| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
ADRES: nutta@gazeta.pl
PRZECZYTAŁAM
Spis moli
LISTA AUTORÓW I TYTUŁÓW
PRZEGLĄDAM BLOGI O KULTURZE
PRZEGLĄDAM INNE BLOGI
W SIECI
WYDAWNICTWA I KSIĘGARNIE
Wyspa NIKE
Wyspa noblistów
WYZWANIE CZYTELNICZE

Wpisy z tagiem: literatura angielska

środa, 17 lutego 2010

Mount Everest, Czomolungma (Bogini Matka Ziemi), Quomolangma, Sagarmatha (Czoło nieba), początkowo Szczyt XV w Himalajach wysokich na granicy Nepalu i Tybetu jak magnes przyciągała wspinaczy od chwili zmierzenia wysokości Jej Wysokości. 1849, 1852 (1856 - ogłoszenie wyniku), 1955, 1988 i ostatni pomiar Chińczyków w 2005 roku wskazał na 8844,43 m n.p.m.

Powieść Jeffreya Archera poświęcona jest pionierom, którzy postanowili zmierzyć się z marzeniami i własnymi słabościami. Bohaterem tej zbeletryzowanej biografii jest George Herbert Leigh Mallory (1888 - 1924), syn anglikańskiego pastora, absolwent historii w Magdalene College Uniwersytetu w Cambridge, nauczyciel historii w Chartterhouse, podporucznik w czasie I wojny światowej.

Autor kreśli obrazki z życia bohatera zaczynając od czasów dziecięcych, skupiając się na specyficznych zainteresowaniach, łatwości oceny sytuacji, wybierania dróg wspinaczkowych. Są i sytuacje anegdotyczne jak ta z wejścia do College Magdalene czy Wenecji. Najważniejsza w jego życiu była żona, Ruth, do której słał listy, gdy nie było go w domu - myślę, że te zamieszczone w powieści są autentyczne. Sugeruje się też, iż Mallory zdobył szczyt i zginął w czasie zejścia. Historia ta do tej pory jest nierozstrzygnięta i budzi emocje wśród znawców. W 1999 roku odnaleziono jego zwłoki na północnym zboczu, ale nie miał przy sobie aparatu fotograficznego (być może miał go Andrew Irvine, którego nie odnaleziono) oraz fotografii żony, a przecież obiecał, że zostawi jej zdjęcie na szczycie. Rodzinnym zadośćuczynieniem było wejście na Mont Everest wnuka z 1995 roku i umieszczenie na szczycie fotografii babci i dziadka.

Powieść paradokumentalna pisana jest prostym językiem z przewagą narracji nad dialogami. Na końncu zamieszczono krótkie notki biograficzne osób związanych z realizacją planów zdobycia Dachu świata.

Przy okazji czytania nasuwa się uwaga o różnicy w przygotowaniach do wyprawy w ubraniu, sprzęcie. Dawniej odzież kupowało się w zwykłych sklepach, żony dziergały rękawice, a George Finch dopiero eksperymentował z butlą tlenową - a teraz pełny profesjonalizm, lecz czasami i niemalże turystyka wysokogórska. Czy zawsze można porównać trud wspinaczy typu Mallory'ego, Fincha ze współczesnymi wyprawami w czasie których coraz więcej osób zdobywa tę górę?

***

Dzisiaj mija trzydziesta rocznica pierwszego wejścia zimą (17.02.1980) polskiej wyprawy pod kierownictwem Andrzeja Zawady. Na szczyt weszli: Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy.

______________________

Jeffrey Archer, Ścieżki chwały / Paths of Glory, przeł. Danuta Sękalska, wyd. I, s. 460, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2009.

czwartek, 26 listopada 2009

Ksiądz Józej Tischner w Filozofii dramatu napisał:

Dom jest również miejscem dramatu, a nawet tragedii. Czyż jest coś bardziej kruchego niż dom? Od strony sceny grozi piorun, trześsienie ziemi, powódź. Od strony drugiego grozi odmowa wzajemności.. Lecz nie tylko to. Sama logika życia - sam płynący czas - sprawia, że domy obumierają. Dzieci rosną, oddalają się od domu, odchodzą, aby zbudować wałasne domy. Ludzie umierają - umierają oblubieńcy, ojcowie i matki. Każdy dom jest skazany na opustoszenie.

Na opustoszenie skazany jest dom Ayresów. Niegdyś kwitnący życiem, budzący pożądanie obejrzenia, zaproszenia, pełen gości, w latach czterdziestych XX wieku chyli się ku ruinie. Autorka w powieści ukazała moment przełowowy w życiu angielskiej prowincji, gdyż niektóre rody ziemiańskie ubożeją, wyprzedają ziemię, a  następuje boom budowlany osiedli mieszkaniowych dla ludzi z niższych warstw. Zmienia się jakość życia. Nienachalnie fabuła wzbogacona jest o informacje o zamierzeniach rządu w latach 1947/48, które uzasadniają wspomniany stan rzeczy.

