| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi

Miejsca

niedziela, 16 lutego 2014

Przedpołudniowa café con leche w León, do której podano churros, co widać w tle. Właściwie owe churros (zwijane ruloniki ciasta smażone  na głębokim oleju) najlepiej smakują maczane w czekoladzie. Tu stało się dodatkiem do zamówienia, łącznie z czekoladowym cukierkiem.

Zanim dojdziemy do najstarszych zabytków, miniemy Casa de Botines (obecnie bank) zaprojektowany budynek w stylu neogotyckim przez Antonio Gaudiego. Okna nawiązują kształtem do okien katedry. Na wprost niego można przysiąść obok mistrza i popatrzeć na figurę św. Jerzego walczącego ze smokiem.


Z ulicy prowadzącej do katedry skręcimy wpierw w lewo, przechodząc obok kawiarni, by dojść do ciekawego kompleksu stykającego się z murami miejskimi, czyli bazyliki św. Izydora. Warto zwiedzić wpierw kościół, a potem pójść do Panteonu królów Leonu i obejrzeć style krużganków klasztornych. Kolegiata wznoszona w przeciągu XI- XVIII w. jest znakomitą szkołą historii sztuki.

Powyżej fragmenty tympanonu z ofiarowaniem Izaaka-Baranka, święty Izydor oraz Brama Przebaczenia (po prawej stronie) - przez nią wchodzili pielgrzymi udający się do Santiago de Compostela.

Gotycki ołtarz składający się z 24 plansz-obrazów nie pochodzi stąd, lecz z Valladolid, skąd został przeniesiony w 1920 roku. W kompleksie budowli jest jeszcze muzeum, lecz największe wrażenie robi romański Królewski Panteon, gdzie nie wolno fotografować, więc zamieszczam zdjęcie z hiszpańskiej Wikipedii.

Wzniesiono go w 1063 dla króla Ferdynanda I, ale zachowane freski pochodzą z drugiej połowy XII wieku. Prezentują treści biblijne, ale też i kalendarz rolniczy, zajęcia typowe dla pór roku. Znać w nich ślady bizantyjskiego kręgu kulturowego.

Sarkofagi królów, królowych i ich potomstwa są bezimienne. Poważnych zniszczeń dokonali żołnierze napoleońscy, którzy zbezcześcili to miejsce.

Ciekawe są również krużganki klasztorne.

Kolejną pięknością miasta jest katedra (XIII-XVI w.) Santa Maria de la Regia, równie elegancka i przemyślana kompozycyjnie jak jej francuskie kuzynki z Reims i Chartres. Akurat trwał remont wnętrza, rusztowania w paru miejscach były porozstawiane, ale i tak wnętrze oświetlane przez witrażowe okna zachwycało feerią barw, wysokością. Cudowny gotyk: trzy nawy, plan krzyża łacińskiego, znakomity ołtarz, rzeźby. Przede wszystkim to średniowieczne akwarium, w którym duch wiary i natury spogląda z okien. Liczby są różnie podawane. 700 witraży (134 okna, 3 rozety), około 1764 m2 szkła (a może więcej). Parokrotnie eksponowana jest Virgin Blanca (Biała Dziewica), oryginał we wnętrzu i kopie przy wejściu i na fasadzie, zwraca też uwagę grób fundatora katedry króla Ordoñio II. Po prostu katedra to muzeum wielu sztuk.

Widok od strony krużganków klasztornych i z tyłu.

 


Leon powstał w 68 roku jako rzymski obóz Siódmego Legionu, toteż stopa, którą możemy ujrzeć w miejskim trotuarze, symbolizuje rzymskiego legionistę.


W Leon spotykają się pielgrzymi idący do Santiago de Compostela. A potem kolejna katedra...

niedziela, 02 lutego 2014

Jakże dawno nie było niedzielnej kawy. Tymczasem parę miejsc z północnej Hiszpanii oczekuje, by je przed sezonem zaprezentować. Kawa wypita przed katedrą w Oviedo pachniała słoneczną pogodą i tym przelotnym błyskiem, który pojawia się na granicy światła i cienia.

Zanim nie odwiedziłam stolicy Asturii, nie wiedziałam, że hymn prowincji, dawniej, od czasów średniowiecza - królestwa, jest mi dziwnie znajomy. To nie tylko chór Czejanda spopularyzował pieśń Asturias, patria querida, ale potem polskie śpiewy biesiadne przy ogniskach lub w niektórych domach związanych z wyjazdami za chlebem, w tym do Asturii, która w pierwszych dziesiątkach XX wieku werbowała pracowników do pracy w kopalniach na Śląsku i w Zagłębiu.

Asturio – ziemio mych młodych lat
Asturio – ziemio jedyna
Do ziemi mojej powrócić chcę
I wrócę – jeśli nie zginę

Wrócę i wejdę na drzewo
I zerwę kwiat pełen rosy
I dam go mojej czarnulce
Aby go wpięła we włosy!

Asturio – ziemio mych młodych lat
Asturio – ziemio jedyna
Do ziemi mojej powrócić chcę
I wrócę – jeśli nie zginę

Wrócę, zobaczę Oviedo
Chwycę karabin i granat
Pójdę się bić za Asturię
Moją ojczyznę kochaną!!!

Anonimowy utwór pochodzi z lat dwudziestych XX wieku. Owa nostalgia, tęsknota, ale i gniew związany z robotniczymi protestami, strajkami widoczne są w słowach. Jeszcze przed wojną domową w 1934 roku Asturia była terenem starć robotników z wojskiem i policją. Ślady tego wydarzenia i wojny domowej pozostały do dziś, by pamiętać. Pieśń stała się hymnem regionu od 1984 r.

Oviedo, stolica Asturii jest miastem przyjaznym turyście, który chce chodzić, bo najważniejsze atrakcje miasta są niedaleko siebie. Wprawdzie są tu również zabytki rzymskie, to jednak te najcenniejsze i najważniejsze sięgają średniowiecza. Katedra Zbawiciela, San Salvador wznoszona od XIV w. została ukończona w XVI wieku w stylu gotyku płomienistego, choć i wcześniejsze ślady romańskie również są zachowane.

Oviedo znajduje się na Camino, gdy zdąża się Drogą Portugalską. Toteż mówi się: Sługę odwiedzacie, a o Panu zapominacie. Jan Paweł II odwiedził stolicę Asturii, gdy pielgrzymował do Santiago de Compostela. Romańska polichromowana figura Zbawiciela z XII w, dawniej w głównym ołtarzu, teraz stoi przy jednym z filarów.

Najcenniejsze z historycznego punktu są zamieszczone w Świętej Izbie: Krzyż Zwycięstwa niesiony przez Pelaya (Pelagiusza) przed rycerstwem walczącym pod Cavadongą w 722 r, co rozpoczęło udaną rekonkwistę i i Chusta z Oviedo, tożsama z Całunem Turyńskim, którą owinięta była głowa Chrystusa, zaliczana do sudarium, największa relikwia Hiszpanii ukryta w widocznej na zdjęciu skrzyni. Prawdziwy krzyż asturiański był drewniany, ale otrzymał on nową oprawę ufundowaną przez króla Alfonsa III, stąd złoto i drogie kamienie.

