| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
nutta malpa gazeta.pl
MÓJ DRUGI BLOG
PRZECZYTAŁAM
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE
Tagi

Poezja

piątek, 26 grudnia 2014

Odszedł Stanisław Barańczak (ur. 13 listopada 1946 w Poznaniu, zm. 26 grudnia 2014) - poeta, eseista, krytyk literacki, historyk literatury, tłumacz, nauczyciel akademicki.


Zdjęłam z półki Jego tomik Chirurgiczna precyzja, przesuwałam kartki, skupiając się na dawno czytanych słowach. Zapisane obserwacje, miejsca, ludzie, nakreślone sytuacje, odwołania do lektur, refleksje, mądre spostrzeżenia w niepozornym zbiorze i dzisiaj mają swą siłę oddziaływania. Świat bełkotu za szkłem dalej istnieje, a może  nasila się.

 błagam, nie każcie / mi żyć w tej epoce uproszczeń.

Także zawsze istniejąca potrzeba jednoznacznego poustawiania ludzi według poglądów, a może i innych niezbędnych parametrów w tej chwili obowiązujących skłania do przewrotnego wezwania, by Prosty człowiek mógłby, do licha, zdecydować się wreszcie, kim jest. / Skarbnicą moralnej prawdy, czy skarbonką marnej pazerności? Postawy, wybory, gusta to nie linie boiska, więc każdy człowiek w każdej sekundzie decydować musi, kim jest.

Zawsze aktualne słowa:

Czas tak cierpliwie znosi mnie z powierzchni Ziemi!/(...)/ Czas-konserwator i strażnik usuwa nas bez wyjątku, / pardonu i wyjaśnienia, ale wie: nie przywróci porządku; / zbyt wiele zaległości narosło już, aby sam mógł / je uprzątnąć. Robi, co może, ale każda interwencja spóźniona. / Życie to zwłoka, z jaką bierze się wreszcie do nas.

______________________

Stanisław Barańczak, Chirurgiczna precyzja. Elegie i piosenki z lat 1995-1997, s. 72, Wydawnictwo a5, Kraków 1998.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Ja niżej podpisany
Tadeusz
Syn Władysława i Stefanii
urodzony w roku 1921
w mieście Radomsku

obudziłem się ze słońcem
miałem uczucie że zbliża się
do mnie poezja
ale to było złudzenie
(poezja zakryła oblicze)
........................................................
jabłonka przekwita
płatki opadają na stolik
na trawę na książkę

(fragment wiersza Czytanie książek z tomu Płaskorzeźba, 1991)

Tadeusz Różewicz (1921 - 2014)

zdjęcie: Paweł Kozioł

Poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze

Poetą jest ten który zrzuca więzy
i ten który więzy sobie nakłada

Poetą jest ten który wierzy
i ten który uwierzyć nie może

Poetą jest ten który kłamał
i ten którego okłamano

Poetą jest ten co ma usta
i ten który połyka prawdę

ten który upadał
i ten który się podnosi

Poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może

(Kto jest poetą z tomu Nic w płaszczu Prospera, 1962)

__________

Na blogu:

piątek, 21 marca 2014

21. marca w Światowym Dniu Poezji tradycyjnie otwieram tomik poetycki. Dzisiaj sięgam do klasyki, taniego zbioru Wierszy wybranych Maryli Wolskiej (1873-1939). Spośród prezentowanych kategorii tematów wybieram teksty wspomnieniowe z motywem domu. Rodziny Wolskich i Młodnickich były elitą intelektualną i kulturalną Polski czasów zaborów.

Tradycje domowe

"Do Grottgera szło się zawsze najpierwej."  Wpierw z rodzicami, bo przecież matka Wanda Monné była do końca narzeczoną artysty, a ojciec, Karol Młodnicki, bliskim przyjacielem.  Potem po kolei odwiedzało się groby znajomych z Monachium i zasłużonych. Po latach, kiedy i najbliżsi spoczną na lwowskim cmentarzu: "Do Grottgera idę zawsze najpierwej."

Inne wspomnienie malutkiej Marylki:

(...) /Nazywał się Goszczyński Seweryn.

Teraz umarł i poszedł do nieba.
Dobrze się przypatrz mała,
Trzeba, żebyś zapamiętała..." 

Tamten świat to wychowanie ze wskazaniem na wartości i szacunek dla ważnych dla kultury osób - "O których wtedy mówiło się jeszcze - rodacy.", a także tych, którzy zostali straceni na stokach Cytadeli z Trauguttem lub takich jak pan Apolinary Stokowski:

Ten sam,
Co od lat, w dzień Trzeciego Maja,
W czarnym żałobnym kontuszu,
Siwy - z zacięciem zawsze nieco krewkiem,
Garstce rodaków na lwowskim ratuszu,
Na wieży, wysoko pod lewkiem,
Czytał Akt Konstytucji...) A słuchali go tacy mężowie jak Agaton Giller, Platon Kostecki, Józef Kajetan Jaworski, a pan Konopka deklamował Maraton. Lwów chował również artystów z rozmachem. Pani Aszpergerowa "Była wielką, wielką artystką!", odtwórczynią  tylu ról, że nasunęła się myśl:

I nagle mnie opadła trwoga nierozumna:
Jakże tyle postaci pomieści - jedna trumna?!