Zmiany obserwuje się oczami doktora Faradaya, człowieka z awansu społecznego, dla którego Hundreds Hall było miejscem bajkowym, bo takie zapamiętał z jednorazowej wizyty w dzieciństwie. Teraz jako mężczyzna czterdziestoletni ponownie wkracza w progi starego domostwa. Bajka prysła. Nawiązuje kontakty z trzyosobową rodziną z jedną służącą, stając się domowym lekarzem, ale i powiernikiem,  opiekunem, a   nawet kandydatem na męża.

Jednakże Waters w ramy powieści realistycznej według dziewiętnastowiecznych wzorów wpisała wątki powieści gotyckiej. Stare domostwo skrywające nie do końca ujawnione rodzinne tajemnice, zdziwaczenie zamieszkującej rodziny zaczyna łączyć się z czymś niematerialnym, złośliwym, złym, zaborczym. "To" ma wpływ na dalsze zdarzenia, nawet tragedię i nie pozwala na osiągnięcie spokoju, decyduje o zniszczeniu przeszłości, zamknięciu pewnego rozdziału w dziejach rodu. Dom i rodzina może istnieć we wspomnieniach, budzić lęk niedomówieniami, wyolbrzymieniami historii, ale musi ustąpić miejsca temu, co zaborczo  i realnie nadchodzi.

W powieści, która znalazła się wśród finalistów tegorocznej nagrody Bookera,  doskonale wprowadzony nastrój grozy w sensie opisu miejsc i zdarzeń współistnieje z racjonalnymi ocenami doktora-narratora. Pisarstwo najwyższej klasy pod względem stylu zaczyna w pewnym momencie jednak nużyć rozwlekłą fabułą. Bohaterowie nie wzbudzają sympatii swoim podejściem do życia, świata, ale ich pragnienia, bezradność i szorstkość oraz inne nastroje są odczuwane przez czytelnika. Jakie przesłanie można odczytać? Wszystko na tym świecie jest nietrwałe, ale załamanie ciągłości kulturowej nie jest końcem, po prostu pewne ogniwo łańcucha dziejów się zużyło i trzeba je odrzucić.

______________________

Sarah Waters, Ktoś we mnie / The Little Stranger, przeł. Magdalena Mottzan-Małkowska, s. 464, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.

środa, 11 listopada 2009

Rzadko czytam epikę science-fiction, mimo że ma wielu mistrzów słowa, a nawet inni uznani twórcy sięgają do tej odmiany powieści, jak sama Doris Lessing, toteż z pewną nieufnością podeszłam do książki znanej brytyjskiej pisarki Jeanette Winterson Kamienni bogowie.

W czterech częściach: Błękitna Planeta, Wyspa Wielkanocna, Potrzeciowojnie, Anarchopolis, autorka zabiera czytelnika w podróż w czasie i przestrzeni. Opowieści łączą bohaterowie oraz uczucie, które trwa wiecznie, ale za każdym razem przybiera inną formę. Nie bez kozery główna postać nazywa się Billie Crusoe, a więc aluzja do słynnej ksiązki Defoe jest widoczna tym bardziej, iż w treści przewinie się i Pietashek. Zresztą w utworze natrafiamy jeszcze na Dzienniki Cooka, sonety Szekspira, skojarzenie z Ulissesem, a przede wszystkim niemal refrenowo powtarza się cytat z Johna Donne'a "W niej Księstwo,wemnie zaś Książęta drzemią: Cóż trzeba więcej?" (Wschód słońca) Co ciekawe, nawet znalezione zapiski z Kamiennych bogów i zrozumienie, że historia się powtarza odgrywa ważną rolę w kompozycji utworu.

Historia Billie i Spike, człowieka i robo sapiens, nawet ludzi o zmienionych płciach w jednej z historii, wpisana jest w losy świata z przeszłości (minimalnie) oraz przyszłości. Książki s-f, wykorzystując dzień dzisiejszy, próbują przedstawić konsekwencje kierunków rozwoju społeczeństw: politycznych, społecznych, gospodarczych i kulturowych. Mogą być zadumą, ostrzeżeniem, a nawet krzykiem rozpaczy.