Po prawej stronie pomnik Alfonsa II zwanego Czystym, który panował w tym samym czasie co Karol Wielki. Ważna postać w historii.

Pałace, darmowa wizyta w Muzeum Sztuk Pięknych, stare domy, dziedziniec uniwersytetu umilą spacer.

Jeszcze w XIX wieku Asturia była biednym regionem, wielu mieszkańców emigrowało do kolonii w Ameryce Południowej lub na Kubę, ale wrócili bogaci, by włączyć się w ów boom gospodarczy, który nastąpił. Bogatych przybyszy nazywano Indianos. Każdy budował pałac i sadził palmę.

Pomnik El viajero obrazuje powracającego do ojczyzny. Zresztą tym, co wyróżnia Oviedo to duża ilość wszelakich pomników. Podobno jest ich aż 107! i w dalszym ciągu powstają nowe. Prezentują nie tylko znane osobistości (w tym San Pelayo, królów, ale i Franco - nie widziałam), ale również prostych obywateli i ich pracę. Jest sprzedawca ryb, przekupki na targu, mleczarki, zwierzęta.



Oprócz nich są te całkiem nowoczesne.

Ponieważ za ową nagą grupą postaci jest Urząd Skarbowy, mówi się, że tak wygląda każdy, kto opuszcza tę instytucję. Są też na jednym placów słynne Pośladki Eduardo Urculo z 2001 r. Odnajdujemy też i Botero. Miłośnikom talentu Woody'ego Allena należy przypomnieć, że na jednej ulicy można się natknąć na słynnego reżysera i scenarzystę, tudzież aktora, któremu co chwila ktoś podprowadza okulary. Vicky Cristina Barcelona z epizodem w Oviedo została zauważona.

Wspomnienie byłoby niepełne, gdyby nie wspomniało się o słynnej sidrze. Wprawdzie to nie tylko trunek asturiański, ale w mieście jest bulwar sidry, którą nalewa się w specyficzny sposób.

Oviedo to też zabytki sztuki preromańskiej. Kościółki i kaplice dawniej położone z dala od miasta teraz są wśród blokowisk. Są też ślady po dawnych kościołach w mieście.


Na koniec wspomnę, że z Oviedo pochodzi słynny Fernando Alonzo, a także księżna Letizia, żona następcy tronu oraż żona generała Franco Carmen Polo.


niedziela, 10 listopada 2013

Kawa wspomnieniowa pachnąca wakacjami, zawsze wypita na dworze. Urok krajów południowych polega na teatralności życia codziennego, w którym jest się aktorem i widzem najlepiej z widokiem na piękno architektury. Właściwie powinnam napisać, że kawa w scenerii 3 S smakuje wyśmienicie. W Saragossie  nadaremno szukałam pamiętnika, w nadmorskim San Sebastian smakowałam pinchos, a w Santander, kojarzącym się z bankiem, zaskoczyła mnie najstarsza część katedry.

W Saragossie od bulwaru rzeki Ebro kroki kieruje się do bazyliki Nuesta Seniora de Pilar, ale samej figurki Matki Boskiej na filarze trzeba wypatrywać uważnie, tak jest mała. Kto nie dostrzeże, ma okna wystawowe, na których pamiątki są i to różnej wielkości. Zaś budowla, perła architektury XVII/XVIII w. wzniesiona na miejscu cudu ukazania się NMP św. Jakubowi przyciąga rzesze pielgrzymów. Zaskakuje swoim czworobocznym kształtem i wieżami, a także układem wnętrza.

Może jeszcze dodam, że trzeba wykupić bilety, gdy chce się zwiedzić większość hiszpańskich kościołów. To również kryzys ma wpływ na te decyzje oprócz troski o koszty utrzymania zabytków. W wielu świątyniach nie wolno fotografować. W bazylice w Saragossie na czas mszy zwiedzający są wypraszani z tej części, w której sprawowana jest liturgia, jeżeli nie chcą brać udział w nabożeństwie, i ta część bazyliki jest zamykana. Ołtarz zachwyca.


Kolejne skojarzenie literackie (prócz Jana Potockiego i filmu Hasa) to Pieśń o Rolandzie. Karol Wielki w zemście za śmierć siostrzeńca i ulubionego rycerza: "Zwalił bramy Saragossy; wie, że nie będą jej bronili. Zajął miasto; wojska jego weszły w nie prawem zdobyczy i spały tam tej nocy. Król z białą brodą pełen jest dumy. A Bramimonda oddała mu wszystkie wieże; dziesięć wielkich, pięćdziesiąt małych." Taki jest zapis w eposie rycerskim.  Współczesna Saragossa również obfituje w wieże. Naprawdę to wcześniej Karol Wielki pomagał emirowi Saragossy pokonać emira Kordoby, wracając, zniszczyli baskijską Pampelunę i stąd zemsta Basków w wąwozie Roncesvalles. W biografii innego średniowiecznego rycerza - Cyda, również istnieje czas służby dla Saracenów. Jeszcze powinnam wspomnieć Hemingwaya. Stary człowiek w czasie walk hiszpańskiej wojny domowej zatrzymał się nad Ebro, ale zrezygnował z przeprawy do Saragossy, myśląc o swoich zwierzętach.

Zaragoza, czyli Saragossa oferuje również spotkanie z katedrą, na której znać wpływy różnych epok, Goyą na pomniku i na dwóch freskach na sklepieniu  bazyliki.

 

San Sebastian, czyli po baskijsku Donostia, kojarzy się z festiwalem filmowym w nadmorskim kurorcie. Atmosfera jest tu zupełnie inna niż na plażach południowych, choć też jest tłoczno. Z zabytków ważna jest bazylika Santa Maria del Coro, gotycki kościół San Vincente. Przyciąga uwagę figura Chrystusa na wzgórzu Urgull, pozostałości starej twierdzy. Kraj Basków oferuje najlepsze przekąski, czyli pinchos- kanapki na ząb.

W niedzielę późnym popołudniem tłumy wylegają na ulice, by w gronie znajomych siąść przy stoliku kawiarnianym lub na ławce, schodach, aby obejrzeć występy ulicznych artystów.

Nad morzem jest położone również Santander, elegancka miejscowość wypoczynkowa. To tam jest matka znanego i u nas banku. Kantabria słynie podobno z najlepszego mleka. W czasach historycznych najchętniej zatrudniane mamki były z tego regionu, gdyż uważano, że w ich genach nie ma krwi obcej (muzułmańskiej). Obecnie w wielu miastach można kupić miejscowe mleko z maszyny, podobnie jak inne napoje.

Powyżej katedra Santa Maria del Fiore. Kościół zniszczony w czasie pożaru, więc odbudowany, jednak zachowała się interesująca część romańskiej świątyni.W krypcie znajdują się relikwie świętych męczenników Emeterio i Celedonio.

Hiszpanie zadziwiają swoimi opowieściami o świętych i okolicznościach wznoszenia kościołów.