Piękne poetyckie wspomnienie poświęcone jest bratu Albertowi.

Na Zimorowicza, pod szesnastym, we Lwowie mała dziewczynka z czarną po oczy grzywką przyjęła przyjaciela domu.

Szedł pan Adam Chmielowski.
Stukał drewnianą nogą,
(Swoją utracił dawno w powstaniu...)
Drugą, własną, włóczył posuwiście,
Szedł po schodach powoli, z ostrożna,
Jak ktoś, co się z trudem pod górę
W za ciężkim ubraniu gramoli.
On, na pewne... Do nas oczywiście. Serdeczne wspomnienie rozmowy wśród lalek dziewczynki, która nie bała się malarzy, z przyszłym święty jest jednym z wierszy-pamiętnika domu rodzinnego. Starsza dziewczyna wspomni jeszcze zauroczenie bez wspominania nazwiska tego, który "Snów dziecięcych - królewiczem!..."

Gdzieś w poezji snuje się Dusza, klimat ballad i serdecznych rymowanek, ale i ogród pełen wybujałego, rozbłyskanego kwiecia, drzew. Ja tymczasem przemykam do Perepelnik.

Był dwór

Kocham czar wspomnień, smutny wdzięk dawności,
Woń starych dworów, pustki i lawendy,
Rozwory wielkich, szklanych drzwi - bez gości,
Myśl, że tak wiele przeszło życia tędy,
Życia, co płynąc, jak dym się ulatnia -
I żem nie pierwsza tu i nie ostatnia...

I zdaje mi się, że w powietrzu strudze,
Co przez pokoi płynie pustkę wonną,
Dech się czyjś ostał, jakieś szczęście cudze,
Żal czyjś tęsknotą gnany tu pozgonną,
Coś, co jak zapach uwiędłego kwiatu
Miejsc się kochanych nie puszcza i trwa tu.

Klimat romantyków, a w szczególności dworu soplicowskiego oglądanego przez Tadeusza, na pewno był inspiracją do ujęcia wspomnień w wiersze.

Nie ma nikogo... Taki moment rzadki!
Zda się, że strojne prababek szatki
Szeleszczą wonne w komnat amfiladzie!

Oglądanie portretów, mebli, obić, uroczych bibelotów, porcelany, a wszystko jest znajome, nawet ów zegar, który wybija najmilszą z godzin - piątą [podwieczorek?], staje się strażnikiem minionego czasu, budzi wspomnienia bezpieczeństwa, ciepła i serdeczności. Do domu wchodzi wspomnienie historii, Napoleona, tych, dla których był ważny honor, ale i ów złocony tomik serdeczny - to Słowacki. W pokoju w anemony świeci płomyk przed Częstochowską, gdzieś leży ładownica dziada z czasów konfederacji barskiej. Takie to były domy.

Pokoju drogi! O pokoju miły!
Już rąk tych nie ma, co tu ład czyniły,

Są i inne pokoje, nawet

Ktoś gra! Książęca nuta poloneza
Puszy się butnie, wyloty zarzuca,
Miną nadrabia... Drwi - choć coś umarło
I coś przepada! (...)

Wara mi bluźnić!

Tymczasem

Smukłe kolumny na ganku wybiela
Jesienny księżyc. Ostatnia niedziela
Lata się kończy...

Cisza wieczorna, mrok przykrywa sprzęty i wspomnienia, pozostaje zapach.

W ścian tych samotni, pustką zatchniętej,
Straszy tu pono i w biały dzień,
Dawne poznając kąty i sprzęty,
Jakowyś cień.

Pyta - choć prawdy dociec nie rości,
W zwierciadeł mętne wpatrzony szkła:
- Nie widział kto z was mojej młodości,
Co tędy szła?...

Był dwór, ostoja rodziny, tradycji i polskości.

______________________

Maryla Wolska, Wiersze wybrane, s. 120, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2003. Klasyka Mniej Znana.