Na planecie Oremus w konflitcie są: Mocarstwo Centralne, Kalifat Wschodni i Sojusz Sino-Moskalski, mimo iż zagraża jej wyniszczona natura.  Odkryta Błękitna Planeta wydaje się idealnym miejscem do kolonizacji, ale, cóż, zamieszkują ją dinozaury. Jednak człowiek wszystko potrafi. Autorka wykorzystuje elementy opowiadania, dialogu i publicystyki, a posługując się ironią, wskazuje, że osiągnięcie wiecznej młodości szczęścia nie daje, człowiek zagubił się w beztroskim wykorzystaniu technologii. Tylko szaleńcy potrafią czytać i samodzielnie myśleć. Do wyjątków należy staroświecki kapitan Charmant, kosmiczny korsarz,  ma imponującą biblioteczkę. Można zastanowić się, czy wolność i demokracja jest wartością czy karykaturą. Dramatyczne są stworzone podziały i odrzucenie w innym miejscu i innej epoce po kolejnej wojnie.

Powieść Winterson dotyka też tematu macierzyństwa, odrzucenia, samotności, pragnienia uczucia. Tylko w umiejętności przyjmowania i odwzajemniania uczucia tkwi wartość homo sapiens. To ono nadaje życiu sens, stanowi barierę, ułatwia istnienie obok bezsensów, które zgotuje cywilizacja.

Wielowymiarowa powieść Jeanette Winterson zawiera wiele wątków, toteż możliwości interpretacyjnych jest wiele. Na pewno zwraca uwagę język z umiejętnością trafnych, zwięzłych podsumowań, tworzenia aforyzmów, np. "Historia to nie list samobójcy - to dzieje naszego przetrwania." "...kapitalizm jest jak rdest japoński: nic go nie jest w stanie wytępić." Także zdolnosci podkreślania liryzmu sytuacji są niebagatelne. Mimo tych zalet nie zachwyciła mnie ta powieść skomponowana zręcznie, logicznie, ale powtarzająca ostrzeżenia badaczy-futurystów, ekologów. Człowiek-jednostka jest bezsilny i takim pozostanie.

______________________

Jeanette Winterson, Kamienni bogowie / The Stone Gods, przeł. Katarzyna Karłowska, wyd. I, s.302, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2008.

sobota, 07 listopada 2009

Przy pierwszej powieści Chrisa Evana kręciłam trochę nosem. Kolejny tom, który oczekiwał na mnie na półce bibliotecznej, spotkał się z moim większym uznaniem, może też i dlatego że potrzebowałam tego typu literatury przy zwalczaniu infekcji.

Dobrego złodzieja przewodnik po Paryżu jest klasycznym kryminałem bez popularnych i chętnie czytanych ostatnio wątków obyczajowych, a  sam Paryż prezentuje się na kartach książki całkiem przyjemnie. Ocieramy się przede wszystkim o obiekty znane turyście, widzowi programów turystycznych, zabawiając nieco dłużej w zaskakującym zestawem rur Centrum Pompidou. To miejsce odegra ważną rolę w rozwoju kryminalnej intrygi. Na jeszcze inny obiekt zwrócimy uwagę w trakcie lektury - to księgarnia Światła Paryża stworzona na "obraz i podobieństwo" słynnej Shakespeare & Co (polecam wpis na blogu Chihiro).

Charlie Howard, Anglik i pisarz kryminałów uzupełniający swoje dochody o zyski z włamań na zlecenie, w  Paryżu promuje swoją powieść Dobrego złodzieja przewodnik po Amsterdamie (z tym że tu jest inny  detektym, alter-ego Howarda), pisze kolejną książkę i jednocześnie przyjmuje zlecenie od swego paryskiego pasera na wyniesienie z pewnego mieszkania obrazu. Pozornie proste zadanie, ale pech go prześladuje. Zawarta znajomość z niejakim Brunonem i pokaz sztuki włamywania do "jego" mieszkania okazuje się pierwszym błędem, a po nim następują kolejne z posądzeniem o zabójstwo i ujawnieniem jego wizerunku w telewizji. W intrydze kryminalnej ważną rolę odegra obraz znanego kubisty oraz bohomaz z sceną rodzajową z  Montmartru. Do akcji wkraczają archiwiści, złodzieje sztuki, księgarze (bo Paryż już nie ten) oraz siły policyjne. Sam główny bohater zostaje wsparty przez znaną mu dotychczas z kontaktów telefonicznych jego agentkę, Victorię. Jaki to przyniesie efekt? Czytelnicze spotkanie ze sztuką w Paryżu zostanie wyjaśnione na końcu. Akcja nie jest prowadzona jednotorowo, zaskakuje zwrotami akcji, niespodziankami.

Lektura może i bez fanfar, ale kontakt z nią daje czytelnikowi kryminałów jakąś satysfakcję pożytecznie spędzonego czasu, relaksu. Dla paryskich bywalców jest to powtórka miejsc, odczytanie krótkich, acz trafnych opisów.

_____________________

Chris Evan, Dobrego złodzieja przewodnik po Paryżu / The Good Thief's Guide to Paris, przeł. Sławomir Kędzierski, wyd. I, s.288, Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2008.

poniedziałek, 06 lipca 2009

Jeżeli ktoś przeczytał Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Brontë i oczekuje co najmniej równie zajmującej lektury, rozczaruje się. Ostrzegam już na początku.