(zdjęcia własne, lipiec-sierpień 2013)

niedziela, 06 października 2013

 “Niedługo potem ogień buszował pod kadzią, a para spowiła pomieszczenie wilgotną mgłą. Stojące rzędem praczki mieszały w swoich baliach. Malin nalała do dzbanka wody i opuściła go do kadzi. Kawa szybko zagotowała się i każda z praczek dostała swój pierwszy kubek. Kawa trzymała je na nogach, dawała prawo do chwili wytchnienia w pracy, rozweselała i sprawiała, że życie znów nabierało wartości.”

Czasami pije się kawę u fryzjera. Ostatnio otrzymałam filiżankę promującą markę kosmetyczną przez piosenkarkę Reni Jusis. W niej kawa rozpuszczalna z mlekiem.

***
A teraz zapraszam na wycieczkę do jednego z najsłynniejszych miast Kraju Basków - Bilbao. Jego kariera pokazuje, iż mądrzy rządzący potrafią swoimi decyzjami wydźwignąć miasto podupadłe, bankruta, który traci dotychczasowy przemysł dający zatrudnienie ludziom, w atrakcyjny dla turystów ośrodek nauki i kultury, handlu, przy okazji nie bojąc się zaangażować w tworzenie wizji miasta nowoczesnego najwybitniejszych architektów: Franka Gehry'ego, Normana Fostera i Santiago Calatravę. Zachwycił mnie rozmach i czystość, brak tu szpecących graffiti.
Z czym nam się kojarzy Kraj Basków? Z organizacją walczącą o niepodległość drastycznymi metodami, dobrą drużyną piłkarską (mogą w niej grać tylko Baskowie). Mało jednak wie się o represjach z czasów rządów Franko, ale i tych całkiem współczesnych czego dowodem są liczne transparenty wywieszane na balkonach prywatnych mieszkań domagających się uwolnienie prześladowanych, którzy są zsyłani do więzień w tak odległe miejsca Hiszpanii i wysp, że wiele rodzin nie stać na odwiedziny. Lokalny patriotyzm to też eksponowanie swoich symboli.
Wielu osobom znany jest słynny beret baskijski (nazywany też gaskońskim). Toteż poszukiwałam Basków w beretach. Oto efekt poszukiwań - jeden na pomniku, drugi - kupuje los na loterii. Mam nadzieję, że wygrał.
Wpierw wybierzmy się w kierunku Starego Miasta.
Ponieważ Bilbao leży na szlaku Jakubowym, czternastowieczna katedra gotycka również ma za patrona Santiago - pielgrzyma.
Wąskimi uliczkami można dojść do starej hali targowej (La Ribera z 1930 r.) i nad rzekę Nervión.
Spójrzmy jeszcze na teatr Arriaga w stylu fin de siècle na obrzeżach starego miasta oraz Plaza Nueva, symbol świetności Bilbao. Restauracje, kawiarenki, bary oferują świetną kawę i przekąski (pinchos). W centralnym budynku placu mieści się obecnie Instytut Języka Baskijskiego (euskera).
A teraz najwyższy czas, by spotkać się z perłą nowoczesności, dla której turyści przybywają do Bilbao - Muzeum Guggenheima. Zaprojektowane przez Franka Ghery'ego, otwarte w 1997 roku budzi zachwyt futurystycznym rozmachem i formą kojarzącą się z morzem. W blasku słońca skrzy się, ale też i wydobywa cień. Płynie ku przyszłości, lecz i tańczy giętkimi liniami. Ogromne ilości szkła, tytanu i kamienia wapiennego pozwalają oglądać się z wielu stron, by dopatrywać się w uformowanych płaszczyznach okrętu, pojazdu kosmicznego czy kwiatu.

W pobliżu zwraca uwagę Szczeniaczek (Puppy - pies rasy higland terrier) Jeffa Koonsa, który miał być tylko chwilę, ale tak się spodobał, że któryś rok ten swoisty klomb układany z sezonowych kwiatów cieszy oczy i odbija się w pobliskim budynku. 12 m. wysokości i 70 tys. kwiatów.
Jest jeszcze Pająk (Mama) Louise Bougeois i instalacja Anisha Kapoora.
 
We wnętrzu najważniejszą częścią jest atrium wokół którego skupione są trzy poziomy sal wystawowych. Nie wolno fotografować, więc i zdjęć brak. Muszę przyznać, iż sama budowla z zewnątrz jest bardziej atrakcyjna niż wnętrze i ekspozycja stała. W czasie mego pobytu były dwie wystawy czasowe, wśród nich Sztuka podczas wojny. Francja 1939-1947. Od Picassa do Debuffeta oraz siedemnastowiecznego malarstwa Zurbarána.

Innym znakiem nowoczesności jest Pierwsza Linia Metra w formie przeszklonego rękawa zaprojektowana przez Normana Fostera, więc nazywana przez mieszkańców Fosteritos.
Nie udało się zdjęcie mostu Zubizuri Calatravy - efektowny, lecz niepraktyczny w użytkowaniu (podobno).

Oczywiście miejsc do zwiedzania jest więcej, ja zaprezentowałam tylko część atrakcji Bilbao, by zachęcić do zainteresowania się nie tylko południem Hiszpanii.

W tym mieście przyszli na świat pisarze: Miguel Unamuno, Blas de Otero (poeta) i współczesny Javier Salinas.

(zdjęcia własne, lipiec/sierpień 2013)

____________

Cytat kawowy otrzymałam od Kaye Per Anders Fogelstrom, Miasto moich marzeń, s. 96.

niedziela, 29 września 2013

Północ Hiszpanii znaczona jest muszlami św. Jakuba, gdyż tamtędy wiedzie najsłynniejszy szlak pielgrzymi do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela. Przegrzebek różnych kształtów, czasami z podpisami w języku baskijskim, pojawia się na murach, chodnikach, drogach. W dawnych czasach muszla mogła służyć jako czerpak wody. Pojawia się również w legendach dotyczących pielgrzymowania i świętego.



Miasto, do którego dojechałam autobusem, przywitało mnie poranną mgłą i trzeba było długo czekać, aż się rozwieje. Hiszpania jeszcze żyła tragedią pielgrzymów zmierzających pociągiem do sanktuarium na obchody święta patrona 25 lipca. W telewizji analizowano wypadek, pokazując symulację jazdy pociągu. Na bramie przed katedrą jeszcze były kwiaty, zdjęcia, rysunki, maskotki i inne dowody pamięci o zmarłych. To był taki zwykły ludzki odruch współczucia i pamięci.

Rozumiem tych, którzy dotarli do Placu Obradoiro i oniemieli z zachwytu. Znak czasów odcisnął piętno na wyglądzie barokowej fasady, która osłoniła dawniejszą, romańską. Kłujące niebo wieże są krzykiem, błaganiem, odpowiedzią. W środkowej wieżyczce na przybyłych łagodnie spogląda św. Jakub-pielgrzym. Zresztą wizerunków świętego nie tylko w Santiago de Compostela, lecz i na trasie, jest co nie miara. Alternatywnym wizerunkiem do Jakuba-pielgrzyma jest Jakub-pogromca Maurów.