Zdjęcie dworu w Perepelnikach, który należał do Młodnickich i Wolskich, także Beaty Obertyńskiej, córki Maryli Wolskiej - ze strony www.olejow.pl

Wiersze o dworze w cyklach Na dnie zwierciadeł i Z przedwojennej szuflady.

niedziela, 27 października 2013

Podoba mi się tytuł Szuflada dla tomiku poetyckiego. Przecież do szuflady wkłada się i wyjmuje to co cenne, chętnie oglądane, otrzymane w darze, kupione dla siebie, czasem zapomniane po to, by odkryć na nowo. Każdy może mieć własną "Szufladę" wpisaną w opasłym zeszycie ulubionym piórem, oklejoną zdjęciami, starannie wyciętymi tekstami z prasy, opatrzoną rysunkami, z odnalezionym zasuszonym listkiem, wstążeczką z warkocza. Pamiątka, współczesne silva rerum" z tego powstanie.

Walter Pyka, opolski poeta notuje swoje obserwacje o życiu będące plonem przeżytych lat.

Jest codzienność po ludzku za ciężka,
są przestrzenie na pozór zbyt szare.
Życie jednak to nie jest walizka,
ale prezent od Boga, podarek.

Bóg jest obecny w poezji, gdyż śląskie wychowanie zawsze było skupione wokół kościoła, a później wykształcenie medyczne i zawód farmaceuty nie pozwala mu buntować się, najwyżej dyskutować z Najwyższym. Wiara istnieje obok innej postawy, na którą składa się przywiązanie do wartości, na których powinno opierać się państwo i mała ojczyzna. Dom, również ten wewnętrzny przekazany przez rodziców, gesty spotkanych ludzi, pamięć tych, którzy odeszli mają trwałe miejsce w szufladzie rodziny i przyjaciół. Kreśli portrety pięknych ludzi:

Z mojego punktu widzenia widać,
że jesteś posłana
do odnajdywania bezpowrotnie pogubionych marzeń,
do wysadzania w powietrze
uspypanych latami wałów obojętności,
do odkrywania sensu,
do wskazywania źródeł,
do nazywania szczęścia,
do zachwycania, uzdrawiania, odmładzania...

Można wyciągnąć szufladę ze świętami albo tę pogodną z uśmiechem chochlika. W jeszcze innej zatrzymały się ulice, miasta. W kolejnej, tej chętnie otwieranej, odnajdujemy całe pokłady uczuć (również tych pogubionych), miłości, rozterek.

Lubię otworzyć tomik ot tak na dowolnej stronie, by przeczytać, co też poeta chce mi dzisiaj powiedzieć.

Książki budzą się bardzo wcześnie.
Parę oddechów kartkoskrzelami,
parę przysiadów na regale,
kolka łyków mocnej fantazji... i do roboty.

Te o wojnie
dyskutują z tymi o pokoju.
Te z wierszami
podziwiają chodzącą za oknem prozę.

Tu każda książka zna swoją cenę
i łatwo sprzedać się nie da. Chyba że hurtem

Tu każda czcionka zna soją wielkość,
a tłustość druku nie zależy od tuszy autora.
Bywa, że od gestu sponsora. (...)

______________________

Walter Pyka, Szuflada, s. 90, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Emanuela Smolki w Opolu, Opole 2013.

środa, 17 lipca 2013

"Z mieszkania, w którym nie ma atlasu, należy się natychmiast wyprowadzić."*

Rymowanki noblistki to kwintesencja dowcipu, ironii, gier słownych, skojarzeń ku radości twórcy, słuchaczy i czytelników, podróż w krainę uśmiechu. Uroczy tomik zaprasza do wyprawy krajowej i zagranicznej  słowami limeryków, odkrywania mieszkańców wielu krajów przy pomocy moskalików, pozwala wygospodarować porę posiłków dla znużonych turystów, bo już na niego czekają lepieje oraz odwódki. Ponieważ w człowieku tkwi ukryte dobro, więc i altruitki są oczywiste, wręcz zachęcają do trwania w pożytecznych postanowieniach. Cóż, że jakieś oko wciąż do nas mruga. I jest  człowiek, która to nazwa brzmi tak dumnie, iż niektórych dwunożnych chętnie wsadza się do encyklopedii, a znajomi poświęcają im wersy (o sobie nie zapominając). Podsłuchiwanie zaś nie jest wcale naganne, gdyż są tacy, którzy z tych fragmentów powiedzeń, lapidariów słownych są w stanie wykuć kawał dobrej literatury. A potem tylko zachęta, by i czytelnik posłużył się piórem, długopisem, czym tam dysponuje i napisał coś dla potomnych.

Król Popiel, tyran i niecnota,
bezsilnie się po wieży miota.
Osaczon przez zgłodniałe myszy,
srodze pogryzion charczy, dyszy:
"Kota! Królestwo dam za kota!"

Legenda połączona ze słynnym powiedzeniem postaci historycznej tutaj ciut dostosowanej do stworzonych w czterowierszu realiów.

Szymborska - gips. Łaskawy los
obtłukł ją trochę, zwłaszcza nos.

Ta skromność zapisana nie w marmurze, granicie, lecz gipsie.

Szymborska? Nie znam. William Shakespeare - na jednej z wyklejanek. Teraz już są w tym samym niebie pisarzy.