Tytułowa Villette to nazwa miejscowości w królestwie Labassecour (dopiero na końcu pojawia się nazwa Belgia1), do której przybywa główna bohaterka, by starać się o pracę  na pensji  Madame Beck. Jest to osoba bez grosza przy duszy (gwoli ścisłości, jednak ma 15 funtów), po przejściach rodzinnych, bez bliskich osób, bo nie chce nikogo obarczać swoim niedostatkiem, nie chce współczucia. W Europie nikogo nie dziwi, że Angielka podróżuje samotnie, gdyż tylko kobiety tej nacji to potrafią (posługuję się opiniami narratorki). Oczywiście, dzięki szczęśliwemu dla niej zbiegowi okoliczności zostaje zatrudniona, ale wpierw jest zwykłą nianią, boną do dzieci, nawet garderobianą pani domu, potem jednak awansuje i zostaje nauczycielką języka angielskiego. Nie będę owijać w bawełnę, ani Lucy Snowe nie jest sympatyczną, wyjątkową bohaterką o lotnym umyśle, ani treść nie wbudzi jakiegoś szczególnego zainteresowania czytelnika. Ot historia codziennego życia, popadania w depresję, wychodzenia z niej dzięki odnalezieniu ludzi ze swej przeszłości. Relacje sfrustrowanej Lucy z innymi postaciami są dziwne. Krytycznie ocenia współpasażerów na statku, bo mężczyźni byli otyli, przysadziści i brzydcy (są tacy, więc wolno oceniać), lecz potem okazuje się, że krytycznie ocenia wiele ludzi wokół. mieszkańcy królestwa mają twarze płaskie i prostackie, paryżanka jest zewnętrznie dość ogładzona, zepsuta wszakże, wyzbyta wiary, zasad i uczuć serdeczniejszych; po zdrapaniu lekkiego zewnętrznego poloru towarzyskiego ukazała się brudna, zabagniona, odstręczająca treść,  Niemka pozwalała sobie poklepywać mnie poufale po plecach. Cóż nic dziwnego, że woli być sama. Lęki budzą w niej również papiści, więc staje w szeregu obrońców swojej wiary. Wykorzystując tytuł powieści Jane Austen, można rzec, iż jest i dumna, by nie powiedzieć pyszna, i uprzedzona do większości ludzi, poglądów, stylu życia. Miłość, która raczkuje, iskrzy inaczej niż między Jane a Rochesterem, też zaskakuje czytelniczo, ale w rozwoju akcji co chwilę umyka. On jest nazywany małym człowieczkiem, typu nerwowy intelektualista, a jego karesy nie przykuwają uwagi.

Taka sobie staroświecka powieść obyczajowa wydana w 1853 roku o życiu angielskiej nauczycielki na kontynencie z elementami życia średnich sfer, satyryczny obraz pensji, a  do tego w polskim wydaniu podana językiem, który mógł mieć swój urok w chwili tłumaczenia i wydania, czyli w 1939 roku. Te czułości, zdrobnienia, szczególnie w wydaniu Polly, bokiem mi wychodziły.

Typ narracji jest taki sam jak w Dziwnych losach Jane Eyre, Lucy snuje wspomnienia po latach, co chwilę też zwraca się do czytelnika, by utrzymać ten kontakt do końca powieści. Usprawiedliwia się przed nim, uzasadnia swoje intencje. Trzeba przyznać, że jej obserwacje ludzi i życia są nad wyraz szczegółowe w każdej dziedzinie o której pisze.

Znawcy biografii tej siostry Brontë bez trudu dostrzegą wątki autobiograficzne. Charlotte wyjechała do Brukseli w 1842 roku (niektórzy podają, że w 1841), pracowała jako guwernantka i nauczycielka języka angielskiego w szkole Constantina Hégera, w którym nieszczęśliwie się zakochała. Z tego powodu była zmuszona opuścić swoje miejsce pracy. Zamysły sióstr, by założyć pensję w Haworth też się nie ziściły. W powieściach jednakże to co nie spełniło się na jawie, miało czasami swoje dobre zakończenie.

_____________________

Charlotte Brontë, Villette, przeł. Róża Centnerszwerowa, t. I - s.320, Świat Książki, Warszawa 2008.

Charlotte Brontë, Villette, przeł. Róża Centnerszwerowa, t. II - s.368, Świat Książki, Warszawa 2009.