Figura we wnętrzu jest znakiem obowiązującej poprawności politycznej. Na fasadzie trudno zasłonić Maura, który za chwilę zginie od ciosu Jakuba-rycerza, ale za to w katedrze Saracena skrywa obfitość kwiatów. Matamoros jest tu symbolem rekonkwisty. Według legend wielokrotnie interweniował w przebieg bitew, np. pod Clavijo (844 r.) i pod Jerez (1231 r.). Pojawiają się skojarzenia z innym miejscem, czasem, postacią świętą. Bywa, że człowiekowi taka wiara dodaje ducha, uskrzydla.

Księga św. Jakuba a nade wszystko Złota legenda Jakuba de Voragine od momentu powstania i spopularyzowania oddziaływały na wyobraźnię, wzmacniały wiarę i wrażliwość ludzi dawnych epok. Nie bądźmy zbyt krytyczni, bo nie znamy sposobu myślenia i towarzyszących mu uwarunkowań. Analizowane fakty i zapisy w księgach to za mało.

Właściwie, pisząc o Santiago de Compostela, należałoby zacząć od cudownego znaku wskazującego grób świętego, który przecież poniósł śmierć męczeńską ok. 63 roku w Jerozolimie. Ciało przewieziono do Galicji i pochowano, jak głosi legenda, by w odpowiednim momencie dla Półwyspu dać znać o sobie. Dopiero w IX wieku kult świętego staje się ważny i pomocny w walce z Maurami. Świetny PR. Katedra, odbudowana po zniszczeniu przez muzułmanów pierwotnego kościoła, stanęła w miejscu domniemanego grobu świętego. Obecnie każdy chce chwilę pomodlić się przy srebrnym relikwiarzu i objąć trzynastowieczną figurę znajdującą się w ołtarzu głównym. Marzeniem jest obejrzenie rozhuśtanej srebrzystej kadzielnicy (Botafumeiro). Gdy Katarzyna Aragońska udawała się do Anglii, w czasie mszy w katedrze rozhuśtana kadzielnica zmieniła tor i wypadła z katedry, lądując na zewnątrz na fontannie. To był dla przyszłej królowej naprawdę zły znak.

Wnętrze katedry z zachwycającym Portykiem Chwały (obecnie poddawanym konserwacji i odgrodzonym barierką) zachowało wiele cech stylu romańskiego. Co ciekawe, teraz nie można dotknąć czołem mistrza Mateusza (Mateo), co miałoby jakoby przysporzyć dotykającemu rozumu, więc i coraz więcej istot o małym rozumku porusza się po świecie. Czytanie treści kamiennych rzeźb jest nie lada sztuką, gdyż należy opanować język symboli lub mieć dobrego przewodnika. Chrześcijańska nadzieja, miłość Stwórcy, ale i groźba kary jako ostrzeżenie.


Tymczasem do Santiago de Compostela przybywają turyści i pielgrzymi.

Większe zmęczenie widać u piechurów, gdyż ich wysiłek jest większy, a i czasu na rozmyślania mieli więcej. Rytm życia miejsca pielgrzymkowego jest taki sam jak w innych miejscach globu. Pamiątki bardziej lub mniej kiczowate, tłumy w restauracjach, kawiarniach, sprzedawcy z ulotkami reklamującymi ich towar. Ludzka ciżba przesuwa się po wąskich ulicach. Miasto tętni życiem. Wiele tu jeszcze jest do oglądania. Sam Plac Obradoiro otoczony jest perełkami architektonicznymi. Pozostałe trzy place również oferują piękno.



Chwała świętemu Jakubowi.
Sławnemu Patronowi!
Twoje wdzięczne dzieci,
dziś ciebie błogosławią.

Gloria a Santiago,
Patron Insigne!
Gratos, tus hijos,
hoy te bendicen.

(fragment hymnu ku czci świętego, patrona Hiszpanii)

- zdjęcia własne, lipiec 2013 -

niedziela, 14 października 2012

"To paradoksalny luksus. Jednoczyć się z całym światem w niezmąconym spokoju, wśród aromatu kawy. (...) Rozmiary pisma zmuszają do statecznej lektury. Zawadza kubek z kawą. (...) Najpierw studiujesz prognozę pogody - to rozczulający absurd: zamiast wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć, co szykuje dzień, destylujesz ją z drukarskiej farby i mieszasz osłodzoną goryczą kawy." (Philippe Delerm, Zamordowana sjesta, s. 61-62)

Za oknami pełnia jesieni. Liście mienią się kolorami ciepła, słońca i ognia. Przeglądam wakacyjne zdjęcia i rozmyślam, co wybrać, by zakończyć francuski cykl przy kawie. Mimo że fotografie pochodzą z różnych miejsc, czasami układają się w tematy, wywołują chaos przestrzenny, ale i porządek fabularny.

Były starożytne teatry, zabrakło łuków. Tak, śladami łuków triumfalnych z czasów starożytnych można wędrować. Przedłużeniem życia tych, które dotrwały naszych czasów, są pozostałości murów obronnych z bramami w formie łuków starożytnych w Dijon i Bordeaux. Każdy, kto choć raz był w Paryżu, nie ominął Łuku Triumfalnego, Arc du Carrousel w pobliżu Luwru wznoszonych przez Napoleona I czy nowoczesnego Grande Arche. Upragniony moment triumfu w starożytnym Rzymie, sława i dobre wspomnienia zapisane w kamieniu stoją pozbawione swego naturalnego otoczenia, a i podziw dla zwycięzców mgłą okryły dzieje. Mury miejskie odeszły w niepamięć. Samotna brama omijana przez samochody i przechodniów jest jak przeszkoda, która jeszcze żyje życiem zabytku. Triumfy napoleońskie zostały oceniono surowo przez historię.

Brama (Wrota) Marsa w Reims była niejako potwierdzeniem pozycji stolicy rzymskiej prowincji Gallia Belgica. Wyjątkowy trójnawowy łuk pozbawiony jest zwieńczenia. Prawdopodobnie był wznoszony w latach 180-230 r. n.e. Tędy szłam  do cudownej katedry Notre Dame.

Bramy miejskie w Dijon i Bordeaux wskazują na wpływy starożytnych mistrzów. Paryż znany, więc - bez słów.

W Reims w pobliżu katedry wznosi się pomnik Dziewicy Orleańskiej. Ma upamiętnić jej rolę w zwycięstwie nad Anglikami i obecności podczas koronacji Karola VII w 1429 r. Nie jest to jedyny pomnik tej, którą uznano za symbol Francji świeckiej i katolickiej. Podróżując śladami Joanny, zawędrujemy do Orleanu. Dziewczyna nie pochodziła z tego miasta, spędziła w nim tylko kilka dni. Przybyła z wojskami francuskimi na pomoc oblężonemu przez Anglików miastu. 29 kwietnia 1429 r. triumfalnie wjechała do Orleanu. Obecnie w zrekonstruowanym budynku, który w XV wieku należał do Jacgues'a Bouchera znajduje się muzeum. Pamiątek (raczej z epoki) znikoma ilość, ale można obejrzeć całkiem ciekawy film animowany wzorowany plastycznie na średniowiecznych miniaturach o bohaterce i świętej.