______________________

Wisława Szymborska, Rymowanki dla dużych dzieci z wyklejankami autorki, wyd. pierwsze, s. 56, Wydawnictwo a5, Kraków 2003.

* Cytaty z książki.

czwartek, 21 marca 2013

Mimo że odnotowano nadejście  astronomicznej wiosny już w środę, to 21. marca jest Światowym Dniem Poezji. Tradycyjnie sięgam po tomik poetycki.

Mój przyjaciel Pan Cogito jest zawsze w pobliżu. Niepozorny stoi na półce i czeka na chwilę uwagi. Zna swoją wartość, więc nie stosuje sztuczek zbyt nachalnych, by odsłonić swoje zadrukowane strony.  Pozwala na współuczestniczenie w wielu swoich czynnościach.  Zatem wspólnie obserwujemy w lustrze swoją twarz - On i ja, kolebiemy się na  dwu nogach, lewej -zbyt kochającej życie, i prawej, drwiącej z niebezpieczeństwa, czytamy gazetę, wspominamy rodzinę. Z ciekawością przyglądam się Jego miastu, do którego już nie mógł wrócić, usiłuję uporządkować wspomnienia, które dyskretnie odsłania. Tak jak i Jemu myśli chodzą po głowie lub bezradnie kręcą się w kółko - zupełnie zagubione.

Pan Cogito zabiera w podróż intelektualną śladami swoich lektur, każe zatrzymać się przy interesujących eksponatach, przedmiotach, obiektach przyrodniczych. Z nim spoglądamy na ludzi, wspominamy odejścia. Na nowo odkrywamy Prometeusza, Minotaura, by zgłębić naturę człowieka.

Cogito ergo sum - zatem tematów do odkryć, przemyśleń nie należy szukać daleko, nawet wtedy, gdy szuka się rady. Cenne we wspólnej wędrówce jest przede wszystkim jest to, iż Pan Cogito wprowadza świat uporządkowanych wartości moralnych, godnych postaw.

Za progiem Pana Cogito jest przepaść, lecz z domu należy wyjść. Przezwyciężaj lęki, zachowując uczciwość. Bądź wierny Idź - czytamy w Przesłaniu Pana Cogito.

Pan Cogito przemówi językiem wysmakowanym, a jednak komunikatywnym w swym doborze słownictwa. Odkrywa przed czytelnikiem zaskakującą umiejętność łączenia słów we frazy niezwykłej urody, będące nośnikami treści prawdziwie humanistycznych.

Czytajmy poezję. Czytajmy Herberta.

______________________

Zbigniew Herbert, Pan Cogito, wyd. II, poprawione, s.43, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1993.

sobota, 23 czerwca 2012

na świętego Jana czytamy do rana. Ponieważ na hucznej imprezie organizowanej w noc świętojańską przez Bibliotekę Narodową nie mogę być obecna, więc w kameralnej atmosferze obchodzę imieniny Jana Kochanowskiego (1530-1584).

Sobótka, noc Kupały.

"Nadszedł dzień Kupały święto w całym pogańskim obchodzone świecie, dzień Białego - Boga dnia i światłości, na którego cześć paliły się ognie nad Adrią, nad Batem, nad Dunajem, nad Łabą, Wisłą, Dniestrem, Rodanem i Sekwaną. Ze czcią tego Bel-Boga, Bela ludy wędrowały na zachód wszystkie z kolebki swej rajskiej w zimne kraje nowej ojczyzny. Dzień Kupały najdłuższy w roku, noc Kupały najkrótsza były jednym ciągiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów.

I na tej górze świętej nad jeziorem, kędy się z sąsiednich mirów na Kupałę najwięcej ludu zbierało, już o wschodzie słońca z kąpieli wychodzące tłumy, przybrane w wieńce, poprzepasywane bylicą, postrojone ziołami kwitnącymi, otaczały starych gęślarzy."1 - tak było w Polsce przedpiastowskiej według J.I.Kraszewskiego.

Sobótkę obchodzono również w Czarnolesie Kochanowskich, a uroczystość stała się inspiracją Pieśni świętojańskiej o Sobótce.

"Gdy słońce Raka zagrzewa,
A słowik więcej nie śpiewa,
Sobótkę, jako czas niesie,
Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi
Sypali się ku ogniowi;
Bąki za raz troje grały
A sady się sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie;
Potym wstało sześć par prawie
Dziewek jednako ubranych
I belicą przepasanych."2

Na świętego Jana postanowiłam przeczytać Szachy oparte na poemacie Marco Girolamo Vidy, nazywanego przez jemu współczesnych Wergiliuszem chrześcijańskim. Poemat heroikomiczny swego włoskiego mistrza Jan Kochanowski przetłumaczył i oryginalnie wykorzystał wątki, publikując swoją pracę w latach 1564-1565 z dedykacją hrabiemu Janowi Krzysztofowi Tarnowskiemu, z którym odbył podróż do Włoch. Wersja polskiego mistrza renesansu ma postać wierszowanej noweli, czy romansu.