1 Tamże, "Nadszedł dzień 15 sierpnia, obchodzony w katolickiej Belgii jako Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny.", s.345.

czwartek, 04 czerwca 2009

Jest coś wspólnego w odbiorze Afryki przez ostatnio czytanych noblistów: Naipaula (Zakręt rzeki), Le Clezio (Onitsza) i Lesssing. Wpierw dostrzega się atmosferę pustki, zagubienia w marzeniach i chęciach odniesienia sukcesu na własną miarę, i te duszne domy kryte blachą, które tylko czekają, by z powrotem stopić się z naturą, gdy zabraknie człowieka. Są biali ludzie, którzy tam żyją i są zauroczeni miejscem zamieszkania, czerpią przyjemność z bogacenia się, lecz są i tacy, którzy  nienawidzą swój nowy dom.

Debiutancka powieść wydana w 1950 roku świadczyła o tym, iż Doris Lessing będzie interesowała się tematami dyskusyjnymi, nie będzie zajmował jej podział charakterów postaci na czarno-białe, lecz  zajrzy w ludzkie serca, poobserwuje przemiany, które niepostrzeżenie zakradają się do ciągu życiowych zdarzeń.

Zaczyna się jak kryminał, mimo iż już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, kim jest morderca i trup. Potem cofamy się lata wstecz, by poznać życie białych farmerów i motyw zbrodni. Autorka po aptekarsku dawkuje kolejne zmiany zachodzące w życiu Dicka i Mary Turnerów, przy czym większą uwagę kieruje na kobietę. I tu nasuwa się myśl, że dziedziczy się nieudane życie rodziców. Mary, mimo że początkowo wyrwała się z ubóstwa, na farmie traci początkowy zapał, zaczyna jej brakować pomysłów na życie i stopniowo pogrąża się w apatii, niechlujstwie. braku dbałości o siebie i dom. Dick jest typem marzyciel i nieudacznika życiowego, ale i idealisty, człowieka pracowitego, któremu nic w życiu się nie udaje. Życie na farmie pogłębia izolację częściowo wywołaną biedą. Inni osadnicy patrzą na ten stan rzeczy z oburzeniem, bo bieda białego człowieka może wywołać poczucie równości rasowej.

Relacje między Dickiem, Mary a czarnymi pracownikami są pokazane schematycznie, chociaż to one mają wpływ na wątek kryminalny. Z kolei sąsiad pary bohaterów jest przedstawicielem grupy bogatych właścicieli ziemskich, którzy mają wpływ na postrzeganie roli swojej rasy w Afryce na przestrzeni dziejów.

Powieść niełatwa w odbiorze, bo nie skupia się na wyrazistej szybkiej i finezyjnej akcji, raczej wdziera się w czytelnika huśtawką emocjonalną postaci, włącza go w rozpad więzi, bolesną utratę marzeń. Skłania do gorzkich refleksji nad losem człowieka, którego nie można jednoznacznie ocenić, gdyż wzbudza i litość i niechęć.

___________________

Doris Lessing, Trawa śpiewa / The Grass is Singing, przeł. Joanna Puchalska, s.238, Świat Książki, Warszawa 2008.

środa, 27 maja 2009
Ileż to zamieszania w przeciętnej emigranckiej rodzinie z Ukrainy potrafi wprowadzić niesamowita, ognista o niewyparzonym języku Walentina!

Tragifarsa obyczajowa opowiedziana z punktu widzenia najmłodszej, ale czterdziestosiedmioletniej córki pozwala zaobserwować i zastanowić się nad paroma tematami. Po pierwsze, jest to funkcjonowanie starej, wojennej emigracji, ludzi wywiezionych do pracy w Niemczech, którzy dzięki pomyślnemu zbiegowi okoliczności uzyskują status emigranta w Wielkiej Brytanii. Żyją skromnie, realizują się zawodowo, ale robią wszystko, by się nie wychylać. Zagrożenia ze Starego Kraju przenoszą do nowego. Po drugie, są to sowieckie reminiscencje. Rodzina, która jest tematem obyczajowej wiwisekcji, mieszkała na radzieckiej Ukrainie  (nie mylić z Ukrainą Zachodnią będącą częścią Rzeczpospolitej) i dlatego nieobca była im zaplanowana przez władze klęska głodu. Są jeszcze w powieści znaczne fragmenty książki pisanej przez głowę rodziny, inżyniera, entuzjasty techniki, które dotyczą pojazdów mechanicznych, w tym i traktora, symbolu postępu w rolnictwie.

Przede wszystkim jednak uwagę czytelnika zajmują relacje między siostrami określane jako postawa Starszej Siostry, Dziecka Wojny i czterolatki. Śmierć matki, Ludmiły, utwaliła rozpad rodziny. Może być irytujące to chandryczenie się o pieniądze, skromny spadek po mamie, zainteresowanie sprawami finansowymi ojca, ale też i skrywana wiedza Wiery (starszej siostry, która urodziła się w ZSRR) oraz jej stanowisko, iż o wielu sprawach lepiej nie wiedzieć, bo zbyt są bolesne, odkrywana jest dyskretnie i jest to wiedza niepełna. Wobec zaistniałej sytuacji dwie kobiety muszą się połączyć, by pozbyć się intruza i wspólnego wroga.