Cykl o Joannie d'Arc należy zakończyć w Rouen, gdzie spłonęła na stosie po zdradzie Burgundczyków i tchórzostwie króla. O tym miejscu pisałam tu.

Jeszcze krótki spacer ulicami Orleanu. Artyści zachęcają do udziału w spektaklu plenerowym z okazji święta narodowego Francji. Ironia losu. Joanna wyniosła na tron króla, a rewolucja zgilotynowała.

  

Nie zamieściłam zdjęcia z pięknością Nîmes, więc, robiąc remanent, nadrabiam zaległości.

Rzymska świątynia Maison Carrée z korynckimi głowicami została wybudowana przez zięcia Oktawiana Augusta Marka Agryppę w 16 r. p.n.e. i była nawiązaniem do podziwianego przez Rzymian stylu helleńskiego. Jest zaskakującym uzupełnieniem zwyczajnej zabudowy z XIX/XX w. Biel ścian, słońce i wyniesienie komponują nieoczekiwaną ucztę dla oczu.

Gdy mówi się o paryskich kościołach, czasami zapomina się o świątyni St. Étienne du Mont, czyli św. Szczepana, która w XVII i XVIII uchodziła za jedną z ważniejszych w stolicy. Kościół wzniesiony w XIII w., przebudowywany do XVII w. jest zabytkiem gotyku płomienistego. Wzgórze św. Genowefy znajduje się opodal Panteonu. O godz. 16:00 ponownie otwarto drzwi dla zwiedzających, a na schodach siedziała już duża grupa osób. Przede wszystkim podziwia się doskonale zachowane lektorium. Wewnątrz są grobowce Pascala i Racine'a, a także można ujrzeć płyty nagrobne poświęcone zmarłym w XVI w. polskim studentom ufundowane przez brata i przyjaciół.

Na koniec spojrzenie na kolejkę w najpopularniejszym miejscu Paryża i chwila w Bordeaux. W upalne dni można potaplać na chodnikowym placyku z wodą i spryskiwaczem, który uruchamia się co jakiś czas.

Piękny jest świat, piękna jest też Polska.

(zdjęcia własne, lipiec 2012)

niedziela, 07 października 2012

 

"Wokół stolików krzątają się ubrani na czarno kelnerzy. Z filiżanek ustawionych na srebrzystych tacach unosi się słodki aromat kawy(...)" To w Caffè Greco, dokąd zawędrowali bohaterowie przeczytanej powieści młodzieżowej Ognisty Pierścień Baccalario. Można powiedzieć, że ten włosko-grecki wątek ma wiele wspólnego z treścią dzisiejszego wpisu. Amfiteatry, areny, teatry rzymskie na terenie Francji wciąż istnieją, a nawet w sezonie mają drugie życie. To tam odbywają się spektakle pod chmurką, korzystając z doskonałej akustyki. Nîmes, Lyon, dziedziniec Pałacu Papieskiego w Awinionie i place i ulice tegoż w lipcu są znakomitą okazją ujrzenia wakacyjnego święta teatru, wychodzenia do ludzi, ale i prób zaistnienia amatorów, przyciągnięcia uwagi przechodnia choć na chwilę.

Nîmes w Langwedocji z odległych czasów zachowało m.in. amfiteatr. Pomnik torreadora poświadcza zamiłowanie regionu do uczestnictwa w corridzie, ale nie w hiszpańskim stylu, lecz bezkrwawym. Zabawa polega na tym, że wprowadzony na arenę byk ma umocowaną kokardkę na czole, a ubrani na biało raseteurs usiłują ją zdjąć. Występ dla byka może jest i bezkrwawy, lecz ludzie bywają solidnie poturbowani. Corrida zawsze kojarzy mi się z opowiadaniem Ernesta Hemingwaya Niepokonany, w którym stary torreador Manuel Garcia, który nie ma już najlepszej opinii u organizatorów walk, po raz ostatni wchodzi na arenę, by na końcu powiedzieć na stole operacyjnym: "Dobrze mi szło - powtórzył słabym głosem. - Szło mi wspaniale."

Teraz arena wykorzystywana jest jako miejsce koncertów orkiestr, modnych zespołów młodzieżowych, spektakli operowych i teatralnych. W czasach rzymskich na widowni prawdopodobnie zasiadało 20 tysięcy widzów. W średniowieczu budulec z obiektów rzymskich zachowanych w mieście  służył do wznoszenia nowych obiektów, budowy fortyfikacji.


Podobnie zagospodarowany jest znacznie mniejszy obiekt w Lyonie. Jednak miejsce wykopalisk na wzgórzu Fourvière jest wyjątkowe i z tego względu, że w sąsiedztwie jest teatr i odeon rzymski. Z nowszych obiektów - nieładna wielostylowa bazylika Notre Dame. Oprócz kamieni, które pamiętają Rzymian, jest w innej części miasta, przy Place de la Comédie Opèra National de Lyon. Budynek z 1831 roku z ośmioma Muzami (bez Uranii) został zmodernizowany w 1993 roku i wtedy otrzymał nowoczesny dach. 

Teraz możemy ponownie udać się do Awinionu. Poprzednio spojrzeliśmy na miasto z urwanego mostu i oparliśmy się o mury. Teraz wejdziemy do Pałacu Papieskiego. Był przecież Awinion siedzibą papieży i tzw. antypapieży. To tu w Sali Konsystorzowej została udzielona zgoda na koronację Władysława Łokietka. Olbrzymi gmach, rozległe surowe wnętrza przytłaczają świadomością historii, przemijania. Labirynt komnat przemawia nie wystrojem, lecz śladami dawnej wspaniałości. Na dziedzińcu głównym w czasie lipcowego Festiwalu Teatralnego odbywają się najbardziej pożądane przez widzów spektakle. Widok z jednego okna jest niedoskonałym zapisem gotowości do przyjęcia teatromanów i artystów.

Uważny czytelnik zauważy, iż odsyłam również do bloga, na którym całkiem niedawno można było przeczytać relację z pobytu w papieskim mieście.

Tymczasem na placach i ulicach wokół pałacu wielotysięczny tłum starają się zaanektować wędrowne grupy artystów oferujących występ kabaretowy, teatru absurdu, występy muzyczne, dell'arte, scenki, które dzieją się wszędzie. "Życie jest teatrem." Świetne relacje można przeczytać na blogu Holly. Ja byłam świadkiem tylko paru występów i tylko niektóre z nich zapisałam fotograficznie.