Zamiar bitwy bez krwi wyłuszczył poeta w przedmowie:

"Wojnę powiedzieć myśli serce moje,
Do której miecza nie trzeba ni zbroje,(...)
Ja zaś, czym mogę, tym się popisuję,
Drewniane wojska przed tobą szykuję.
A ty się nie wstydź, masz li czas spokojny,
Przesłuchać tej to krotochwilnej wojny,
Bo i Apollo łuku bez przestania
Nie ciągnie, pilen czasem i śpiewania."

Schemat fabuły jest prosty. Dwaj rycerze wyróżniają się w staraniach się o rękę duńskiej królewny Anny. To Fiedor i Borzuj. Jerzy Ciechanowicz w przedmowie tłumaczy, iż zamysł ruskich imion szachistów wziął się z szczególnego upodobania Rusinów do tej gry.

Król Tarses mówi:
"W tych szrankach wasza bitwa będzie;
Dłuższy na łonie u mej córy siędzie."

I zaczyna się parodniowa rywalizacja figurami szachowymi osobliwie nazywanymi w tym dziele obfitująca w sytuacje drobnych zwycięstw i klęsk, dramatycznych przeżyć, by konflikt interesów zakończyć definitywnie. Mistrz Jan z Czarnolasu zachowuje się jak wytrawny sprawozdawca sportowy tej rywalizacji obfitującej w podstępy.

"Tak Pani biała z mieczem się zawija,
Kto się nagodzi, od razu zabija.
Sprzątnęła Popu, jeszcze dalej bieży,
Dosięgła Rochu na wysokiej wieży.
To w tę, to w owę stronę szablą błyska,
A przed nią w kupę huf się czarny ściska."3

Vida był pierwszy w wyborze tematu i pomysłu kompozycyjnego, zaś Jan Kochanowski potrafił się zmierzyć z oryginałem na niwie polskiego języka.

*

Ponieważ utwór Jana Kochanowskiego przeczytałam, do rana (prawie) będę czytać Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945 Sławomira Kopra.
______________________

1 Józef Ignacy Kraszewski, Stara baśń, t. II, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1989, s.161.

2 Jan Kochanowski, Sobie śpiewam a muzom. Antologia, Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s.205.

Marco Girolamo Vida, Szachy / Scacchia ludus, przeł. Jerzy Ciechanowicz, Jan Kochanowski, Szachy, wyd. I, s. 76, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983.

3 Według przypisu Jerzego Ciechanowicza niektóre figury szachowe: Królowa, Baba lub Pani; Roch lub Słoń, tj. wieża umieszczona na słoniu,którego kły nazywane są rogami; Pop, Mnich, Biskup, Ksiądz, Kapłan, Fenrych (niem. chorąży), tj. goniec.

czwartek, 10 maja 2012

Przedostatni tomik składający się z wybranych wierszy Wisławy Szymborskiej tworzy cykl żegnania się ze światem, refleksji nad życiem i symbiozą z przyrodą. Jest też dyskretnym wejściem w świat wspomnień przechowywanych w pamięci.

Słowa układają się w ciąg będący zwyczajną konstatacją sytuacji i obserwacji, wchodzi czasami w patchwork składający się z zaskoczeń pociętych i na nowo utworzonych związków wyrazowych oddających szerszą interpretacją zjawiska, spostrzeżenia, przechodzi przez zwyczajną wyliczankę, by wykorzystać język kolokwialny lub zgoła pojęć z interesujących ją w tej chwili dziedzin naukowych. Ta różnorodność warsztatu nie ma w sobie nic ze sztuczności, gdyż oddaje jasno myśl poetki, zostawiając miejsce na własny odbiór czytelnika, który nie potrzebuje komentarzy znawców języka i teorii literatury. Nad tekstami unosi się duch pogodzenia się z nieuniknionym, humoru, ironii, także przekory.

"Życie - jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,"

Można obrastać w w dobrobyt, majątek, w piórka - na to trzeba czasu, zabiegów, tymczasem obrastanie liśćmi wydaje się być pogodzeniem ze światem. Zdumienie wywołuje fakt, iż można głaskać psa albo być głaskanym - to decyzja niepojęta, niezależna od człowieka. Poetka nie podaje, kto jest tym decydentem, nie rozważa czegoś nieodgadnionego. To przypadek - podkreśla w najbardziej wyrazistym wierszu zbioru.

"Jestem kim jestem
Niepojęty przypadek
jak każdy przypadek(...)
W garderobie natury
jest kostiumów sporo."

Kim jestem? - to pytanie, które tkwi u zarania dziejów, rozważań religijnych i filozoficznych.