A zaczyna się od tego, że wiekowy pan, osiemdziesięcioczteroletni Nikołaj postanowił ożenić się z rozwódką z Ukrainy, która liczyła tylko trzydzieści sześć wiosen i była według narzeczonego olśniewająco piękna. Ba, tlenione blond włosy, duży, wzmocniony silikonem biust i mini spódniczki zapracowały na tę opinię. Żeby nie było tak, iż tylko wygląd się liczył, starszy pan dostrzegł w niej wyjątkową inteligencję i zgodność poglądów w sprawie Schopenhauera i Nitzschego. Na argumenty młodszej córki Nadieżdy miał krótką odpowiedź: I szto?

Banalna historia o kobiecie z Ukrainy, która postanowiła polepszyć swój status materialny, i mężczyźnie, który chciał posiąść opiekunkę na starość, początkowo może i zaciekawia, ale na pewno nie bawi. Stopniowo ujawniane są szczegóły pożycia, degrengolada fizyczna,  materialna oraz umysłowa starszego pana, przemoc fizyczna i słowna Walentyny, nieustanne ingerencje córek. Można powiedzieć, iż każdy ma to, na co zasłużył, ale też jakże nie współczuć i staremu marzycielowi, i naiwnej Walentinie, której wyobrażenie o Zachodzie prysło. Walentina miała być ideałem utraconej ojczyzny, łącznikiem z krajem, który spełnił marzenie o samodzielnym państwie. Ukraińska historia XX wieku wspomniana została dość pobieżnie, a teraźniejszość po przemianach jako pasmo nieszczęść, nieudolności i korupcji. Także o imigranckim środowisku ukraińskim w Wielkiej Brytanii za wiele się nie dowiadujemy.

Na pewno powieść prezentuje kobiecy punkt widzenia i w świetle nakreślonych sytuacji to one są siła dominującą. Zdeterminowana w działaniu i wyborze walki z biedą jest Walentina, ale też i obie siostry nie przebierają w środkach. Mężczyźni są ulegli, zdziecinniali albo stanowią tło działań. Ostatecznie najskuteczniejszy w działaniu okazuje się brytyjski system prawny.

Książka może jest za długa, momentami rozwlekła jak na tak banalny problem, ale jest dobrze napisana i nieźle się czyta. Wbrew zapowiedziom, że jest to powieść komediowa z elementami humoru i dramatu, należy stwierdzić, że tego śmiechu nie ma w nadmiarze. Jest to smutny obraz pęknięcia bańki mydlanej oczekiwań wszystkich bohaterów.

I szto? - przeczytałam.

Inną recenzję tej książki możemy przeczytać na blogu Zosika.

_____________________

Marina Lewycka, Zarys dziejów traktora po ukraińsku / A Short History of Tractors in Ukrainian, przeł. Anna Jęczmyk, wyd. I, s.336, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2006.
niedziela, 24 maja 2009

To pewnie ten głód ziemi sprawia, iż czytam książki z cyklu kupiłam/kupiłem dom w ... Ziemia w skrzynkach i doniczkach na balkonie oraz kwitnące kwiaty (w tym roku pelargonia i lobelia, a więc jest niebiesko - różowo - fioletowo) to za mało, mimo iż widok wokoło niemal rustykalny (niemal). Tym razem dzięki opowieści Annie  Hawes odwiedziłam nieznaną mi Ligurię.

Siostry podjęły dziesięciotygodniową pracę przy szczepieniu róż w Diano San Pietro. Było to oderwanie się od smętnego, ponurego Londynu, a więc - przygoda. Obserwują codzienne życie, poznają ludzi, popełniają towarzyskie i kulinarne faux pas. Przypadkowo w trakcie wędrówek odkrywają na zboczu góry wyjątkowy domek z zapierającym dech w piersiach widokiem, który przynależy do kategorii rusticio, domu sezonowego, gospodarczego, ale też okazuje się  w zasięgu ich możliwości finansowych i ... kupują. Nie, to nie teraz, lecz chyba dziesiątki lat temu. Wprawdzie daty się nie pojawiają, ale są liry, a dopiero po paru latach ich pobytu Włochy wchodzą do EWG, zaczynają być obowiązkowe kasy fiskalne. Ceny w opuszczonych wioskach mogły być niskie, bo boom na letnie domy Niemców i innych stranieri dopiero się zaczyna.