Kurtyny
w moich sztukach
nie podnoszą się
i nie opadają
nie zasłaniają
nie odsłaniają

rdzewieją
gniją chrzęszczą
rozdzierają

ta pierwsza żelazna
druga szmata
trzecia papierowa

odpadają
kawał za kawałem

na głowy
widzów
aktorów

kurtyny
w moich sztukach
zwisają
na scenie
na widowni
w garderobie

jeszcze po zakończeniu
przedstawia
lepią się do nóg
szeleszczą
piszczą

Tadeusz Różewicz, z tomu "Trzecia twarz", 1968

(zdjęcia własne, lipiec 2012)


niedziela, 30 września 2012

ale nie w dostatek. Dzisiaj kawa z widokiem na obiekty otoczone wodą.

 

"Pogoda wymarzona. Mogłoby być tak miło... Rano leniwa gorąca kawa, a wieczorem, w ogrodzie, niespieszna zimna woda z grenadiną..."*

Guciamal, pisząc o swojej chwilowo udomowionej Marsylii, zamieściła zdjęcie wysepki If znanej z Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumasa. Również w lipcu  obejrzałam ją z oddali, podobnie jak Józef Ignacy Kraszewski wpływający do portu po zakończeniu włoskiego etapu podróży. 

"Skały te oznajmiły nam Marsylią, gdyż ich ściany osłaniają port. Tu już coraz gęstsze po morzu zwijają się łódki, niektóre z nich dość z bliska mijamy, by się im przypatrzeć, wydają się nam jakoś innej budowy, barwy, fizjognomii niż włoskie, ale trudno to  określić, na czym to zależy. Wjeżdżając do portu i zewsząd spotykając tylko kredziaste urwiska, góry nagie, spadzistości poryte potokami, a nad nimi stary, posępny zamek Château d'If, dalej trochę zieleńszych ogrodów i bastidy, i góry znowu obnażone, nie znajdujemy Marsylii tak piękną, jakeśmy ją roili. Krajobraz ma wiele charakteru i powagi, ale jest dziki i smutny. W porcie prawie się rozwinąć niepodobna, całe lasy masztów, tysiące okrętów, bark ładownych i wszelkiego rodzaju pływających budowli niezliczone mnóstwo."**

To tu nieświadomy intrygi przyjaciela miał przeżyć swoje życie Edmund Dantes. Los mu jednak sprzyjał, gdyż nie tylko uciekł, ale i zyskał bogactwo umożliwiające mu poznanie prawdy i dokonanie zemsty. Czytałam tę książkę po raz pierwszy w wieki młodzieńczym z wypiekami na twarzy, potem szczęśliwie udało mi się obejrzeć ekranizację powieści po raz pierwszy,drugi... Mam sentyment do tej wersji z Jeanem Marais, ale nie chcę jej obejrzeć, aby się nie rozczarować.

Więzienie dla więźniów politycznych  ma w swoim rejestrze hrabiego Mirabeau i tajemniczego człowieka w żelaznej masce. Sześć lat spędził tu pan Niozelles, który nie zdjął kapelusza przed Ludwikiem XIV. Najdziwniejszym lokatorem był... nosorożec. Dar maharadży dla króla Portugalii został z kolei przekazany papieżowi, więc w drodze do Rzymu wypasano go na wyspie. Podobno tego właśnie nosorożca naszkicował Albrecht Dürer.

Też byłam w neobizantyjskiej XIX-wiecznej bazylice Notre Dame de  La  Garde, która króluje nad miastem.

"Marsylia wygląda ładnie, ale zimno, starych pamiątek, pomników, śladów jakiegoś uczucia, nawet kościołów w niej nie widać, sklepów za to mnóstwo. Chodnikami suną się niby paryscy eleganci, środek ulic zajmuje główna sprawa, handel.(...)
Miasto rozległe, okolica malownicza, wszystkie nowe budowy bardzo imponujące i widocznie dobijające się efektu."**

"... ale z okna mieszkania mogłem ową sławną i prześmiewaną przez Paryżan oglądać Cannebière, która jest w istocie wspaniałą, piękną i wytwornie zabudowaną ulicą. Paryżanom tylko wolno sobie pożartować z tej Cannebière, dlatego że marsylianie są nią dumni. Długa i szeroka jak ulica Saint-Honorè w Paryżu, w jednym końcu ma przechadzkę, rodzaj ogródka, zwanego Cours, drugim schodzi ku morzu. Gmachy, które ją otaczają, pięknej architektury, nie oszpeciłyby żadnej stolicy. Ruch na niej wielki, ożywiona bardzo."**

Woda pełni funkcję muru (poprzedni niedzielny wpis), który otacza miejsce swoje i cudze. Na północy najpiękniejszym obiektem jest Mont Saint Michel. Ostatnio byłam tu w 2008 roku, a już widzę zmiany, które skłonią do powrotu. Dawna grobla łącząca normandzką wyspę z lądem znika. Mont St-Michel znowu będzie wyspą, a odwiedzający będą do niej dopływać stateczkami. Obecnie samochody pozostawia się na olbrzymim parkingu i dojeżdża w pobliże bram miasteczka autobusami w cenie biletu parkingowego. Po prostu widokówki z łąkami i pasącymi się owcami na tle wzgórza stają się nieaktualne.


Najważniejsza jest stroma droga (oblepiona sklepami i restauracjami, kafejkami jak w Carcassone) do opactwa, które wieńczy wierzchołek. To tu według legendy na życzenie Michała Archanioła został wzniesiony (niezbyt ochoczo) kościół na skale. Później budowano podziwiane opactwo benedyktyńskie. Zwiedzanie staje się niezwykłym spotkaniem z sercem przeszłości. Fotografii tym razem zrobiłam mało, skupiłam się na oglądaniu. Był również czas na kawę i ciastko.


Większość czytelników zna Mont St-Michele z książki, która jeszcze w czasie poprzedniej wizyty była na każdym stoisku. To Obietnica anioła Frederica Lenoira i Violette Cabesos. Tym razem jej nie widziałam.

Polecam jeszcze stronę Ani, która wędrowała śladami Obietnicy anioła.

 „- Czarodziejski zamek wyrosły na morzu…” - zacytował François. – Szary cień, wznoszący się na tle mglistego nieba… O zachodzie słońca niezmierzone połacie piasku były czerwone, czerwona była cała ogromna zatoka; tylko gdzieś w głębi, z dala od lądu, sterczała prawie czarna w purpurze zachodzącego słońca wyniosła sylwetka opactwa, przywodząca na myśl fantastyczny zamek, zadziwiająca niczym pałac ze snu, nieprawdopodobnie niezwykła i piękna!” To oczywiście z Maupassanta. W tej wielkiej chwili pływów równonocy przedstawiam Ci „Mons Sancti Michaelis de Periculo Maris” – Górę Świętego Michała od Niebezpieczeństw na Morzu!"


(zdjęcia własne, lipiec 2012)

____________

* Philippe Delerm, Zamordowana sjesta, Sic! 2005.