Życie = woda. Przecież nie bez przyczyny najstarsze osady budowano w pobliżu wody. Jest dobrodziejstwem, ale i zagrożeniem.

"Nie starczy ust do wymówienia
przelotnych imion twoich, wodo."

Jednak  jest też wykorzystywana do przysłowiowego pisania palcem po wodzie. Nie bez przyczyny to co problematyczne,niejednoznaczne kojarzy się z wieżą Babel.

"Cokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek się działo,
spisane jest na wodzie babel."

Motyw drogi jako odcinka do przebycia zawsze odnosi się do metafory życia. Trzeba iść przed siebie, dokonując wyborów, gdyż trasa bywa zawiła, pełna pułapek, bez możliwości cofnięcia się i naprawy błędnych decyzji. Dla jednych to linia w przestrzeni otwartej, dla innych schody, korytarz pełen tajnych przejść, bramy, które można otworzyć.

"Droga za drogą,
ale bez odwrotu.
Dostępne tylko to,
co masz przed sobą."

Po prostu labirynt. Wyjście jest zakończeniem zadania. I znowu nie człowiek decyduje o końcu.

"Gdzieś stąd musi być wyjście,
to więcej niż pewne.
Ale nie ty go szukasz,
to ono cię szuka,"


Najbardziej wyrazisty temat chmur znamy z "Pana Tadeusza". Tam opowieść malarska miała dokumentować piękno polskiego krajobrazu wartego uwidocznienia w malarstwie. W pięknym wierszu Wisławy Szymborskiej są świadkami zdarzeń, lecz z powodu swej nietrwałej formy są pozbawione zdolności trwałej rejestracji zdarzeń ziemskich. Wręcz są obojętne. Czy można skojarzyć je z niebem w znaczeniu religijnym?

"Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami."

"Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć."

Jeszcze raz inny sposób zadumy nad swoim istnieniem. Kim jest człowiek dla otaczającej przyrody?

"Macie u mnie imiona:
klon, łopian, przylaszczka,
wrzos, jałowiec, jemioła, niezapominajka,
a ja u was żadnego."

Od spraw ogólnych, warunkujących istnienie każdego przechodzi się do jednostki, nawet skargi:

"Źle sprawowałam się wczoraj w kosmosie."

Są osobiste lęki, które podkreśla dziecięcy lęk przed nieodgadnioną głębokością zwykłej kałuży i tego co czyha na śmiałka, który w nią wejdzie. Zagadka pamięci, jej trwałości, obecności w życiu sprowadza się do logicznej uwagi przekazanej człowiekowi przez personifikowaną Pamięć:

"Wówczas uśmiecha się z politowaniem,
bo wie, że byłby to wyrok i na mnie."

Tymczasem obok nieodzownej pamięci "Duszę się miewa." Lubi ona lustra i stare zegary z wahadłem. Nie jest nachalna i stale obecna, wręcz staje się wybredna.

"Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru."

Człowiekowi pozostaje portret bliskiej osoby kreślony z pamięci. Dopasowuje szczegóły wyglądu, rekwizyty, tło. Czasami po trudach życia spotyka siebie. Jak wypada konfrontacja  kilkunastoletniej dziewczyny i dojrzałej kobiety? Co je łączy?

"Szalik z prawdziwej wełny,
w kolorowe paski
przez naszą matkę
zrobiony dla niej szydełkiem.

Przechowuję go jeszcze."

Pamiątki są zawsze zwyczajne, bez wartości materialnej, ale za to mają nieocenioną wartość sentymentalną. Tu był szalik, dla innych ludzi może to być stare zdjęcie, ulubiona, trochę nadtłuczona filiżanka. Drobiazg, który zawsze można zabrać ze sobą, gdy pospiesznie opuszcza się dom.



"Jednostronna znajomość między mną a wami
rozwija się nie najgorzej."
______________________

Wisława Szymborska, Milczenie roślin, s. 48, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011.

środa, 21 marca 2012

W ubiegłym roku w pierwszym dniu wiosny, a jednocześnie Światowym Dniu Poezji gościłam tomik Tadeusza Różewicza, tym razem wyjątkowym gościem jest ubiegłoroczny szwedzki noblista - Tomas Tranströmer. Nareszcie mogłam przeczytać jego wiersze wydane w  1996 roku  w zbiorze Gondola żałobna w przekładzie Leonarda Neugera. Nie jest to łatwa poezja, gęsta od emocji zawieszonych między życiem a odejściem. Kiedy się czyta wiersze w przekładzie, zawsze zadaje się pytane, ile jest tłumacza w warstwie słownictwa, środków poetyckich. Czy są gorsze, czy lepsze? Tutaj trzeba przyznać, iż wykonana praca wydaje się być doskonała, a metafory skłaniają do zatrzymania się przy stworzonych obrazach, głębi  problemów, spojrzeniu i przeżyciu.