"Jak opisać tę miejscowość? Człowiek czuje się tak, jakby żył w szczególnie emocjonującym wydaniu którejś z brytyjskich bulwarówek. Tylko krajobraz i pogoda się nie zgadzają."1

Jest to  uporządkowany chyba na podstawie notatek zbiór opowieści nie tyle o autorce i jej rodzinie w tle, lecz przede wszystkim o ludziach, mieszkańcach wspomnianej miejscowości. Trochę znaczących rysów ubioru (chustki i sznurki jako paski), przywiązanie do lokalnego języka, radości życia, lecz też i przebiegłości niektórych. Ów obserwowany mikrokosmos jest wcale interesujący. Komitywa wiary i ciągotek komunistycznych oraz wojennych przeżyć zasygnalizowana jest dyskretnie bez zbędnych ocen. Ludzie jako zbiorowość nie są idealizowani. Mała mobilność, zasiedzenie od pokoleń, zła koniunktura gospodarcza kraju sprawiają, iż niezbyt lubią obcych, podejrzewając ich o wszelkie niecne zamiary. Szczególną niechęć kierują do Niemców, ale mają też zastrzeżenia do Kalabryjczyków, Sycylijczyków, rzymian i tych z Mediolanu. Skoro jednak dwie siostry zyskały sympatię i życzliwość mieszkańców, to znaczy, że ich ksenofobia jest bardziej w języku niż czynach. Taka to przypadłość wielu krajów, co odnotowuję z satysfakcją.

Oprócz opowiadań o własnej naiwności, poprawianiu standardu życia w domku na wzgórzu jest też niemal dramatyczny obraz zmagania się z żywiołem ognia. Dom wiejski i maleńka winnica z gaikiem oliwkowym wymaga zdobycia umiejętności rolniczych, by cieszyć się skromnymi plonami. Każdy czytelnik znajdzie temat, który go zainteresuje, bo historie, do których wraca się parę razy, kręcą się jak dziecinny bączek. Jest smacznie, pachnąco, siermiężnie. Autorka uchwyciła też moment zmian gospodarczych, bo po latach chudych nadchodzą dla mieszkańców Diano San Pietro w miarę tłuste.

Na blogu u Chihiro zobaczyłam zdjęcie z księgarni amerykańskiej z podpisem półki  Armchair Travel (fotelowa podróż lub podróż w fotelu) i właśnie opowieść Annie Hawes z pewnością mieści się w tej kategorii książek, gdyż zaspokaja potrzebę poznawania miejsc i kontaktu z ludźmi. Całkiem miłe czytanie.

___________________

Annie Hawes, Extra virgin, przeł.Tomasz Bieroń, wyd. I, s. 370, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2007.

1 Tamże, s.171.

piątek, 27 lutego 2009

"Jeśli doznałeś niemiłego uczucia, że ktoś rzucił na ciebie urok, remedium znajdziesz w najbliższej bulangerie. Owiń kawałek chleba w czystą białą serwetkę i daj go pierwszej napotkanej rankiem osobie. Urok zostanie zdjęty."

Peter Mayle i Gerard Auzet, Wyznania francuskiego piekarza / Conffessions of French Baker, przeł. Wioletta Dobrosz, s.104, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008.

O chleb ludzie się modlą "Chleba naszego powszedniego", na strajkowych i rewolucyjnych sztandarach domagają się "Chleba i pracy", szacunek do niego zawarty jest w przysłowiach i wierszach "Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba...", tworzą Muzeum Chleba jak to w Radzionkowie. To chyba jedyna potrawa, która się nigdy nie znudzi. Mój ulubiony - to razowiec z foremki, ale nie każdy, bo mam swoje ulubione piekarnie. Pieczywo pszenne jem rzadko.

Popularyzator życia cudzoziemców w Prowansji, Peter Mayle, zredagował niewielką książeczkę ku czci francuskich piekarzy, a przede wszystkim właścicieli swojej ulubionej - rodziny Auzet. Zwrócił uwagę na rytm pracy piekarni, dwa wypieki w ciągu dnia, które trafiają do sklepu, gdyż Francuzi nade wszystko lubią świeże pieczywo. Oprócz krótkiej historii rodziny można odnaleźć wiele ciekawostek. We Francji istnieli wędrowni piekarze, którzy świadczyli swoje usługi w wypiekaniu pieczywa ludności wiejskiej - byłam zaskoczona tym faktem. Każdy właściciel piekarni marzy o tym, by uzyskać tytuł Meilleur Ouvrier de France - piekarza nad piekarzami. Z Francją kojarzy się też croissant, który narodził się w 1920 roku, ale jego historia sięga do Austrii czasu odsieczy wiedeńskiej. 26.08.1683 piekarze pracujący na nocną zmianę odkryli tureckich żołnierzy zakładających ładunki wybuchowe pod umocnieniami obronnymi miasta, ratując miasto. Aby uczcić zwycięstwo, upiekli chleb w kształcie księżyca z flagi tureckiej i to był pierwszy croissant. Francuscy piekarze są solidarni i dlatego wielkie było oburzenie, gdy hipermarkety zaczęły sprzedawać bagietki po niższej cenie. Takich ciekawostek i zwyczajów jest więcej w tej książeczce obyczajowo-kulinarnej. Znaczną jej część zajmują przepisy na domowy wypiek chleba, np. chleb z roquefortem, chleb tymiankowy, chleb rybaka itp. Ja na pewno nie będę zajmowała się pieczeniem, wolę smakować.

piątek, 20 lutego 2009

Podróże w czasie - wyzwanie

Sarah Waters, Złodziejka / Fingersmith, przeł. Magdalena Gawlik-Małkowska, s.464, Prószyński i S-ka SA, Warszawa.