** Józef Ignacy Kraszewski, Kartki z podróży 1858-1864, PIW 1977.

niedziela, 23 września 2012

 

Mur jest granicą, oddzieleniem. Z jednej strony staje się symbolem pragnienia przekroczenia, wejścia, zdobycia, także wiary w możliwość przekroczenia granicy albo smutku, oburzenia jego niedostępnością. Od drugiej strony, dla ludzi wewnątrz jest znakiem bezpieczeństwa, ale i zamknięcia, samotności, również ochrony, daje poczucie przynależności, swojskości, domu. Jest jeszcze brama lub bramy, które zapraszają, zachęcają, albo stanowią zaporę. W czasie wojen mury się zdobywało i broniło jednocześnie.

Zwiedzanie miejsc otoczonych murami staje się atrakcją. Przetrwały czas ich usuwania, gdyż okazały się w następnych epokach niepotrzebne, ograniczając tylko rozwój miejscowości.

"Przez sto lat ta licha wioska była Rzymem, była całym chrześcijaństwem. Bo to przecież Awinion." - przepisuję słowa Laurence'a Durrella z Monsieur, albo Książę Ciemności.

XVI- wieczne mury obronne z 39 wieżami i 7 bramami otaczają średniowieczne centrum. Dzisiaj obejdziemy je tylko i spojrzymy na widoczny Pałac Papieski z mostu St Bénézet. Może jeszcze wrócimy.

Ponieważ podróżujemy śladami murów obronnych i do tego całkowicie chaotycznie, ruszamy w drogę do Bretanii, aby w Nantes spojrzeć na mury obronne otaczające zamek książąt bretońskich. Wyspa w środku miasta. Przekraczamy granicę dawnej fosy i solidnego muru, wchodzimy na rozległy plac. To tu przybywały poselstwa, gromadzili się rycerze w barwach książęcych. Biały gotycko-renesansowy zamek jest tylko wyróżniającym się elementem późniejszej zabudowy. Popatrzymy jeszcze na niego z murów, na które można wejść po schodach, by pospacerować.

Bretania została przyłączona do Francji za sprawą małżeństw Anny Bretonki. Samo Nantes zasłynęło w 1598 roku jako miejsce podpisania przez Henryka IV Burbona edyktu wprowadzającego wolność wyznania i równouprawnienia protestantów wobec katolików.

Ledwo przyjechaliśmy z południa na wybrzeże atlantyckie, znowu wracamy. Cel: Carcassone w Langwedocji, nieformalnej stolicy Pays Cathares. Osada rzymska, fortyfikowana przez Wizygotów, zajmowana przez Franków i Saracenów stała się nie tylko uczestniczką historii, ale i wzorem średniowiecznego miasta. Wszak i w Polsce parę miast nosi miano polskiego Carcassone. Właściwie jest wielka rekonstrukcja podjęta w XIX wieku przez Viollet le Duca, stąd śmieszne kapturki na wieżach są wymysłem historyków i architektów przywracających miastu świetność turystyczną.

Historia albigensów zwanych też katarami w dalszym ciągu budzi zainteresowanie podobnie jak przerwana nić dziejów zakonu templariuszy. Literatura popularna nie oddaje w pełni zawiłości czasów powstania owej herezji i jej założeń. Oryginalne dokumenty pochłonął czas. O albigensach, inkwizytorach i trubadurach - to rozdział Barbarzyńcy w ogrodzie Zbigniewa Herberta, który przystępnie przybliża  historię ruchu religijnego. Podkreśla, iż podjęcie wyprawy krzyżowej przeciwko księciu Tuluzy Rajmundowi VI stało się wojną Północy Francji z Południem i końcem interesującej cywilizacji, w której współistniał epikureizm i ascetyzm. A gdzie miejsce dla Carcassone? Otóż pierwszym seniorem zaatakowanym przez krzyżowców był wicehrabia Béziers i Carcassone Rajmund-Roger z rodu Tranceval. "Krzyżowcy z rozwiniętymi na wietrze znakami kierują się pod mury Carcassone o trzydziestu wieżach, gdzie zamknął się wicehrabia Roger." Kilkadziesiąt tysięcy ludzi i zwierząt wewnątrz murów w upalne lato miało nadzieję ocalenia.

Pod murami stanął Szymon de Montfort "...prototyp konkwistatora, fanatyk, któremu hełm ograniczał horyzonty, człowiek twardej ręki, ambitny i energiczny, o wybitnych zdolnościach wodzowskich (...)" To pogromca i nowy wicehrabia, który zasiadł w Château Comtal. Za jego czasów Carcassonne stało się solidną twierdzą graniczną między Francją i Aragonią, gdyż wzmocnił fortyfikacje miasta. Dalsze wzmocnienie murów nastąpiło za panowania Ludwika IX i Filipa III.

Wnętrze współczesnego Carcassone pełnego sklepów z pamiątkami wydaje się być jakieś jałowe duchowo, choć piękne.

Dla chętnych możliwość zakupu szytego na miarę stroju. Są też gobeliny, repliki broni, prace bardziej i mniej artystyczne, ale też i napoje i żywność regionalna oraz typowe koszulki i to co wszędzie.


Historia albigensów jeszcze się nie skończyła mimo prześladowań, stosów. Niektórzy z doskonałych i wyznawców umknęli do niedostępnych warowni zamkowych w górach. O wyglądzie i losie Montségur pisze Herbert, my tymczasem podążymy do innej warowni - Quéribus. Wielokątne ruiny na stromym urwisku w XI w. należały do rodu katalońskiego, Barcelony, a następnie Aragonii. Rodzina Cucugnan  sprzyjała katarom, którzy mieszkali tu jeszcze jedenaście lat po zdobyciu Montségur, a następnie wycofali się do Hiszpanii.

"Wieża wystrzela znad urwiska
Jęknęło w niej wyłkane w ogniu słowo" / Vilém Závada, przeł. Józef Waczków



"A tam wysoko nad kwitnącą ziemią
Białe ruiny cicho w słońcu drzemią
I niby żagle śnieżne i tęskniące
Świecą, wieczyście zapatrzone w słońce." / Bronisława Ostrowska Ruiny


"Dawno już utracił świetność swoją zamek,
można iść spokojnie pod mury i wieże.
Inne już porządki, inne rządy mamy,
z bram już nie wypadną najemni żołnierze.

W pustej baszcie hula swobodnie wichrzysko,
oczy strzelnic w dawne czasy zapatrzone.
Spoglądam, jak inni, ma to rumowisko,
widzę zęby stare, zżółkłe, wyszczerbione." /Laco Novomeský, tłum. Antoni Brosz

Dojazd do Quéribus od strony Francji prowadzi serpentynami nad przepaścią, ale droga w kierunku Hiszpanii już nie jest uciążliwa. Z parkingu trzeba podjąć wędrówkę dosyć stromym podejściem, a następnie czeka nas jeszcze wejście po równie stromych schodach. Z pustych oczodołów i platformy widokowej donżonu czeka nas nagroda w postaci pięknych widoków. Morze zieleni, kolory przetkane mgłą. Stajemy się właścicielami całego piękna natury.