Cały czas myślę, jak ująć w słowa przekaz poety. Mnie kojarzy się z obrazowaniem neoromantycznym, uważam, iż jest ich późnym wnukiem.

Szukam wersu, który spajałby niektóre treści tomiku i odnajduję nie w wierszu, lecz jedynej refleksji, obserwacji zapisanej prozą o kukułce. "Mnie podróżowanie już tak nie pociąga. Za to podróż odwiedza mnie." To dobry cytat oddający podróż duchową, ale i ciągle zdobywaną wiedzę o świecie.

Tranströmer przede wszystkim podróżuje z dźwiękami Franciszka Liszta. Obecny jest też inny kompozytor, zięć artysty - Ryszard Wagner. Obecna jest też Wenecja i Canale Grande, okno pałacu. Podróż w czasie sięga chwil wspólnie spędzonych. "Gondola z ciężkim ładunkiem życia, dwa powrotne, jeden w jedną stronę." - to śmierć Wagnera i utwory fortepianowe Liszta Gondola żałobna. Przeskok w czasie, aluzja w innym wierszu: "Liszt zapisał kilka akordów tak ciężkich.../ Zbyt ciężkie by trwać w spoczynku, mogą tylko spadać i spadać w przyszłość/ do czasu koszul brunatnych./ Gondola z ciężkim ładunkiem skulonych kamieni przyszłości." Steranie życiem, śmierć: "Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna." Ten wers powtórzy i w innym wierszu, gdzie "Liszt gra ciągle na wciśniętym pedale morza,"  Gondola. Morze. Jeszcze Wiliam Turner w innym miejscu "Ustawił sztalugi daleko, w kipieli./ Zanurzamy się w głębiny wraz ze srebrnozieloną liną." Z osnowy poetyckiej można wyciągnąć więcej nitek. Srebro. "Jedyne co chcę powiedzieć/ błyska niedosiężne/ jak srebro w lombardzie." "Srebro stołowe uchodzi z życiem w dużych ławicach". Kwiaty. "Jedyne co lśni/ to żółte kwiaty." "Kwiaty w rowie. Fanfara i cisza." Łączą się słowa z różnych utworów, uzupełniają, przełamują czerń, ciemność. "Jestem niesiony w moim cieniu/ jak skrzypce/ w czarnym pudle."  Muzyka przeszłości, świat widzialny w czasie spacerów, za oknem i dochodzące głosy ze świata (mniej ciekawe) jak Listopad w byłym NRD lub [Widok na rok 1990./ 25 marca. Niepokój o Litwę.]. Słońce i cień, noc z księżycem. Teraz bliska droga do snów. Sen o klawiaturze, sen o grze, sen o dzieciństwie. Gdzieś jest i granica dwóch światów, bo "jest taka szczelina/ gdzie umarli/ przemycani są przez granicę." No i jeszcze haiku wśród wierszy, np. "Samotny bieg treningowy/ białego słońca/ ku niebieskim górom śmierci."

Tomik szwedzkiego poety jest poetycką miniaturą na wiele instrumentów.
______________________

Tomas Tranströmer, Gondola żałobna, przeł. Leonard Neuger, wyd. II poprawione, s. 32, Oficyna Literacka, Kraków 2011.

czwartek, 09 lutego 2012

Ostatni wieczór autorski odbywa się w zimowej scenerii. Tłumy żegnają noblistkę nie tylko na cmentarzu Rakowickim, ale są obecne w Jej ostatniej drodze dzięki  mediom.

Wśród moich książek na półce ukrywa się niepozorny, lecz praktyczny do noszenia tomik poetycki, który mieści się nawet w kieszeni. Wydany w 1992 roku Wieczór autorski zawiera wiersze wybrane przez Autorkę z poprzednich dzieł: Sól, Sto pociech, Wszelki wypadek, Wielka liczba oraz dwa wiersze w tamtym czasie opublikowane w "Odrze". Cena zapisana ołówkiem to 17 000 zł -  cena przed denominacją.

Mimo że otwierający książkę wiersz tytułowy jest powszechnie znany, bo często był omawiany w szkole, to i tak warto poświęcić mu chwilę uwagi. Ileż w nim łagodnej ironii, uśmiechu i pogodzenia się z losem twórcy niszowego, o czym świadczą nawet nakłady wszelkich tomików poetyckich. Spotkanie z czytelnikami to nie mecz bokserski przyciągający tłumy i wzbudzający emocje. Dwunastu czytelników / nie-czytelników w kameralnej, sennej atmosferze być może usłyszy fragmenty przyszłej lektury szkolnej. Nawiązanie do apostrof eposów starożytnych ( Muzo, O Pegazie) oraz zejście do nizin, czyli nazwanie Pegaza aniołem końskim, to łączenie stylu wysokiego i niskiego, tak jak i w starożytności wskazanie biegunów aktywności i zainteresowań  między wysiłkiem fizycznym na igrzyskach a odbiorem literatury nie tylko w teatrze. Ten śpiący staruszek w pierwszym rzędzie i śniący o zmarłej żonie łączy pierwszy wiersz z tym, który zamyka tomik:

W snach żyje jeszcze
 nasz niedawno zmarły,
cieszy się nawet zdrowiem
i odzyskaną młodością.
Jawa kładzie przed nami
jego martwe ciało ( wiersz Jawa).