Trochę żałuję, że wybrałam tę neowiktoriańską powieść na podróż w czasie po XIX wieku. Dusił mnie jej klaustrofobiczny klimat, przygnębiała obłuda, marazm, beznadzieja losu, wrogość, cwaniactwo i okrucieństwo. Nie można jej jednak stawiać zarzutów warsztatowych, wszak autorka zawodowo trudni się literaturą wspomnianego okresu i nie ukrywa źródeł swoich literackich inspiracji, a intrygę snuje wprawdzie rozwlekle, ale i zręcznie. Oczekiwałam szerokiej panoramy epoki, a otrzymałam niemal kameralną intrygę kryminalną.

Powieść podzielona na trzy części; dwie uzupełniające się narracje pierwszoosobowe dwóch bohaterek mogą zaciekawić, ale i drażnić, natomiast trzecia klamrowo je spina, prowadząc do finału. Może kogoś zainteresuje taki zaskakujący sposób przedstawiania i wyjaśniania zawiłości intrygi. Przeszkadzało mi też to, iż właściwie znaczna część fabuły dzieje się w pomieszczeniach zamkniętych, parę razy na Lant Street w Borough, we dworze w Briar, szpitalu dla obłąkanych. Faktem jest iż przedstawione miejsca są skrupulatnie opisane, wskazują na status materialny bohaterów, poznajemy parę szczegółów związanych z higieną, strojami itp.

Czytając tę obszerną powieść, uwaga nasza kieruje się na zaplanowaną intrygę. Młody człowiek zwany Dżentelmenem, a podający się za Richarda Riversa, dostrzega szansę zarobienia dużych pieniędzy. Chce usidlić bogatą, niewinną pannę z prowincji. Właśnie zatrudnił się u jej wuja, nawiązał pierwsze kontakty, ale do realizacji zamierzenia potrzebna jest mu pomoc pokojówki panny. Zwraca się do niemalże mafijnej rodziny paserów trudniącej się przejmowaniem i handlem dobrami materialnymi i dziećmi z prośbą o pomoc i zgodę na to, by ich wychowanica Susan przejęła tę funkcję za pewny i łatwy  zarobek. Początkowo wszystko przebiega według planów, jednak potem czytelnik zostanie zaskoczony paroma zwrotami akcji. Nie wszystko jest takie, jak się początkowo wydaje. Książka początkowo nuży, ale stopniowo, gdy odkrywamy, że i nami się manipuluje, może wciągać. Nie będę zdradzała dalszego ciągu, by potencjalnym czytelnikom nie psuć przyjemności obcowania z tą lekturą.

Autorka zaznacza też parę problemów interesujących współczesnego czytelnika. Po pierwsze, jest to zainteresowanie i rozpowszechnianie pornografii. Pokaźny zbiór dzieł tego rodzaju ma wuj Maud, który często przyjmuje gości zainteresowanych kupnem i sprzedaża tego typu literatury. Dziewczyna od dziecka nieomal ma z nią styczność, gdyż czyta gościom i wujowi fragmenty tej twórczości. Co ciekawe, siostra wspomnianego człowieka zostaje potępiona przez rodzinę za urodzenie nieślubnego dziecka, schwytana po ucieczce i uwięziona wraz z córką w szpitalu dla obłąkanych. Obłuda aż woła o pomstę do nieba. Po drugie, to los kobiet nieomal jak w krajach muzułmańskich, tyle że nie muszą nosić burki. Muszą mieć mężczyznę-opiekuna, by nie narażać się na zaczepki, mogą zostać ubezwłasnowolnione i zamknięte w zakładzie dla psychicznie chorych, jeżeli ich życie i poglądy nie przystają do przyjętych norm i poglądów. O uczciwym miejscu pracy można tylko pomarzyć. Po trzecie, w tle kołacze napięcie erotyczne między kobietami.

Jak już wspomniałam, zainteresowanych fabułą czeka zaskakujące spotkanie ze zdawałoby się prostą intrygą opartą na motywie zamienionych w kołysce. Jeżeli ktoś ma ochotę na klimat wiktoriański z drugiej ręki - proszę bardzo.

 
1 , 2 , 3 , 4