(zdjęcia własne, lipiec 2012)

niedziela, 02 września 2012

w oceanie, mimo że fotografia z kawą sugeruje inny akwen. Od razu dementuję również, że rzeczona Kawa nie ma nic wspólnego z pięknością z wiersza Iwana Bunina z 1923 roku, bo, jak widzimy, skała na zdjęciu jest pusta:

"Hej tam na morzu, na morzu,
Na sinym kamieniu
Naga piękność siedzi,
Białe nogi w fali chłodzi
I zaprasza płynących żeglarzy:
"Hej, żeglarze, marynarze,
Na cóż po świecie pływacie
I nadaremnie szukacie
Perły szafirowej?
Jest jedna w morzu perła -
Moja piękność biała,
Usta gorące,
Piersi chłodne,
Nogi lekkie,
Biodra ciężkie!
Jedna uciecha jest, co się nie sprzykrzy --
Na mojej ręce spać - odpoczywać
I słuchać moich pieśni rzewnych!"
Żeglarze płyną, nie słuchają,
A w sercu smutek - żal,
A w oczach łzy palące.
Nie przespać tego smutku, nie zapomnieć
Ni w drodze, ni w przystani,
Nie zreflektować się nigdy."

Zanim dotrzemy do celu, przeczytajmy pierwszą zwrotkę rosyjskiego poety:

"Samotny żagiel w niebios toni
Bieleje na błękicie fal.
Skąd płynie? dokąd? za czym goni;
Ku jakim brzegom biegnie w dal?"

To Michaił Lermontow oglądający zupełnie inne morze i jego wiersz Żagiel.? Zatem rozsupłajmy następny węzełek. Samotny biały żagiel jest tytułem książki teraz już radzieckiego pisarza Walentina Katajewa, powieści z 1936 roku, w której cytowany jest wspomniany wiersz. Ów pisarz  był redaktorem naczelnym magazynu literackiego "Junost" i w 1961 roku opublikował w nim Gwiezdny bilet Wasilija Aksjonowa, tracąc jednocześnie stanowisko, gdyż utwór opowiadał o tzw. pokoleniu komsomolskich bikiniarzy. Tenże pisarz w 2004 roku zamieszkał w mieście, które jest bohaterem naszego spotkania. To Biarritz. Rosjanie bardzo chętnie przyjeżdżali (i przyjeżdżają) do miasta będącego bohaterem tego wpisu, nawet w 1892 została zbudowana cerkiew Opieki Matki Bożej i św. Aleksandra Newskiego.

Jednak zaczęło się wszystko od cesarzowej Eugenii, żony Napoleona III, która w 1854 roku sprawiła (zdjęcie: Hôtel du Palais czyli Eugenie Palace), iż senna mieścina stała się tak oblegana jak Karlsbad, Marienbad i Ostenda (Czesław Miłosz dziwi się, jaka była przyjemność z przesiadywania na plaży pod pochmurnym i zimnym niebem Flandrii.). Koronowane głowy, arystokracja, artyści chętnie tu wypoczywali. La belle époque. Czas jakby stał w miejscu i dawał poczucie bezpieczeństwa. Miasto powiększone o liczne hotele, pensjonaty wznosi się na wzgórzu, a do plaży trzeba zejść po schodach. Przed nami ocean, który mruży oczy, sapie, dyszy, łagodnie mruczy lub burzy się, zmienia kolory, mieni się i chmurzy. To nie łagodny współpracownik i współtwórca cywilizacji jak Morze Śródziemne, lecz groźny treser wymagający posłuchu i zrozumienia reguł gry. Ludzie morza znad Atlantyku są przyzwyczajeni do surowego życia, niespodzianek i zagrożeń.


 "Ludzie wzdłuż plaży stłoczeni
Nie rozglądają się wcale.
Od lądu są odwróceni.
Na morze patrzą wytrwale."

W zatoczkach można poszukiwać krabów. To ulubione zajęcie nie tylko dzieci. Niektórzy rzeźbią w piasku.

"Na lądzie bardziej uroczo:
Jakkolwiek jednak być może -
Fale ku brzegom się toczą,
A ludzie patrzą na morze."

"Nie mogą widzieć daleko.
Nie mogą widzieć głęboko.
Ale czy komu od wieków
Powściągnąć dało się oko?"

W Biarritz wypoczywała polska arystokracja, mieszkał Henryk Sienkiewicz przed swoja wyprawą do Afryki, Anna Iwaszkiewiczowa odpoczywała w 1928 roku, a zdjęcia z jej pobytu nad oceanem możemy oglądać w muzeum w Stawisku, jeździła tu też rodzina Kunatów, o czym wspomina Czesław Miłosz. Zatrzymał się  Jan Lechoń, Andrzej Bobkowski i wielu innych znanych i bogatych lub tylko bogatych. Z pobytem Kornela Makuszyńskiego w 1930 roku wiąże się pewna anegdota. Otóż niespodziewania w swoim apartamencie zastał Ludwika Solskiego, który przyjechał i zagościł się u niego na dobre. Po paru dniach do drzwi zapukała policja z nakazem rewizji, gdyż otrzymała doniesienie o ukrytym trupie. W trakcie przeszukania jeden z nich otworzył drzwi szafy i odkrył górę przegniłych wodorostów. Skończyło się na mandacie, ale Makuszyński oczekiwał od Solskiego wyjaśnień. "Widziałeś, jak ten policjant wyglądał ozdobiony glonami? Fenomenalnie!" - odpowiedział artysta przygotowujący się do wystawienia Balladyny Słowackiego.

Śladów literackich możemy szukać w powieściach sensacyjnych Antoniego Marczyńskiego (Przygoda w Biarritz), u Jacka Piekary piszącego cykl o Mordimerze Madderdinie (Młot na czarownice). Aurora Carolath, kochanka Wenzla Croy-Dulmen z Między ustami a brzegiem pucharu Rodziewiczówny, również bawiła w sezonie w tym kurorcie. Nawet słowo Biarritz pojawia się w dowcipnym wierszyku Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego o samochodowej wyprawie premiera.

"Ślicznie tam było, uroczo,
księżyc przyświecał nocą,
a we dnie po plaży bez gaci
najwybitniejsi spacerowali dyplomaci;
stenotypistki z papieskich biur,
leżąc na wznak, badały formy chmur,
a ci dranie
Amerykanie
pluli
i gumę żuli.
Chińczycy... Zresztą sam pan wie,
że w Biarritz nie jest źle. (...)

premier wstawał wcześnie
i w towarzystwie tylko sekretarza
szedł, kędy plaża
rozmarza."

Tymczasem

"Wiejący od Atlantyku wiatr
znosi moje słowa
na mielizny znaczeń."
- jak pisała Ewa Lipska z drugiej  strony oceanu.

____________

Znalazłam i wykorzystałam: Ewa Lipska, Nowy Jork miasto porwane; Iwan Bunin [***] w przekł. Leopolda Lewina; Lermontow Żagiel w przekł. Tadeusza Szepniewskiego; Robert Frost Ani daleko, ani głęboko w przekł. Juliusza Żuławskiego, Konstanty Ildefons Gałczyński Premiery w Biarritz. Anegdota o Kornelu Makuszyńskim za "Słowem Ludu" z 17 IX 2004.

(zdjęcia własne, lipiec 2012)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6