Skazanie na ciężkie norwidy owocuje u Szymborskiej zadziwiającym przemieszczaniem się w przestrzeni poetyckiej, czasie, znajduje oddźwięk w wiedzy praktycznej oraz tej z katedr i ław szkolnych, kojarzy słowa, żongluje pomysłami jasnymi i czytelnymi. Rozdarcie między salą muzealną, ambitnym albumem sztuki, słowami wydobytymi w czeluści historii i historii literatury a cyrkową radością, urzędniczą skrupulatnością, cudem dostrzeżonym wokół nas jest do pogodzenia. Wokół zaś świat piękny i straszny, gdy terrorysta patrzy.

Czytając wiersze, warto skupić się też na tych mniej znanych perełkach obrazowania, gry słownej, zaproszenia do wspólnej obserwacji i dziwienia się światu. Dzisiaj wędrowałam śladami motywów literackich i miniatur malarskich.

Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Któż może zdążać do zamku o siedmiu wieżach? Każdy wychowany na baśniach wie, że książę, księżna i cały dwór. Ach igra z nami poetka, nie tylko stopniując przymiotniki, wychodząc z założenia niegramatycznego, że można to zrobić z każdym, lecz i zdrabniając, posługując się czułymi epitetami, frazami z języka potocznego, gdyż ruch w słowach jest ogromny. Bo wszystko jest piękne, a jakże rozczula mnie ten paź najpacholętszy i coś, co siedzi mu na ramieniu z przenajśmieszniejszym pyszczkiem i ogonkiem. Nie może zabraknąć i rycerzy, którzy dwoją się i troją, a jeden gniadosz muska kopytkami stokrotki najprzydrożniejsze. I dwórki jak malowane są w szlachetnym orszaku, tylko motywu niesprawiedliwości brak, gdyż nie uświadczy się problemów niesprawiedliwości społecznej, nawet szubienicy nie widać, a więc potrzeby karania przeciwników i przestępców. Tylko widzimy piękno, szczęście, bo
Tak sobie przemile jadą
w tym realiźmie najfeudalniejszym.
Równowagę można odnaleźć na drugim obrazku. Miniatura średniowieczna poetki to naprawdę nie tylko obrazek słowem malowany, jak podaje wpisany w wiersz obserwator, ale i głos w sprawie patrzenia na zachowane ślady przeszłości.

Sięgnijmy w głąb historii, by wydobyć motyw Homerowski. Nie po to przenosimy się na teren wykopalisk Troi, by kontemplować przeszłość, choć Pękają heksametry, ale skupić się na tłoku, nadmiarze. Tymczasem My, trzy miliardy sędziów,/mamy swoje sprawy, tłoczymy się w innych miejscach, a nasz Homer opracowuje statystyki. Każdy wiek ma swoje tysiące twarzy. Jak uporządkować w pamięci przeszłość? Jak połączyć z teraźniejszością?
Wkrótce dołącza do nas Kasandra w Monologu dla Kasandry. Czy łatwo jest triumfować wtedy, gdy wszystkie proroctwa okazały się prawdziwe? A może to Trojańczycy byli szczęśliwsi, bo żyli chwilą? Pytania do wszystkich pokoleń.

Czytając wiersze, można je układać w nowe piętra spostrzeżeń, ale też skupiać się na słowach, które nie zawsze podążają tam, gdzie, zdawałoby się, jest ich miejsce, czasami wkładają sobie kapelusz i rękawiczki nowych przedrostków lub przyrostków.

2.07.1923 - 1.02.2012

Wypisano w marmurze złotymi zgłoskami:
Tu mieszkał i pracował, i zmarł wielki człowiek.

(Dom wielkiego człowieka)

Ale tu było inaczej

Był dom i było mieszkanie
pełne słów,
które zdumione zawisły w powietrzu
jak oczywista oczywistość

dzwonek do drzwi
to Wisława przyniosła
wędzonego śledzia
(dwa wędzone śledzie...
jeden dla Mizi
drugi dla Kornela)
czarna kocica siedzi
na biurku i patrzy mi w oczy

Tadeusz Różewicz Rozmowa z Przyjacielem

______________________

Wisława Szymborska, Wieczór autorski, wyd. I, s. 192, Spółdzielnia Wydawnicza ANAGRAM, Warszawa 1992.

 
1 , 2 , 3