnicka - rozwydrzona bezbożnica, ale i o wcześniejszych insynuacjach dotyczących znanej pozytywistycznej pisarki, a tu okazuje się, że podobny trend w myśleniu o przeszłości nawet z tzw. przymrużeniem oka nie jest czymś wyjątkowym. W nowym numerze kwartalnika "Książki. Magazyn do czytania" odnajdujemy dyskusję o pisaniu na temat seksu, a tam wypowiedź Ignacego Karpowicza: "W moim przypadku pisanie scen erotycznych nie różni się od pisania w ogóle. Scena erotyczna czy krajobraz - taka sama robota. Weźmy Orzeszkową i jej długaśne opisy przyrody. Przecież dla współczesnego czytelnika to masturbacja! Kto ją tam zresztą wie, o czym myślała..."2 Tylko tyle i aż tyle. Wszyscy czytelnicy są jednakowi jak wzorzec z Sevres, więc w ten sam sposób czytają Nad Niemnem jak łońskiego roku robił to dyskutant, a przecież pisarz powinien pisać dla potomnych, czytelników lektur, a nie sobie współczesnych. On to wie;-)


Wyjątkowe "uznanie" recenzentki (a może i krytyczki literackiej) Elizy Szybowicz zyskała nieznana mi Anna Ficner-Ogonowska (z nazwiskiem zetknęłam się na blogach, lecz żadnej książki nie czytałam), której literatura mieści się w enklawie literatury dla kobiet, takiej pełnej ciepła i wiary w człowieka, przezwyciężania trudności. Artykuł3 jest solidny, wnikliwy poprzedzony  zapowiedzią: "Jeździ lexusem i mieszka w willi z dochodzącą służba. Bohaterka "Dynastii"? Nie, polonistka w powieściach nowej królowej polskich serc." Dlaczego spośród wielu piszących pań została wybrana ta pisarka?  "Ma wszelkie kwalifikacje, by zostać Naczelną Pocieszycielką Kraju." Co drażni w powieści Szczęście w cichą noc, bo o tej powieści będzie mowa w artykule? "..baśniowy obraz bezpiecznej i pobożnej klasy średniej, której życie rodzinne polega na... kontemplowaniu życia rodzinnego najlepiej na wiele sposobów jednocześnie." I tu następuje powołanie na autorytet badaczki  popularności harlequinów Ann Barr Snitow. "Kobiety ciągle nie mają równych praw, co kompensują sobie wizją domowego matriarchatu. Modernizacja społeczeństwa nie przekłada się w oczywisty sposób na poprawę ich sytuacji. Popkultura i media bardzo ostrożnie wprowadzają nowe wzorce relacji międzyludzkich, więc pole do popisu mają te pisarki, które za wszelką cenę wciskają lekko unowocześnione treści w tradycyjną formę." Artykuł na pewno dla wielbicielek literatury patelni, łoża i krzyża albo zacierających łapki - literatury seksu, wyuzdania i wyzwolenia w każdym wieku. Jest tyle wartościowych książek, o których można by napisać recenzję w magazynie, który ukazuje się raz na kwartał, więc dlaczego  ta okolicznościowa powieść pisana na okoliczność świąt Bożego Narodzenie zyskała uznanie w wiosennym numerze?


***

Należy jeszcze wspomnieć, że Padma z Miasta Książek zaprosiła do wspólnego czytania wiktoriańskiej powieści George Eliot Miasteczko Middlemarch. Proponuje czytanie kolejnymi księgami, a jest ich osiem, i zdawanie sprawy z postępów w lekturze na swoich blogach. Nazwała swój projekt Misja: Miasteczko. Od dawna powieść angielskiej pisarki stoi na półce, więc nadarza się okazja, by się zmierzyć z treścią. Moje spostrzeżenia o lekturze będę publikować w środy (chciałabym regularnie, chciałabym...).

____________

 1 Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Dziennik Franciszki Krasińskiej, s. 60-61. Z czytanej książki cytat wydobyła Kaye.

2 Między fuksją a penisem [w:] "Książki. Magazyn do czytania" s.22.

3 Eliza Szybowicz, Tyle szczęścia, że aż mdli [w:] "Książki. Magazyn do czytania" s.44-46.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11